Wyszłam z ośrodka i ruszyłam właściwie przed siebie bo tak dokładnie nie wiedziałam gdzie chcę iść. Poszłam chodnikiem w górę. 5 minut później minut mijałam biedronkę. Potem kawiarnie, lodziarnie i dwa sklepów. Nogi same poniosły mnie w miejsce gdzie byliśmy wczoraj. W sumie wcale mnie to nie zdziwiło, to jest piękne miejsce, pełno tam zieleni, a jak to mówią zielony uspokaja (xD) Usiadłam sobie nie zwalonym drzewie i tak bezmyślnie siedziałam, wsłuchiwałam się w szumienie wody i wiatru. Po kilkunastu minutach zmieniłam miejsce spoczynku, więc teraz siedziałam po turecku na kładce, a pale moczyłam w wodzie. Siedząc tak w ciszy przyszedł mi do głowy Wojtek. Po naszej ostatniej małej kłótni, on musiał wyjechać, jakieś zlecenie z pracy i od tego czasu nie gadaliśmy, on nie dzwonił, a ja nie zamierzałam się przed nim płaszczyć, skoro to z jego winy byłą ta cała bezsensowna kłótnia, która nawet nie pamiętam czego dotyczyła, to niech się teraz sam wysili. Po Wojtku przyszedł czas na tatę, przypomniało mi się jak razem z psem chodziliśmy na grzyby gdy byłam mała, wszystkie zabawy, ogólnie tak mi się głupio na wpominanie zebrało, co oczywiście nie mogło obyć się bez uronieniu kilku łez. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że czasem z tatą miałam lepszy kontakt niż z mamą. Przeważnie dziewczyny lepiej rozumieją się z mamą, a chłopaki z tatą. U mnie raczej było tak, że od dziecka wolałam się bawić z chłopakami. W szkole raczej obracałm się w towarzystwie dziewczyn raczej takich chłopczyc jak to mówią. Ogólnie dziewczyny z paczki, w której się znajdowałam bardziej kręciło np. kopanie piłki, wspinanie się na drzewa, a nie zabawy w podwieczorki, zresztą chyba nie trudno się dziwić skoro większośc czasu spędzałam z braćmi oraz Bartkiem i Krzyśkiem. Podniosłam się z mostku i ruszyłam bardzo powolnym krokiem w stronę powrotną. Wstąpiłam do lodziarni i kupiłam sobie trzy gałki truskawkowych lodów. Dotarłam do ośrodka, weszłam do windy i wyciągnęłam telefon z torebki - 18:15. No to się zasiedziałam, chłopaki mnie zabiją bo mam klucz. Wyszłam z windy i pierwszy widok to Michał i Mariusz na podłodze przed naszym pokojem grają w kółko-krzyżyk? (O.o)
- Przepraszam, chłopaki ale straciłam poczucie czasu. Długo tu siedzicie? - zapytałam otwierając drzwi
- Jakieś pół godziny - odparł Szampon
- Jeszcze raz was przepraszam, aż się zdziwiłam, że nie dzwoniliście - usiadłam na łóżku
- Telefony w pokoju zostawiliśmy - oznajmił Misiek. Weszliśmy do środka i ledwo przyjmujący zamknął drzwi już się one otworzyły.
- O widzę, że panowie już nie gniją na korytarzu - zaśmiał się Igła.
- Jak widać wróciłam - uśmiechnęłam się. - Mam nadzieję, że się cieszysz - zrobiłam smutną minkę
- A jakżeby inaczej - wyszczerzył się
- A ty co, swojego pokoju nie masz, że u nas cięgle siedzisz? - zapytał Wlazły.
- Michał z żoną gada to pomyślałem, że nie ładnie podsłuchiwać, więc przyszedłem do was, cieszycie się, nie? - z wielkim bananem na twarzy rzucił się na łóżko obok mnie prawie nokautując mnie przy tym swoją wielką łapą
- Skaczemy z radości - wywrócił oczami Winiarski, a ja tylko się uśmiechnęłam
- I jak tam na tym spotkaniu czy czymś było? - zaciekawiłam się
- A było, było - wciął się od razu Krzysiek - Paczaj tutaj jakie mam śliczne buciki - podsunął mi pod nos swoje obuwie
- Wizualnie to one za piękne nie są - skrzywiłam się lekko
- Ty się nie znasz - prychnął - Za to chodzi się w nich jak marzenie - rozmarzył się. - Mam je przetestować.
- To gratuluję, że tobie zaufali i tak dalej, że dali ci coś do testowania, a jak uważasz że tak fajnie się w nich chodzi to daj sprawdzę - wyciągnęłam rękę w stronę Ignaczaka.
- A to nie będą na ciebie za duże? - zapytał atakujący
- Spokojnie - uspokoiłam go. - Jak by co to wypcham chusteczkami.
- O nie! - oburzył się libero. - Nie ma mowy żebyś do moich nowych, cudownych butów wkładała jakieś chusteczki!
- Dobra nie wypcham, daj tylko prawego. - wyciągnęłam w jego stronę rękę - No zaraz ci oddam przecież - wywróciłam oczami. W końcu Rzeszowianin się zgodził i po chwili miałam na swojej stopie jego buta - No faktycznie dobrze się chodzi - stwierdziłam po kilkakrotnym przemierzeniu pokoju.
- Widzisz? Ja to się znam na rzeczy - wypiął dumnie klatę do przodu.
- Uważaj żebyś z tego wywyższania się jeszcze większy nie urósł - rzuciłam ściągając buta, na co on tylko się powykrzywiał i wyszedł, a my wybuchnęliśmy śmiechem. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam czytać książkę, którą sobie przywiozłam. O dziwo do samej kolacji nikt, a nikt nie zakłócał naszego spokoju. Tym razem we trójkę szliśmy także na stołówkę.
- Coś tu pusto....... za pusto - Michał jak rasowy agent przykleił się do ściany i rozglądnął na boki.
- No faktycznie coś jest nie ten teges - poparł go przyjaciel.
Z lekkim uczuciem niewiedzy i lekkiego jakby niepokoju weszliśmy na stołówkę, a tam kolejne zaskoczenie tego dnia: nasz stolik stoi pusty. Zasiedliśmy i zaczęliśmy konsumować kolację zastanawiając się przy okazji co się stało z resztą naszego towarzystwa.
- Może po prostu ucięli sobie drzemkę? - podsunął Mariusz
- Wszyscy na raz? - zapytałam unosząc jedną brew.
- No to może się gdzieś szlajają ? - zaproponował Winiar
- I Igła nie przyszedł zapytać i męczyć nas czy nie idziemy z nimi? Niemożliwe! - zaprzeczyłam.
- To może jakiś film oglądają. - padła propozycja z strony Wlazłego
- To mi się wydaje najbar....... - nie dokończyłam bo do stołówki jak gdyby nigdy nic weszły nasze zguby.
- A my coś wiemy, a wy nie - powiedział z cwanym uśmiechem Piter i zasiadł do stołu.
- No to pewnie zaraz nam powiecie żebyśmy razem siedzieli w tym bagnie co? - zapytał braciszek.
- Jakim bagnie? - skrzywił się Piotrek - My nie byliśmy na bagnach i żadnego Shreka tylko w moim pokoju - zmarszczył czoło, a my we trójkę wywróciliśmy ślepiami
- A co jak wam nie powiemy? - droczył się Zatorski puszczając mimo uszu uwagę Pita.
- No to ............. jakoś będziemy musieli przeżyć, prawda chłopaki? - zwróciłam się z udawanym smutkiem do Szampona i Michała a oni pokiwali głowami. Do przewidzenia było to co się zaraz stanie
- Ojjj no dobra, powiemy wam, skoro tak bardzo prosicie - westchnął Krzysiek, a nasza trójka wymieniła porozumiewawcze uśmieszki - Siurak ma dla nas niespodziankę jak przyjedzie, gadaliśmy z nim przed chwilą na Skype - obwieścił nam - Nie robi to na was żadnego wrażenia? - zdziwił się widząc nasze mało poruszone tą wiadomością miny - Ja to już w miejscu skacze z tej niecierpliwości, a przecież on przyjedzie dopiero w następnym tygodniu - westchnął.
- Uważaj Krzysiu żebyś z tego przejęcia jaja nie zniósł - zwróciłam mu całkiem poważnie uwagę po czym wszyscy się zaśmiali
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne - wywrócił oczami - Ja tu już nie będę palcami wytykał kto to jest niecierpliwy bo mnie mamusia dobrze wychowała - pociągnął łyk herbaty
- Słuchaj mamusi Igła, racja - poparłam go.
- No proszę cię Igła, jaką on może mieć tą niespodziankę? Co, zdjęcie medalu ci przywiezie, żebyś sobie mógł go na ekranie podotykać? - uniósł brew Michał.
- Ja i tak się nie mogę doczekać - zatarł ręce Paweł.
- Właśnie widać - zaśmiałam się.
Po skończonym posiłku udaliśmy się do swoich pokoi. 15 minut, dosłownie 15 minut mieliśmy spokój. Ledwo zdążyłam wyjść z łazienki po prysznicu, a już drzwi otworzyły się na oścież i stanęła w nich nasza banda <czyt. Ignaczak, Nowakowski, Wrona, Kłos, Zatorski>
- To jak gramy w pokera? - zatarł ręce Karol
- Czemu nie - odpowiedziałam i zaczęliśmy grać. Pierwszy raz wygrał Piotrek mając karetę. Następne rozdanie wygrał Karol także mając karetę. Jak to mówią do trzech raz sztuka i w moim przypadku często to się zdarza tym razem miałam pokera czyli wygrałam bo reszta to miała bardzo słabe typu: para, dwie pary. Zagraliśmy jeszcze kilka razy, nie obeszło się bez fochów Pawła bo nie wygrał ani razu i twierdził, że wszysto jest ukartowane.
- Normalnie ręce opadają, oczy wychodzą na wierzch, a paszcza sama się otwiera jak się was tak słucha - powiedziałam gdy przysłuchiwaliśmy się kłótni między dwoma Libero, gdzie starszy próbował wytłumaczyć młodszemu, że to nie było ukartowane
- Popieram - powiedziała reszta.
- To co może jeszcze jakiś filmik obejrzymy - zatarł ręce Cichy
- Pogrzało cię Piter?! przed północą jest - sprowadził go na ziemię Winiarski
- Serio już tak późno? - wybałuszył oczy
- Dokładnie 23:34 - sprecyzował Kłos.
- No to dobranocka - Pit wstał z podłogi i jak gdyby nigdy nic wyszedł
- A teraz tak serio się pytam co on brał ? - rzuciłam patrząc na już zamknięte za środkowym drzwi z miną mniej więcej taką: O.o
- I na tym właśnie polega problem Lenko, że nikt nie wie, ale dobrze to na niego nie działa - westchnął zrezygnowany Krzysiek.
Siatkarze kulturalnie się pożegnali pożyczyli dobrej nocy i wyszli. Przykryłam się kołdrą i zasnęłam.
niedziela, 10 sierpnia 2014
środa, 6 sierpnia 2014
~Rozdział 8~
W pewnym momencie zadzwonił mój telefon przerywając trwającą bardzo miłą rozmowę. Wyciągnęłam go z torebki, a gdy tylko spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam na nim zdjęcie Karoliny na moją twarz wkradł się uśmiech.
- Już nie mogłam wytrzymać i muszę ci powiedzieć - powiedziała podekscytowana na wstępie.
- No to dajesz - jej przejęcie było okropnie zaraźliwe.
- Ale powiedz mi jeszcze czy nie przeszkadzam.
- Nie, nie przeszkadzasz. No mów, że wreszcie bo nie mogę się doczekać - poganiałam ją.
- Widzimy się w piątek sobotę i niedzielę na meczach - pisnęłyśmy z radości.
- Super! Kiedy to my się ostatnio widziałyśmy? - już miała coś powiedzieć, ale jej przerwałam- A już wiem, w Bełchatowie na finale.
- Dawno - stwierdziłyśmy równo co tylko wywołało nasz śmiech.
- Słyszę, że ktoś tak daje o sobie znać mamie - uśmiechnęłam się słysząc płaczącego w tle chłopczyk.
- Daje, oj daje i to tak, że nie wiem.
- No to pozdrów tych swoich chłopaków - i tak jak to miałyśmy w zwyczaju od zawsze rozłączyłyśmy się bez pożegnania.
- Karola dzwoniła?- zapytał Krzysiek, skinęłam głową.
- Idziemy do biedronki? - zaproponował Zati.
Wszyscy byli na tak więc już po chwili chodziliśmy pomiędzy półkami. Kupiłam sobie kilka paczek kwaśnych żelek bez których nie mogłam już od dawna żyć oraz tą czekoladę dla Winiara, ale jak się nie upomni to nie dostanie. Oj, no co?! Nie będę mu kupowac i jeszcze z własnej nieprzymuszonej woli mu ją oddawać! Nie upomni się, nie ma, proste. Uwinęłam się szybko więc wyszłam i czekałam na nich na zewnątrz. Stałam tam i czekałam i czkałam na te guzdrały dobre 20 minut. Wreszcie wyszli.
- Co się im stało? - zapytałam Wronę wskazując na Zatorskiego, Pita i Ruciaka.
- Aaaaa toooo to jest tylko foch na Szampona bo gdy oni kłócili się o ostatnią czekoladę Mariusz nic nie mówiąc po prostu ją sobie wziął i dlatego się obrazili. Bo to podobno było nie fair - zaśmialiśmy się. W drodze powrotnej okropnie się wlekliśmy i tak odległość, którą przedtem pokonaliśmy w 10, tym razem trwała 20 minut. Niestety Winiarski doskonale pamiętał o swojej zapłacie więc wręczyłam mu ją w drodze. Mieliśmy, znaczy chłopaki mieli to szczęście, że na drodze do pokoi nie wpadliśmy na nikogo ze sztabu bo Krzysiek i Karol pewnie zebrali by niezły opieprz bo tyle tego wszystkiego tam mieli, że my wszyscy razem nie mielibyśmy tyle co oni we dwóch. Otworzyłam drzwi do naszego pokoju i weszliśmy do środka. Rozmawialiśmy sobie spokojnie oglądając powtórkę meczu, ale ta chwila długo nie mogła trwać bo ktoś wtargnął do pokoju. Tymi przybyszami okazali się być Pit, Igła, Dziku, Kłos, Wrona i Zator.
- Wpadliśmy po was na kolacje - wyszczerzył się Kubiak.
- Dobrze wiedzieć - odparł Michał.
- No to ruchy - poganiał nas Krzysiek. Wstaliśmy i taką oto grupą wyszliśmy z naszego pokoju.
I znowu zaczęły się wyścigi do windy.
- Jest! Pierwszy byłem! - Cichy zacisnął dłonie w pięści
- Druga! - krzyknęłam od razu i przybiliśmy piątkę. - No to kto tym razem schodkami? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem.
- Igła i Zati! - krzyknęli wszyscy, a obaj Libero zostali wypchnięci przed szereg.
- No to do zobaczenia panowie - wyszczerzył się Wrona, nacisnął guzik i już po chwili byliśmy na stołówce. Zajęłam swoje miejsce czyli pomiędzy Michałem, a Krzysztofem, który dołączył po chwili. Pewnie znowu kazał się biednemu Pawełkowi ścigać.
- Co jutro robimy? - zapytał Zati
- No nie wiem, wy pewnie będziecie mieć trening, a ja pewnie będę wam robić zdjęcia - wzruszyłam ramionami.
- A poza tym?
- No to wy dajcie jakąś inicjatywę.
- O nie, my już dzisiaj się wysililiśmy zabierając cię do lasu, a zwłaszcza Marcin - przypomniał Ignaczak
- Czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Kubiak.
- Trzeba było iść z nami, a nie leżeć plackiem na dupie w pokoju - oznajmił Karol
- No nie chciało mi się - zaczął jęczeć.
- Kiedyś może nadejdzie taki dzień, że wszystkiego się dowiesz - powiedział z miną wielce doświadczonego profesora i poklepał go po ramieniu Zatorski, a my się zaśmialiśmy.
- A tak w ogóle to po co planujecie coś na jutro, potem coś się zmieni i dupa - wzruszył ramionami Mariusz.
- No właśnie - poparłam go.
I tak zakończył się temat jutrzejszych planów. Wyszliśmy ze stołówki, ustalając, że osoby, które z góry na dół jechały windą z powrotem też jada windą, a te które szły chodami to idą schodami. Ta zasada spotkała się z głośnym oburzeniem "poszkodowanych" <czyt. dwaj libero>, ale jednak weszła w życie. Jak to już było z zwyczaju otworzyłam drziw kluczem i weszlismy do środka. Zaklepałam sobie łazienkę i poszłam się umyć. Jakieś 20 minut później leżałam już na łóżku z laptopem na kolanach i wgrywałam zdjęcia, które dzisiaj zrobiłam. Potem wysłałam je e-mailem do Karoliny pisząc, że mnie tam dzisiaj zaciągnęli. Odpisła po 5 minutach, pisząc, że ujęcia są jak zawsze świetne i że kiedyś muszę ją tam zabrać. Odpisałam, że jak będzie okazja to oczywiście. Wyłączyłam komputer, a siatkarze włączyli jakiś film akcji. Średnio mi się podobał, ale oglądałam bo pilota i tak trzymał atakujący więc możliwości zmiany repertuaru i tak nie było. Po zakończonym seansie poszlismy spać.
Spałam sobie najzwyczajniej w świecie, gdy usłyszałam jakieś rozmowy. Najpierw nie zwróciłam no to uwagi bo myślałam, że to po prostu Michał z Mariuszem i spałam sobie dalej, ale w końcu otworzyłam swoje piękne niebiesiutkie paczadła i co widzę? Krzyśka, Pitera, Winiara, Szampona, Kłosa i Wronę. A na dodatek Piter siedzi przy moim łóżku i grzebie coś w moim telefonie.
- Matko Boska i Wszyscy tam na górze! - krzyknęłam przerażona - Co wy tu robicie?! Spać nie możecie? Przecież jest.... -spojrzałam na zegarek - 6:20?! - wytrzeszczyłam oczy.
- Nie krzycz, nie krzycz - upomniał mnie Andrzej.
- Sorry ale co wy tu robicie?
- Biegaliśmy, nudziło nam się więc przyszliśmy - wzruszył ramionami Igła.
- Aha..... a czemu akurat u nas i nie dajecie mi spać? - uniosłam do góry brew
- No bo tutaj jest fajnie - wyszczerzył się Karol.
- Aha? - opadłam z powrotem na poduszkę.
- Ale czemu tak krzyczysz? - zapytał Igła
- Nie codziennie budzę się o 6:20 i widzę przed oczami pół kadry chyba oczywiste, że się zdziwiłam i przestraszyłam - odparłam
- Fajną masz muzykę - wtrącił się Piter.
- Dzięki. - odparłam automatycznie
- No jak ja ściągałem to wiadomo, że fajne - wyszczerzył się Winiar.
- Właśnie - przyznałam mu rację bo jeszcze nie bardzo kontaktowałam. Nienawidziłam być budzona przez kogoś. Jak sobie wstanę sama bez żadnego przymusu to jest ok, wszystko rozumiem, jestem wyspana, mówię po ludzku itd. Nadal pamiętam jak mnie mama do szkoły budziła o 6:30, a ja nie mogłam wstać bo czasem do 1 w nocy czytałam książki. Ale długo tak nie pociągnęłam. Mój rekord to 3 dni pod rząd. Ale jakimś dziwnym trafem na wf-ie nigdy nie byłam zmęczona.
- Krzysiek gdzie twoja kamera jak jest potrzebna?!- krzyknął przyjmujący - Ona właśnie przyznała mi rację! - krzyczał podekscytowany
- No właśnie gdzie masz kamerę?.... - przysypiałam już lekko ale zaraz poderwałam się jak poparzona - Że co zrobiłam?!
- To co słyszałaś - wystawił mi język
- Jeny... - oparłam się o ścianę.
- Co ty tam tak studiujesz Cichy? - zaciekawił się Karol
- No na muzę patrze - udzielił odpowiedzi nawet nie podnosząc wzroku z nad ekranu MOJEGO(!) telefonu. Dlaczego ja tak w ogóle nie założyłam sobie żadnego hasła czy nawet jakiegoś wzorku? Muszę to kiedyś zrobić bo inaczej będą mi tak bezkarnie przeglądać zawartość pamięci mojej komórki.
- I? - ciągnął dalej
- No i nic wszystkie prawie znam i niczym mnie nie zaskoczyłaś - rzucił mi urządzenie. Oczywiście je złapałam, żeby nie było, że nie.
- No to mi bardzo przykro.
- Żebyś wiedziała, że mi też - odparł środkowy. - No to co teraz robimy jak już obudziliśmy Lenkę a do śniadania jeszcze kupa czasu? - wszyscy wzruszyli beznamiętnie ramionami - Normalnie pomysłów jak lodu - wywrócił oczami.
- No to ty coś zaproponuj - wciął się Andrzej.
- Ale ja nie mam propozycji dlatego pytam was. Bo przecież jakbym miał pomysł to bym wam od razu powiedział a nie czekał na was - prychnął.
- Ja mam pomysł. - oznajmiłam, a Nowakowski popatrzył na mnie z przejętą miną - Wy wyjdziecie, a ja się jeszcze trochę zdrzemnę - opadłam znowu na poduszkę i naciągnęłam kołdrę na głowę, która nawiasem mówiąc po chwili została ze mnie zdarta przez Ignaczaka.
- Ejjjj..... ale my chcemy wszyscy razem coś zrobić noooo - jęczał Piter
- Pit weź idź zobacz czy nie ma cię w twoim pokoju - powiedział Krzysiek, ku mojemu zdziwieniu środkowy podniósł się z krzesła i ruszył do drzwi ale gdy miał nacisnąć klamkę zastygł w bezruchu
-Ejjj! - wrócił z powrotem na swoje miejsce z miną obrażonego dziecka, a my wybuchnęliśmy śmiechem - Pewnie, śmiejcie się z biednego wykorzystywanego Piotrusia ! - skrzyżował ręce na piersi
Postanowiłam się przebrać bo i tak tu a nimi już nie zasnę. Wzięłam pierwsze lepsze co wpadło mi w ręce (klik) i weszłam do łazienki. Resztę czasu do śniadania spędziliśmy na rozmawianiu. W końcu ruszyliśmy swoje cztery litery na stołówkę. Tym razem zasuwanie schodami nie przypadło w udziale nikomu bo w siódemkę się zmieściliśmy (jakoś). Wzięliśmy swoje dzisiejsze śniadanie czyt. jajecznicę i usiedliśmy przy swoim stoliku. Gwar na stołówce cały czas się powiększał aż w końcu trener poprosił o chwilę ciszy.
- Słuchajcie chłopaki, dzisiaj będziecie mieli spotkanie ze sponsorem po obiedzie, siatkarze obowiązkowo się tam stawiają, sztab jeśli nie chce to nie musi. - zakończył swoją przemowę i wszyscy wrócili do swoich talerzy.
- No a nie mówiłem żeby niczego nie planować ? - przypomniał Mariusz.
- Jenyyyy.. - wywrócił oczami Piter - I znowu się wysiedzimy nie wiadomo po co i stracimy kilka godzin naszego cennego życia, które możemy przeznaczyć na inne pożyteczne rzeczy - westchnął
- Na przykład na nabijanie większej oglądalności "Trudnym Sprawom" , "Dlaczego ja?" , "Ukrytej Prawdzie" , i "Rozmowom w toku?" - uniósł brew Winiar
- Dokładnie - przytaknęli Zator i Piter.
- A nie wolelibyście tego cennego czasu spędzić na siłowni albo hali żeby się doskonalić i żeby siatkówka w Polsce miała jeszcze więcej fanów i potem każdy świętował złoto na Mistrzostwach w naszej ojczyźnie? To wy - wskazałam na nich widelcem - zamiast trenować i wylewać siódme poty na treningach wolicie oglądać telewizję? Zawiodłam się na was chłopcy, a zwłaszcza na tobie Piter. - powiedziałam strasznie przejętym głosem i pokręciłam głową, aż wbiłam w ziemię Piotrka i Pawła tak, że ich jajecznica w połowie drogi do ust zatrzymały się i skruszeni opuścili głowy, a reszta starała się nie wybuchnąć śmichem. Mi wychodziło to dobrze, ba! Mi to wychodziło wspaniale, ma się ten dar aktorstwa co nie? Siatkarze już dłużej nie wytrzymali i wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, ja razem z nimi, a środkowy i libero podnieśli na nich zdezorientowany wzrok. A ja na widok ich min już prawie płakałam ze śmiechu.
- No i z czego oni się tam śmieją? - zapytał półgłosem Zatorski swojego kolegę w niedoli.
- Nie mam pojęcia - odparł Nowakowski - Ej no ale o co wam chodzi? Nie chcecie żeby naród skakał z radości tylko na wspomnienie tej krótkiej wykonanej przez Piotra Nowakowskiego, kończącej tego seta i równocześnie meczu finałowego? - rozmarzył się Cichy.
- A skąd wiesz, że to nie będzie atak po bloku Michała Winiarskiego? - zapytał Misiek
- A skąd wiesz, że to nie będzie as serwisowy Mariusza Wlazłego? - dołączył Szampon
- Dobra panowie - ucięłam - nie ważne kto zdobędzie ostatni punkt ważne żebyście wygrali, wierzę w was - uśmiechnęłam się - a teraz marsz na trening. - podnieśliśmy swoje zacne 4 litery i ruszyliśmy na górę. Zarzuciłam na siebie koszulkę reprezentacyjną typu ASSASSIN’S CREED (jak to nazwał Igła xD), wzięłam aparat i byłam gotowa. Musiałam teraz czekać na te guzdrały. W końcu byli gotowi więc wyszliśmy z pokoju i zamknęłam go na klucz. Po drodze napatoczyli nam się Igła, Piter, Kłosik i Wronka. W takim składzie dotarliśmy na halę. Chłopaki poszli do szatni, a ja prosto na salę. Usiadłam na krzesełkach i razem ze sztabem czekaliśmy na nich.
- Matko kochana jak oni się grzebią - westchnęłam.
- Przyzwyczaisz się kochana - pocieszył mnie doktor Sokal.
- Wolałabym nie - uśmiechnęłam się.
- Chyba nie masz innego wyjścia. - odparł. Wreszcie weszli na salę i zaczęli się rozgrzewać. Trening minął mi szybko, aparat wzbogacił się o kilkadziesiąt zdjęć i mogłam wracać do swojego pokoju. Otrzymałam od trenera Antigi zwolnienie ze spotkania z przedstawicielem firmy Adidasa. Nie czekałam na nich bo zresztą po co? Mam klucz, więc mogę śmiało iść. Kilka minut później siedziałam już w pokoju ze słuchawkami w uszach patrzyłam co się tam dzieje w wielkim świecie. Mój święty spokój nie trwał długo bo usłyszałam naszą kadrę, darli się okropnie, a mogłabym się założyć, że wysiedli dopiero z widny, słyszałam ich jakby stali za drzwiami. Przypominam, miałam słuchawki w uszach. Drzwi do pokoju otworzyły się i zobaczyłam w nich moich współlokatorów. Michał jak zwykle coś sobie tam pod nosem śpiewał. Wyciągnęłam słuchawki i wsłuchałam się w słowa, które mówił do mnie przyjmujący
- To jak idziesz z nami?
- Nie, dostałam zwolnienie od trenera - wyszczerzyłam się, a oni pewnie z chęcią zamienili by się ze mną miejscami. Pół godziny później zbieraliśmy się na obiad. Po posiłku siatkarze udali do jakiegoś innego pomieszczenia, a ja postanowiłam iść się przejść i może na jakieś lody czy coś. Chwyciłam swoją torebkę, do niej wrzuciłam aparat, telefon, portfel i mogłam ruszać. Zamknęłam pokój i wyszałam z ośrodka.
Miał być w środe to i jest :) Postanowiłam, że rozdziały będą się pojawiać właśnie w środy i niedziele, ponieważ mam już napisanych ich 30 :)
Pozdrawiam ;**
- Już nie mogłam wytrzymać i muszę ci powiedzieć - powiedziała podekscytowana na wstępie.
- No to dajesz - jej przejęcie było okropnie zaraźliwe.
- Ale powiedz mi jeszcze czy nie przeszkadzam.
- Nie, nie przeszkadzasz. No mów, że wreszcie bo nie mogę się doczekać - poganiałam ją.
- Widzimy się w piątek sobotę i niedzielę na meczach - pisnęłyśmy z radości.
- Super! Kiedy to my się ostatnio widziałyśmy? - już miała coś powiedzieć, ale jej przerwałam- A już wiem, w Bełchatowie na finale.
- Dawno - stwierdziłyśmy równo co tylko wywołało nasz śmiech.
- Słyszę, że ktoś tak daje o sobie znać mamie - uśmiechnęłam się słysząc płaczącego w tle chłopczyk.
- Daje, oj daje i to tak, że nie wiem.
- No to pozdrów tych swoich chłopaków - i tak jak to miałyśmy w zwyczaju od zawsze rozłączyłyśmy się bez pożegnania.
- Karola dzwoniła?- zapytał Krzysiek, skinęłam głową.
- Idziemy do biedronki? - zaproponował Zati.
Wszyscy byli na tak więc już po chwili chodziliśmy pomiędzy półkami. Kupiłam sobie kilka paczek kwaśnych żelek bez których nie mogłam już od dawna żyć oraz tą czekoladę dla Winiara, ale jak się nie upomni to nie dostanie. Oj, no co?! Nie będę mu kupowac i jeszcze z własnej nieprzymuszonej woli mu ją oddawać! Nie upomni się, nie ma, proste. Uwinęłam się szybko więc wyszłam i czekałam na nich na zewnątrz. Stałam tam i czekałam i czkałam na te guzdrały dobre 20 minut. Wreszcie wyszli.
- Co się im stało? - zapytałam Wronę wskazując na Zatorskiego, Pita i Ruciaka.
- Aaaaa toooo to jest tylko foch na Szampona bo gdy oni kłócili się o ostatnią czekoladę Mariusz nic nie mówiąc po prostu ją sobie wziął i dlatego się obrazili. Bo to podobno było nie fair - zaśmialiśmy się. W drodze powrotnej okropnie się wlekliśmy i tak odległość, którą przedtem pokonaliśmy w 10, tym razem trwała 20 minut. Niestety Winiarski doskonale pamiętał o swojej zapłacie więc wręczyłam mu ją w drodze. Mieliśmy, znaczy chłopaki mieli to szczęście, że na drodze do pokoi nie wpadliśmy na nikogo ze sztabu bo Krzysiek i Karol pewnie zebrali by niezły opieprz bo tyle tego wszystkiego tam mieli, że my wszyscy razem nie mielibyśmy tyle co oni we dwóch. Otworzyłam drzwi do naszego pokoju i weszliśmy do środka. Rozmawialiśmy sobie spokojnie oglądając powtórkę meczu, ale ta chwila długo nie mogła trwać bo ktoś wtargnął do pokoju. Tymi przybyszami okazali się być Pit, Igła, Dziku, Kłos, Wrona i Zator.
- Wpadliśmy po was na kolacje - wyszczerzył się Kubiak.
- Dobrze wiedzieć - odparł Michał.
- No to ruchy - poganiał nas Krzysiek. Wstaliśmy i taką oto grupą wyszliśmy z naszego pokoju.
I znowu zaczęły się wyścigi do windy.
- Jest! Pierwszy byłem! - Cichy zacisnął dłonie w pięści
- Druga! - krzyknęłam od razu i przybiliśmy piątkę. - No to kto tym razem schodkami? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem.
- Igła i Zati! - krzyknęli wszyscy, a obaj Libero zostali wypchnięci przed szereg.
- No to do zobaczenia panowie - wyszczerzył się Wrona, nacisnął guzik i już po chwili byliśmy na stołówce. Zajęłam swoje miejsce czyli pomiędzy Michałem, a Krzysztofem, który dołączył po chwili. Pewnie znowu kazał się biednemu Pawełkowi ścigać.
- Co jutro robimy? - zapytał Zati
- No nie wiem, wy pewnie będziecie mieć trening, a ja pewnie będę wam robić zdjęcia - wzruszyłam ramionami.
- A poza tym?
- No to wy dajcie jakąś inicjatywę.
- O nie, my już dzisiaj się wysililiśmy zabierając cię do lasu, a zwłaszcza Marcin - przypomniał Ignaczak
- Czy ja o czymś nie wiem? - zapytał Kubiak.
- Trzeba było iść z nami, a nie leżeć plackiem na dupie w pokoju - oznajmił Karol
- No nie chciało mi się - zaczął jęczeć.
- Kiedyś może nadejdzie taki dzień, że wszystkiego się dowiesz - powiedział z miną wielce doświadczonego profesora i poklepał go po ramieniu Zatorski, a my się zaśmialiśmy.
- A tak w ogóle to po co planujecie coś na jutro, potem coś się zmieni i dupa - wzruszył ramionami Mariusz.
- No właśnie - poparłam go.
I tak zakończył się temat jutrzejszych planów. Wyszliśmy ze stołówki, ustalając, że osoby, które z góry na dół jechały windą z powrotem też jada windą, a te które szły chodami to idą schodami. Ta zasada spotkała się z głośnym oburzeniem "poszkodowanych" <czyt. dwaj libero>, ale jednak weszła w życie. Jak to już było z zwyczaju otworzyłam drziw kluczem i weszlismy do środka. Zaklepałam sobie łazienkę i poszłam się umyć. Jakieś 20 minut później leżałam już na łóżku z laptopem na kolanach i wgrywałam zdjęcia, które dzisiaj zrobiłam. Potem wysłałam je e-mailem do Karoliny pisząc, że mnie tam dzisiaj zaciągnęli. Odpisła po 5 minutach, pisząc, że ujęcia są jak zawsze świetne i że kiedyś muszę ją tam zabrać. Odpisałam, że jak będzie okazja to oczywiście. Wyłączyłam komputer, a siatkarze włączyli jakiś film akcji. Średnio mi się podobał, ale oglądałam bo pilota i tak trzymał atakujący więc możliwości zmiany repertuaru i tak nie było. Po zakończonym seansie poszlismy spać.
Spałam sobie najzwyczajniej w świecie, gdy usłyszałam jakieś rozmowy. Najpierw nie zwróciłam no to uwagi bo myślałam, że to po prostu Michał z Mariuszem i spałam sobie dalej, ale w końcu otworzyłam swoje piękne niebiesiutkie paczadła i co widzę? Krzyśka, Pitera, Winiara, Szampona, Kłosa i Wronę. A na dodatek Piter siedzi przy moim łóżku i grzebie coś w moim telefonie.
- Matko Boska i Wszyscy tam na górze! - krzyknęłam przerażona - Co wy tu robicie?! Spać nie możecie? Przecież jest.... -spojrzałam na zegarek - 6:20?! - wytrzeszczyłam oczy.
- Nie krzycz, nie krzycz - upomniał mnie Andrzej.
- Sorry ale co wy tu robicie?
- Biegaliśmy, nudziło nam się więc przyszliśmy - wzruszył ramionami Igła.
- Aha..... a czemu akurat u nas i nie dajecie mi spać? - uniosłam do góry brew
- No bo tutaj jest fajnie - wyszczerzył się Karol.
- Aha? - opadłam z powrotem na poduszkę.
- Ale czemu tak krzyczysz? - zapytał Igła
- Nie codziennie budzę się o 6:20 i widzę przed oczami pół kadry chyba oczywiste, że się zdziwiłam i przestraszyłam - odparłam
- Fajną masz muzykę - wtrącił się Piter.
- Dzięki. - odparłam automatycznie
- No jak ja ściągałem to wiadomo, że fajne - wyszczerzył się Winiar.
- Właśnie - przyznałam mu rację bo jeszcze nie bardzo kontaktowałam. Nienawidziłam być budzona przez kogoś. Jak sobie wstanę sama bez żadnego przymusu to jest ok, wszystko rozumiem, jestem wyspana, mówię po ludzku itd. Nadal pamiętam jak mnie mama do szkoły budziła o 6:30, a ja nie mogłam wstać bo czasem do 1 w nocy czytałam książki. Ale długo tak nie pociągnęłam. Mój rekord to 3 dni pod rząd. Ale jakimś dziwnym trafem na wf-ie nigdy nie byłam zmęczona.
- Krzysiek gdzie twoja kamera jak jest potrzebna?!- krzyknął przyjmujący - Ona właśnie przyznała mi rację! - krzyczał podekscytowany
- No właśnie gdzie masz kamerę?.... - przysypiałam już lekko ale zaraz poderwałam się jak poparzona - Że co zrobiłam?!
- To co słyszałaś - wystawił mi język
- Jeny... - oparłam się o ścianę.
- Co ty tam tak studiujesz Cichy? - zaciekawił się Karol
- No na muzę patrze - udzielił odpowiedzi nawet nie podnosząc wzroku z nad ekranu MOJEGO(!) telefonu. Dlaczego ja tak w ogóle nie założyłam sobie żadnego hasła czy nawet jakiegoś wzorku? Muszę to kiedyś zrobić bo inaczej będą mi tak bezkarnie przeglądać zawartość pamięci mojej komórki.
- I? - ciągnął dalej
- No i nic wszystkie prawie znam i niczym mnie nie zaskoczyłaś - rzucił mi urządzenie. Oczywiście je złapałam, żeby nie było, że nie.
- No to mi bardzo przykro.
- Żebyś wiedziała, że mi też - odparł środkowy. - No to co teraz robimy jak już obudziliśmy Lenkę a do śniadania jeszcze kupa czasu? - wszyscy wzruszyli beznamiętnie ramionami - Normalnie pomysłów jak lodu - wywrócił oczami.
- No to ty coś zaproponuj - wciął się Andrzej.
- Ale ja nie mam propozycji dlatego pytam was. Bo przecież jakbym miał pomysł to bym wam od razu powiedział a nie czekał na was - prychnął.
- Ja mam pomysł. - oznajmiłam, a Nowakowski popatrzył na mnie z przejętą miną - Wy wyjdziecie, a ja się jeszcze trochę zdrzemnę - opadłam znowu na poduszkę i naciągnęłam kołdrę na głowę, która nawiasem mówiąc po chwili została ze mnie zdarta przez Ignaczaka.
- Ejjjj..... ale my chcemy wszyscy razem coś zrobić noooo - jęczał Piter
- Pit weź idź zobacz czy nie ma cię w twoim pokoju - powiedział Krzysiek, ku mojemu zdziwieniu środkowy podniósł się z krzesła i ruszył do drzwi ale gdy miał nacisnąć klamkę zastygł w bezruchu
-Ejjj! - wrócił z powrotem na swoje miejsce z miną obrażonego dziecka, a my wybuchnęliśmy śmiechem - Pewnie, śmiejcie się z biednego wykorzystywanego Piotrusia ! - skrzyżował ręce na piersi
Postanowiłam się przebrać bo i tak tu a nimi już nie zasnę. Wzięłam pierwsze lepsze co wpadło mi w ręce (klik) i weszłam do łazienki. Resztę czasu do śniadania spędziliśmy na rozmawianiu. W końcu ruszyliśmy swoje cztery litery na stołówkę. Tym razem zasuwanie schodami nie przypadło w udziale nikomu bo w siódemkę się zmieściliśmy (jakoś). Wzięliśmy swoje dzisiejsze śniadanie czyt. jajecznicę i usiedliśmy przy swoim stoliku. Gwar na stołówce cały czas się powiększał aż w końcu trener poprosił o chwilę ciszy.
- Słuchajcie chłopaki, dzisiaj będziecie mieli spotkanie ze sponsorem po obiedzie, siatkarze obowiązkowo się tam stawiają, sztab jeśli nie chce to nie musi. - zakończył swoją przemowę i wszyscy wrócili do swoich talerzy.
- No a nie mówiłem żeby niczego nie planować ? - przypomniał Mariusz.
- Jenyyyy.. - wywrócił oczami Piter - I znowu się wysiedzimy nie wiadomo po co i stracimy kilka godzin naszego cennego życia, które możemy przeznaczyć na inne pożyteczne rzeczy - westchnął
- Na przykład na nabijanie większej oglądalności "Trudnym Sprawom" , "Dlaczego ja?" , "Ukrytej Prawdzie" , i "Rozmowom w toku?" - uniósł brew Winiar
- Dokładnie - przytaknęli Zator i Piter.
- A nie wolelibyście tego cennego czasu spędzić na siłowni albo hali żeby się doskonalić i żeby siatkówka w Polsce miała jeszcze więcej fanów i potem każdy świętował złoto na Mistrzostwach w naszej ojczyźnie? To wy - wskazałam na nich widelcem - zamiast trenować i wylewać siódme poty na treningach wolicie oglądać telewizję? Zawiodłam się na was chłopcy, a zwłaszcza na tobie Piter. - powiedziałam strasznie przejętym głosem i pokręciłam głową, aż wbiłam w ziemię Piotrka i Pawła tak, że ich jajecznica w połowie drogi do ust zatrzymały się i skruszeni opuścili głowy, a reszta starała się nie wybuchnąć śmichem. Mi wychodziło to dobrze, ba! Mi to wychodziło wspaniale, ma się ten dar aktorstwa co nie? Siatkarze już dłużej nie wytrzymali i wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, ja razem z nimi, a środkowy i libero podnieśli na nich zdezorientowany wzrok. A ja na widok ich min już prawie płakałam ze śmiechu.
- No i z czego oni się tam śmieją? - zapytał półgłosem Zatorski swojego kolegę w niedoli.
- Nie mam pojęcia - odparł Nowakowski - Ej no ale o co wam chodzi? Nie chcecie żeby naród skakał z radości tylko na wspomnienie tej krótkiej wykonanej przez Piotra Nowakowskiego, kończącej tego seta i równocześnie meczu finałowego? - rozmarzył się Cichy.
- A skąd wiesz, że to nie będzie atak po bloku Michała Winiarskiego? - zapytał Misiek
- A skąd wiesz, że to nie będzie as serwisowy Mariusza Wlazłego? - dołączył Szampon
- Dobra panowie - ucięłam - nie ważne kto zdobędzie ostatni punkt ważne żebyście wygrali, wierzę w was - uśmiechnęłam się - a teraz marsz na trening. - podnieśliśmy swoje zacne 4 litery i ruszyliśmy na górę. Zarzuciłam na siebie koszulkę reprezentacyjną typu ASSASSIN’S CREED (jak to nazwał Igła xD), wzięłam aparat i byłam gotowa. Musiałam teraz czekać na te guzdrały. W końcu byli gotowi więc wyszliśmy z pokoju i zamknęłam go na klucz. Po drodze napatoczyli nam się Igła, Piter, Kłosik i Wronka. W takim składzie dotarliśmy na halę. Chłopaki poszli do szatni, a ja prosto na salę. Usiadłam na krzesełkach i razem ze sztabem czekaliśmy na nich.
- Matko kochana jak oni się grzebią - westchnęłam.
- Przyzwyczaisz się kochana - pocieszył mnie doktor Sokal.
- Wolałabym nie - uśmiechnęłam się.
- Chyba nie masz innego wyjścia. - odparł. Wreszcie weszli na salę i zaczęli się rozgrzewać. Trening minął mi szybko, aparat wzbogacił się o kilkadziesiąt zdjęć i mogłam wracać do swojego pokoju. Otrzymałam od trenera Antigi zwolnienie ze spotkania z przedstawicielem firmy Adidasa. Nie czekałam na nich bo zresztą po co? Mam klucz, więc mogę śmiało iść. Kilka minut później siedziałam już w pokoju ze słuchawkami w uszach patrzyłam co się tam dzieje w wielkim świecie. Mój święty spokój nie trwał długo bo usłyszałam naszą kadrę, darli się okropnie, a mogłabym się założyć, że wysiedli dopiero z widny, słyszałam ich jakby stali za drzwiami. Przypominam, miałam słuchawki w uszach. Drzwi do pokoju otworzyły się i zobaczyłam w nich moich współlokatorów. Michał jak zwykle coś sobie tam pod nosem śpiewał. Wyciągnęłam słuchawki i wsłuchałam się w słowa, które mówił do mnie przyjmujący
- To jak idziesz z nami?
- Nie, dostałam zwolnienie od trenera - wyszczerzyłam się, a oni pewnie z chęcią zamienili by się ze mną miejscami. Pół godziny później zbieraliśmy się na obiad. Po posiłku siatkarze udali do jakiegoś innego pomieszczenia, a ja postanowiłam iść się przejść i może na jakieś lody czy coś. Chwyciłam swoją torebkę, do niej wrzuciłam aparat, telefon, portfel i mogłam ruszać. Zamknęłam pokój i wyszałam z ośrodka.
Miał być w środe to i jest :) Postanowiłam, że rozdziały będą się pojawiać właśnie w środy i niedziele, ponieważ mam już napisanych ich 30 :)
Pozdrawiam ;**
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
~Rozdział 7~
Gdy tylko winda się zatrzymała rozeszliśmy się do swoich pokoi. Znaczy myślałam, że się rozejdziemy bo ku mojemu zdziwieniu wszyscy podążyli do lokum mojego, Winiara i Szampona. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Usiadałam na łóżku po turecku, a oni stanęli przy drzwiach.
- No co tak stoicie? - zapytałam zdezorientowana.
- To raczej co ty tak siedzisz? Idziemy do lasu, ubierz dłuższe spodnie - powiedział Michał - I nie zapomnij aparatu.
- Ale gdzie do lasu?
- Dowiesz się niebawem - przedrzeźniał mnie Igła, który niewiadomo skąd pojawił się obok nich.
- No dobra - westchnęłam, chwyciłam torebkę, do której wrzuciłam lustrzankę.
- Przebierz spodnie - przypomniał mi Michał
- Nie bo będzie mi gorąco - upierałam się.
- Jaka ty jesteś uparta, cała matka - przyjmujący pokręcił głową zrezygnowany i wszyscy wyszliśmy z pokoju.
- Tak, to właśnie ja - wyszczerzyłam się
Zamknęłam drzwi i poszliśmy zapytać czy ktoś jeszcze chciałby do nas dołączyć. I tak do naszej siedmioosobowej grupy dopiął się jeszcze Zatroski, Ruciak i Możdżonek. Gdy tylko odwiedziliśmy ostatni pokój, puściliśmy się biegiem do windy bo nikt nie chciał być tym szczęśliwcem, który będzie musiał iść schodami.
- Nie no! Czemu znowu my?!- lamentowali Piter, Zator i Rucio
- Znowu? Dzisiaj pierwszy dzień tutaj jesteśmy - przypomniał z dziwną minąWrona
- Ale ZNOWU bo w tamtym roku było I D E N T Y C Z N I E!! - obstawał przy swoim Pit - Dlatego pytam! Dlaczego znowu my?!
- Niech pomyślę...... - Marcin przyjął minę myśliciela - może dlatego, że byliście ostatni?
- Ja się tak nie bawię! Jak mi wszyscy drogę zabiegali to niby jak miałem szybciej? Zresztą wy macie dłuższe nogi ode mnie - żali się Paweł. Wszyscy wzruszyli ramionami na co on tylko prychnął - Wiedziałem, że nie macie uczuć - uniósł wysoko podbródek
- No, dobra to kto chce dotrzymać towarzystwa Pitusiowi, Pawełkowi i Michałkowi? - zapytał Krzysiek.
- A może ty Igła? - podsunął Karol na co wszyscy pokiwali zgodnie głowami.
- A dlaczego akurat ja? - oburzył się
- No bo ty nigdy nie chodzisz schodami tylko dupę windą wozisz - zauważył Michał eR.
- Phii - machnął ręką. - No dobra, ale biorę ze sobą Lenkę
- Co?! Dlaczego mnie?! I po co w ogóle?! Tyle wystarczy. - zapierałam się rękami i nogami, ale on był nieugięty i pociągnął mnie za sobą za rękę tak mocno, że nie miałam nic do gadania i po chwili zamiast w windzie stałam na korytarzu.
- No bo jesteś tu najmłodsza i nowa - wyszczerzył się
- O wypraszam sobie! Jestem starsza od Zatora! - broniłam się.
- Ale Paweł już idzie schodami więc biorę ciebie i bez gadania - pociągnął mnie za rękę.
- Dziękujemy! Dziękujemy! - krzyknęli na raz nasi towarzysze - Teraz przynajmniej nie będzie nam kazał robić wyścigów żeby być pierwszym na dole - odetchnął Piter i mocno mnie przytulili.
- Dobra, dobra cieszę się, że mogę wam pomóc ale możecie mnie już puścić bo zaraz nie będzie miał was kto ratować - zaśmiałam się. Wypuścili mnie i ruszyliśmy schodami na dół.
- Dłużej się nie dało? - zapytał Winiarski gdy już byliśmy na dole.
- To trzeba było samemu po schodach biec, a nas do windy wsadzić - wystawiłam mu język.
- Dobra, chodźcie już bo noc nas zastanie zanim dojdziemy - pospieszył nas Wlazły.
Wyszliśmy z ośrodka i ruszyliśmy w górę chodnikiem, 5 minut i przechodzimy obok biedronki, a oni ciągną mnie dalej, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia gdzie! Skręciliśmy w prawo w taką żwirową drogę i znowu kilka minut marszu aż w końcu idziemy sobie najzwyczajniej w świcie polną dróżką.
- Gdzie wy mnie ciągniecie? - zapytałam
- Powiedzmy tak : Na pewno nie będziesz żałować, że cię tam zabraliśmy, pasuje? - uśmiechnął się Nowakowski
- Wiele mi to nie wyjaśnia ale ostatecznie może mi wystarczyć. - westchnęłam - Na razie....
Znowu trochę marszu...
- O nie! Ja po żadnych chaszczach nie idę! - powiedziałam stanowczo gdy zobaczyłam siatkarzy, którzy przede mną skręcili w lewo i szli przez dość wysoką trawę - Noł łej ! - przytupnęłam nogą - Jeszcze mnie coś pogryzie albo kleszcze, przecież ja mam na sobie krótkie spodenki!
- Której części zdania " Idziemy do lasu ubierz dłuższe spodnie" nie rozumiesz? - zapytał Winiar.
- Myślałam, że żartujesz, po za tym gorąco jest. - zmarszczyłam lekko brwi
- Nie jest aż tak źle - wtrącił się Ruciak.
- No to mogłaś ubrać legginsy, najpierw podwinąć nogawki, a potem jak byśmy szli przez trawę to byś sobie rozwinęła - wzruszył ramionami Zati.
- Taa, jasne żebym wyglądała jak tamten? - wskazałam głową na idącego kilkanaście metrów przed nami gościa.
- Nie przesadzasz trochę Lena? - Winiarski wywrócił oczami
- Właśnie, w końcu jak to mówią : Ładnemu we wszystkim ładnie - powiedział znudzony Andrzej
- Właśnie, ładnemu - prychnęłam - A i tak dalej nie idę - upierałam się
- Dobra, Możdżon bierz ją - rozkazał Winiarski, a po chwili poczułam jak unoszę się ponad 2 metry nad ziemią.
- My się jeszcze policzymy braciszku - posłałam mu mordercze spojrzenie na co on tylko się wyszczerzył i puścił mi buziaka w powietrzu. Dziwne? Zdecydowanie. Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam aż poczuję twardy grunt pod nogami.
Długo to nie trwało i po chwili stałam już na własnych nogach. Podziękowałam Marcinowi za tan jakże nietypowy "transport" na co on odparł, że jestem tak lekka, że spokojnie mógłby mnie zanieść do samego celu naszej podróży, który swoją drogą bardzo mnie ciekawił. Uśmiechnęłam się i kopnęłam w kostkę przechodzącego obok Miśka.
- Ała! - zrobił pretensjonalną minę - Za co to?
- Za to, że mi na siłę nie kazałeś tych długi spodni ubrać - rzuciłam obrażona.
- Tak źle, tak też nie dobrze .... Ja cię nie ogarniam Mała - podrapał się po głowie.
- Ej, ej! Tylko nie mała! W szpilkach byłabym wyższa od Igły, a już na pewno od Pawła.
- No co ja wam poradzę! Taki się urodziłem! - wybuchnął od razu młodszy Libero - To nie moja wina, że rodzice nie wpychali mi na siłę drożdży i mleka! - wszyscy spojrzeli na Marcina i wybuchnęli śmiechem.
- Ale Zati, mamy szczęście bo Len, nie lubi butów na obcasie i bardzo rzadko w nich chodzi, chyba, że pasują jej do stroju - puścił mu oczko Krzysiek.
- Typowa kobieta - powiedział zamyślony Piter. Już miałam mu coś odpyskować ale zaczął nawijać dalej - A tak swoją drogą to trochę dziwne jeść codziennie drożdże i mleko, zapewne skiśnięte i żadnych urozmaiceń - westchnął Piter
- Może i dziwne - wzruszył ramionami Igła - Zapytaj Możdżona jak to jest - wyszczerzył się niemiłosiernie, Piotrek pobiegł do najwyższego środkowego, który był już na samym przodzie, a my znowu wybuchnęliśmy śmiechem
- Ech ten Cichy - pokręcił głową Ruciak.
I na tym zakończył się temat drożdży, mleka i urozmaiceń. Jak to ujął Winiar : " W samą porę". Bo właśnie w tym momencie znaleźliśmy się w pięknym miejscu. Po kamyczkach spływał cicho szumiący strumyczek, wszędzie cień, ale akurat w miejscu spływu rzeczki padały promienie słoneczne co dawało cudowny efekt. W poprzek strumyczka była kładka zrobiona z najzwyklejszej w świecie jednej deski, na której wyryte były różne napisy czy wyznania miłości. Niektóre już prawie całkiem zanikły. Nieopodal mostku leżały dwa zwalone drzewa, prawie w całości pokryte mchem. Do tego mnóstwo kwiatków i zielona trawa = najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam.
- Łał..... - szepnęłam zachwycona i od razu włączyłam aparat żeby uwiecznić ten cudowny widok, to samo zrobił Mario i Igła.
- No i co podoba się? - zapytał Michał
- Nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się.
- Ekhem.. - chrząkną znacząco
- No tak, przepraszam i dziękuję - powiedziałam.
- Może być ale i tak wisisz mi czekoladę - wystawił mi język
- Osz ty! To się nazywa żerowanie na młodszych i biedniejszych - oburzyłam się
- Nazywaj to jak chcesz, ale dla mnie to będzie zadośćuczynienie - wyszczerzył się i odszedł do innych a mnie zostawił samą sobie, abym mogła porobić zdjęcia bo on jak mało kto wiedział, że nienawidzę jak ktoś mi się patrzy na ręce gdy coś robię. Wszystko mi wtedy leci. Po kilkunastu minutach mój aparat wzbogacił się o kilkadziesiąt nowych ujęć. Zarówno Szampon jak i jak zrobiliśmy dużo zdjęć więc postanowiliśmy się wymienić lustrzankami i obejrzeć swoje dzieła. Usiadłam na zwalonym drzewie i zaczęłam oglądać. Były na prawdę piekne, zresztą jak całe to miejsce. Od dzisiaj to moja miejscówka.
- Pięknie tu nie? - zapytał przysiadający się Karol
- Na prawdę cudownie - uśmiechnęłam się.
- Jednak dobrze, że poszłaś dalej a nie zostałaś przy tamtych chaszczach. - dźgnął mnie w bok i oboje się zaśmialiśmy.
- Teraz muszę Michałowi dziękować i do tego jeszcze kupować czekoladę. Znowu. Mam wrażenie, że ostatnio robię to za często - pokręciłam głową z niedowierzaniem, co Kłos skwitował tylko śmichem. Na dźwięk głośnego wybuchu śmiechu ze strony reszty towarzystwa podniosłam na nich wzrok.
- Osz cholera! Oni mają mój aparat - poderwałam się jak oparzona i pobiegłam do grupy siatkarzy zgromadzonych w ciasnym kółeczku.- Tak was rozśmieszyły zdjęcia tego miejsca ? - zapytałam spokojnie, a oni podskoczyli do góry.
- Nie, rozśmieszyło nas twoje zdjęcie, jak tu już Winiar obwieścił jako 6-latki. - wyszczerzył się Zati.
- Pokażcie mi to - wyciągnęłam rękę, a po chwili trzymałam już w niej urządzenie - O rany... - na zdjęciu byłam ja faktycznie jako 6-latka przebrana za wróżkę, ale zamiast ślicznie się uśmiechnąć to miałam skrzyżowane ręce na piersiach i obrażony wyraz twarzy. - No tak pamiętam to, chciałam być wiedźmą ale powiedzieli, że na pewno "taka śliczniutka i słodziutka dziewczynka lepiej nadaje sie na wróżkę i lepiej ci w różowiutkim niż w czarnym i fioletowym." - przedrzeźniałałam panią z wyporzyczalni strojów. - Blee
- Potem tydzień chodziła obrażona bo jak twierdziła "to była najgorsza impreza na jakiej kiedykolwiek byłam" - Krzyśka najwyraźniej to bawiło
- Oj no co, ja chciałam wiedźmę bo miałyśmy się z Karoliną i Marcelą wyróżniać z tłumu, a ona mi wcisnęła ta głupią wróżkę - wywróciłam oczami - Zresztą tata mnie nauczył żeby walczyć o swoje no to walczyłam ale mama też się uparła na tą głupią wróżkę. I tak miałam lepiej niż Michał - wyszczerzyłam się, a on spojrzał na mnie morderczo - Oj no spoko nie powiem nic - uspokoiłam go i zasunęłam usta na kłódkę, a kluczyk wyrzuciłam
- A co? A co? - doskoczyli do mnie od razu wszyscy.
- Kiedyś wam powiem - szepnęłam, a oni puścili mi oczko.
- Wracamy? - zapytał Andrzej, pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Gdy minęliśmy już chaszcze (tym razem podziękowałam serdecznie za pomoc Możdżona i poszłam sama). Szliśmy spokojnie polną dróżką.
- Ej Len? - zaczepił mnie Piotrek
- Słucham Piotruś?
- A ty masz chłopaka? - trochę mnie to zatkało, chyba jak wszystkich.
- A co?
- Tak pytam - wzruszył ramionami - To jak, masz czy nie?
- A potrzebna ci do życia ta informacja? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- No nawet nie wiesz jak bardzo -podekscytował się bardzo - to jak?
- Bosz.. Pit... Czy to jest dla ciebie takie ważne? - westchnęłam
- Tak - odparł zdecydowanie
- Tak mam, zadowolony?
- Tak, teraz tylko muszę to dopisać do twojego życiorysu - krzyknął uradowany klasnął w ręce i potruchtał dalej, a ja i reszta siatkarzy stanęliśmy jak wryci i popatrzyliśmy na siebie pytająco a nasze miny prezentowały się mniej więcej tak o.O. Wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy dalej.
- Ej Piter, matka wie, ze ćpiesz?! - krzyknął Igła, ale tamten był już za daleko żeby go usłyszeć.
- To chyba znaczyło że nie wie - stwierdził Możdżon, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- Niech jeszcze na samym początku napisze, że jej drugie imię to ryzyko, jest chamska, wredna, upierdliwa, pyskata, bezkompromisowa, nie poddająca się, uparta, zawzięta, grzebiąca się, ambitna, zapominalska, wytrwała i mądra - wypowiedział się o mnie Michał.
- Tak to moje cechy rozpoznawcze - wyszczerzyłam się a Krzysiek objął mnie ramieniem.
- Tak w ogóle to z ciebie taka mała kopia mnie - zamyślił się Winiarski
- Tylko Misiek jest milszy - dopowiedział Igła
- Dziękuję - położyłam rękę na sercu - Nawet nie wiesz ile pracowałam nad tym żeby to na mnie mówili " To ona jest ta zła w naszej rodzinie." - powiedziałam wzruszonym głosem i otarłam wyimaginowaną łzę, a reszta tylko się zaśmiała.
- No co tak stoicie? - zapytałam zdezorientowana.
- To raczej co ty tak siedzisz? Idziemy do lasu, ubierz dłuższe spodnie - powiedział Michał - I nie zapomnij aparatu.
- Ale gdzie do lasu?
- Dowiesz się niebawem - przedrzeźniał mnie Igła, który niewiadomo skąd pojawił się obok nich.
- No dobra - westchnęłam, chwyciłam torebkę, do której wrzuciłam lustrzankę.
- Przebierz spodnie - przypomniał mi Michał
- Nie bo będzie mi gorąco - upierałam się.
- Jaka ty jesteś uparta, cała matka - przyjmujący pokręcił głową zrezygnowany i wszyscy wyszliśmy z pokoju.
- Tak, to właśnie ja - wyszczerzyłam się
Zamknęłam drzwi i poszliśmy zapytać czy ktoś jeszcze chciałby do nas dołączyć. I tak do naszej siedmioosobowej grupy dopiął się jeszcze Zatroski, Ruciak i Możdżonek. Gdy tylko odwiedziliśmy ostatni pokój, puściliśmy się biegiem do windy bo nikt nie chciał być tym szczęśliwcem, który będzie musiał iść schodami.
- Nie no! Czemu znowu my?!- lamentowali Piter, Zator i Rucio
- Znowu? Dzisiaj pierwszy dzień tutaj jesteśmy - przypomniał z dziwną minąWrona
- Ale ZNOWU bo w tamtym roku było I D E N T Y C Z N I E!! - obstawał przy swoim Pit - Dlatego pytam! Dlaczego znowu my?!
- Niech pomyślę...... - Marcin przyjął minę myśliciela - może dlatego, że byliście ostatni?
- Ja się tak nie bawię! Jak mi wszyscy drogę zabiegali to niby jak miałem szybciej? Zresztą wy macie dłuższe nogi ode mnie - żali się Paweł. Wszyscy wzruszyli ramionami na co on tylko prychnął - Wiedziałem, że nie macie uczuć - uniósł wysoko podbródek
- No, dobra to kto chce dotrzymać towarzystwa Pitusiowi, Pawełkowi i Michałkowi? - zapytał Krzysiek.
- A może ty Igła? - podsunął Karol na co wszyscy pokiwali zgodnie głowami.
- A dlaczego akurat ja? - oburzył się
- No bo ty nigdy nie chodzisz schodami tylko dupę windą wozisz - zauważył Michał eR.
- Phii - machnął ręką. - No dobra, ale biorę ze sobą Lenkę
- Co?! Dlaczego mnie?! I po co w ogóle?! Tyle wystarczy. - zapierałam się rękami i nogami, ale on był nieugięty i pociągnął mnie za sobą za rękę tak mocno, że nie miałam nic do gadania i po chwili zamiast w windzie stałam na korytarzu.
- No bo jesteś tu najmłodsza i nowa - wyszczerzył się
- O wypraszam sobie! Jestem starsza od Zatora! - broniłam się.
- Ale Paweł już idzie schodami więc biorę ciebie i bez gadania - pociągnął mnie za rękę.
- Dziękujemy! Dziękujemy! - krzyknęli na raz nasi towarzysze - Teraz przynajmniej nie będzie nam kazał robić wyścigów żeby być pierwszym na dole - odetchnął Piter i mocno mnie przytulili.
- Dobra, dobra cieszę się, że mogę wam pomóc ale możecie mnie już puścić bo zaraz nie będzie miał was kto ratować - zaśmiałam się. Wypuścili mnie i ruszyliśmy schodami na dół.
- Dłużej się nie dało? - zapytał Winiarski gdy już byliśmy na dole.
- To trzeba było samemu po schodach biec, a nas do windy wsadzić - wystawiłam mu język.
- Dobra, chodźcie już bo noc nas zastanie zanim dojdziemy - pospieszył nas Wlazły.
Wyszliśmy z ośrodka i ruszyliśmy w górę chodnikiem, 5 minut i przechodzimy obok biedronki, a oni ciągną mnie dalej, a najgorsze jest to, że ja nie mam pojęcia gdzie! Skręciliśmy w prawo w taką żwirową drogę i znowu kilka minut marszu aż w końcu idziemy sobie najzwyczajniej w świcie polną dróżką.
- Gdzie wy mnie ciągniecie? - zapytałam
- Powiedzmy tak : Na pewno nie będziesz żałować, że cię tam zabraliśmy, pasuje? - uśmiechnął się Nowakowski
- Wiele mi to nie wyjaśnia ale ostatecznie może mi wystarczyć. - westchnęłam - Na razie....
Znowu trochę marszu...
- O nie! Ja po żadnych chaszczach nie idę! - powiedziałam stanowczo gdy zobaczyłam siatkarzy, którzy przede mną skręcili w lewo i szli przez dość wysoką trawę - Noł łej ! - przytupnęłam nogą - Jeszcze mnie coś pogryzie albo kleszcze, przecież ja mam na sobie krótkie spodenki!
- Której części zdania " Idziemy do lasu ubierz dłuższe spodnie" nie rozumiesz? - zapytał Winiar.
- Myślałam, że żartujesz, po za tym gorąco jest. - zmarszczyłam lekko brwi
- Nie jest aż tak źle - wtrącił się Ruciak.
- No to mogłaś ubrać legginsy, najpierw podwinąć nogawki, a potem jak byśmy szli przez trawę to byś sobie rozwinęła - wzruszył ramionami Zati.
- Taa, jasne żebym wyglądała jak tamten? - wskazałam głową na idącego kilkanaście metrów przed nami gościa.
- Nie przesadzasz trochę Lena? - Winiarski wywrócił oczami
- Właśnie, w końcu jak to mówią : Ładnemu we wszystkim ładnie - powiedział znudzony Andrzej
- Właśnie, ładnemu - prychnęłam - A i tak dalej nie idę - upierałam się
- Dobra, Możdżon bierz ją - rozkazał Winiarski, a po chwili poczułam jak unoszę się ponad 2 metry nad ziemią.
- My się jeszcze policzymy braciszku - posłałam mu mordercze spojrzenie na co on tylko się wyszczerzył i puścił mi buziaka w powietrzu. Dziwne? Zdecydowanie. Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam aż poczuję twardy grunt pod nogami.
Długo to nie trwało i po chwili stałam już na własnych nogach. Podziękowałam Marcinowi za tan jakże nietypowy "transport" na co on odparł, że jestem tak lekka, że spokojnie mógłby mnie zanieść do samego celu naszej podróży, który swoją drogą bardzo mnie ciekawił. Uśmiechnęłam się i kopnęłam w kostkę przechodzącego obok Miśka.
- Ała! - zrobił pretensjonalną minę - Za co to?
- Za to, że mi na siłę nie kazałeś tych długi spodni ubrać - rzuciłam obrażona.
- Tak źle, tak też nie dobrze .... Ja cię nie ogarniam Mała - podrapał się po głowie.
- Ej, ej! Tylko nie mała! W szpilkach byłabym wyższa od Igły, a już na pewno od Pawła.
- No co ja wam poradzę! Taki się urodziłem! - wybuchnął od razu młodszy Libero - To nie moja wina, że rodzice nie wpychali mi na siłę drożdży i mleka! - wszyscy spojrzeli na Marcina i wybuchnęli śmiechem.
- Ale Zati, mamy szczęście bo Len, nie lubi butów na obcasie i bardzo rzadko w nich chodzi, chyba, że pasują jej do stroju - puścił mu oczko Krzysiek.
- Typowa kobieta - powiedział zamyślony Piter. Już miałam mu coś odpyskować ale zaczął nawijać dalej - A tak swoją drogą to trochę dziwne jeść codziennie drożdże i mleko, zapewne skiśnięte i żadnych urozmaiceń - westchnął Piter
- Może i dziwne - wzruszył ramionami Igła - Zapytaj Możdżona jak to jest - wyszczerzył się niemiłosiernie, Piotrek pobiegł do najwyższego środkowego, który był już na samym przodzie, a my znowu wybuchnęliśmy śmiechem
- Ech ten Cichy - pokręcił głową Ruciak.
I na tym zakończył się temat drożdży, mleka i urozmaiceń. Jak to ujął Winiar : " W samą porę". Bo właśnie w tym momencie znaleźliśmy się w pięknym miejscu. Po kamyczkach spływał cicho szumiący strumyczek, wszędzie cień, ale akurat w miejscu spływu rzeczki padały promienie słoneczne co dawało cudowny efekt. W poprzek strumyczka była kładka zrobiona z najzwyklejszej w świecie jednej deski, na której wyryte były różne napisy czy wyznania miłości. Niektóre już prawie całkiem zanikły. Nieopodal mostku leżały dwa zwalone drzewa, prawie w całości pokryte mchem. Do tego mnóstwo kwiatków i zielona trawa = najpiękniejsze miejsce jakie w życiu widziałam.
- Łał..... - szepnęłam zachwycona i od razu włączyłam aparat żeby uwiecznić ten cudowny widok, to samo zrobił Mario i Igła.
- No i co podoba się? - zapytał Michał
- Nawet nie wiesz jak - uśmiechnęłam się.
- Ekhem.. - chrząkną znacząco
- No tak, przepraszam i dziękuję - powiedziałam.
- Może być ale i tak wisisz mi czekoladę - wystawił mi język
- Osz ty! To się nazywa żerowanie na młodszych i biedniejszych - oburzyłam się
- Nazywaj to jak chcesz, ale dla mnie to będzie zadośćuczynienie - wyszczerzył się i odszedł do innych a mnie zostawił samą sobie, abym mogła porobić zdjęcia bo on jak mało kto wiedział, że nienawidzę jak ktoś mi się patrzy na ręce gdy coś robię. Wszystko mi wtedy leci. Po kilkunastu minutach mój aparat wzbogacił się o kilkadziesiąt nowych ujęć. Zarówno Szampon jak i jak zrobiliśmy dużo zdjęć więc postanowiliśmy się wymienić lustrzankami i obejrzeć swoje dzieła. Usiadłam na zwalonym drzewie i zaczęłam oglądać. Były na prawdę piekne, zresztą jak całe to miejsce. Od dzisiaj to moja miejscówka.
- Pięknie tu nie? - zapytał przysiadający się Karol
- Na prawdę cudownie - uśmiechnęłam się.
- Jednak dobrze, że poszłaś dalej a nie zostałaś przy tamtych chaszczach. - dźgnął mnie w bok i oboje się zaśmialiśmy.
- Teraz muszę Michałowi dziękować i do tego jeszcze kupować czekoladę. Znowu. Mam wrażenie, że ostatnio robię to za często - pokręciłam głową z niedowierzaniem, co Kłos skwitował tylko śmichem. Na dźwięk głośnego wybuchu śmiechu ze strony reszty towarzystwa podniosłam na nich wzrok.
- Osz cholera! Oni mają mój aparat - poderwałam się jak oparzona i pobiegłam do grupy siatkarzy zgromadzonych w ciasnym kółeczku.- Tak was rozśmieszyły zdjęcia tego miejsca ? - zapytałam spokojnie, a oni podskoczyli do góry.
- Nie, rozśmieszyło nas twoje zdjęcie, jak tu już Winiar obwieścił jako 6-latki. - wyszczerzył się Zati.
- Pokażcie mi to - wyciągnęłam rękę, a po chwili trzymałam już w niej urządzenie - O rany... - na zdjęciu byłam ja faktycznie jako 6-latka przebrana za wróżkę, ale zamiast ślicznie się uśmiechnąć to miałam skrzyżowane ręce na piersiach i obrażony wyraz twarzy. - No tak pamiętam to, chciałam być wiedźmą ale powiedzieli, że na pewno "taka śliczniutka i słodziutka dziewczynka lepiej nadaje sie na wróżkę i lepiej ci w różowiutkim niż w czarnym i fioletowym." - przedrzeźniałałam panią z wyporzyczalni strojów. - Blee
- Potem tydzień chodziła obrażona bo jak twierdziła "to była najgorsza impreza na jakiej kiedykolwiek byłam" - Krzyśka najwyraźniej to bawiło
- Oj no co, ja chciałam wiedźmę bo miałyśmy się z Karoliną i Marcelą wyróżniać z tłumu, a ona mi wcisnęła ta głupią wróżkę - wywróciłam oczami - Zresztą tata mnie nauczył żeby walczyć o swoje no to walczyłam ale mama też się uparła na tą głupią wróżkę. I tak miałam lepiej niż Michał - wyszczerzyłam się, a on spojrzał na mnie morderczo - Oj no spoko nie powiem nic - uspokoiłam go i zasunęłam usta na kłódkę, a kluczyk wyrzuciłam
- A co? A co? - doskoczyli do mnie od razu wszyscy.
- Kiedyś wam powiem - szepnęłam, a oni puścili mi oczko.
- Wracamy? - zapytał Andrzej, pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Gdy minęliśmy już chaszcze (tym razem podziękowałam serdecznie za pomoc Możdżona i poszłam sama). Szliśmy spokojnie polną dróżką.
- Ej Len? - zaczepił mnie Piotrek
- Słucham Piotruś?
- A ty masz chłopaka? - trochę mnie to zatkało, chyba jak wszystkich.
- A co?
- Tak pytam - wzruszył ramionami - To jak, masz czy nie?
- A potrzebna ci do życia ta informacja? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- No nawet nie wiesz jak bardzo -podekscytował się bardzo - to jak?
- Bosz.. Pit... Czy to jest dla ciebie takie ważne? - westchnęłam
- Tak - odparł zdecydowanie
- Tak mam, zadowolony?
- Tak, teraz tylko muszę to dopisać do twojego życiorysu - krzyknął uradowany klasnął w ręce i potruchtał dalej, a ja i reszta siatkarzy stanęliśmy jak wryci i popatrzyliśmy na siebie pytająco a nasze miny prezentowały się mniej więcej tak o.O. Wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy dalej.
- Ej Piter, matka wie, ze ćpiesz?! - krzyknął Igła, ale tamten był już za daleko żeby go usłyszeć.
- To chyba znaczyło że nie wie - stwierdził Możdżon, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- Niech jeszcze na samym początku napisze, że jej drugie imię to ryzyko, jest chamska, wredna, upierdliwa, pyskata, bezkompromisowa, nie poddająca się, uparta, zawzięta, grzebiąca się, ambitna, zapominalska, wytrwała i mądra - wypowiedział się o mnie Michał.
- Tak to moje cechy rozpoznawcze - wyszczerzyłam się a Krzysiek objął mnie ramieniem.
- Tak w ogóle to z ciebie taka mała kopia mnie - zamyślił się Winiarski
- Tylko Misiek jest milszy - dopowiedział Igła
- Dziękuję - położyłam rękę na sercu - Nawet nie wiesz ile pracowałam nad tym żeby to na mnie mówili " To ona jest ta zła w naszej rodzinie." - powiedziałam wzruszonym głosem i otarłam wyimaginowaną łzę, a reszta tylko się zaśmiała.
niedziela, 27 lipca 2014
~Rozdział 6~
Gdy się już rozpakowałam wyciągnęłam z torby laptopa bo obiecałam Karolinie, że wejdę na Skypa i pogadamy. Ledwo go uruchomiłam usłyszałam pukanie do drzwi. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Nacisnęłam klamkę, a moim oczom ukazali się Wlazły i Winiarski ze swoimi rzeczami. Uniosłam brew.
- A wy co swojego pokoju nie możecie znaleźć ? A podobno to ja tu jestem pierwszy raz.
- Jest taka sprawa .... - zawahali się, spuścili głowy i zaczęli szurać jedną nogą o podłogę.
- No?
- Bo u nas w pokoju są mrówki, a my nie możemy żyć w takich warunkach...
- No wiadomo wy to przecież największa szlachta - przerwałam Michałowi.
- Właśnie. A my nie możemy przecież żyć w takich warunkach bo co my zrobimy jakby nam do walizek powchodziły?!
- No ok, ale co ja mam z tym wspólnego? - udawałam głupią chociaż doskonale wiedziałam o co im chodzi, jednak chciałam żeby się troszkę wysilili, a co! Chcę widzieć co mi zaproponują oraz jak mnie będą na kolanach błagać!
- Na a co jak nas pogryzą? - Mariusz próbował wpędzić mnie w poczucie winy.
- Spokojnie, czarne nie gryzą także nic wam nie grozi - wyszczerzyłam się
- Ale my nie chcemy mieć jakichś 100 lokatorów! - krzyknął Winiar - Mamy pokój dwuosobowy,- wskazał po kolei na siebie i przyjaciela - a nie 102 !! - gestykulował rękami
- Trzeba umieć się dzielić Misiek - poklepałam go po policzku - A tak w ogóle to przyszliście mi się tym pochwalić czy raczej wyżalić? - zastanawiałam się
- Myślałem, że jesteś bardziej pojętna - pokręcił głową Szampon.
- Jak widać nie jestem. No to mi wytłumaczcie wielcy profesorowie - skrzyżowałam ręce na piersi, przykleiłam sobie do twarzy cwany uśmieszek i oparłam się o framugę drzwi. Tak, nie wpuściłam ich do środka tylko stali jak debile na korytarzu. Chciało mi się śmiać z ich min ale nie po to tyle ćwiczyłam przed lustrem ukrywanie swojego prawdziwego nastroju żeby się teraz zdradzić uśmiechem.
- Bo akurat ty całkiem przez przypadek masz trzyosobowy pokój..............., a ty jesteś jedna............. i dwa łóżka stoją wolne ................i my wpadliśmy na pomysł ..............że ........, że może nas przygarniesz? - zapytał nieśmiało Winiarski, zrobili maślane oczka i wyciągnęli w moim kierunku dwie paczki kwaśnych żelków (moich ulubionych!). Michał wiedział jak mnie podejść. Wybuchnęłam śmiechem ale wzięłam od nich te słodycze i otworzyłam szerzej drzwi, błaganie na kolanach TYM razem postanowiłam im odpuścić
- Od początku wiedziałaś o co nam chodzi co nie? - zapytał przyjmujący rozpakowując się, a ja usiadłam po turecku na swoim (najlepszym) łóżku.
- Oczywiście, że wiedziałam - prychnęłam - Ale chciałam zobaczyć co mi za to zaoferujecie - wyszczerzyłam się
- Szczwana sztuka - zaśmiał się Mario
- Mnie tak łatwo nie wykiwacie. Ale pamiętajcie, że jak tylko zaleziecie mi za skórę wracacie do mrówek jasne?
- Jak słońce - zasalutowali.
- Ale wiecie na co się piszecie? Bo ze mnie jak na dziewczynę to taki trochę bałaganiarz jest - przyznałam się.
- I mi to mówisz? MI?! Temu który mieszkał z tobą pod jednym dachem około 20 lat?! - krzyknął, a ja ukazałam swoje bialutkie ząbki -Jeśli nie ma lepszego wyjścia to OSTATECZNIE możemy się te parę dni pomęczyć - zapewnił
- No to ok, kiedy macie trening? -zapytałam
- Za pół godziny - udzielił mi odpowiedzi atakujący
- Spoko - opadłam na łóżko i podłożyłam ręce pod głowę
- A zdradzisz mi czym będziesz się tu zajmować ? - zapytał z nadzieją w głosie gdy przyjmujący poszedł do łazienki.
- Będę waszym fotografem - uśmiechnęłam się
- No to super! Gratuluję ! - wyściskał mnie - O ile się orientuję to to było twoje marzenie, po tym .... no wiesz - chrząknął.
- Tak, to bardzo dobrze się orientujesz. Będziecie fotografowani na każdym kroku - wyszczerzyłam się - Tylko nie mów Miśkowi, że ci powiedziałam bo to miała być niespodzianka, a jak się na treningu dowiesz to udawaj zdziwienie, mogę na ciebie liczyć?
- Sie wie - posłał mi swój uśmiech.
30 minut później byliśmy już na hali. Chłopaki poszli do szatni, a ja udałam się ze sztabem od razu na salę. Przywitałam się z wszystkimi i usiadałam na krzesełkach. Czekając na chłopaków przeglądałam zdjęcia na moim aparacie.
- Buu! - krzyknął ktoś zza moich pleców
- O Matko Boska Częstochowska! - krzyknęłam, załapałam się za serce i odwróciłam w stronę mojego straszyciela, o ile w ogóle jest takie słowo. Nie mógł być nim kto inny jak Krzysiek.
- Jest! Jest! Jest! Jest! - podskakiwał z radości - Udało mi się przestraszyć tą co niczego się nie boi - wypiął dumnie klatę do przodu, a ja wywróciłam oczami
- Zaszedłeś mnie od tyłu to jak niby miałam się nie przestraszyć ale nie rób już tak więcej - zrobiłam maślane oczka, którym nawiasem mówiąc się nie oparł.
- Oj no dobraaaa - wywrócił oczami - ale wyglądałaś tak spokojnie, że nie mogłem cię nie przestraszyć - wyszczerzył się
- To następnym razem ja ci taka ochota przyjdzie to usiądź i poczekaj aż przejdzie - wystawiłam mu swój jakże piękny język.
- Tak jest - zasalutował
Trener zwołał wszystkich na zbiórkę i kazał ustawić się w szeregu. Wszyscy, którzy mnie nie wiedzieli co będę tu robić szeptali między sobą
- Pani Eleno, proszę tutaj stanąć - Antiga wskazał miejsce obok siebie. Posłusznie się tam udałam . - Chłopaki to jest Elena Winiarska, nasza nowa pani fotograf.
Niektórzy się zdziwili, niektórzy uśmiechnęli.
- Cześć wszystkim - uśmiechnęłam się. Stephane wymienił jeszcze parę uwag organizacyjnych oraz ogłosił nowym El Kapitano Miśka. Chłopaki rozpoczęli trening, trochę lżejszy na początek, a ja robiłam im zdjęcia. Jak łatwo można by się spodziewać najwięcej ujęć było pana Ignaczaka bo cały czas pchał mi się w kadr na pierwszy bądź na jeszcze lepszy drugi plan. Ogólnie myślę, że siatkarze to wspaniali ludzie i cieszę się, że mnie zaakceptowali. Niestety nie tylko ja tutaj miałam aparat, ale również Igła i jemu też udało się mnie parę razy uchwycić.
- Ignaczak! Masz to natychmiast usunąć! - krzyknęłam gdy po treningu wychodzili z szatni, a libero dał mi na chwilę swój aparat do potrzymania
- Ale czemu? - zrobił zdziwioną minę
- Bo nie fajnie tu wyszłam - skrzywiłam się
- Nie usunę tego! To moje pierwsze zdjęcie na zgrupowaniu! Ani mi się śni! - machnął ręką na znak sprzeciwu. Tak się zamachnął, że aż poturbował idącego obok Piotrka
- Ałaaa! A za co to?!
- Sorry Piter. Ale ona - wskazał na mnie palcem - Każe mi usunąć to cudowne zdjęcie - wskazał na wyświetlacz swojego aparatu.
- Nie rozumiem o co ci chodzi Elena, ładne jest - wzruszył ramionami Piotrek, a reszta skinęła głowami
- To świadczy tylko o tym, że się nie znacie - prychnęłam
- Ja się nie znam?! Ja się nie znam?!?! JA?!?!?! - Słyszeliście chłopaki? Ona powiedziała, że JA się NIE ZNAM!!!!!! - oburzył się okropnie Libero
- Tak ty! A jak ja tobie zrobię jakieś głupie zdjęcie to jeszcze zobaczysz - wskazałam palcem na Igłę
- Taka sytuacja nie będzie miała miejsca bo ja na wszystkich zdjęciach wychodzę superhiprmegaekstrawspaniale - wypiął dumnie klatę do przodu.
- A to się jeszcze okaże tylko sprawdzę co ja tam mam w tych moich folderach na laptopie i w albumach - mruknęłam.
- Widzę panna Elena nie odpuszcza - zaśmiał się Kłos
- A żebyś wiedział - przytaknęłam.
Kilka minut później byliśmy już w swoich pokojach. We trójkę przekroczyliśmy próg naszego pokoju i opadliśmy na łóżka. Wlazły poszedł pod prysznic, Winiarski musiał tym razem poczekać na swoją kolej, więc położył się na łóżku i włączył telewizor, a ja odpaliłam laptopa i wgrałam zdjęcia z treningu. Zanim to zrobiłam chłopaki byli już gotowi wyszli szybciej więc na obiad przyszło mi iść samej gdyby nie to, że po drodze napatoczył mi się Nowakowski.
- Hej ho! Hej ho! Na obiad by się szło! - wydał się, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Rozumiem, że ty tak właśnie ogłaszasz porę obiadową? - zaśmiałam się
- No ktoś musi prawda? - uśmiechnął się. Tak więc w towarzystwie środkowego dotarłam do stołówki. Stanęłam w kolejce do okienka po jedzenie.
- Yyyyyy... a gdzie ty idziesz ? - zapytał Michał gdy z obiadem kierowałam się do któregoś ze stolików
- No nie wiem, chyba idę zjeść obiad, do któregoś ze stolików - wzruszyłam ramionami.
- No to dzisiaj masz ten szczęśliwy dzień i dostąpisz tego wielkiego zaszczytu że usiądziesz z nami - powiedział pewnie.
- A co jak nie będę miała ochoty? - chciałam się z nim ciut podrażnić- Ty akurat nie masz tutaj nic do gadania. Jako twój wspaniały starszy brat każe ci usiąść tam - wskazał głową stolik, przy którym siedział Piotrek, Igła, Wlazły, Kłos i Wrona wziął mi mój talerz, a ja poszłam za nim. No bo co miałam zrobić? Siadłam na wolnym miejscu pomiędzy Igłą, a Miśkiem. W gronie, w którym przyszło mi siedzieć toczyła się właśnie wojna na suchary pomiędzy Krzyśkiem, a Karolem. Padały najróżniejsze żarty, niektóre zmuszały Andrzeja do poklepania Pita po plecach bo się biedaczek z tego śmiechu zakrztusił
- Dobra, a znacie ten? - włączyłam się -
"Przychodzi baba do lekarza i mówi :
Panie doktorze mam wodę w kolanach!
A ja cukier w kostkach, następny !"
Igłę zatkało bo chyba już mu się worek z kawałami wysypał, a reszta wybuchła śmiechem.
- Ja to jestem mistrzem - szarpnęłam lekko głową do góry, poprawiłam kołnierzyk koszulki, oparłam się łokciem o tylne oparcie i posłałam Krzyśkowi tryumfalny uśmiech
- Uroczyście ogłaszam Lenę Miszczem Kawałów - powiedział uroczyście Andrzej i położył mi na głowie serwetkę, która miała robić za koronę na co tyko się zaśmiałam. Ignaczak zrobił mi zdjęcie i oświadczył, że doda je na igłą szyte, a gdy zapowiedziałam, że go zabiję uciekł do swojego pokoju.
- Zabiję go później - wzruszyłam ramionami, dokończyliśmy posiłek i cała społeczność naszego stolika wyszła ze stołówki kierując się do windy.
Cześć :) Muszę Wam powiedzieć, że ten blog miał być taki dodatkowy, a teraz to on stoi na pierwszym miejscu i na niego przelewam wszystkie swoje pomysły. Dostałam ostatnio takiej weny, ą mam napisanych już 27 rozdziałów :) Mam nadzieję, że Was nie zanudzę ;)
Pozdrawiam i do niedzieli ;**
P.S Aha i jeszcze jedna rzecz. Ostatnio coś mi się porobiło z bloggerem i nie zawsze mogę skomentować Wasze rozdziały czy też poinformować Was o nowym. Bardzo z tego powodu przepraszam, dlatego pod każdym postem będę pisać kiedy będzie nowy rozdział ;) Ale czytam każdy nowy rozdział na Waszych blogach! Jeszcze raz bardzo Was przepraszam :)
- A wy co swojego pokoju nie możecie znaleźć ? A podobno to ja tu jestem pierwszy raz.
- Jest taka sprawa .... - zawahali się, spuścili głowy i zaczęli szurać jedną nogą o podłogę.
- No?
- Bo u nas w pokoju są mrówki, a my nie możemy żyć w takich warunkach...
- No wiadomo wy to przecież największa szlachta - przerwałam Michałowi.
- Właśnie. A my nie możemy przecież żyć w takich warunkach bo co my zrobimy jakby nam do walizek powchodziły?!
- No ok, ale co ja mam z tym wspólnego? - udawałam głupią chociaż doskonale wiedziałam o co im chodzi, jednak chciałam żeby się troszkę wysilili, a co! Chcę widzieć co mi zaproponują oraz jak mnie będą na kolanach błagać!
- Na a co jak nas pogryzą? - Mariusz próbował wpędzić mnie w poczucie winy.
- Spokojnie, czarne nie gryzą także nic wam nie grozi - wyszczerzyłam się
- Ale my nie chcemy mieć jakichś 100 lokatorów! - krzyknął Winiar - Mamy pokój dwuosobowy,- wskazał po kolei na siebie i przyjaciela - a nie 102 !! - gestykulował rękami
- Trzeba umieć się dzielić Misiek - poklepałam go po policzku - A tak w ogóle to przyszliście mi się tym pochwalić czy raczej wyżalić? - zastanawiałam się
- Myślałem, że jesteś bardziej pojętna - pokręcił głową Szampon.
- Jak widać nie jestem. No to mi wytłumaczcie wielcy profesorowie - skrzyżowałam ręce na piersi, przykleiłam sobie do twarzy cwany uśmieszek i oparłam się o framugę drzwi. Tak, nie wpuściłam ich do środka tylko stali jak debile na korytarzu. Chciało mi się śmiać z ich min ale nie po to tyle ćwiczyłam przed lustrem ukrywanie swojego prawdziwego nastroju żeby się teraz zdradzić uśmiechem.
- Bo akurat ty całkiem przez przypadek masz trzyosobowy pokój..............., a ty jesteś jedna............. i dwa łóżka stoją wolne ................i my wpadliśmy na pomysł ..............że ........, że może nas przygarniesz? - zapytał nieśmiało Winiarski, zrobili maślane oczka i wyciągnęli w moim kierunku dwie paczki kwaśnych żelków (moich ulubionych!). Michał wiedział jak mnie podejść. Wybuchnęłam śmiechem ale wzięłam od nich te słodycze i otworzyłam szerzej drzwi, błaganie na kolanach TYM razem postanowiłam im odpuścić
- Od początku wiedziałaś o co nam chodzi co nie? - zapytał przyjmujący rozpakowując się, a ja usiadłam po turecku na swoim (najlepszym) łóżku.
- Oczywiście, że wiedziałam - prychnęłam - Ale chciałam zobaczyć co mi za to zaoferujecie - wyszczerzyłam się
- Szczwana sztuka - zaśmiał się Mario
- Mnie tak łatwo nie wykiwacie. Ale pamiętajcie, że jak tylko zaleziecie mi za skórę wracacie do mrówek jasne?
- Jak słońce - zasalutowali.
- Ale wiecie na co się piszecie? Bo ze mnie jak na dziewczynę to taki trochę bałaganiarz jest - przyznałam się.
- I mi to mówisz? MI?! Temu który mieszkał z tobą pod jednym dachem około 20 lat?! - krzyknął, a ja ukazałam swoje bialutkie ząbki -Jeśli nie ma lepszego wyjścia to OSTATECZNIE możemy się te parę dni pomęczyć - zapewnił
- No to ok, kiedy macie trening? -zapytałam
- Za pół godziny - udzielił mi odpowiedzi atakujący
- Spoko - opadłam na łóżko i podłożyłam ręce pod głowę
- A zdradzisz mi czym będziesz się tu zajmować ? - zapytał z nadzieją w głosie gdy przyjmujący poszedł do łazienki.
- Będę waszym fotografem - uśmiechnęłam się
- No to super! Gratuluję ! - wyściskał mnie - O ile się orientuję to to było twoje marzenie, po tym .... no wiesz - chrząknął.
- Tak, to bardzo dobrze się orientujesz. Będziecie fotografowani na każdym kroku - wyszczerzyłam się - Tylko nie mów Miśkowi, że ci powiedziałam bo to miała być niespodzianka, a jak się na treningu dowiesz to udawaj zdziwienie, mogę na ciebie liczyć?
- Sie wie - posłał mi swój uśmiech.
30 minut później byliśmy już na hali. Chłopaki poszli do szatni, a ja udałam się ze sztabem od razu na salę. Przywitałam się z wszystkimi i usiadałam na krzesełkach. Czekając na chłopaków przeglądałam zdjęcia na moim aparacie.
- Buu! - krzyknął ktoś zza moich pleców
- O Matko Boska Częstochowska! - krzyknęłam, załapałam się za serce i odwróciłam w stronę mojego straszyciela, o ile w ogóle jest takie słowo. Nie mógł być nim kto inny jak Krzysiek.
- Jest! Jest! Jest! Jest! - podskakiwał z radości - Udało mi się przestraszyć tą co niczego się nie boi - wypiął dumnie klatę do przodu, a ja wywróciłam oczami
- Zaszedłeś mnie od tyłu to jak niby miałam się nie przestraszyć ale nie rób już tak więcej - zrobiłam maślane oczka, którym nawiasem mówiąc się nie oparł.
- Oj no dobraaaa - wywrócił oczami - ale wyglądałaś tak spokojnie, że nie mogłem cię nie przestraszyć - wyszczerzył się
- To następnym razem ja ci taka ochota przyjdzie to usiądź i poczekaj aż przejdzie - wystawiłam mu swój jakże piękny język.
- Tak jest - zasalutował
Trener zwołał wszystkich na zbiórkę i kazał ustawić się w szeregu. Wszyscy, którzy mnie nie wiedzieli co będę tu robić szeptali między sobą
- Pani Eleno, proszę tutaj stanąć - Antiga wskazał miejsce obok siebie. Posłusznie się tam udałam . - Chłopaki to jest Elena Winiarska, nasza nowa pani fotograf.
Niektórzy się zdziwili, niektórzy uśmiechnęli.
- Cześć wszystkim - uśmiechnęłam się. Stephane wymienił jeszcze parę uwag organizacyjnych oraz ogłosił nowym El Kapitano Miśka. Chłopaki rozpoczęli trening, trochę lżejszy na początek, a ja robiłam im zdjęcia. Jak łatwo można by się spodziewać najwięcej ujęć było pana Ignaczaka bo cały czas pchał mi się w kadr na pierwszy bądź na jeszcze lepszy drugi plan. Ogólnie myślę, że siatkarze to wspaniali ludzie i cieszę się, że mnie zaakceptowali. Niestety nie tylko ja tutaj miałam aparat, ale również Igła i jemu też udało się mnie parę razy uchwycić.
- Ignaczak! Masz to natychmiast usunąć! - krzyknęłam gdy po treningu wychodzili z szatni, a libero dał mi na chwilę swój aparat do potrzymania
- Ale czemu? - zrobił zdziwioną minę
- Bo nie fajnie tu wyszłam - skrzywiłam się
- Nie usunę tego! To moje pierwsze zdjęcie na zgrupowaniu! Ani mi się śni! - machnął ręką na znak sprzeciwu. Tak się zamachnął, że aż poturbował idącego obok Piotrka
- Ałaaa! A za co to?!
- Sorry Piter. Ale ona - wskazał na mnie palcem - Każe mi usunąć to cudowne zdjęcie - wskazał na wyświetlacz swojego aparatu.
- Nie rozumiem o co ci chodzi Elena, ładne jest - wzruszył ramionami Piotrek, a reszta skinęła głowami
- To świadczy tylko o tym, że się nie znacie - prychnęłam
- Ja się nie znam?! Ja się nie znam?!?! JA?!?!?! - Słyszeliście chłopaki? Ona powiedziała, że JA się NIE ZNAM!!!!!! - oburzył się okropnie Libero
- Tak ty! A jak ja tobie zrobię jakieś głupie zdjęcie to jeszcze zobaczysz - wskazałam palcem na Igłę
- Taka sytuacja nie będzie miała miejsca bo ja na wszystkich zdjęciach wychodzę superhiprmegaekstrawspaniale - wypiął dumnie klatę do przodu.
- A to się jeszcze okaże tylko sprawdzę co ja tam mam w tych moich folderach na laptopie i w albumach - mruknęłam.
- Widzę panna Elena nie odpuszcza - zaśmiał się Kłos
- A żebyś wiedział - przytaknęłam.
Kilka minut później byliśmy już w swoich pokojach. We trójkę przekroczyliśmy próg naszego pokoju i opadliśmy na łóżka. Wlazły poszedł pod prysznic, Winiarski musiał tym razem poczekać na swoją kolej, więc położył się na łóżku i włączył telewizor, a ja odpaliłam laptopa i wgrałam zdjęcia z treningu. Zanim to zrobiłam chłopaki byli już gotowi wyszli szybciej więc na obiad przyszło mi iść samej gdyby nie to, że po drodze napatoczył mi się Nowakowski.
- Hej ho! Hej ho! Na obiad by się szło! - wydał się, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Rozumiem, że ty tak właśnie ogłaszasz porę obiadową? - zaśmiałam się
- No ktoś musi prawda? - uśmiechnął się. Tak więc w towarzystwie środkowego dotarłam do stołówki. Stanęłam w kolejce do okienka po jedzenie.
- Yyyyyy... a gdzie ty idziesz ? - zapytał Michał gdy z obiadem kierowałam się do któregoś ze stolików
- No nie wiem, chyba idę zjeść obiad, do któregoś ze stolików - wzruszyłam ramionami.
- No to dzisiaj masz ten szczęśliwy dzień i dostąpisz tego wielkiego zaszczytu że usiądziesz z nami - powiedział pewnie.
- A co jak nie będę miała ochoty? - chciałam się z nim ciut podrażnić- Ty akurat nie masz tutaj nic do gadania. Jako twój wspaniały starszy brat każe ci usiąść tam - wskazał głową stolik, przy którym siedział Piotrek, Igła, Wlazły, Kłos i Wrona wziął mi mój talerz, a ja poszłam za nim. No bo co miałam zrobić? Siadłam na wolnym miejscu pomiędzy Igłą, a Miśkiem. W gronie, w którym przyszło mi siedzieć toczyła się właśnie wojna na suchary pomiędzy Krzyśkiem, a Karolem. Padały najróżniejsze żarty, niektóre zmuszały Andrzeja do poklepania Pita po plecach bo się biedaczek z tego śmiechu zakrztusił
- Dobra, a znacie ten? - włączyłam się -
"Przychodzi baba do lekarza i mówi :
Panie doktorze mam wodę w kolanach!
A ja cukier w kostkach, następny !"
Igłę zatkało bo chyba już mu się worek z kawałami wysypał, a reszta wybuchła śmiechem.
- Ja to jestem mistrzem - szarpnęłam lekko głową do góry, poprawiłam kołnierzyk koszulki, oparłam się łokciem o tylne oparcie i posłałam Krzyśkowi tryumfalny uśmiech
- Uroczyście ogłaszam Lenę Miszczem Kawałów - powiedział uroczyście Andrzej i położył mi na głowie serwetkę, która miała robić za koronę na co tyko się zaśmiałam. Ignaczak zrobił mi zdjęcie i oświadczył, że doda je na igłą szyte, a gdy zapowiedziałam, że go zabiję uciekł do swojego pokoju.
- Zabiję go później - wzruszyłam ramionami, dokończyliśmy posiłek i cała społeczność naszego stolika wyszła ze stołówki kierując się do windy.
Cześć :) Muszę Wam powiedzieć, że ten blog miał być taki dodatkowy, a teraz to on stoi na pierwszym miejscu i na niego przelewam wszystkie swoje pomysły. Dostałam ostatnio takiej weny, ą mam napisanych już 27 rozdziałów :) Mam nadzieję, że Was nie zanudzę ;)
Pozdrawiam i do niedzieli ;**
P.S Aha i jeszcze jedna rzecz. Ostatnio coś mi się porobiło z bloggerem i nie zawsze mogę skomentować Wasze rozdziały czy też poinformować Was o nowym. Bardzo z tego powodu przepraszam, dlatego pod każdym postem będę pisać kiedy będzie nowy rozdział ;) Ale czytam każdy nowy rozdział na Waszych blogach! Jeszcze raz bardzo Was przepraszam :)
sobota, 19 lipca 2014
~Rozdział Piąty~
O równej 2:45 zadzwonił mój budzik. Wyłączyłam go i z wielkim ociąganiem odrzuciłam kołdrę. Narzuciłam na siebie ciuchy, chwyciłam swoje bagaże i zeszłam z nimi po schodach. Siatkarzy jeszcze nie było w kuchni za to krzątała się mama.
- Czemu nie śpisz? Poradzilibyśmy sobie, co to my kanapek nie umiemy zrobić?
- Ale to nie znaczy, że stara matka nie może czasem przygotować jedzenia dzieciakom - obdarzyła mnie sowim uśmiechem - A tobie nie będzie zimno? - popatrzyła na mój strój. I znowu się zaczyna - przemknęło mi przez myśl
- Spokojnie mamo, jak dojedziemy będzie dzień więc na pewno nie zmarznę - powiedziałam wgryzając się bułkę.
- Jak uważasz - wzruszyła ramionami. W tej samej chwili do kuchni weszli chłopaki. Szybko pochłonęliśmy przygotowane śniadanie o ile śniadania je się o 3 w nocy, ale to pomińmy. Pożegnaliśmy się z rodzicielką i zapewniliśmy, że jak tylko dojedziemy to zadzwonimy i wyruszyliśmy. Podczas podróży tak jak się spodziewałam ucięłam sobie drzemkę. W Warszawie byliśmy o 8:30 . Moi towarzysze mieli badania na 9 więc, oni ruszyli w odpowiednie miejsce, a ja postanowiłam przejść się po Warszawie, oczywiście niedaleko bo w mniemaniu Michała bym się zgubiła. A co to ja nigdy w Warszawie nie byłam?! Weszłam do przytulnej restauracji i zamówiłam kawę i sernik. Usiadałam przy oknie i obserwowałam ludzi przechadzających się chodnikiem. Wyjęłam komórkę z torebki i poinformowałam mamę, że dojechaliśmy wysyłając jej sms-a. Gdy tylko skonsumowałam zamówienie ruszyłam na dalszy podbój okolicy. Dobrze, że wzięłam ze sobą aparat to mogłam uwiecznić kilka słynnych budowli. Gdy się tak włóczyłam po mieście zadzwonił mój telefon
- No może już łaskawie wrócisz bo nie mamy nawet jak wejść do auta - powiedział pretensjonalnie Michał
- O przepraszam, ja się wcale nie prosiłam o te kluczyki !- oburzyłam się i zaczęłam iść w stronę powrotną.
- Właśnie, że się prosiłaś - rzucił z rozpaczą
- Oj tam, szczegół. Nie chciałabym, żebyś je zgubił bo potem jak dojedziemy co?
- To raczej ja muszę się martwić żebyś to ty ich nie zgubiła. Dobra, za ile będziesz? - zmienił szybko temat
- Max 10 minut - oznajmiłam, a w odpowiedzi usłyszałam tylko jęki rozpaczy - Ok, ok może za 8 - wyszczerzyłam się. - ale tylko może - podkreślałam
- Czekamy - rzucił i rozłączył się.
Tak jak mówiłam na miejscu byłam NIECAŁE, powtarzam NIECAŁE 10 minuty później, a oni już się nudzili. Jak oni się nudzą w ciągu 10 minut to ja nie chce wiedzieć co robią jak czekają kilka godzin na samolot. Gdy tylko zobaczyli mnie na horyzoncie od razu doskoczyli do mnie jakbym miała dla nich co najmniej milion dolarów w gotówce.
- No masz już te swoje cudeńka, no masz - wyciągnęłam w jego stronę kluczyki, a on od razu wskoczył do samochodu co uczyniłam też ja i Krzysiek. W ośrodku w Spale w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilka dni byliśmy jakąś godzinę i 15 minut później. Co za dokładność, nie? Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dookoła.
- Pięknie tutaj jest.
- Dobra, pani turystko nie przyjechałaś tutaj się zachwycać tylko ciężko pracować - sprowadził mnie na ziemię Igła.
- A czy ja mówię, że nie mam ochoty ciężko harować? - zapytałam i podeszłam do bagażnika
- Ja nic takiego nie słyszałem - powiedział Winiar
- No widzisz?
- Ta rozmowa w ogólnie nie miała, nie ma, i sensu mieć nie będzie więc lepiej ją już zakończmy - zauważył Ignaczak
- Popieram - powiedzieliśmy równo co tylko wywołało u nas śmiech.
- Ej stary, co to za dziewczyna, która stoi razem z Igłą i Winiarem? - zapytał Karol Kłos swojego najlepszego przyjaciela Andrzeja Wronę, który właśnie pochylał się nad bagażnikiem. Odwrócił się i spojrzał w tamtą stronę.
- To mój drogi jest siostra Michała - odparł
- A ty skąd wiesz? - zdziwił się Kłos
- Kiedyś się spotkaliśmy na meczu to mi ją przedstawił. W tym roku na meczach też parę razy ją widziałem - wzruszył ramionami
- Aha..
- Fajna jest. A czemu pytasz? -zaciekawił się
- Jak się ktoś pyta to chyba oczywiste, że nie wie - odparł profesjonalnie Kłos
- No w sumie racja - powiedział po chwili Andrzej - Dobra chodź bo chcę sobie jakiś fajny pokój zająć - powiedział i ruszyli w stronę drzwi.
- Ej no zaczekajcie na mnie! - krzyknął ktoś za nami, odwróciliśmy się, a naszym oczom ukazał się Mariusz Wlazły. - No cześć chłopaki - przywitał się z kumplami - A ty Elena co tutaj robisz jeśli można zapytać? - przytulił mnie na powitanie - Dawno cię nie widziałem ani na żadnym meczu ani nic. Jak to tak można zapomnieć o najlepszym przyjacielu swojego najlepszego brata? - zrobił smutną minkę.
- Po pierwsze to też się cieszę, że cię widzę - uśmiechnęłam się promiennie - po drugie co tutaj robię to się dowiesz niedługo, po trzecie ja ciebie widziałam niedawno na meczu o Mistrzostwo Polski, a po czwarte wcale o tobie nie zapomniałam - ruszyliśmy w stronę drzwi.
- No to czemu ja ciebie nie widziałem? - zapytał zdziwiony
- Hmmmm... pomyślmy.......może dlatego, że grałeś, a potem świętowałeś? - podsunęłam
- Ale przywitać się mogłaś - nie dawał za wygraną
- Sorry ale źle się poczułam i wyszłam zaraz po dekoracji. Jeszcze pod halą tylko mnie Krzysiek złapał no to się z nim przywitałam
- No tak... ja zawsze będę tym trzecim - otarł niewidzialną łzę z oka.
- Może i jesteś trzeci ale przed sobą masz samą elitę - Ignaczak i Winiarski wypieli dumnie pierś do przodu.
- Dokładnie, sama elita - wyszczerzyłam się po czym przeszliśmy przez drzwi. W recepcji każdy odebrał swój klucz i udaliśmy się do swoich pokoi, żeby się rozpakować i zobaczyć co i jak. W holu spotkaliśmy jeszcze dobrze znanych mi Michała Ruciaka, Pawła Zagumnego, Marcina Możdżonka i Grzegorza Boćka. Oczywiście od razu zebrałam od nich opieprz czemu to nie widzieli mnie na ich meczach, czemu nie dzwonie, nie pisze itd. Oczywiście przepraszałam skruszona i obiecałam, że na pewno będę na wszystkich ich meczach reprezentacyjnych. Pytali również co ja tu robię, ale zbywałam ich krótkim "dowiecie się niebawem" po czym dawali mi spokój bo nic innego nie udało im się ze mnie wyciągnąć. Zapomniałam dodać, że chłopaki kulturalnie ponieśli moje bagaże chociaż ja się o to nie prosiłam.
Gdy wjechaliśmy windą na nasze piętro spotkaliśmy jeszcze bełchatowskich środkowych
- No proszę, proszę Lenka we własnej osobie - uśmiechnął się Andrzej
- No cześć - odwzajemniłam gest.
- To mój kumpel Karol Kłos, ten głupszy - powiedział na co ja tylko wybuchnęłam śmiechem
- Odezwał się ten najmądrzejszy - parsknął śmiechem Karollo - Andrzej taki matematyk, że nie wiem ile to jest 9 razy 9,
- Karol taki ortograf, że pisał dwója prze u otwarte - mogłabym słuchać tych ich kłótni godzinami.
- Dobra skończcie - upomniał ich Michał z politowaniem i wraz z Mariuszem ruszyli do swojego pokoju.
- Karol Kłos - wyciągnął rękę w moją stroną
- Elena Winiarska - uścisnęłam ją. Siatkarze weszli do swojego pokoju, a ja stanęłam przed drzwiami pokoju 100 i przekręciłam zamek w drzwiach. Zdziwiłam się lekko gdy zobaczyłam w środku trzy łóżka, a nie jedno. O ile się orientowałam to miałam mieszkać sama. Postanowiłam zostawić to w spokoju i po prostu się rozpakować, w sumie to co mi to za różnica.
- Czemu nie śpisz? Poradzilibyśmy sobie, co to my kanapek nie umiemy zrobić?
- Ale to nie znaczy, że stara matka nie może czasem przygotować jedzenia dzieciakom - obdarzyła mnie sowim uśmiechem - A tobie nie będzie zimno? - popatrzyła na mój strój. I znowu się zaczyna - przemknęło mi przez myśl
- Spokojnie mamo, jak dojedziemy będzie dzień więc na pewno nie zmarznę - powiedziałam wgryzając się bułkę.
- Jak uważasz - wzruszyła ramionami. W tej samej chwili do kuchni weszli chłopaki. Szybko pochłonęliśmy przygotowane śniadanie o ile śniadania je się o 3 w nocy, ale to pomińmy. Pożegnaliśmy się z rodzicielką i zapewniliśmy, że jak tylko dojedziemy to zadzwonimy i wyruszyliśmy. Podczas podróży tak jak się spodziewałam ucięłam sobie drzemkę. W Warszawie byliśmy o 8:30 . Moi towarzysze mieli badania na 9 więc, oni ruszyli w odpowiednie miejsce, a ja postanowiłam przejść się po Warszawie, oczywiście niedaleko bo w mniemaniu Michała bym się zgubiła. A co to ja nigdy w Warszawie nie byłam?! Weszłam do przytulnej restauracji i zamówiłam kawę i sernik. Usiadałam przy oknie i obserwowałam ludzi przechadzających się chodnikiem. Wyjęłam komórkę z torebki i poinformowałam mamę, że dojechaliśmy wysyłając jej sms-a. Gdy tylko skonsumowałam zamówienie ruszyłam na dalszy podbój okolicy. Dobrze, że wzięłam ze sobą aparat to mogłam uwiecznić kilka słynnych budowli. Gdy się tak włóczyłam po mieście zadzwonił mój telefon
- No może już łaskawie wrócisz bo nie mamy nawet jak wejść do auta - powiedział pretensjonalnie Michał
- O przepraszam, ja się wcale nie prosiłam o te kluczyki !- oburzyłam się i zaczęłam iść w stronę powrotną.
- Właśnie, że się prosiłaś - rzucił z rozpaczą
- Oj tam, szczegół. Nie chciałabym, żebyś je zgubił bo potem jak dojedziemy co?
- To raczej ja muszę się martwić żebyś to ty ich nie zgubiła. Dobra, za ile będziesz? - zmienił szybko temat
- Max 10 minut - oznajmiłam, a w odpowiedzi usłyszałam tylko jęki rozpaczy - Ok, ok może za 8 - wyszczerzyłam się. - ale tylko może - podkreślałam
- Czekamy - rzucił i rozłączył się.
Tak jak mówiłam na miejscu byłam NIECAŁE, powtarzam NIECAŁE 10 minuty później, a oni już się nudzili. Jak oni się nudzą w ciągu 10 minut to ja nie chce wiedzieć co robią jak czekają kilka godzin na samolot. Gdy tylko zobaczyli mnie na horyzoncie od razu doskoczyli do mnie jakbym miała dla nich co najmniej milion dolarów w gotówce.
- No masz już te swoje cudeńka, no masz - wyciągnęłam w jego stronę kluczyki, a on od razu wskoczył do samochodu co uczyniłam też ja i Krzysiek. W ośrodku w Spale w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilka dni byliśmy jakąś godzinę i 15 minut później. Co za dokładność, nie? Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dookoła.
- Pięknie tutaj jest.
- Dobra, pani turystko nie przyjechałaś tutaj się zachwycać tylko ciężko pracować - sprowadził mnie na ziemię Igła.
- A czy ja mówię, że nie mam ochoty ciężko harować? - zapytałam i podeszłam do bagażnika
- Ja nic takiego nie słyszałem - powiedział Winiar
- No widzisz?
- Ta rozmowa w ogólnie nie miała, nie ma, i sensu mieć nie będzie więc lepiej ją już zakończmy - zauważył Ignaczak
- Popieram - powiedzieliśmy równo co tylko wywołało u nas śmiech.
- Ej stary, co to za dziewczyna, która stoi razem z Igłą i Winiarem? - zapytał Karol Kłos swojego najlepszego przyjaciela Andrzeja Wronę, który właśnie pochylał się nad bagażnikiem. Odwrócił się i spojrzał w tamtą stronę.
- To mój drogi jest siostra Michała - odparł
- A ty skąd wiesz? - zdziwił się Kłos
- Kiedyś się spotkaliśmy na meczu to mi ją przedstawił. W tym roku na meczach też parę razy ją widziałem - wzruszył ramionami
- Aha..
- Fajna jest. A czemu pytasz? -zaciekawił się
- Jak się ktoś pyta to chyba oczywiste, że nie wie - odparł profesjonalnie Kłos
- No w sumie racja - powiedział po chwili Andrzej - Dobra chodź bo chcę sobie jakiś fajny pokój zająć - powiedział i ruszyli w stronę drzwi.
- Ej no zaczekajcie na mnie! - krzyknął ktoś za nami, odwróciliśmy się, a naszym oczom ukazał się Mariusz Wlazły. - No cześć chłopaki - przywitał się z kumplami - A ty Elena co tutaj robisz jeśli można zapytać? - przytulił mnie na powitanie - Dawno cię nie widziałem ani na żadnym meczu ani nic. Jak to tak można zapomnieć o najlepszym przyjacielu swojego najlepszego brata? - zrobił smutną minkę.
- Po pierwsze to też się cieszę, że cię widzę - uśmiechnęłam się promiennie - po drugie co tutaj robię to się dowiesz niedługo, po trzecie ja ciebie widziałam niedawno na meczu o Mistrzostwo Polski, a po czwarte wcale o tobie nie zapomniałam - ruszyliśmy w stronę drzwi.
- No to czemu ja ciebie nie widziałem? - zapytał zdziwiony
- Hmmmm... pomyślmy.......może dlatego, że grałeś, a potem świętowałeś? - podsunęłam
- Ale przywitać się mogłaś - nie dawał za wygraną
- Sorry ale źle się poczułam i wyszłam zaraz po dekoracji. Jeszcze pod halą tylko mnie Krzysiek złapał no to się z nim przywitałam
- No tak... ja zawsze będę tym trzecim - otarł niewidzialną łzę z oka.
- Może i jesteś trzeci ale przed sobą masz samą elitę - Ignaczak i Winiarski wypieli dumnie pierś do przodu.
- Dokładnie, sama elita - wyszczerzyłam się po czym przeszliśmy przez drzwi. W recepcji każdy odebrał swój klucz i udaliśmy się do swoich pokoi, żeby się rozpakować i zobaczyć co i jak. W holu spotkaliśmy jeszcze dobrze znanych mi Michała Ruciaka, Pawła Zagumnego, Marcina Możdżonka i Grzegorza Boćka. Oczywiście od razu zebrałam od nich opieprz czemu to nie widzieli mnie na ich meczach, czemu nie dzwonie, nie pisze itd. Oczywiście przepraszałam skruszona i obiecałam, że na pewno będę na wszystkich ich meczach reprezentacyjnych. Pytali również co ja tu robię, ale zbywałam ich krótkim "dowiecie się niebawem" po czym dawali mi spokój bo nic innego nie udało im się ze mnie wyciągnąć. Zapomniałam dodać, że chłopaki kulturalnie ponieśli moje bagaże chociaż ja się o to nie prosiłam.
Gdy wjechaliśmy windą na nasze piętro spotkaliśmy jeszcze bełchatowskich środkowych
- No proszę, proszę Lenka we własnej osobie - uśmiechnął się Andrzej
- No cześć - odwzajemniłam gest.
- To mój kumpel Karol Kłos, ten głupszy - powiedział na co ja tylko wybuchnęłam śmiechem
- Odezwał się ten najmądrzejszy - parsknął śmiechem Karollo - Andrzej taki matematyk, że nie wiem ile to jest 9 razy 9,
- Karol taki ortograf, że pisał dwója prze u otwarte - mogłabym słuchać tych ich kłótni godzinami.
- Dobra skończcie - upomniał ich Michał z politowaniem i wraz z Mariuszem ruszyli do swojego pokoju.
- Karol Kłos - wyciągnął rękę w moją stroną
- Elena Winiarska - uścisnęłam ją. Siatkarze weszli do swojego pokoju, a ja stanęłam przed drzwiami pokoju 100 i przekręciłam zamek w drzwiach. Zdziwiłam się lekko gdy zobaczyłam w środku trzy łóżka, a nie jedno. O ile się orientowałam to miałam mieszkać sama. Postanowiłam zostawić to w spokoju i po prostu się rozpakować, w sumie to co mi to za różnica.
niedziela, 13 lipca 2014
~Rozdział Czwarty~
Obudziłam się przed 10 narzuciłam na siebie luźny biały top, czarne legginsy do kolan po czym zeszłam na dół. Tak jak przewidywałam w kuchni było już całe towarzystwo i konsumowało śniadanie
- Siema - przywitałam się nalewając do szklanki soku pomarańczowego.
- Cześć - odpowiedzieli - To co, dzisiaj ty gotujesz? - Michał dał mi sójkę w bok
- A ty zmywasz - puściłam mu oczko
- Niech będzie. - zgodził się - To my wychodzimy, a ty działaj - cała trójka wyszła z kuchni zostawiając mnie samą i jednocześnie zmuszając do posprzątania po śniadaniu. Wykonałam tą czynność i zabrałam się za zupę grzybową i rizotto. Gdy pierwsze i drugie danie było gotowe pomyślałam że zrobię też lody. Trzeba się zaprezentować nie? Wyciągnęłam więc z segmentu 4 pucharki, a z zamrażarki pudełko lodów czekoladowych, śmietankowych, cytrynowych i truskawkowych. Nałożyłam każdemu po jednej gałce, a na koniec polałam malinowym sokiem. Dla siebie zamiast śmietankowych dałam dwie kulki cytrynowych. Włożyłam z powrotem do zamrażarki żeby się nie roztopiły.
- Zapraszam na obiad! - krzyknęłam, a po chwili przy stole siedzieli siatkarze z mamą i oczekiwali na posiłek. Podałam zupę i zaczęliśmy jeść - I jak Miszczu Kuchni Michale Winiarski? - zapytałam jak zawodowy komentator
- Na pewno lepiej niż Winiara - wtrącił się Krzysiek ze śmiechem.
- Ty to się nawet nie wypowiadaj na temat mojej zupy bo po pierwsze sam byś lepszej nie ugotował, a po drugie to wszystko twoja wina - wskazał na libero - kazałeś mi na siebie popatrzeć, a ja cały czas sypałem tą sól bo mnie zagadałeś. - oburzył się Misiek
- Szczegół - machnął ręką Ignaczak z wielkim bananem na twarzy.
- A kiedy to Asia miała wrócić? - zapytałam nakładając rizotto
- Jutro, także z nią też się nie zobczycie - mama zwróciła się do siatkarzy.
- Jak nie tym to następnym razem - wzruszył ramionami przyjmujący. Drugie danie szybko zniknęło z talerzy więc wyciągnęłam z zamrażarki lody i postawiłam na stole.
- O! i deserek jest - krzyknął zachwycony Krzysiek i włożył sobie do ust pierwszą łyżeczkę zimnego deseru. Za propozycją mojej rodzicielki wyszliśmy na taras.
- Podobno same z Aśką składałyście trampolinę - zaciekawił się Michał
- A tak, dzieciaki poszły do szkoły, Adam do pracy i złożyłyśmy, a potem po powrocie miały niespodziankę - uśmiech wkradł się na moją twarz gdy przypomniałam sobie roześmiane buźki dwójki pociech siostry.
- I wy to ta całkiem same? A nie czasem z pomącą jakiegoś przystojnego sąsiada? - Igła poruszył z uśmiechem brwiami.
- Całkiem same, a poza tym Elen ma już chłopaka, ale ostatnio musiał wyjechać i się nie wiedzieli parę dni - oznajmiła mama, za co potraktowałam ją jednym ze swoich mniej przyjemnych spojrzeń - Oj no co, kiedyś i tak musiałabyś im powiedzieć chyba nie? -oburzyła się.
- Co to za gość? - zapytał prosto z mostu Michał
- Poznaliśmy się na imprezie, jakieś 3 miesiące temu - odprałm
- Znam go? - zapytał
- Nie, nie znasz
- A powiesz chociaż jak ma na imię?
- Wojtek, ma na imię Wojtek.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś? - rzucił ostro
- Bo nie? - zapytałam ironicznie - Jeny, Michał o co robisz taką aferę? -wywróciłam oczami - Nie jestem już małą dziewczynką i wiem co robię - powiedziałam i wyszłam z domu. Chciałam się trochę przewietrzyć więc poszłam w moją oazę spokoju czyli na leśną polanę. Usiadłam pod wielkim dębem i bawiłam się źdźbłem trawy. Nie rozumiem o co chodzi Michałowi, o co on robi taką wielką aferę? Wojtek to super chłopak, ja go kocham on mnie też i jest cudownie. To że ostatnio lekko się pokłóciliśmy nic nie zmienia. Nadal go kocham. Siedziałam tam bardzo długo bo zaczynało się troszkę ściemniać. Nie wiedziałam nawet, która godzina bo oczywiście nie wzięłam telefonu. Wstałam, otrzepałam się i ruszyłam wolnym krokiem w stronę powrotną. Gdy tylko przekroczyłam próg domu pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Opadłam na łóżko. Leżałam bezmyślnie aż usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - zezwoliłam na wejście do środka. Obok mnie usiadała mama.
- Nie rozumiem Michała - wyrzuciłam z siebie - Czemu on tak zareagował?
- Posłuchaj Elenko - westchnęła - Asia raz związała się z takim jednym Wojtkiem, który zmuszał ją do różnych rzeczy i bił. To była chora miłość. Długo kłamała, że a to uderzyła się o coś, a to upadła ale w końcu powiedziała co jest grane. Michał strasznie się wkurzył chciał do niego iść i po prostu obić mu mordę jak to się wyraził, ale na szczęście po drodze zatrzymał go kumpel i przyprowadził z powrotem do domu. Michał się najzwyczajniej w świecie o ciebie martwi i nie chce żeby spotkał cie podobny los co Aśkę bo już w życiu swoje przeszłaś, a on razem z tobą. Musisz go zrozumieć Len - przytuliła mnie a po mim policzku spłynęła pojedyncza łza na te wszystkie wspomnienia. Szybko ją otarłam. Nienawidziłam pokazywać swoich słabości.
- Muszę iść go przeprosić - postanowiłam, wyszłam z pokoju i zapukałam do drzwi Winiara. Po usłyszeniu proszę nacisnęłam klamkę. Mój martwiący i kochający mnie braciszek leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam
- Przepraszam - wyszeptałam - Wiem, że się o mnie martwisz, a teraz wiem też dlaczego tak zareagowałeś. Gdyby coś było nie tak od razu do ciebie przyjdę albo z nim skończę.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - przysięgłam i poczułam pocałunek na swoich włosach.
- Martwię się o ciebie. Jak nie ma taty to ja muszę ci go zastąpić - powiedział cicho, a ja pokiwałam głową. Leżeliśmy tak jeszcze prawie godzinę rozmawiając i śmiejąc się prawie cały czas. W końcu opuściłam pokój Miśka z informacją o której godzinie wyjazd. Umyłam się, nastawiłam budzik na 2:45 i wskoczyłam pod kołdrę. Jeny, nie wiem jak ja wstanę. W końcu to tylko 5 godzin snu, ale trzeba odliczyć mi pół godziny na zaśnięcie więc pewnie prześpię się w podróży.
- Siema - przywitałam się nalewając do szklanki soku pomarańczowego.
- Cześć - odpowiedzieli - To co, dzisiaj ty gotujesz? - Michał dał mi sójkę w bok
- A ty zmywasz - puściłam mu oczko
- Niech będzie. - zgodził się - To my wychodzimy, a ty działaj - cała trójka wyszła z kuchni zostawiając mnie samą i jednocześnie zmuszając do posprzątania po śniadaniu. Wykonałam tą czynność i zabrałam się za zupę grzybową i rizotto. Gdy pierwsze i drugie danie było gotowe pomyślałam że zrobię też lody. Trzeba się zaprezentować nie? Wyciągnęłam więc z segmentu 4 pucharki, a z zamrażarki pudełko lodów czekoladowych, śmietankowych, cytrynowych i truskawkowych. Nałożyłam każdemu po jednej gałce, a na koniec polałam malinowym sokiem. Dla siebie zamiast śmietankowych dałam dwie kulki cytrynowych. Włożyłam z powrotem do zamrażarki żeby się nie roztopiły.
- Zapraszam na obiad! - krzyknęłam, a po chwili przy stole siedzieli siatkarze z mamą i oczekiwali na posiłek. Podałam zupę i zaczęliśmy jeść - I jak Miszczu Kuchni Michale Winiarski? - zapytałam jak zawodowy komentator
- Na pewno lepiej niż Winiara - wtrącił się Krzysiek ze śmiechem.
- Ty to się nawet nie wypowiadaj na temat mojej zupy bo po pierwsze sam byś lepszej nie ugotował, a po drugie to wszystko twoja wina - wskazał na libero - kazałeś mi na siebie popatrzeć, a ja cały czas sypałem tą sól bo mnie zagadałeś. - oburzył się Misiek
- Szczegół - machnął ręką Ignaczak z wielkim bananem na twarzy.
- A kiedy to Asia miała wrócić? - zapytałam nakładając rizotto
- Jutro, także z nią też się nie zobczycie - mama zwróciła się do siatkarzy.
- Jak nie tym to następnym razem - wzruszył ramionami przyjmujący. Drugie danie szybko zniknęło z talerzy więc wyciągnęłam z zamrażarki lody i postawiłam na stole.
- O! i deserek jest - krzyknął zachwycony Krzysiek i włożył sobie do ust pierwszą łyżeczkę zimnego deseru. Za propozycją mojej rodzicielki wyszliśmy na taras.
- Podobno same z Aśką składałyście trampolinę - zaciekawił się Michał
- A tak, dzieciaki poszły do szkoły, Adam do pracy i złożyłyśmy, a potem po powrocie miały niespodziankę - uśmiech wkradł się na moją twarz gdy przypomniałam sobie roześmiane buźki dwójki pociech siostry.
- I wy to ta całkiem same? A nie czasem z pomącą jakiegoś przystojnego sąsiada? - Igła poruszył z uśmiechem brwiami.
- Całkiem same, a poza tym Elen ma już chłopaka, ale ostatnio musiał wyjechać i się nie wiedzieli parę dni - oznajmiła mama, za co potraktowałam ją jednym ze swoich mniej przyjemnych spojrzeń - Oj no co, kiedyś i tak musiałabyś im powiedzieć chyba nie? -oburzyła się.
- Co to za gość? - zapytał prosto z mostu Michał
- Poznaliśmy się na imprezie, jakieś 3 miesiące temu - odprałm
- Znam go? - zapytał
- Nie, nie znasz
- A powiesz chociaż jak ma na imię?
- Wojtek, ma na imię Wojtek.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś? - rzucił ostro
- Bo nie? - zapytałam ironicznie - Jeny, Michał o co robisz taką aferę? -wywróciłam oczami - Nie jestem już małą dziewczynką i wiem co robię - powiedziałam i wyszłam z domu. Chciałam się trochę przewietrzyć więc poszłam w moją oazę spokoju czyli na leśną polanę. Usiadłam pod wielkim dębem i bawiłam się źdźbłem trawy. Nie rozumiem o co chodzi Michałowi, o co on robi taką wielką aferę? Wojtek to super chłopak, ja go kocham on mnie też i jest cudownie. To że ostatnio lekko się pokłóciliśmy nic nie zmienia. Nadal go kocham. Siedziałam tam bardzo długo bo zaczynało się troszkę ściemniać. Nie wiedziałam nawet, która godzina bo oczywiście nie wzięłam telefonu. Wstałam, otrzepałam się i ruszyłam wolnym krokiem w stronę powrotną. Gdy tylko przekroczyłam próg domu pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Opadłam na łóżko. Leżałam bezmyślnie aż usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - zezwoliłam na wejście do środka. Obok mnie usiadała mama.
- Nie rozumiem Michała - wyrzuciłam z siebie - Czemu on tak zareagował?
- Posłuchaj Elenko - westchnęła - Asia raz związała się z takim jednym Wojtkiem, który zmuszał ją do różnych rzeczy i bił. To była chora miłość. Długo kłamała, że a to uderzyła się o coś, a to upadła ale w końcu powiedziała co jest grane. Michał strasznie się wkurzył chciał do niego iść i po prostu obić mu mordę jak to się wyraził, ale na szczęście po drodze zatrzymał go kumpel i przyprowadził z powrotem do domu. Michał się najzwyczajniej w świecie o ciebie martwi i nie chce żeby spotkał cie podobny los co Aśkę bo już w życiu swoje przeszłaś, a on razem z tobą. Musisz go zrozumieć Len - przytuliła mnie a po mim policzku spłynęła pojedyncza łza na te wszystkie wspomnienia. Szybko ją otarłam. Nienawidziłam pokazywać swoich słabości.
- Muszę iść go przeprosić - postanowiłam, wyszłam z pokoju i zapukałam do drzwi Winiara. Po usłyszeniu proszę nacisnęłam klamkę. Mój martwiący i kochający mnie braciszek leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam
- Przepraszam - wyszeptałam - Wiem, że się o mnie martwisz, a teraz wiem też dlaczego tak zareagowałeś. Gdyby coś było nie tak od razu do ciebie przyjdę albo z nim skończę.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - przysięgłam i poczułam pocałunek na swoich włosach.
- Martwię się o ciebie. Jak nie ma taty to ja muszę ci go zastąpić - powiedział cicho, a ja pokiwałam głową. Leżeliśmy tak jeszcze prawie godzinę rozmawiając i śmiejąc się prawie cały czas. W końcu opuściłam pokój Miśka z informacją o której godzinie wyjazd. Umyłam się, nastawiłam budzik na 2:45 i wskoczyłam pod kołdrę. Jeny, nie wiem jak ja wstanę. W końcu to tylko 5 godzin snu, ale trzeba odliczyć mi pół godziny na zaśnięcie więc pewnie prześpię się w podróży.
niedziela, 6 lipca 2014
~Rozdział Trzeci~
W końcu udało nam się dojechać pod dom. Winiarska siedziała na huśtawce i czytała jakąś książkę. Gdy tylko wysiedlismy z auta wstała i wsparła ręce na biodrach
- Ładnie to tak nie powiedzieć gdzie się jedzie? - rzuciła oskarżycielskim tonem w stronę chłopaków oni spuścili głowę, a ja zaśmiałam się lekko i zostawiając ich na pastwę mamy biorąc zakupy z samochodu weszłam do domu. Wspięłam się po schodach na górę i skierowałam swoje kroki na do swojego pokoju. Moje królestwo było pomalowane na niebiesko, gdy się wchodziło od razu w oczy rzucało się wielkie łóżko i duże okno z niskim i szerokim parapetem zaraz obok niego, na którym leżał koc i poduszka, uwielbiałam tam czytać książki, w zimie popijać kakao i wpatrywać się w padający śnieg, a na dodatek miałam stamtąd wspaniały widok bo w polu mojego wzroku znajdowała się i brama wjazdowa i ogród także miałam nad wszystkim taką jakby kontrolę. Nad łóżkiem przyklejone były plakaty siatkarzy, oczywiście na samej górze Michał i Krzysiek. Na przeciwko stała komoda a nad nią cała ściana była zapełniona fotografiami. Na tej samej ścianie wisiały dwie lampy, których klosze miały kształt kwiatków. Pod ostania ścianą stała wielka szafa , a obok niej fotel, nad którym wisiała półka z różnymi figurkami. Do niego przysunięta jest ława z laptopem, która zwykle stała na środku pokoju. Rzuciałam zakupy na łóżko i usiadłam a fotelu i odpaliłam laptopa. Postanowiłam napisać Karolinie co się teraz bedzie ze mną działo. Zalogowałam się na pocztę i napisałam do niej wiadomość.
- El, jesteś głodna? - krzyknęła z dołu mama, jak na zawołanie zaburaczło mi w brzuchu.
- Już zchodzę ! - odkrzyknęłam. Gdy wychodzilam z pokoju usłyszałam melodyjkę oznajmiającą nadejście sms'a. Odlokowalam klawiature. Jak nietrudno było się domyślić była to wiadomość od Karoli
" Gratuluje kochana! :) O 20 na Skypie. Dawno nie gadałysmy
i oczywiście muszę ci jeszcze raz pogratulować ! :) Na razie.
Buziaki :*** "
Uśmiechnęłam się i zbiegłam po schodach.
- A ty czego tak zaczieszasz? - zaciekawił się od razu Winiar gdy tylko przekroczyłam próg kuchni, no tak nie byłby sobą gdyby nie zapytał
- Nie można mieć już ot, tak sobie dobrego humoru? - zapytałam unosząc brew
- Można, ale ja muszę wiedzieć co było tego powodem - wyszczerszył się, a ja Igła i mama parsknęliśmy śmiechem.
- A tak po prostu się cieszę, że mam mamę, Karolę i was wariaci - posłałam im uśmiech
- Oooooo, jak słodko, misiaczek! - Ignaczak rozwarł ramiona, a po chwili siatkarze już nas zgniatali. Szybko zjedliśmy jaki taki spóżniny obiad przygotowany dzisiaj wyjątkowo przez Miszcza Kuchni Winiara.
- Ale ta zupa to byłą toche słona - skrzywiłam się
- A ty niby ugotujesz lepszą? - zapytał ironicznie
- No jasne że tak - prychnęłam
- No to jutro ty gotujesz - wystawił mi język
- Zobaczę co się da zrobić - uczyniłam ten sam gest
- Dobra, dobra wiemy, że macie piękne języki ale możecie je już schować - powiedziała mama
- I tak mam piękniejszy niż ty
- No chyba śnisz - prychnął Misiek, a Krzysiek i kobieta pokręcili głowami z politowaniem.
- Jednego zdania nie można powiedziec bo od razu kłótnia - westchnął Ignaczak
- To nie była żadna kłótnia, my tylko bronimy swoich zdań - wzruszyłam ramionami
- No właśnie. - poparł mnie Michał - Wyszliśmy z wprawy, dawniej to były kłótnie, a nie to co teraz.
- Oj tak pamiętam te wasze "żarcie się" - powiedziała mama - Ciągle jedno i to samo - po raz kolejny pokręciła głową.
- O wypraszamy sobie! To zawsze było o coś innego i zawsze miało inny przebieg oraz skutki! - oburzył się przyjmujący, i skrzyżował ręce na piersiach.
- Jak wyżej - także skrzyżowałam ręce na piersiach, a Ignaczak i Winiarska roześmiali się
- Bedzie mi tego brakować - westchnęła
- Masz jeszcze babcie i Aśkę z zięciem i dzieciakami - uśmiechnęłam się
- Którzy też mnie zostawili bo wybyli na weekend i nawet was nie zobaczą - odparła
- To zobaczą inny razem, chyba jeszcze pamiętają jak wyglądamy, a jak ci będzie się nudzić to zawsze możesz sobie kupić 5 kotów - Misza uniósł dwa kciuki do góry i wyszczerzył zęby, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 19:55. Postanowiłam juz pójśc na górę i zalogowaś się na Skypa. Zostawiłam moje dotchczasowe towarzystwo w kuchni i weszłam po schodach do swojego pokoju. Odpaliłam laptopa i włączyłam odpowiedni program. Nie czekałam nawet minuty, a już odbierałam połączenie od Karoli.
- No hej kochana! - przywitała się z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Cześć, cześć - odwzajemniłam gest.
- No to gratulację ci chciałam serdeczne jeszcze raz złożyć.
- Dziękuję. Ale tak mnie tym zaskoczyli, że aż sok wyplułam, dosłownie, dobrze, że siedzieliśmy na polu to przynjamniej nie musiała ścierać - wyszczerzyłam się.
- No to miałaś farta. A kiedy wyjeżdżacie do Spały?
- Chłopaki mówili, że musimy jechać w poniedziałek w nocy.
- A na zakupy chociaż jakieś zdążyłaś? - zaśmiała sie
- Pewnie, że zdążyłam. Sami mnie zawieźli - uśmiechnęłam się triumfalnie - Ma się ten dar przekonywania co nie? - poruszyłam brwiami
- No co jak co ale dar przekonywania to ty masz - puściła mi oczko
- Sie wie.
Gadałyśmy bardzo długo aż w koncu gdy popatrzyłam na zegar aż ne mogłam uwerzyć że widnieje na nim godzina 22:30. Pożegnałam się z przyjaciółką i wyłaczyłam komputer. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod kołdrę szybko zasypiając.
- Ładnie to tak nie powiedzieć gdzie się jedzie? - rzuciła oskarżycielskim tonem w stronę chłopaków oni spuścili głowę, a ja zaśmiałam się lekko i zostawiając ich na pastwę mamy biorąc zakupy z samochodu weszłam do domu. Wspięłam się po schodach na górę i skierowałam swoje kroki na do swojego pokoju. Moje królestwo było pomalowane na niebiesko, gdy się wchodziło od razu w oczy rzucało się wielkie łóżko i duże okno z niskim i szerokim parapetem zaraz obok niego, na którym leżał koc i poduszka, uwielbiałam tam czytać książki, w zimie popijać kakao i wpatrywać się w padający śnieg, a na dodatek miałam stamtąd wspaniały widok bo w polu mojego wzroku znajdowała się i brama wjazdowa i ogród także miałam nad wszystkim taką jakby kontrolę. Nad łóżkiem przyklejone były plakaty siatkarzy, oczywiście na samej górze Michał i Krzysiek. Na przeciwko stała komoda a nad nią cała ściana była zapełniona fotografiami. Na tej samej ścianie wisiały dwie lampy, których klosze miały kształt kwiatków. Pod ostania ścianą stała wielka szafa , a obok niej fotel, nad którym wisiała półka z różnymi figurkami. Do niego przysunięta jest ława z laptopem, która zwykle stała na środku pokoju. Rzuciałam zakupy na łóżko i usiadłam a fotelu i odpaliłam laptopa. Postanowiłam napisać Karolinie co się teraz bedzie ze mną działo. Zalogowałam się na pocztę i napisałam do niej wiadomość.
- El, jesteś głodna? - krzyknęła z dołu mama, jak na zawołanie zaburaczło mi w brzuchu.
- Już zchodzę ! - odkrzyknęłam. Gdy wychodzilam z pokoju usłyszałam melodyjkę oznajmiającą nadejście sms'a. Odlokowalam klawiature. Jak nietrudno było się domyślić była to wiadomość od Karoli
" Gratuluje kochana! :) O 20 na Skypie. Dawno nie gadałysmy
i oczywiście muszę ci jeszcze raz pogratulować ! :) Na razie.
Buziaki :*** "
Uśmiechnęłam się i zbiegłam po schodach.
- A ty czego tak zaczieszasz? - zaciekawił się od razu Winiar gdy tylko przekroczyłam próg kuchni, no tak nie byłby sobą gdyby nie zapytał
- Nie można mieć już ot, tak sobie dobrego humoru? - zapytałam unosząc brew
- Można, ale ja muszę wiedzieć co było tego powodem - wyszczerszył się, a ja Igła i mama parsknęliśmy śmiechem.
- A tak po prostu się cieszę, że mam mamę, Karolę i was wariaci - posłałam im uśmiech
- Oooooo, jak słodko, misiaczek! - Ignaczak rozwarł ramiona, a po chwili siatkarze już nas zgniatali. Szybko zjedliśmy jaki taki spóżniny obiad przygotowany dzisiaj wyjątkowo przez Miszcza Kuchni Winiara.
- Ale ta zupa to byłą toche słona - skrzywiłam się
- A ty niby ugotujesz lepszą? - zapytał ironicznie
- No jasne że tak - prychnęłam
- No to jutro ty gotujesz - wystawił mi język
- Zobaczę co się da zrobić - uczyniłam ten sam gest
- Dobra, dobra wiemy, że macie piękne języki ale możecie je już schować - powiedziała mama
- I tak mam piękniejszy niż ty
- No chyba śnisz - prychnął Misiek, a Krzysiek i kobieta pokręcili głowami z politowaniem.
- Jednego zdania nie można powiedziec bo od razu kłótnia - westchnął Ignaczak
- To nie była żadna kłótnia, my tylko bronimy swoich zdań - wzruszyłam ramionami
- No właśnie. - poparł mnie Michał - Wyszliśmy z wprawy, dawniej to były kłótnie, a nie to co teraz.
- Oj tak pamiętam te wasze "żarcie się" - powiedziała mama - Ciągle jedno i to samo - po raz kolejny pokręciła głową.
- O wypraszamy sobie! To zawsze było o coś innego i zawsze miało inny przebieg oraz skutki! - oburzył się przyjmujący, i skrzyżował ręce na piersiach.
- Jak wyżej - także skrzyżowałam ręce na piersiach, a Ignaczak i Winiarska roześmiali się
- Bedzie mi tego brakować - westchnęła
- Masz jeszcze babcie i Aśkę z zięciem i dzieciakami - uśmiechnęłam się
- Którzy też mnie zostawili bo wybyli na weekend i nawet was nie zobaczą - odparła
- To zobaczą inny razem, chyba jeszcze pamiętają jak wyglądamy, a jak ci będzie się nudzić to zawsze możesz sobie kupić 5 kotów - Misza uniósł dwa kciuki do góry i wyszczerzył zęby, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 19:55. Postanowiłam juz pójśc na górę i zalogowaś się na Skypa. Zostawiłam moje dotchczasowe towarzystwo w kuchni i weszłam po schodach do swojego pokoju. Odpaliłam laptopa i włączyłam odpowiedni program. Nie czekałam nawet minuty, a już odbierałam połączenie od Karoli.
- No hej kochana! - przywitała się z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Cześć, cześć - odwzajemniłam gest.
- No to gratulację ci chciałam serdeczne jeszcze raz złożyć.
- Dziękuję. Ale tak mnie tym zaskoczyli, że aż sok wyplułam, dosłownie, dobrze, że siedzieliśmy na polu to przynjamniej nie musiała ścierać - wyszczerzyłam się.
- No to miałaś farta. A kiedy wyjeżdżacie do Spały?
- Chłopaki mówili, że musimy jechać w poniedziałek w nocy.
- A na zakupy chociaż jakieś zdążyłaś? - zaśmiała sie
- Pewnie, że zdążyłam. Sami mnie zawieźli - uśmiechnęłam się triumfalnie - Ma się ten dar przekonywania co nie? - poruszyłam brwiami
- No co jak co ale dar przekonywania to ty masz - puściła mi oczko
- Sie wie.
Gadałyśmy bardzo długo aż w koncu gdy popatrzyłam na zegar aż ne mogłam uwerzyć że widnieje na nim godzina 22:30. Pożegnałam się z przyjaciółką i wyłaczyłam komputer. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod kołdrę szybko zasypiając.
Subskrybuj:
Posty (Atom)