Następny dzień niesamowicie nam się ciągnął. Ponieważ chłopaki nie mieli dzisiaj treningu, a nie mogliśmy nawet nigdzie wyjść bo na zewnątrz padało to zaczęliśmy się tak nudzić, że szkoda gadać. Nikomu nie chciało się nic robić. Mnie aż nosiło w miejscu i godzinę przed meczem Włochy-Brazylia po prostu łaziłam po całym pokoju bez celu
- Może usiądź? - zaproponował Karol
- Nie, muszę sobie pochodzić - odparłam i kontynuowałam swój kurs od okna do drzwi. W końcu gdy na boisko wbiegły pierwsze szóstki obu zespołów usiadłam na podłodze obok Kłosa.
O ile w drugim secie było widać u Włochów jakąś walkę tak w trzecim i czwartym wkradło się o wiele za dużo błędów i skończyło się na tym, że to Kanarki pojadą na Final Six do Florencji. Byłam przybita, zresztą jak każdy. Trener ogłosił 10 dni wolnego i każdy zaczął się pakować. Mieliśmy pojechać autokarem na Okęcie skąd każdy uda się w swoją stronę. Ja pakując się odblokowałam telefon i wybrałam numer mamy.
- Cześć mamo - przywitałam się
- Cześć córciu
- Mogłabyś zadzwonić do Łucji i powiedzieć jej że będę na ślubie?
- A ty nie masz do niej numeru?
- Nie, nie mam. Zadzwonisz?
- Tak. A gdzie ty jesteś?
- W Gdańsku. Pakuję się. Gdzieś w nocy powinnam być w domu. Nie czekajcie na mnie.
- Dobrze. No to papa Elenko
- No pa mamuś - cmoknęłam do słuchawki i zakończyłam połączenie. Teraz pozostało pytanie jak ja się właściwie do tego domu dostanę? Spakowałam się i z walizką poszłam do pokoju w którym powinien przebywać jeszcze Michał. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że chłopaki już zapinają walizki
- No hej, gotowi? - zapytałam
- Już teraz tak - wyszczerzyli się
- No to super. Michał, jak ty wracasz do domu? Bo o ile się orientuję to ty auto masz w Spale? - zmarszczyłam czoło
- Nie. Dagmara już kiedyś po nie wpadła i właśnie do niej dzwoniłem, że przyjedzie na Okęcie po mnie i ciebie - powiedział
- Aha, a po mnie czemu? - zdziwiłam się
- No jeżeli myślisz, że będziesz się tłukła autobusami to się gruuuubo mylisz moja droga - podążyliśmy do windy - Przenocujesz u nas, a potem zawiozę cię do Wałbrzycha
- Z noclegu skorzystam ale potem już pojadę autobusem. Ty musisz się rodzinką nacieszyć
- No właśnie! Pojedziemy wszyscy do Wałbrzycha i zostaniemy na kilka dni. Oliwier już dawno narzekał, że długo nie widział babci.
- No to zapowiada się ciekawie - zaśmiałam się
- A no - pokiwał głową. - Bardzo ciekawie - pokiwał głową powoli na co ja z Wlazłym wybuchnęliśmy śmiechem.
Gdy wszyscy byli już gotowi wpakowaliśmy się do autokaru i opuściliśmy Trójmiasto. Podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam muzykę. Rozbolała mnie głowa a nie miałam przy sobie żadnych tabletek. Nie chciało mi się iść do doktora i zawracać mu głowę więc cierpliwie znosiłam ból. Ułożyłam się wygodnie na fotelu i zamknęłam oczy w celu zaśnięcia. Udało mi się to dość szybko i już po chwili znajdowałam się w cudownej krainie Morfeusza
- Ej, Mała wstawaj - ktoś potrząsnął lekko moje ramię. Zdezorientowana otworzyłam oczy i potrząsnęłam głową
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam ziewając
- Na Okęciu. Wstawaj.
- Już, już - rzuciłam i podniosłam swoją szanowną z fotela. Wzięłam swoją torebkę po czym wyszłam na zewnątrz. Zimno już było, a ja tylko w cienkim sweterku zresztą rozgrzałam się jak spałam i teraz na takie zimne powietrze to mnie uderzyło nieźle. Wzięłam swoją walizkę i stanęłam obok brata, który wypatrywał swojego mega zajebistego i luksusowego czarnego BMW. W pewnym momencie podjechało takowe niedaleko nas. Michał od razu ruszył w jego kierunku, a mnie ktoś złapał za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Karola.
- Chciałem się zapytać czy nadal chcesz tego psa?
- Jasne. Tylko wiesz co? Może się zdzwonimy? Jak będziesz miał czas to dzwoń ja się dostosuję - uśmiechnęłam się - Miłego urlopu - cmoknęłam go w policzek
- Wzajemnie. Na razie - powiedział, a ja odwróciłam się i podążyłam za Winiarskim, który wziął moją walizkę i torbę ze sprzętem. Przywitałam się z Dagmarą buziakiem po czym zasiadłam z przodu. Antoś spał więc tylko przywitałam się z Olwierem i ruszyliśmy w stronę Bełchatowa. O ile wcześniej spałam jak zabita tak teraz byłam bardzo rozbudzona. Cały czas wypatrywałam przez okno. Uwielbiałam jeździć nocą jak dla mnie o wiele lepiej niż nocą. Oczywiście kiedy nie jetem kierowcą, ale nawet jak jestem kierowcą to w sumie... mniejszy ruch i w ogóle. Gdy w końcu dojechaliśmy pod dom państwa Winiarskich Daga wzięła Antka, Michał Oliego, a ja zajęłam się otwieraniem przed nimi drzwi. Na szczęście jeszcze pamiętałam jak to u nich wszystko jest urządzone więc nie miałam wielkiego problemu z trafieniem do odpowiednich pokoi. 15 minut później dzieci leżały już w swoich łóżkach, a my wróciliśmy po walizki. Szwagierka pokazała mi pokój w którym będę spać. Wzięłam swoją piżamę i poszłam jeszcze wziąć szybki prysznic po czym gdy tylko położyłam głowę na poduszce zasnęłam.
Obudził mnie płacz, prawdopodobnie Antosia. Przeciągnęłam się na wszystkie strony i przetarłam oczy. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Słońce było już wysoko, chwyciłam swój telefon i zobaczyłam, że jest już 11:30. 20 nieodebranych połączeń od mamy. O kurwa! Ja jej powiedziałam, że będę w domu w nocy. Od razu wybrałam jej numer.
- Jezus Maria! Elena! Gdzie ty jesteś?! Co się stało?! - wykrzyknęła
- Spokojnie mamo. Nic mi nie jest. Przepraszam, że cię nie powiadomiłam, ale pojechałam z Michałem do Bełchatowa i teraz jestem tutaj. Przepraszam bardzo, ale spałam w autokarze i całkowicie wypadło mi z głowy. - powiedziałam skruszona
- Dobra. Najważniejsze, że nic się nie stało. Ale nigdy więcej takich akcji
- Oczywiście. A dzwoniłaś do Łucji?
- Tak. Dzwoniłam. Ucieszyła się, że jednak będziesz
- No to fajnie. Dobrze, mamuś ja kończę - powiedziałam
- Papa - rozłączyła się. Położyłam telefon na szafce, wyjęłam jakieś ciuchy z walizki wzięłam kosmetyczkę i podążyłam z nią do łazienki. Przebrałam się, uczesałam i umalowałam. Odniosłam piżamę i kosmetyczkę do pokoju i zeszłam na dół. Michał pichcił coś w kuchni, Oliwiera nie zarejestrowałam, a Antek bawił się w swoim łóżeczku w salonie. Podeszłam do niego
- Cześć Antoś - uśmiechnęłam się - A co ty tutaj masz? - zapytałam z przejęciem dotykając każdej zabawki - A ty mnie pewnie nie pamiętasz. Ciotki dawno nie było u ciebie co? - zaśmiałam się i pogłaskałam po rączce. Odsunęłam się od łóżka i poszłam do kuchni
- Wyspana? - zapytał ze śmiechem Winiar
- Oczywiście - wyszczerzyłam się - A ty nie?
- Powiem ci, że bardzo, bardzo - przeciągnął się - Z Antkiem to zupełnie inna sprawa. Oli się częściej w nocy budził, a on to w ogóle. Zaśnie to śpi i już.
- No widzisz? Do tatusia się podał - szturchnęłam go w ramię ze śmiechem
- A jak! - wyszczerzył się - Czuj się jak u siebie - zamaszystym ruchem ręki pokazał mi cały dom
- Już się czuję - wyszczerzyłam się
- Przeraża mnie to twoje szybkie dostosowywanie się do otoczenia - pokręcił głową ze śmiechem
- To cię przeraża? - uniosłam brew - A nie to, że ci zupa kipi? - zapytałam, a on poderwał się jak oparzony i szybko ściągnął pokrywkę z garnka jeszcze się przy okazji parząc swoje palce. Krzyknął przeraźliwie, na co z salonu rozległ się płacz Antoniego
- Szybko, daj pod zimną wodę - nakazałam i poszłam do salonu. Wzięłam na ręce chłopczyka i zaczęłam go uspokajać. Włożyłam mu smoczek do buzi i poszłam z nim do kuchni - Popatrz no tu Antoś, jaki ten twój tatuś to czasem niezdara - powiedziałam zabawnie - O patrz, zaraz będziemy coś jeść, tak? - mówiłam cały czas do niego przez co się uspokajał - A gdzie Daga? Nie masz jakiejś maści na oparzenia? - zadawałam pytania
- Daga musiała wyskoczyć jeszcze na chwilę do pracy i zostawiła mnie z obiadem - wyjaśnił - A maści poszukaj w tej szafce, co ją masz przed nosem - pokierował mnie
- No to chyba źle, że cie z tym obiadem zostawiła bo chyba trzeba będzie coś zamówić - zaśmiałam się i otworzyłam szafkę
- Gdyby nie to, że masz na rękach dziecko to byś oberwała - zagroził
- Ale mam - wytknęłam mu język
- No i jak tam? Żyjecie? - zapyta wchodząca właśnie do kuchni Winiarska - Co ci się stało? - zapytała podchodząc do męża
- Mądry Misiek postanowił, że podniesie gołą ręką gorącą pokrywkę z kipiącej zupy - wyjaśniłam podając im maść na oparzenia
- Oj Michał, Michał - pokręciła głową szwagierka
- No to wy tutaj sobie poradzicie, a my idziemy z Antosiem na spacer po domu - poinformowałam ich - Pokażesz mi tu wszystko? - zwróciłam się do maluszka - No to idziemy - powiedziałam i wyszliśmy. Obeszliśmy wszystkie pomieszczenia dotykając co ciekawsze rzeczy i znaleźliśmy Oliwiera, który był w swoim pokoju. Posiedzieliśmy chwilę u niego po czym na wołanie Dagmary zeszliśmy na obiad. Po posiłku postanowiliśmy wyjść na taras i pocieszyć się pięknym słońcem.
- To o której zamierzamy wyjechać? - zapytał Michał
- A gdzie? - wtrącił od razu Oliwier
- Do babci - wyjaśniła mu mama
- Możemy od razu - powiedział podekscytowany wstając ze swojego krzesła prawie przewracając szklankę z sokiem, który właśnie pił.
- Że już? Teraz? Zaraz? - uniosłam brew
- No tak - wzruszył ramionami - A tak w ogóle to kiedy pojedziemy do tego parku linowego? - zwrócił się do mnie
- Zastanowię się jeszcze Oli. Wiesz, ja w piątek mam wesele, a jeszcze w któryś dzień muszę pojechać po psa.
- Nowego psa planujesz ściągać? - zaśmiała się Dagmara
- No tak, takiego szczeniaczka - wyszczerzyłam się
- No właśnie! Ja też chcę psa! - wykrzyknął Oli
- Zastanowimy się z mamą - Michał poczochrał włosy syna. - No ale wracając do tematu ...
- A na ile chcemy jechać? - zapytała szwagierka
- No dziś by pojechać ... a w niedziele wrócić? - zaproponował
- No to idziemy się pakować - kobieta klasnęła w ręce i wstała od stołu. - Zajęłabyś się chwilę Antosiem? - zwróciła się do mnie
- Jasne, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się szeroko. Winiarscy podążyli na górę, a ja wyjęłam chłopczyka z wózka i weszłam z nim z powrotem do domu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy bawić się grzechotkami i innymi zabawkami. Po jakiejś niecałej godzinie na dół zeszli Winiarscy z walizkami. Okazało się, że mnie też już spakowali. Wróciłam jeszcze na górę bo jak Michał powiedział, że on mnie pakował to wolę sprawdzić czy telefonu nie zapomniał. No i miałam rację! Telefon leżał na szafce tak jak go zostawiłam ale poza tym nic więcej nie zostało. Wróciłam na dół i wyszłam z domu. Wsiadłam do auta. Tym razem znowu przypadł mi zaszczyt siedzenia z przodu tuż obok mego kochanego braciszka. Jakiego ja to mam ostatnio farta. No ja pierdziele! Wyjechaliśmy z Bełchatowa o 15:05, a w Wałbrzychu byliśmy o 18: 20. Wjechaliśmy przez bramę i wysiedliśmy z auta. Na schodach przed domem siedziała cała rodzinka i zajadała się lodami
- Witamy, witamy, szanowną rodzinkę! - powiedział Michał. Następnie nastąpiły przytulasy, uściski i buziaki jak przy każdym powitaniu.
- A dla nas jeszcze tych lodów zostało? - zapytałam ze śmiechem
- Nikodem skocz do zamrażarki - rzuciła babcia, a chłopczyk pognał do domu i już po chwili trzymaliśmy w rękach smakołyki.
Postanowiliśmy usiąść w altance. Mama mówiła, że trzeba by ją oficjalnie otworzyć bo niedawno skończona to jakiś gril by się przydał. No to wszyscy podchwycili pomysł i już Adam do sklepu, a my z garażu powyciągaliśmy plastikowe krzesła i stół. Michał zajął się rozpalaniem grila, a my poprzynosiłyśmy z domu talerze szklanki oraz wszystkie inne potrzebne rzeczy. Kilka minut później w kuchni znajdowała się również kiełbasa przywieziona przez Adama. Ponacinałyśmy ją wraz z mamą i Dagmarą po czym zaniosłyśmy do altanki na gdzie Winiar już urzędował przy rozpalonym grilu. Jakieś pół godziny później zajadaliśmy się pyszna kiełbaską rozmawiając, śmiejąc się i żartując. Antosia Dagmara zaniosła do domu około 20 żeby go nakarmić i położyć spać po czym wróciła, a na stół weszło piwo i te sprawy. Siedzieliśmy na polu do 22. Komary mnie strasznie pocięły ale było warto. Nawet podrzuciliśmy z Michałem pomysł, żeby sobie pośpiewać, ale Dagmara, Adam i Asia stwierdzili, że są za mało wstawieni. Ja tam mogę śpiewać bez alkoholu! I kto tu jest gość?! HA! No nie ważne. Teraz nadeszła najgorsza rzecz, a mianowicie sprzątanie. "Zgodnie" stwierdziliśmy, że teraz mężczyźni muszą posprzątać bo my przyniosłyśmy wszystko więc teraz ich kolej. No dobra, tak zgodne to to nie było, ale skoro my uciekłyśmy z dziećmi do domu no to ktoś to musiał zrobić nie? No i padło na chłopaków. Wzięłam swoją walizkę z korytarza i poszłam z nią na górę do swojego pokoju. Wyciągnęłam z niej wszystkie rzeczy i rzuciłam je na fotel. Stwierdziłam, że jutro będę musiała zrobić duże pranie, bo w walizkach nie było prawie nic czystego. Drapnęłam piżamę i wyszłam z nią z pokoju. W łazience światło było zaświecone więc usiadłam na podłodze i czekałam aż osobę będąca w środku wyjdzie. Po kilku minutach drzwi się otworzyły i zobaczyłam Oliwiera.
- Dobranoc Oli - uśmiechnęłam się
- Dobranoooooooooc - ziewnął szeroko co udzieliło się też mi po czym oboje się zaśmialiśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Narzuciłam na siebie ubranie i zmyłam makijaż. Wyszłam z pomieszczenia i wróciłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i po kilku minutach już spałam.
To dziaj Superpuchar :D Za kim jesteście? ZAKSA czy SKRA?
Następny - niedziela
Pozdrawiam ;**
środa, 8 października 2014
niedziela, 5 października 2014
~Rozdział 24~
Reszta tygodnia minęła jak z bicza trzasnął i wreszcie nadszedł moment meczu czyli piątek. Mieliśmy zagrać na dwóch libero. Zati miał być odpowiedzialny za przyjęcie, a Igła miał działać w obronie. Pierwszy set to była trochę powtórka meczy z Iranem w Teheranie. Trochę nam nie wychodziło, trochę się gubiliśmy i tak pierwsza partia padła łupem gości, ale w drugiej już nie było tak łatwo. W pewnym momencie po odgwizdanym dla Irańczyków nieczystym odbiciu ostro zaiskrzyło pod siatką. Aż Ignaczak, który siedział wtedy na ławce poderwał się na boisko. Chwilkę trwały przepychanki słowne, ale drugi sędzia wszystko uspokoił. Aż mi się przypomniały moje mecze. Zawsze reagowałam bardzo emocjonalnie zupełnie jak Krzysiek. Nic na to nigdy nie mogłam poradzić. W jednej drużynie była taka Marecka, która miała bardzo podobny charakter do mnie i często iskrzyło między nami pod siatką. Strasznie mnie wkurzała. Nawet jak tylko stała. Za to jak mnie wkurzyła to tak cisnęłam na ataku, że nie było co zbierać. Potem szybko wszyscy przestali wdawać się ze mną w sprzeczki.
W pewnym momencie gdy Mariusz obronił piłkę zauważyłam na jego twarzy okropny grymas. Ledwo wstał, a po chwili dostał piłkę do ataku. Atak okazał się skuteczny ale Wlazły musiał opuścić boisko. Odnowił się uraz pleców. Mariusz w tym meczu nie grał na żadnych środkach przeciwbólowych. Wszyscy myśleli, że plecami już wszystko w porządku. Niestety nie do końca. Na boisku szybko zastąpił go Dawid.
Po ostatnim gwizdku wszyscy mogli się już tylko cieszyć z 3 punktów, a kibice zaczęli skandować: dzię-ku-je-my!, dzię-ku-je-my! Czy tylko mnie zawsze bardzo wzruszały takie sytuacje?
Do hotelu wróciliśmy o 22:55 nastroje wszystkich wyśmienite mi również uśmiech nie schodził z twarzy.
- Co się tak szczerzysz? - zapytał Michał obejmując mnie ramieniem z takim samym uśmiechem jak mój gdy wychodziliśmy z windy i kierowaliśmy się do pokoi.
- A ta się tylko cieszę, że pokazaliście tym Persom kto tu rządzi - wyszczerzyłam się
- Chyba nikt nie przewidywał innego scenariusza nieprawdaż? - zaśmiał się Igła
- Ja na pewno nie, od początku wiedziałam, że wygracie - powiedziałam pewnie
- Dobrze cię wyszkoliłem - poklepał mnie po głowie przyjmujący
- To raczej Krzysiu mnie wyszkolił - wyszczerzyłam się
- Brawo młoda - przybiliśmy piątkę
- Foch forever - Winiar skrzyżował ręce na piersi, ale nikt nie zwrócił na to uwagi
- To co teraz meczyk zarzucimy? - zatarł ręce Zati
- Sie wie - rzucił Karol
- Tylko nie u mnie - zastrzegłam od razu gdy stanęliśmy pod moimi drzwiami
- A co niby u nas? - prychnął Mariusz unosząc brew
- U mnie jest jedno łóżko, niewygodnie po prostu - wzruszyłam ramionami. - Myślę, że powinniśmy to zrobić każdy u siebie i już albo wy się tam jakoś zorganizujcie a ja oglądam sama u siebie. Na razie chłopcy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg, zaświeciłam światło rzuciłam się do pilota. Włączyłam na mecz Brazylia-Kolumbia i spojrzałam na wynik: 2:0 dla gospodarzy. Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ od początku im kibicowałam. Jednak po rzucie karnym Kolumbijczycy zdobyli bramkę kontaktową. W 87 minucie interweniujący obrońca Camilo Zuniga kopnął kolanem Neymara w plecy. Brazylijczyk długo nie wstawał z boiska jednak sędzia nie przerwał akcji. Dopiero po drugim przewinieniu podbiegł do niego. Piłkarz z wielkim grymasem bólu został zniesiony na noszach z boiska. Aż mi się łezka zakręciła w oku. To musiało okropnie boleć skoro aż tak bardzo się krzywił. Modliłam się aby to nie było coś poważnego bo uwielbiałam tego zawodnika i chciałam, aby dalej grał. Spotkanie skończyło się 2:1 dla Brazylijczyków, którzy mogli się cieszyć z awansu do półfinału, w którym zagrają z Niemcami. Wstałam z łóżka wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku sprawdzając godzinę : 00:40. Znowu będę chodziła niewsypana i niekontaktowa, ale trudno. Zanim jeszcze zasnęłam usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Kto o tej porze wysyła smsy? Musi to być Karolina. Nie myliłam się i otworzyłam wiadomość od Olszewskiej. "Ale mi go szkoda ;( Branoc :*"
Tak, Neymar to nasz ulubiony piłkarz. Obie bardzo mu kibicujemy. Szybko jej odpisałam, że mi też i oby to nie było nic poważnego. Odłożyłam komórkę na szafkę nocną, odwróciłam się na drugą stronę i zasnęłam.
Rano obudził mnie dźwięk smsa. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Chwyciłam telefon i odczytałam wiadomość od Karoli. "Jego kontuzja jest poważna. Ma pęknięty 3 kręg lędźwiowy. Nie zagra do końca mundialu. Kilka centymetrów i Neymar byłby sparaliżowany ;(Zobacz sobie to https://www.youtube.com/watch?v=PHTdTiQzICQ&hd=1
Buziaki ;**"
Posłusznie weszłam w link, który wysłała mi przyjaciółka. Aż mi się serce krajało na widok tych zaszklonych oczu i na dźwięk tego łamiącego się głosu. Strasznie było mi go szkoda. Zawsze było mi szkoda tych, których nawet na niedługi czas z gry wykluczyła kontuzja bo ja odczuwałam to samo tyle, że mnie wykluczyła na dobre. Westchnęłam i wygrzebałam z walizki jakieś spodenki (klik), oraz koszulkę reprezentacyjną. Przebrałam się w nie w łazience. Ogarnęłam włosy, zrobiłam makijaż i byłam gotowa. Ubrałam trampki (klik) Zjechałam windą, o dziwo sama, do restauracji. Zasiadłam przy naszym stole, który był dzisiaj pełny. Kolejne zaskoczenie. Usiadłam pomiędzy Igłą, a Winiarem i zaczęłam grzebać w swoim śniadaniu. Po chwili poczułam szturchnięcie w łokieć. Podniosłam na Michała pytający wzrok.
- To chyba ja powinienem ciebie zapytać, co żeś taka zamulona. - spojrzał na mnie badawczo
- A mecz wczoraj oglądaliście? - spojrzałam po nich
- Aha, i już wszystko wiadomo - powiedział Ignaczak jak o najoczywistszej rzeczy na ziemi, ale reszta niezbyt wiedziała o co chodzi więc wielkoduszny pan Krzysztof postanowił im wszystko wyjaśnić i wprowadzić w powód mojego nastroju - Otóż moi drodzy koledzy, obecna tutaj Elena Winiarska w tymże dniu nie ma zbyt szampańskiego nastroju mimo, że wczoraj wygraliśmy mecz - popatrzył na mnie z pretensjami, a ja uniosłam kciuk w górę z uśmiechem - ponieważ wczoraj, jak zapewne koledzy wiedzą niejaki Neymar.Piłkarz. Brazylijczyk. Doznał kontuzji, a że jako jest to ulubiony piłkarz naszej Lenki, bardzo to przeżywa i takie tam - tak spierniczył końcówkę tej pięknej mowy. On to nie umie kończyć
- Twój mąż - dźgnął mnie w bok Winiarski. Taaaaa. Jak byłam ciut młodsza to tak mówiłam.
- Oj no coooo ? Przystojny jest. Nawet bardzo, bardzo, bardzo - rozmarzyłam się. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz "Mama dzwoni". Wywróciłam oczami. Co ona może chcieć ode mnie o 7:45? Nacisnęłam zieloną słuchawkę
- Cześć - zaczęłam
- No cześć córciu i jak?
- Co i jak? - zapytałam zdezorientowana
- Cześć mamo ! - wtrącił się Michał
- O cześć synku! - powiedziała ucieszona
- Pozdrów ją ode mnie - psytnął Krzysiek
- Masz pozdrowienia od Krzyśka - powiedziałam do słuchawki
- Ode mnie też ją pozdrów - wtrącił Bartek
- Masz też pozdrowienia od Kurka. A tak w ogóle to może ja dam na głośnik i się przywitacie - wywróciłam oczami i zrobiłam jak powiedziałam
- Cześć chłopcy
- Dzień dobry pani - powiedzieli nierówno, a ja od razu wyłączyłam głośnik i przyłożyłam słuchawkę do ucha
- A tak w ogóle to coś się stało, że tak rano dzwonisz?
- No wiesz już czy pójdziesz na ten ślub?
- Nie mamo nie wiem, mówiłam ci już. Wszystko będę mieć jak na dłoni w niedziele po meczu Włochów z Brazylią - wyjaśniłam.
- Możesz dokładniej? - dopytywała
- Mamo jak możesz się nie orientować? - zapytałam oburzona - Masz syna siatkarza i praktycznie cały czas obracasz się w tym środowisku.
- No przepraszam córciu, ale ostatnio nie miałam głowy do siatkówki. Dzieciaki miały anginę
- Serio? Ale już w porządku? - dopytywałam
- Tak, tak już zdrowi jak ryba. - zapewniła
- No to fajnie - uśmiechnęłam się - Ja w niedzielę do ciebie zadzwonię, ale mam nadzieję, że raczej nie będę mogła iść
- Co ty mówisz?! Ty masz nadzieję, że nie będziesz mogła iść na ślub swojej przyjaciółki?!??! - wykrzyknęła tak głośno, że aż musiałam odsunąć telefon od ucha na pół metra
- No bo jeśli miałabym wybierać to czy mogłabym iść na ślub Łucji czy pojechać z chłopakami do Florencji na Final Six to raczej wybrała bym to drugie.
- Ooooo Lenka, jakie to słodkie - rozczulił się Pituś
- Dzięki Piter - puściłam mu oczko i szeroki uśmiech
- No to chyba, że tak. No to nic córuś. Muszę już kończyć. Życz powodzenia chłopcom i ucałuj tam każdego ode mnie
- Musze ich wszystkich ucałować? - skrzywiłam się, siatkarze się oburzyli, a mama zaśmiała. - Papa
- Nie chciała byś nas ucałować? - zapytał ze smutkiem Zati, a ja tylko pokręciłam głową z politowaniem i westchnęłam
- W zupełności by mi wystarczy że muszę was znosić- odparłam
- No proszę, proszę. To taka wdzięczność - pokiwał głową Michał
- Oj no weźcie - wywróciłam oczami
- Co oj no weźcie? Co oj no weźcie? - zapytał z oburzony Igła
- Dobra, czego chcecie? - westchnęłam głęboko - w zadośćuczynienie?
- Skoczysz do sklepu jak będziemy mieli przygotowanie do meczu i kupisz nam po piwie - zażądał Kłos - Wtedy cały sztab jest z nami więc nie będzie problemu.
- I mam je wam ot, tak dać?- popatrzyłam na każdego i uniosłam brew
- No, a na co czekać? - zapytał Mariusz
- A może by tak po wygranym meczu? - zaproponowałam ironicznie
- Aha, taka nagroda? - zapytał Piter
- Tak, Pit, właśnie, nagroda - pokiwałam głową - Jak już i tak mam przez was zbankrutować to przynajmniej nie bez zasługi
- No w sumie czemu nie ? - wzruszyli ramionami
I tak o to doszliśmy do porozumienia. Nie muszę ich wszystkich ucałować, ale kupuje im piwo... Znaczy, że i tak jestem poszkodowana! Ej! No ale dobra niech już mają. Wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się do pokoi. Ja do samego wyjazdu na halę mam wolny czas. Włączyłam telewizor i położyłam się na chwilę na łóżku. W między czasie postanowiłam na telefonie sprawdzić facebooka. Kilka powiadomień kilka wiadomości czyli to co zawsze. Odpisałam na wiadomości, skomentowałam i lajknęłam kilka postów po czym zablokowałam telefon i pogrążyłam się w kolejnym odcinku serialu "Tancerze". Dawniej jakoś za nim nie przepadałam, ale oglądnęłam dwa odcinki z mamą i mi się spodobał. Teraz oglądam całą serię od początku. Do samego obiadu miałam spokój. Ciekawe czym oni mnie jeszcze dzisiaj zaskoczą. Wstałam z łóżka i podążyłam do restauracji. Zamówiłam sobie gołąbki i czekając na nie i na siatkarzy, których jeszcze nie było wgapiałam się w malutki bukiecik na środku stołu jakbym chciała wzrokiem przewrócić wazonik, w którym stały kwiatki.
- Ej, coś ty taka otępiała? - zapytał Zati machając mi ręką przed twarzą. Potrząsnęłam głową mrugając kilkakrotnie
- A nie wiem - wzruszyłam i zaczęłam zajadać się swoim obiadem, którego w międzyczasie otrzymałam.
- Wiesz, bo zastanawiałem się wczoraj przed zaśnięciem nad nowym tematem
- Słucham ja ciebie Pawełku. Marcin nie chce cię słuchać? - zapytałam ze współczuciem
- Uważa, że nie ma potrzeby takiego rozmyślania. "Od tego już są ludzie" - mówiąc drugie zdanie nakreślił w powietrzu cudzysłów
- O czyżbyśmy trafili na kolejny odcinek z cyklu "Zati rozmyśla"? - zapytał przysiadający się Karol wraz z Andrzejem
- Jak najbardziej, jeszcze nie wiemy jaki będzie dzisiaj temat, ale czekamy z niecierpliwością. - wyszczerzyłam się
- Ty patrz Wronka, jakie my mamy wyczucie czasu - Kłos szturchnął przyjaciela
- No jak słowo daję - przytaknęłam im
- No, a czy teraz już mogę zacząć? - wtrącił się Zatorski
- Jak najbardziej - powiedzieliśmy we trójkę
- O w samą porę na następny odcinek naszego ulubionego programu "Zati rozmyśla" - zatarł ręce przysiadający się właśnie Michał wraz z Mariuszem, Bartkiem, Piotrkiem i Krzyśkiem.
- Skoro masz już pełną widownie to możesz zaczynać - powiedziałam w stronę Zatora.
- No bo ostatnio tak się zastanawiałem czy - zaczął ale zaraz przerwał mu Karol
- To standardowe zdanie rozpoczynające każde nasze spotkanie z reprezentacyjnym myślicielem - rzekł jakby był prowadzącym tego programu, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- No dobra, a teraz konkretnie. Zastanawiałem się ostatnio dlaczego gołąbki to są gołąbki. - rzucił, a my popatrzyliśmy po sobie wielkimi oczami
- Znaczy, że co? - zapytał ze zdziwioną miną Wlazły
- No chodzi mi o to danie gołąbki, czemu się tak nazywają - wyjaśnił, a od nas usłyszał tylko przeciągłe "aaaaaaaaaaaaa"
- A ja myślałem, że chodzi ci o te ptaszki co sobie tak fruwają, dlaczego nazywają się gołąbki - powiedział Kurek, a my pokiwaliśmy głowami
- No to skoro już teraz wiemy to możemy przejść do dalszej części naszego programu, a mianowicie: "Różne tezy wyjaśnienia pytania Pawełka" - powiedział jak zawodowy komentator Krzysiek. On się do tego zawodu wspaniale nadaje. Musicie się ze mną zgodzić! - Proszę, jako pierwszy głos zabierze nasz kapitan - skinął w stronę Michała i podał mu widelec do którego przed chwilą mówił.
- No więc ja myślę, że trzeba zapytać kobiety. W końcu to one gotują nieprawdaż? - spojrzał w moim kierunku, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie
- A nie zauważyłeś braciszku, że to mężczyźni są w większości kucharzami w restauracjach? - spojrzałam na niego
- Może i tak - wzruszył ramionami - Ale ponieważ tutaj wśród nas nie ma żadnego kucharza to pytanie skierowujemy do ciebie
- No oczywiście z ciebie by kucharza nie było skoro zupę tak przesalasz - wytknęłam mu sytuację kiedy w maju po mnie przyjechali, a Krzysiek zaśmiał się i przybiliśmy piątkę
- Ja już mówiłem, że to była wina Igły i nie próbuj mi tu teraz mydlić oczu - dźgnął mnie palcem w rękę
- Jasne! Jakże bym śmiała - oburzyłam się
- A wracając do pytania? - zapytał zniecierpliwiony Zati
- Ja nie wiem i jeśli chcecie wiedzieć to idźcie do kucharza tej restauracji. Może wie. No właśnie idźcie się zapytać skoro tak bardzo ciekawią was historie kulinarne. - skrzyżowałam ręce nie piersi, a oni popatrzyli po sobie. - No idźcie - ponagliłam ich - Ja też jestem ciekawa
- A od czego jest wikipedia! - wykrzyknął Ignaczak i nagle wszyscy wyciągnęli swoje wypasione IPhona i weszli w wikipedię.
- No więc tu nic nie pisze - stwierdził Karollo.
- No to musicie wymyślić swoje wyjaśnienie - rzuciłam - Ja zawsze wyjaśniam naszemu Zatiemu to teraz może wy się trochę wysilicie - skrzyżowałam ręce na piersi i uśmiechnęłam się cwano
- Już nigdy więcej nie wejdę na wikipedię, jak jest potrzebna to oczywiście nigdy jej nie ma! - Piotrek rzucił swoim telefonem o stół, my popatrzyliśmy na niego przerażeni, a Krzysiek i Bartek odsunęli się trochę w drugą stronę
- Piter, ja nie wiedziałem, że tu umiesz się tak zdenerwować - Igła wybałuszył na niego oczy i aż otworzył usta z tego zdumienia, a my skinęliśmy tylko głowami na zgodę ze słowami libero
- No a wracając do moich gołąbków .... - wywrócił oczami Zatorski
- Ja myślę, że po prostu ten kto to wymyślił mnie nie po kolei w głowie i już - wzruszył ramionami Kurek
- A ja myślę, że jak gołąbki jeszcze nie były gołąbkami to pewien gościu zajadając się bezimienną potrawą na balkonie zauważył gołębia i że je akurat jadł no to tak nazwał - wypowiedział się Karol
- Podpisuję się pod tym żeby nie było, że nie wyraziłem swojego zdania! - wyrwał się od razu Andrzej
- No to kto został? - rozejrzałam się - Nasz Krzysiu jeszcze nie wyszedł z szoku na widok Pitera, natomiast Piter nie wyszedł jeszcze ze złości. Czyli mój ukochany braciszek i mój ulubiony atakujący - wyszczerzyłam się w ich stronę
- Och jak ty nam schlebiasz - przeczesali teatralnie włosy
- Wiem, zdecydowanie za często ostatnio - rzuciłam, a oni posłali mi obrażone spojrzenia - No to teraz wy - oparłam się wygodnie na krześle. Byłam bardzo ciekawa cóż tam oni wymyślą.
- My uważamy, że ta nazwa nie wzięła się znikąd... - zaczął pewnym głosem Mariusz
- Tak, owszem - pokiwał głową Michał - My uważamy ..... ten ..... no ...... tego ..... - jąkał się i w końcu w tym samym czasie przystawili szklanki do ust i zaczęli zachłannie pić. - No my podpisujemy się pod resztą! - wybuchnął wreszcie Winiarski
- Tak myślałam - powiedziałam tryumfalnie - Oj bujnej wyobraźni to wy nie macie chłopcy - pokręciłam głową
- A ty? - zagadnął Krzysiek
- A ja mam, ale dzisiaj to wy mieliście się męczyć - wzruszyłam ramionami i wstałam od stołu. Wypadało by odpocząć chwilę przed kilkoma godzinami na hali. Wróciłam do pokoju sama bo siatkarze mieli jeszcze iść do trenera. Opadłam na łóżko i włączyłam telewizor. Skakałam bezmyślnie po kanałach, wreszcie zostawiłam na powtórce wczorajszego meczu chłopaków. Gdy było już tylko 20 minut do wyjazdu na halę wzięłam swój sprzęt i narzuciłam na ramiona bluzę reprezentacyjną. Zamknęłam pokój i ruszyłam na dół do recepcji gdzie byli już prawie wszyscy, czekaliśmy jeszcze tylko na doktora, który musiał jeszcze po coś wrócić. Gdy stawił się w recepcji wyszliśmy i podążyliśmy do autokaru. Kilkanaście minut później byliśmy już na miejscu. Chłopaki ruszyli do szatni
- Skopcie im tyłki - powiedziałam uśmiechając się szeroko
- Od tego tu jesteśmy Mała - uśmiechnął się Ignaczak
- Na ja myślę - powiedziałam przez śmiech, pokazałam im zaciśnięte kciuki i ruszyłam na trybuny.
Chłopaki od razu dobrze weszli w mecz i prowadzili już 12:6 gdy zareagował trener Irańczyków. Byłam bardzo zadowolona z gry Miśka. Wreszcie wracał do swojej formy. Z Iranem w Gdańsku rozegrał swoje dwa najlepsze mecze tej Ligii Światowej.
Całe spotkanie wygrywamy 3:0 po ataku właśnie Winiara. Krzyknęłam uradowana i pobiegłam pogratulować i przytulić brata. Szybko się do niego dostałam.
- No brawo braciszku - uśmiechnęłam się szeroko - Cudownie grałeś - puściłam mu oczko - Nie przyzwyczajaj się nie zawsze będę taka miła - zastrzegłam od razu unosząc ręce do góry
- Musiałaś zepsuć - zrobił smutną minkę - A było tak pięknie - westchnął - Ale ja nigdy się do tego nie przyzwyczaję - przytulił mnie, a ja cmoknęłam go w policzek gdy podszedł do nasz Oliwier. Najpierw wyściskał tatę, a potem (wreszcie!) nie no żartuje, od razu rzucił się w ramiona ukochanej ciotce. Nie no, też przesadzam po prostu mnie przytulił no! Koniec tematu!
- Dzisiaj też jesteś z ciocią Pauliną? - zapytałam, a on skinął głową. Rozmawialiśmy dość długo po czym Michał musiał iść od szatni. Poszliśmy z Olim powiedzieć Paulinie, że będziemy przed halą i przy okazji się przywitałam z nią i z Arkiem. Wróciłam i spakowałam swój sprzęt po czym wyszliśmy
- No to jak z tym naszym wypadem do parku? - zapytał
- Jeszcze dokładnie nie wiem Oli. Jutro wszystko będzie wiadomo - uśmiechnęłam się
- A mógłbym zabrać też Arka? - zapytał z maślanymi oczkami
- Nie wiem Oliwier czy Arek nie jest troszeczkę za mały wiesz? Ale jutro będę do ciebie dzwonić dobrze?
- Tak - potwierdził i w tym momencie podeszła do nas Wlazły wraz z synkiem. Porozmawialiśmy chwilę po czym oni musieli iść już do samochodu, a ja do autokaru bo tak się zagadałyśmy, że prawie wszyscy zawodnicy zdążyli już wyjść z hali. Cmoknęłam całą trójkę na pożegnanie i weszłam do pojazdu. Szybko znaleźliśmy się w hotelu. Jakoś dzisiaj nie byłam w ogóle zmęczona a wręcz rozpierała mnie energia. Weszłam do swojego pokoju i odłożyłam torbę. Wyciągnęłam z walizki paczkę żelków i konsumując ją po woli zastanawiałam się za ile pojawią się tu siatkarze. Obstawiałam od 20 do 30 minut albo wcale. Albo ja do nich pójdę. O tak, to będzie najlepsze. Drapnęłam jeszcze 5 paczek słodyczy i gasząc światło wyszłam z pokoju. Pokierowałam się do królestwa mego brata i Mariusza. Bez pukania otworzyłam drzwi z rozmachem uderzając przy okazji któregoś z chłopaków. Wyjrzałam zza drzwi. Poszkodowanym okazał się być Wrona
- Mocne masz to otwarcie drzwi - stwierdził masując sobie czoło, a ja zaśmiałam się lekko
- Łyżkę przyłóż bo będzie guz - poinstruował go Ignaczak
- A skąd ja ci do cholery wezmę tutaj łyżkę?! - wykrzyknął Andrzej
- To idź przyłóż głowę do kafelków w łazience - wyszczerzyłam się
- No to idę - wzruszył ramionami, wstał i podążył do wspomnianego pomieszczenia
- Żelki przyniosłam - uniosłam do góry słodycze, a oni rzucili się na mnie jak wilki na biedną sarenkę. Dobrze, że zapomnieli o tym piwie, co to im miałam kupić bo bym nie miałam życia teraz. Zresztą żelki tez mogli potraktować jako nagrodę. Rozdzieliłam ich i usiedliśmy na łóżkach podłodze i gdzie się dało. Oglądnęliśmy ze dwa filmy podczas których mi i Krzyśkowi buźka się dosłownie nie zamykała. Gadaliśmy cały czas to komentowaliśmy teksty, ubranie czy akcję w filmach to czytaliśmy skład żelków to kłóciliśmy się o ostatniego żelka. Nawet pojawiło się kilka wspomnień. Reszta albo rzucała w nas poduszkami albo zatykali nam usta dłońmi i byli po prostu wniebowzięci gdy już wychodziliśmy. A my przybiliśmy piątki bo udało nam się ich nieźle wkurzyć, a dla nas to świetna zabawa. Przynajmniej dla mnie nie ma nic wspanialszego od wkurzania innych.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i mogłam iść spać. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
W pewnym momencie gdy Mariusz obronił piłkę zauważyłam na jego twarzy okropny grymas. Ledwo wstał, a po chwili dostał piłkę do ataku. Atak okazał się skuteczny ale Wlazły musiał opuścić boisko. Odnowił się uraz pleców. Mariusz w tym meczu nie grał na żadnych środkach przeciwbólowych. Wszyscy myśleli, że plecami już wszystko w porządku. Niestety nie do końca. Na boisku szybko zastąpił go Dawid.
Po ostatnim gwizdku wszyscy mogli się już tylko cieszyć z 3 punktów, a kibice zaczęli skandować: dzię-ku-je-my!, dzię-ku-je-my! Czy tylko mnie zawsze bardzo wzruszały takie sytuacje?
Do hotelu wróciliśmy o 22:55 nastroje wszystkich wyśmienite mi również uśmiech nie schodził z twarzy.
- Co się tak szczerzysz? - zapytał Michał obejmując mnie ramieniem z takim samym uśmiechem jak mój gdy wychodziliśmy z windy i kierowaliśmy się do pokoi.
- A ta się tylko cieszę, że pokazaliście tym Persom kto tu rządzi - wyszczerzyłam się
- Chyba nikt nie przewidywał innego scenariusza nieprawdaż? - zaśmiał się Igła
- Ja na pewno nie, od początku wiedziałam, że wygracie - powiedziałam pewnie
- Dobrze cię wyszkoliłem - poklepał mnie po głowie przyjmujący
- To raczej Krzysiu mnie wyszkolił - wyszczerzyłam się
- Brawo młoda - przybiliśmy piątkę
- Foch forever - Winiar skrzyżował ręce na piersi, ale nikt nie zwrócił na to uwagi
- To co teraz meczyk zarzucimy? - zatarł ręce Zati
- Sie wie - rzucił Karol
- Tylko nie u mnie - zastrzegłam od razu gdy stanęliśmy pod moimi drzwiami
- A co niby u nas? - prychnął Mariusz unosząc brew
- U mnie jest jedno łóżko, niewygodnie po prostu - wzruszyłam ramionami. - Myślę, że powinniśmy to zrobić każdy u siebie i już albo wy się tam jakoś zorganizujcie a ja oglądam sama u siebie. Na razie chłopcy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg, zaświeciłam światło rzuciłam się do pilota. Włączyłam na mecz Brazylia-Kolumbia i spojrzałam na wynik: 2:0 dla gospodarzy. Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ od początku im kibicowałam. Jednak po rzucie karnym Kolumbijczycy zdobyli bramkę kontaktową. W 87 minucie interweniujący obrońca Camilo Zuniga kopnął kolanem Neymara w plecy. Brazylijczyk długo nie wstawał z boiska jednak sędzia nie przerwał akcji. Dopiero po drugim przewinieniu podbiegł do niego. Piłkarz z wielkim grymasem bólu został zniesiony na noszach z boiska. Aż mi się łezka zakręciła w oku. To musiało okropnie boleć skoro aż tak bardzo się krzywił. Modliłam się aby to nie było coś poważnego bo uwielbiałam tego zawodnika i chciałam, aby dalej grał. Spotkanie skończyło się 2:1 dla Brazylijczyków, którzy mogli się cieszyć z awansu do półfinału, w którym zagrają z Niemcami. Wstałam z łóżka wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku sprawdzając godzinę : 00:40. Znowu będę chodziła niewsypana i niekontaktowa, ale trudno. Zanim jeszcze zasnęłam usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Kto o tej porze wysyła smsy? Musi to być Karolina. Nie myliłam się i otworzyłam wiadomość od Olszewskiej. "Ale mi go szkoda ;( Branoc :*"
Tak, Neymar to nasz ulubiony piłkarz. Obie bardzo mu kibicujemy. Szybko jej odpisałam, że mi też i oby to nie było nic poważnego. Odłożyłam komórkę na szafkę nocną, odwróciłam się na drugą stronę i zasnęłam.
Rano obudził mnie dźwięk smsa. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Chwyciłam telefon i odczytałam wiadomość od Karoli. "Jego kontuzja jest poważna. Ma pęknięty 3 kręg lędźwiowy. Nie zagra do końca mundialu. Kilka centymetrów i Neymar byłby sparaliżowany ;(Zobacz sobie to https://www.youtube.com/watch?v=PHTdTiQzICQ&hd=1
Buziaki ;**"
Posłusznie weszłam w link, który wysłała mi przyjaciółka. Aż mi się serce krajało na widok tych zaszklonych oczu i na dźwięk tego łamiącego się głosu. Strasznie było mi go szkoda. Zawsze było mi szkoda tych, których nawet na niedługi czas z gry wykluczyła kontuzja bo ja odczuwałam to samo tyle, że mnie wykluczyła na dobre. Westchnęłam i wygrzebałam z walizki jakieś spodenki (klik), oraz koszulkę reprezentacyjną. Przebrałam się w nie w łazience. Ogarnęłam włosy, zrobiłam makijaż i byłam gotowa. Ubrałam trampki (klik) Zjechałam windą, o dziwo sama, do restauracji. Zasiadłam przy naszym stole, który był dzisiaj pełny. Kolejne zaskoczenie. Usiadłam pomiędzy Igłą, a Winiarem i zaczęłam grzebać w swoim śniadaniu. Po chwili poczułam szturchnięcie w łokieć. Podniosłam na Michała pytający wzrok.
- To chyba ja powinienem ciebie zapytać, co żeś taka zamulona. - spojrzał na mnie badawczo
- A mecz wczoraj oglądaliście? - spojrzałam po nich
- Aha, i już wszystko wiadomo - powiedział Ignaczak jak o najoczywistszej rzeczy na ziemi, ale reszta niezbyt wiedziała o co chodzi więc wielkoduszny pan Krzysztof postanowił im wszystko wyjaśnić i wprowadzić w powód mojego nastroju - Otóż moi drodzy koledzy, obecna tutaj Elena Winiarska w tymże dniu nie ma zbyt szampańskiego nastroju mimo, że wczoraj wygraliśmy mecz - popatrzył na mnie z pretensjami, a ja uniosłam kciuk w górę z uśmiechem - ponieważ wczoraj, jak zapewne koledzy wiedzą niejaki Neymar.Piłkarz. Brazylijczyk. Doznał kontuzji, a że jako jest to ulubiony piłkarz naszej Lenki, bardzo to przeżywa i takie tam - tak spierniczył końcówkę tej pięknej mowy. On to nie umie kończyć
- Twój mąż - dźgnął mnie w bok Winiarski. Taaaaa. Jak byłam ciut młodsza to tak mówiłam.
- Oj no coooo ? Przystojny jest. Nawet bardzo, bardzo, bardzo - rozmarzyłam się. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz "Mama dzwoni". Wywróciłam oczami. Co ona może chcieć ode mnie o 7:45? Nacisnęłam zieloną słuchawkę
- Cześć - zaczęłam
- No cześć córciu i jak?
- Co i jak? - zapytałam zdezorientowana
- Cześć mamo ! - wtrącił się Michał
- O cześć synku! - powiedziała ucieszona
- Pozdrów ją ode mnie - psytnął Krzysiek
- Masz pozdrowienia od Krzyśka - powiedziałam do słuchawki
- Ode mnie też ją pozdrów - wtrącił Bartek
- Masz też pozdrowienia od Kurka. A tak w ogóle to może ja dam na głośnik i się przywitacie - wywróciłam oczami i zrobiłam jak powiedziałam
- Cześć chłopcy
- Dzień dobry pani - powiedzieli nierówno, a ja od razu wyłączyłam głośnik i przyłożyłam słuchawkę do ucha
- A tak w ogóle to coś się stało, że tak rano dzwonisz?
- No wiesz już czy pójdziesz na ten ślub?
- Nie mamo nie wiem, mówiłam ci już. Wszystko będę mieć jak na dłoni w niedziele po meczu Włochów z Brazylią - wyjaśniłam.
- Możesz dokładniej? - dopytywała
- Mamo jak możesz się nie orientować? - zapytałam oburzona - Masz syna siatkarza i praktycznie cały czas obracasz się w tym środowisku.
- No przepraszam córciu, ale ostatnio nie miałam głowy do siatkówki. Dzieciaki miały anginę
- Serio? Ale już w porządku? - dopytywałam
- Tak, tak już zdrowi jak ryba. - zapewniła
- No to fajnie - uśmiechnęłam się - Ja w niedzielę do ciebie zadzwonię, ale mam nadzieję, że raczej nie będę mogła iść
- Co ty mówisz?! Ty masz nadzieję, że nie będziesz mogła iść na ślub swojej przyjaciółki?!??! - wykrzyknęła tak głośno, że aż musiałam odsunąć telefon od ucha na pół metra
- No bo jeśli miałabym wybierać to czy mogłabym iść na ślub Łucji czy pojechać z chłopakami do Florencji na Final Six to raczej wybrała bym to drugie.
- Ooooo Lenka, jakie to słodkie - rozczulił się Pituś
- Dzięki Piter - puściłam mu oczko i szeroki uśmiech
- No to chyba, że tak. No to nic córuś. Muszę już kończyć. Życz powodzenia chłopcom i ucałuj tam każdego ode mnie
- Musze ich wszystkich ucałować? - skrzywiłam się, siatkarze się oburzyli, a mama zaśmiała. - Papa
- Nie chciała byś nas ucałować? - zapytał ze smutkiem Zati, a ja tylko pokręciłam głową z politowaniem i westchnęłam
- W zupełności by mi wystarczy że muszę was znosić- odparłam
- No proszę, proszę. To taka wdzięczność - pokiwał głową Michał
- Oj no weźcie - wywróciłam oczami
- Co oj no weźcie? Co oj no weźcie? - zapytał z oburzony Igła
- Dobra, czego chcecie? - westchnęłam głęboko - w zadośćuczynienie?
- Skoczysz do sklepu jak będziemy mieli przygotowanie do meczu i kupisz nam po piwie - zażądał Kłos - Wtedy cały sztab jest z nami więc nie będzie problemu.
- I mam je wam ot, tak dać?- popatrzyłam na każdego i uniosłam brew
- No, a na co czekać? - zapytał Mariusz
- A może by tak po wygranym meczu? - zaproponowałam ironicznie
- Aha, taka nagroda? - zapytał Piter
- Tak, Pit, właśnie, nagroda - pokiwałam głową - Jak już i tak mam przez was zbankrutować to przynajmniej nie bez zasługi
- No w sumie czemu nie ? - wzruszyli ramionami
I tak o to doszliśmy do porozumienia. Nie muszę ich wszystkich ucałować, ale kupuje im piwo... Znaczy, że i tak jestem poszkodowana! Ej! No ale dobra niech już mają. Wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się do pokoi. Ja do samego wyjazdu na halę mam wolny czas. Włączyłam telewizor i położyłam się na chwilę na łóżku. W między czasie postanowiłam na telefonie sprawdzić facebooka. Kilka powiadomień kilka wiadomości czyli to co zawsze. Odpisałam na wiadomości, skomentowałam i lajknęłam kilka postów po czym zablokowałam telefon i pogrążyłam się w kolejnym odcinku serialu "Tancerze". Dawniej jakoś za nim nie przepadałam, ale oglądnęłam dwa odcinki z mamą i mi się spodobał. Teraz oglądam całą serię od początku. Do samego obiadu miałam spokój. Ciekawe czym oni mnie jeszcze dzisiaj zaskoczą. Wstałam z łóżka i podążyłam do restauracji. Zamówiłam sobie gołąbki i czekając na nie i na siatkarzy, których jeszcze nie było wgapiałam się w malutki bukiecik na środku stołu jakbym chciała wzrokiem przewrócić wazonik, w którym stały kwiatki.
- Ej, coś ty taka otępiała? - zapytał Zati machając mi ręką przed twarzą. Potrząsnęłam głową mrugając kilkakrotnie
- A nie wiem - wzruszyłam i zaczęłam zajadać się swoim obiadem, którego w międzyczasie otrzymałam.
- Wiesz, bo zastanawiałem się wczoraj przed zaśnięciem nad nowym tematem
- Słucham ja ciebie Pawełku. Marcin nie chce cię słuchać? - zapytałam ze współczuciem
- Uważa, że nie ma potrzeby takiego rozmyślania. "Od tego już są ludzie" - mówiąc drugie zdanie nakreślił w powietrzu cudzysłów
- O czyżbyśmy trafili na kolejny odcinek z cyklu "Zati rozmyśla"? - zapytał przysiadający się Karol wraz z Andrzejem
- Jak najbardziej, jeszcze nie wiemy jaki będzie dzisiaj temat, ale czekamy z niecierpliwością. - wyszczerzyłam się
- Ty patrz Wronka, jakie my mamy wyczucie czasu - Kłos szturchnął przyjaciela
- No jak słowo daję - przytaknęłam im
- No, a czy teraz już mogę zacząć? - wtrącił się Zatorski
- Jak najbardziej - powiedzieliśmy we trójkę
- O w samą porę na następny odcinek naszego ulubionego programu "Zati rozmyśla" - zatarł ręce przysiadający się właśnie Michał wraz z Mariuszem, Bartkiem, Piotrkiem i Krzyśkiem.
- Skoro masz już pełną widownie to możesz zaczynać - powiedziałam w stronę Zatora.
- No bo ostatnio tak się zastanawiałem czy - zaczął ale zaraz przerwał mu Karol
- To standardowe zdanie rozpoczynające każde nasze spotkanie z reprezentacyjnym myślicielem - rzekł jakby był prowadzącym tego programu, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- No dobra, a teraz konkretnie. Zastanawiałem się ostatnio dlaczego gołąbki to są gołąbki. - rzucił, a my popatrzyliśmy po sobie wielkimi oczami
- Znaczy, że co? - zapytał ze zdziwioną miną Wlazły
- No chodzi mi o to danie gołąbki, czemu się tak nazywają - wyjaśnił, a od nas usłyszał tylko przeciągłe "aaaaaaaaaaaaa"
- A ja myślałem, że chodzi ci o te ptaszki co sobie tak fruwają, dlaczego nazywają się gołąbki - powiedział Kurek, a my pokiwaliśmy głowami
- No to skoro już teraz wiemy to możemy przejść do dalszej części naszego programu, a mianowicie: "Różne tezy wyjaśnienia pytania Pawełka" - powiedział jak zawodowy komentator Krzysiek. On się do tego zawodu wspaniale nadaje. Musicie się ze mną zgodzić! - Proszę, jako pierwszy głos zabierze nasz kapitan - skinął w stronę Michała i podał mu widelec do którego przed chwilą mówił.
- No więc ja myślę, że trzeba zapytać kobiety. W końcu to one gotują nieprawdaż? - spojrzał w moim kierunku, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie
- A nie zauważyłeś braciszku, że to mężczyźni są w większości kucharzami w restauracjach? - spojrzałam na niego
- Może i tak - wzruszył ramionami - Ale ponieważ tutaj wśród nas nie ma żadnego kucharza to pytanie skierowujemy do ciebie
- No oczywiście z ciebie by kucharza nie było skoro zupę tak przesalasz - wytknęłam mu sytuację kiedy w maju po mnie przyjechali, a Krzysiek zaśmiał się i przybiliśmy piątkę
- Ja już mówiłem, że to była wina Igły i nie próbuj mi tu teraz mydlić oczu - dźgnął mnie palcem w rękę
- Jasne! Jakże bym śmiała - oburzyłam się
- A wracając do pytania? - zapytał zniecierpliwiony Zati
- Ja nie wiem i jeśli chcecie wiedzieć to idźcie do kucharza tej restauracji. Może wie. No właśnie idźcie się zapytać skoro tak bardzo ciekawią was historie kulinarne. - skrzyżowałam ręce nie piersi, a oni popatrzyli po sobie. - No idźcie - ponagliłam ich - Ja też jestem ciekawa
- A od czego jest wikipedia! - wykrzyknął Ignaczak i nagle wszyscy wyciągnęli swoje wypasione IPhona i weszli w wikipedię.
- No więc tu nic nie pisze - stwierdził Karollo.
- No to musicie wymyślić swoje wyjaśnienie - rzuciłam - Ja zawsze wyjaśniam naszemu Zatiemu to teraz może wy się trochę wysilicie - skrzyżowałam ręce na piersi i uśmiechnęłam się cwano
- Już nigdy więcej nie wejdę na wikipedię, jak jest potrzebna to oczywiście nigdy jej nie ma! - Piotrek rzucił swoim telefonem o stół, my popatrzyliśmy na niego przerażeni, a Krzysiek i Bartek odsunęli się trochę w drugą stronę
- Piter, ja nie wiedziałem, że tu umiesz się tak zdenerwować - Igła wybałuszył na niego oczy i aż otworzył usta z tego zdumienia, a my skinęliśmy tylko głowami na zgodę ze słowami libero
- No a wracając do moich gołąbków .... - wywrócił oczami Zatorski
- Ja myślę, że po prostu ten kto to wymyślił mnie nie po kolei w głowie i już - wzruszył ramionami Kurek
- A ja myślę, że jak gołąbki jeszcze nie były gołąbkami to pewien gościu zajadając się bezimienną potrawą na balkonie zauważył gołębia i że je akurat jadł no to tak nazwał - wypowiedział się Karol
- Podpisuję się pod tym żeby nie było, że nie wyraziłem swojego zdania! - wyrwał się od razu Andrzej
- No to kto został? - rozejrzałam się - Nasz Krzysiu jeszcze nie wyszedł z szoku na widok Pitera, natomiast Piter nie wyszedł jeszcze ze złości. Czyli mój ukochany braciszek i mój ulubiony atakujący - wyszczerzyłam się w ich stronę
- Och jak ty nam schlebiasz - przeczesali teatralnie włosy
- Wiem, zdecydowanie za często ostatnio - rzuciłam, a oni posłali mi obrażone spojrzenia - No to teraz wy - oparłam się wygodnie na krześle. Byłam bardzo ciekawa cóż tam oni wymyślą.
- My uważamy, że ta nazwa nie wzięła się znikąd... - zaczął pewnym głosem Mariusz
- Tak, owszem - pokiwał głową Michał - My uważamy ..... ten ..... no ...... tego ..... - jąkał się i w końcu w tym samym czasie przystawili szklanki do ust i zaczęli zachłannie pić. - No my podpisujemy się pod resztą! - wybuchnął wreszcie Winiarski
- Tak myślałam - powiedziałam tryumfalnie - Oj bujnej wyobraźni to wy nie macie chłopcy - pokręciłam głową
- A ty? - zagadnął Krzysiek
- A ja mam, ale dzisiaj to wy mieliście się męczyć - wzruszyłam ramionami i wstałam od stołu. Wypadało by odpocząć chwilę przed kilkoma godzinami na hali. Wróciłam do pokoju sama bo siatkarze mieli jeszcze iść do trenera. Opadłam na łóżko i włączyłam telewizor. Skakałam bezmyślnie po kanałach, wreszcie zostawiłam na powtórce wczorajszego meczu chłopaków. Gdy było już tylko 20 minut do wyjazdu na halę wzięłam swój sprzęt i narzuciłam na ramiona bluzę reprezentacyjną. Zamknęłam pokój i ruszyłam na dół do recepcji gdzie byli już prawie wszyscy, czekaliśmy jeszcze tylko na doktora, który musiał jeszcze po coś wrócić. Gdy stawił się w recepcji wyszliśmy i podążyliśmy do autokaru. Kilkanaście minut później byliśmy już na miejscu. Chłopaki ruszyli do szatni
- Skopcie im tyłki - powiedziałam uśmiechając się szeroko
- Od tego tu jesteśmy Mała - uśmiechnął się Ignaczak
- Na ja myślę - powiedziałam przez śmiech, pokazałam im zaciśnięte kciuki i ruszyłam na trybuny.
Chłopaki od razu dobrze weszli w mecz i prowadzili już 12:6 gdy zareagował trener Irańczyków. Byłam bardzo zadowolona z gry Miśka. Wreszcie wracał do swojej formy. Z Iranem w Gdańsku rozegrał swoje dwa najlepsze mecze tej Ligii Światowej.
Całe spotkanie wygrywamy 3:0 po ataku właśnie Winiara. Krzyknęłam uradowana i pobiegłam pogratulować i przytulić brata. Szybko się do niego dostałam.
- No brawo braciszku - uśmiechnęłam się szeroko - Cudownie grałeś - puściłam mu oczko - Nie przyzwyczajaj się nie zawsze będę taka miła - zastrzegłam od razu unosząc ręce do góry
- Musiałaś zepsuć - zrobił smutną minkę - A było tak pięknie - westchnął - Ale ja nigdy się do tego nie przyzwyczaję - przytulił mnie, a ja cmoknęłam go w policzek gdy podszedł do nasz Oliwier. Najpierw wyściskał tatę, a potem (wreszcie!) nie no żartuje, od razu rzucił się w ramiona ukochanej ciotce. Nie no, też przesadzam po prostu mnie przytulił no! Koniec tematu!
- Dzisiaj też jesteś z ciocią Pauliną? - zapytałam, a on skinął głową. Rozmawialiśmy dość długo po czym Michał musiał iść od szatni. Poszliśmy z Olim powiedzieć Paulinie, że będziemy przed halą i przy okazji się przywitałam z nią i z Arkiem. Wróciłam i spakowałam swój sprzęt po czym wyszliśmy
- No to jak z tym naszym wypadem do parku? - zapytał
- Jeszcze dokładnie nie wiem Oli. Jutro wszystko będzie wiadomo - uśmiechnęłam się
- A mógłbym zabrać też Arka? - zapytał z maślanymi oczkami
- Nie wiem Oliwier czy Arek nie jest troszeczkę za mały wiesz? Ale jutro będę do ciebie dzwonić dobrze?
- Tak - potwierdził i w tym momencie podeszła do nas Wlazły wraz z synkiem. Porozmawialiśmy chwilę po czym oni musieli iść już do samochodu, a ja do autokaru bo tak się zagadałyśmy, że prawie wszyscy zawodnicy zdążyli już wyjść z hali. Cmoknęłam całą trójkę na pożegnanie i weszłam do pojazdu. Szybko znaleźliśmy się w hotelu. Jakoś dzisiaj nie byłam w ogóle zmęczona a wręcz rozpierała mnie energia. Weszłam do swojego pokoju i odłożyłam torbę. Wyciągnęłam z walizki paczkę żelków i konsumując ją po woli zastanawiałam się za ile pojawią się tu siatkarze. Obstawiałam od 20 do 30 minut albo wcale. Albo ja do nich pójdę. O tak, to będzie najlepsze. Drapnęłam jeszcze 5 paczek słodyczy i gasząc światło wyszłam z pokoju. Pokierowałam się do królestwa mego brata i Mariusza. Bez pukania otworzyłam drzwi z rozmachem uderzając przy okazji któregoś z chłopaków. Wyjrzałam zza drzwi. Poszkodowanym okazał się być Wrona
- Mocne masz to otwarcie drzwi - stwierdził masując sobie czoło, a ja zaśmiałam się lekko
- Łyżkę przyłóż bo będzie guz - poinstruował go Ignaczak
- A skąd ja ci do cholery wezmę tutaj łyżkę?! - wykrzyknął Andrzej
- To idź przyłóż głowę do kafelków w łazience - wyszczerzyłam się
- No to idę - wzruszył ramionami, wstał i podążył do wspomnianego pomieszczenia
- Żelki przyniosłam - uniosłam do góry słodycze, a oni rzucili się na mnie jak wilki na biedną sarenkę. Dobrze, że zapomnieli o tym piwie, co to im miałam kupić bo bym nie miałam życia teraz. Zresztą żelki tez mogli potraktować jako nagrodę. Rozdzieliłam ich i usiedliśmy na łóżkach podłodze i gdzie się dało. Oglądnęliśmy ze dwa filmy podczas których mi i Krzyśkowi buźka się dosłownie nie zamykała. Gadaliśmy cały czas to komentowaliśmy teksty, ubranie czy akcję w filmach to czytaliśmy skład żelków to kłóciliśmy się o ostatniego żelka. Nawet pojawiło się kilka wspomnień. Reszta albo rzucała w nas poduszkami albo zatykali nam usta dłońmi i byli po prostu wniebowzięci gdy już wychodziliśmy. A my przybiliśmy piątki bo udało nam się ich nieźle wkurzyć, a dla nas to świetna zabawa. Przynajmniej dla mnie nie ma nic wspanialszego od wkurzania innych.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i mogłam iść spać. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
środa, 1 października 2014
~Rozdział 23~
Obudziłam się o 7 dzięki mojemu budzikowi, którego cudem wczoraj nastawiłam bo z moją siostrą sklerozą to bardzo rzadkie.
Wybrałam ciuchy z walizki(klik) i w łazience doprowadziłam się do stanu normalnej używalności. O 7:34 meldowałam się już w restauracji, w której stało pianino. Dziwne, albo go wczoraj nie było, albo muszę iść też do okulisty zaraz po tym jak pójdę do laryngologa bo głucha też podobno jestem. Przy instrumencie siedział już Michał.
- A co ty robisz przy tym pianinie? Przecież nie umiesz grać. - zwróciłam się do niego opierając ręce na instrumencie
- A ty umiesz? - wciął się Zati
- Nie, więc nie siadam. Proste i logiczne. - wzruszyłam ramionami. Wtedy podszedł do nas Andrzej. Ignaczak już od razu włączył swoją kamerę, a Wrona zaczął grać jakąś melodyjkę.
- Winiar, zagraj teraz ty - powiedział ze śmiechem Krzysiek gdy Andrzej skończył, a Winiarski tylko pośpiesznie odparł "nie, nie" i wstał z krzesła. Ja cicho się zaśmiałam i szepnęłam do libero
- Misiek nie może się pogodzić bo to już drugi, który okazuje jakąś styczność z muzyką i on czuje się oburzony - siatkarz tylko popatrzył na mnie i ta jak ja zaśmiał się, a potem usiedliśmy do stolika.
- A tak w ogóle to gdzie wyście się wczoraj podziewali jak ja tonęłam w morzu? - zapytałam oskarżycielsko w stronę naszej Bandy mrugając konspiracyjnie do Karola
- A tak w ogóle to gdzie ty się szlajasz jak podobno głowa cię bolała? - zapytał takim samym tonem Winiar.
- Wzięłam tabletkę, przeszło mi i poszłam, zresztą nie ważne. Nie zmieniaj tematu. - wycelowałam w niego palcem. - Poza tym pierwsza spytałam. Dopiero Karol mnie uratował, a tak to jestem pewna, braciszku, że dzisiaj zamiast tu siedzieć i zajadać śniadanko w Gdańsku to siedziałbyś od rana w Wałbrzychu i załatwiał sprawy związane z pogrzebem - wbiłam w niego palec
- Wcale się nie topiłaś w morzu bo jak was obserwowaliśmy to wcale nie byłaś przemoczona, a tak w ogóle to jakbyś była przemarznięta to wrócilibyście od razu - rzucił obojętnie Bartek, ale po chwili chyba się zorientował, że się wydał, a pozostali oprócz mnie i Kłosa przybili sobie facepalmy.
- Ha! Mam was! Czyli jednak mnie śledzicie!
- Oj, tam śledzimy! - machnął lekceważąco ręką Krzysiek - Sprawdzamy cię po prostu. - wzruszył ramionami - żebyś nas nie zostawiła dla jakichś innych sportowców. Piłkarzy na przykład. - wzdrygnął się, a za nim reszta
- Aż tak mnie uwielbiacie? O jak słodko Krzysiu - poklepałam go po policzku
- My cie po prostu ubóstwiamy. Całujemy po prostu ziemie po której chodzisz i wielbimy powietrze, którym oddychasz - powiedział teatralnie Zator
- Miło mi - wyszczerzyłam się, a on skinął głową.
Po śniadaniu chłopaki mieli siłownie, na której musiałam się stawić. Gdy wróciliśmy do hotelu chłopaki nabrali ochoty na lody, ale brak im było ochoty na spacerek do sklepu. Boże, widzisz, a nie grzmisz. Aż takich patentowanych leni mam na tej kadrze, że szkoda gadać. Może grzmotów też na nich szkoda, dlatego nie grzmi? Warte zastanowienia...
- No to jak, Lena? Pójdziesz nam po te lody? - zapytał błagalnie Mariusz gdy wleźli za mną do mojego pokoju.
- Nie - odpowiedziałam obojętnie
- Ale czemu? - zaczęli jęczeć
- Przejeżdżaliśmy koło lodziarni? Przejeżdżaliśmy? Głos macie? Macie. To czemu nie poprośilicie żebyśmy się zatrzymali?
- No bo ochoty nabraliśmy dopiero jak weszliśmy do hotelu - wyjaśnił Andrzej
- Nie - powtórzyłam - Czy ja wyglądam na waszą służącą? - skrzyżowałam ręce na piersi i popatrzyłam na nich zmrużonymi oczami
- Nie! Nie! Nie! - zaprzeczyli od razu
- Czemu sami nie pójdziecie? - zapytałam
- Bo dopiero co skończyliśmy trening? Heloł- powiedział ironicznie Michał
- A może ja też mam jakieś inne zajęcia niż tylko ciągle się wami zajmować? Nie robię tu za waszą niańkę tylko za fotografa i skoro wy chcecie lody to proszę iść do sklepu i sobie kupić - powiedziałam i wkurzona wskazując ręką na drzwi i podłączyłam aparat do laptopa - I nawet nie błagajcie bo się nie złamie - zastrzegłam i zajęłam się zdjęciami. Myślałam, że wyjdą, ale się pomyliłam. Całe stado tych orangutanów zajęło moją dosłownie, całą podłogę. Podczas gdy ja zajmowałam się zdjęciami oni wlepiali we mnie swoje gały. Aha, tak się chcą bawić? Gra psychologiczna? Sorry memory panowie ale nie ze mną takie numery. Po mnie to spływa jak po kaczce. Do samego obiadu zajęła mi obróbka tych zdjęć i dodanie je na stronę oraz usunięcie z aparatu. Siatkarze nie odezwali się do mnie ani słowem. Ja także nic nie mówiłam. Nie ma mowy żebym im po lody do sklepu łaziła. Jeszcze czego?! Zwłaszcza za nic. Pffff. Stanęłam wreszcie przy drzwiach o mało nie tratując Piotrka i zamaszystym ruchem ręki nakazałam wyjście. Ociągając się wstali i wyszli. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam do windy, a oni podążyli za mną. Weszliśmy do tego klaustrofobicznego pomieszczenia i zjechaliśmy na obiad nie odzywając się do siebie oczywiście ani słowem. W całej restauracji byliśmy najcichszym stolikiem. Coś nowego.
- Coś ty im zrobiła? - zapytał ze śmiechem Jarząbek gdy wychodziłam z restauracji
- Taka tam tylko niezgodność w jednej sprawie. Za to na treningu będą teraz zasuwać jak nigdy i statystyki pójdą w górę jak nic. Możesz być pewny.- puściłam mu oczko na co tylko się uśmiechnął.
Podążyłam za moim zaklętymi siatkarzami do windy, a następnie zaprosiłam ich gestem ręki do swojego pokoju. Wzięłam do ręki kartkę i długopis. Jak się nie odzywamy to się nie odzywamy, nie? A poza tym ja nie mogę pierwsza się przełamać to by było nie zgodne z moim honorem.
"Mam dla was układ. Wchodzicie?" - napisałam
- Zależy w co? - Ignaczak spojrzał na mnie podejrzliwie, czyli już nie trzeba pisać. Jak cudownie!
- Kupie wam te pieprzone lody - wywróciłam oczami, a oni zaczęli się cieszyć - Ale.... ale ale - przystopowałam ich radość
- Wiadomo z kobietami zawsze jest jakieś ale - wywrócił oczami Piotrek.
- Piter, chcesz tu się wypowiadać teraz o kobietach? - zmrużyłam oczy.
- Nie, oddaję ci głos - ukłonił się teatralnie.
- Dziękuję bardzo. Ale kupię wam je dopiero - uniosłam dłoń do góry - dopiero po treningu. Zapytam trenera kto z was zasłużył i wtedy pogadamy. Kto nie zasłużył nie dostanie - wzruszyłam ramionami. - Jeżeli nie pasuje wam taki układ to sorry ale na to wygląda, że lodów nie dostaniecie - powiedziałam obojętnie
- A kto powiedział, że nie pasuje? - zapytał ożywiony Michał - Pasuj, pasuje. Jak najbardziej siostrzyczko
- Cieszę się - uśmiechnęłam się szeroko - a teraz wypad z mojego pokoju - wskazałam na drzwi. Cali ucieszeni wylecieli jak na skrzydłach. Pokręciłam głową z politowaniem i nogą kopnęłam drzwi, aby się zamknęły. Do treningu była jeszcze godzina. Postanowiłam zdzwonić do Karoliny. Dawno nie gadałyśmy. Otworzyłam spis kontaktów w telefonie i wybrałam jej numer.
Odebrała niemal od razu
- No cześć kochana - zaczęłam wesoło
- Cześć, cześć - przywitała się równie wesoło
- Miałam pytać jak tam, ale słyszę, że dobrze
- A dobrze, dobrze. Wiktor przedwczoraj wrócił do domu
- No to super. Cieszę się bardzo. Tak w ogóle to muszę tam kiedyś do was wpaść zobaczyć mojego chrześniaka. Kurde, sporo ludzi będę musiała objeździć gdy będę miała czas - zauważyłam
- A no tak to już jest jak się jest taką uwielbianą przez tłumy - powiedziała ze współczuciem Karola.
- Ja to mam ciężkie życie - westchnęłam teatralnie
- Jak mogłaś stać się tak popularna beze mnie? - zapytała z wyrzutem
- Trzeba było się nie wyprowadzać do Bełchatowa - rzuciłam z wyższością
- A ja mogłam cię ze sobą zaciągnąć. Częściej byśmy się widywały i w ogóle.
- Może kiedyś - rzekłam obojętnie - Chciałam tylko tak zadzwonić i się zapytać jak u ciebie, a teraz muszę już kończyć. Zaraz mamy trening a potem idę kupić chłopakom lody
- Zakład jakiś przegrałaś? - wybuchnęła śmiechem
- Nie, idę tam z własnej nie przymuszonej woli - powiedziałam, a w słuchawce na chwilę zapadła cisza - No, co ja też mogę być miła - fuknęłam - A tak poza tym to nie robię tego za darmo. Zapytam trenera kto zasłużył po treningu. Oni będą tak zasuwać żeby się przypodobać mi i trenerowi, że to będzie miód na me serce - rozmarzyłam się
- Wiedziałam, że nie za nic - powiedziała z wyższością
- Dobra pani wszechwiedząca. Ja muszę już kończyć. Papa - zakończyłam połączenie. Wzięłam sprzęt i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Po drodze spotkałam mojego szanownego braciszka z Mariuszem
- Oh, jaki piękny mamy dzisiaj dzień, nieprawdaż? - objął mnie ramieniem
- A bo co?
- A bo to, moja droga, że zanotowałem sobie dzisiejszy dzień w kalendarzu jako twój dzień dobroci dla nas - powiedział gdy wchodziliśmy do windy
- Znaczy się dzień dobroci dla zwierząt dzisiaj mamy? - zapytałam
- Owszem - wyszczerzył się
- A kiedy będzie dzień dobroci dla Elenki? - zrobiłam maślane oczka
- My, dla ciebie zawsze jesteśmy dobrzy - rzucił pewnie Wlazły
- Pffff, jasne
- No, a nie? - unieśli brwi do góry
- Nie chcieliście na przykład zagrać ze mną w karty jak tu jechaliśmy - skrzyżowałam ręce na piersiach
- Tu chodziło o nasz honor nie rozumiesz tego? - zapytał dramatycznie Michał marszcząc trochę brew
- No.... trochę jakby nie - wyszczerzyłam się
- No to trudno. Nie będziemy tracić czasu na wyjaśnianie takich prostych rzeczy takiemu niedomóżdżkowi - prychnął Winiar po czym zrobił przerażone oczy i pognał do autokaru
- Jeszcze się z nim policzę - mruknęłam, a Szampon tylko się zaśmiał
- Oj Winiarscy, Winiarscy ja to was uwielbiam - pokręcił głową z politowaniem śmiejąc się i obejmując mnie ramieniem. Weszliśmy do autokaru i pojechaliśmy do hali. Stanęłam sobie spokojnie na trybunach i czekałam na to co zaprezentuje nasza Banda. Ostro jechali z tym koksem. Widać było, że na prawdę dają z siebie maksa tylko nie wiem co było ich motywacją? To, że mogę im kupić lody czy to, że chcą wygrać oba spotkania z Iranem za 3 punkty. Zastanawiające... W mojej osobistej ocenie na nagrodę zasłużyli : Mario, Igła, Kłosik, Wronka i Piter...... no i Winiar. Jemu i tak bym musiała kupić. W końcu kochany braciszek, nie? Gdy chłopaki poszli do szatni ruszyłam w kierunku trenera
- A nie mówiłam, że będą zasuwać? - rzuciłam z uśmiechem do Oskara
- Nie wiem jak ty to robisz, ale musisz częściej - zaśmiał się na co odpowiedziałam tym samym
- Panie trenerze, mam sprawę - stanęłam przed Antigą
- Mów mi Stephane - uśmiechnął się - O co chodzi?
- A więc obiecałam chłopakom pewną nagrodę, którą dostaną za dobrą pracę na treningu i przyszłam zapytać kto na nią zasłużył.
- Ach tak - uśmiechnął się - No dzisiaj to na prawdę pewni zawodnicy dawali z siebie jeszcze więcej niż zwykle - zaczął, a po chwili już wiedziałam kto zasłużył. Obciąży to trochę moją kieszeń, ale w końcu dzisiaj podobno dzień dobroci dla zwierząt.
Weszłam do autokaru czekając na wszystkich. Po kilku minutach byliśmy już w komplecie i mogliśmy wracać
- I co już wiesz komu kupisz? - zaciekawił się Krzysiek
- Może wiem, może nie wiem - odparłam obojętnie nie odrywając wzroku od widoku za oknem
- Ale powiedz nooooooooo - usiadł na fotelu obok mnie i zaczął mi jęczeć nad uchem - Nooooooo nie bądź takaaaaaaaaaaaa - serio te jego jęki są nie o zniesienia. Kiedyś byłam na to bardziej odporna.
- No dobra. Mogę ci tylko powiedzieć - pochyliłam się nad jego uchem - że ty dostaniesz. Ale jak komuś wypaplasz to normalnie tych wyżelowanych kudłów na łepetynie już nie masz - zagroziłam mu
- Po pierwsze to nie są kudły - wskazał na swoje włosy, a po drugie u mnie masz jak w banku - powiedział wesoło i ucałował mój policzek na co tylko się zaśmiałam. Gdy dotarliśmy do hotelu poszłam zanieść swoje rzeczy do pokoju. Wyjęłam jeszcze z walizki paczkę żelków na drogę i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz
- Dzięki - rzucił przechodzący Michał biorąc kilka słodyczy z mojej paczki
- Ty złodzieju jeden, ty...ty... jeszcze pożałujesz! - krzyknęłam do jego pleców.
- Wiem wiem - machnął ręką na odczepne. Jak on mnie czasem denerwuje, jak on mnie denerwuje! Ale i tak bym go nie zamieniła na żadnego innego. Dla niego będzie specjalna nagroda. Zjechałam windą na dół i wyszłam z budynku. Wolnym krokiem zajadając się słodyczami szłam w kierunku najbliższej biedronki. Zanim do niej doszłam wszystkie żelki znajdowały się już w moim żołądku. Weszłam do sklepu biorąc koszyk i skierowałam się do zamrażarki, w której znajdowały się lody. Wygrzebałam 9 Oskarów i jednego loda, który cały język farbował na czarno. Był on bardzo dobry, ale jego minusem było właśnie to, że malował język i zęby. On był dla specjalnej osoby. Zapłaciłam za zakupy i ruszyłam w drogę powrotną. Kilkanaście minut później wbijałam już do pokoju Wronki i Kłosa
- No siema chłopaki - usiadłam na łóżku obok Karola - Macie swoją nagrodę. Zasłużyliście - wyciągnęłam w ich kierunku lody.
- Myślę, że buziaki też nam się należą - rzucił Andrzej i nadstawili swoje policzki, a ja zaśmiałam się i zrobiłam co chcieli. - I jeszcze jedno. Dla Miśka mam specjalną nagrodę więc jak będziecie widzieli, że ma czarne zęby i język to nic mu nie mówcie, ok?
- A czym sobie tak nagrabił? - zapytał Karollo
- Za nazwanie mnie niedomóżdżkiem - odparłam, a oni wybuchnęli śmiechem. - Za to, to powinnam mu w ogóle nic nie kupować - zmarszczyłam brwi i z tym wnioskiem wyszłam z pomieszczenia. Teraz skierowałam się do pokoju Kurka i Nowakowskiego. Miałam szczęście bo zastałam tak także Ignaczaka.
- Łapcie - rzuciłam im nagrody
- Dzięki, dzięki, dzięki Lenka - rzucili mi się na szyję i ucałowali me policzki
- Dobra, dobra, ale jak będziecie widzieli jak Michał ma czarne zęby i język to nic nie widzicie, jasne?
- Jak słońce - zasalutowali. Weszłam teraz do pokoju na przeciwko
- Siema - przywitałam się z Rafałem i Fabianem
- O proszę El. Jaki rzadki gość - uśmiechnął się Drzyzga
- Rzadki, nie rzadki, nie przyszłam z pustymi rękami - wyszczerzyłam się - Prosz - wręczyłam im smakołyk
- A z jakiej to okazji? - zapytał Buszek
- Dziś dzień dobroci dla zwierząt, a poza tym trener udzielił mi informacji, że wam się należy - uśmiechnęłam się szeroko - Aha i Winiar z czarnymi zębami i językiem to dla was nic nadzwyczajnego jasne? - zapytałam stając w drzwiach
- Normalka - machnęli ręką jednocześnie
- Ciesze się - wyszczerzyłam się i podążyłam do mojego ostatniego przystanku. Wlazłam bez pukania, jak to na mnie przystało
- No wreszcie bo już myślałem, że cię jakiś tir rozjechał czy coś - powiedział Winiarski
- Spokojna twoja rozczochrana braciszku. Łap - rzuciłam im lody, usiadłam na łóżku obok Wlazłego i także rozpakowałam swój zakup pogrążając się w filmie, który oglądali siatkarze. - Nudne to - skrzywiłam się po kilku minutach
- Nie znasz się - prychnęli od razu.
- To ciekawe kto tu się na filmach zna - pokiwałam głową z politowaniem
- Dziku się zna ale aktualnie go tu jeszcze z nami nie ma - zauważył trafnie Winiar
- A oprócz niego?
- Oprócz niego to jeszcze Kuraś no i my - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie atakujący
- Mhm - pokiwałam głową i spojrzałam na brata, którego wargi już były czarne. Chciało mi się okropnie z niego śmiać, ale się powstrzymałam
- Ej, Winiar ... - zaczął Mario, ale nie skończył, ponieważ otrzymał ode mnie w prezencie mocną sójkę w bok. Spojrzał na mnie pytająco, ale ja zrobiłam minę typu "Cicho siedź, nic nie widzisz" Od razu zaczaił i zrezygnował ze swojego wcześniejszego pomysłu wypaplania wszystkiego swojemu przyjacielowi
- Co? - zapytał ociężale Michał
- Yyyyyy.... - Szampon spojrzał na mnie z paniką w oczach
- Na kolacje chodźmy - poderwałam się z miejsca
- Właśnie - poparł mnie od razu atakujący
- Dobra tylko idę jeszcze umyć twarz - powiedział Winiar
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie z Mariuszem, a on popatrzył na nas dziwnie - Czysty jesteś. Możemy iść - otworzyłam drzwi i gestem ręki nakazałam już wychodzić. Winiarski wzruszył ramionami i podążył na korytarz, za nim ja, a na końcu Mario. Wpakowaliśmy się do windy, z której szybko dostaliśmy się do restauracji. Zamówiliśmy swoje kolacje i rozsiedliśmy się przy swoim stoliku. Wszyscy przez całą kolację zachowywali się jakby Michał wyglądał zupełnie normalnie. To, że wszyscy w restauracji kryli wyszczerze na widok Miśka w ogóle mnie nie zdziwiło. Jego wargi i zęby były widoczne więc ludzie chcąc nie chcąc na jego widok troszkę się zaśmiali. Zjedliśmy posiłek i ruszyliśmy z powrotem na nasze piętro
- O o chodziło tym wszystkim ludziom? Co? Mam coś na twarzy? - zapytał Winiar wciskając przycisk w windzie z numerem 5
- Nie mam pojęcia o co im chodziło - wzruszyłam ramionami z trudem ukrywając uśmiech, który cisnął mi się na twarz - No to co, jakiś film oglądamy? - zaproponowałam
- Mecz będzie za godzinę - zauważył Mariusz
- A kto gra? - zaciekawiłam się
- Belgia-USA - oznajmił Ignaczak
- No to mnie to nie interesuje - wzruszyłam ramionami - Ale i tak z wami pooglądam - wyszczerzyłam się
- Tak się z nami związała, że nawet wieczoru bez nas nie wytrzyma - Andrzej szturchnął mnie w ramie
- Oj tam zaraz nie wytrzyma - machnęłam ręką - Po prostu muszę się wam odwdzięczyć, nie? W Spale to wy ciągle przesiadywaliście u mnie teraz czas na zmianę - puściłam im oczko i pierwsza stanęłam pod drzwiami pokoju Wlazłego i Winiarskiego. Rozłożyliśmy się gdzie tylko można i zaczęliśmy jednak wybierać film. Po długiej burzliwej i wybuchowej dyskusji, który oglądamy padło na komedię sensacyjną "Dorwać byłą" Winiar stwierdził, że początek już widział i poszedł do łazienki się umyć. Popatrzyliśmy na siebie z porozumiewawczymi uśmieszkami.
- Elena! Kurwa mać! - wydarł się jakby nie wiem co się stało i wrócił szybciej niż wyszedł.
- Co się stało braciszku ty mój jedyny kochany? - zapytałam z niewinną miną i głosikiem
- Pobije, zabije, zakopie, odkopie, przywalę patelnią i dam kurwa na pożarcie wilkom!
- Chcesz być damskim bokserem? - uniosłam wysoko brwi i otworzyłam szeroko oczy w geście zdziwienia, a reszta już dusiła się ze śmiechu
- Przejrzałem cię - zbliżał się do mnie
- Szkoda, że najpierw przejrzeli cie już wszyscy w hotelu - wybuchnął jeszcze większym śmiechem Krzysiek. Ja starałam się jak mogłam, ale jednak jakiś mały uśmieszek błąkał mi się na ustach
- Oj no weź - wywróciłam oczami z uśmiechem - Nudno było, a poza tym nazwałeś mnie niedomóżdżkiem - wbiłam mu palec w klatkę piersiową
- Aha, czyli to była twoja zemsta? - uniósł jedną brew
- Jak najbardziej - pokiwałam głową - I chyba udana, nie - poruszyłam brwiami
- Aha, skoro tak to ..... Wybaczam ci - powiedział spokojnie i usiadł na swoim łóżku. Tak mnie zatkało, że chyba po raz pierwszy w swoim życiu zapomniałam języka w gębie. Śmiechy umilkły i wszyscy z szeroko rozdziawionymi oczami i ustami wpatrywaliśmy się w Winiarskiego, a zwłaszcza ja, Igła, Mariusz i Bartek
- Że co robisz? - wydukałam wreszcie
- Wybaczam ci. Przeliterować? - zapytał nie odrywając wzroku od telewizora
- Ale, zaraz zaraz - wstałam z miejsca i usiadłam centralnie przed nim - Nie nakrzyczysz? Nie wygarniesz? Nie wściekniesz się, że zepsułam ci wizerunek czy ciul wie co jeszcze? - gestykulowałam. Nie powiem spodziewałam się czegoś innego.
- Nie - pokręcił spokojnie głową
- Wow. Zadziwiasz mnie braciszku - rzuciłam z podziwem
- No to skoro cię zadziwiam i mnie podziwiasz to nie musimy mówić Dagmarze, że zostawiłem w Iranie koszulkę, którą mi kupiła? - zapytał z nadzieją w oczach, a ja wybuchnęłam śmiechem
- Serio zostawiłeś tam koszulkę stary? - zapytał Mariusz
- No i z czego rżycie? - warknął - Zostawiłem i już. To jak, nie musimy mówić? - złożył ręce jak do modlitwy
- Nie musimy, braciszku nie musimy - poklepałam go po ramieniu.
- Dziękuję ! - wykrzyknął i przytulił mnie tak, że zaraz stracę dostęp do tlenu.
- Dobra, ale już mnie puść - wydusiłam, a on od razu mnie wypuścił z tego mega mocnego uścisku. Oglądnęliśmy do końca film oraz mecz i rozeszliśmy się do siebie. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i niemal od razu zasnęłam.
Wybrałam ciuchy z walizki(klik) i w łazience doprowadziłam się do stanu normalnej używalności. O 7:34 meldowałam się już w restauracji, w której stało pianino. Dziwne, albo go wczoraj nie było, albo muszę iść też do okulisty zaraz po tym jak pójdę do laryngologa bo głucha też podobno jestem. Przy instrumencie siedział już Michał.
- A co ty robisz przy tym pianinie? Przecież nie umiesz grać. - zwróciłam się do niego opierając ręce na instrumencie
- A ty umiesz? - wciął się Zati
- Nie, więc nie siadam. Proste i logiczne. - wzruszyłam ramionami. Wtedy podszedł do nas Andrzej. Ignaczak już od razu włączył swoją kamerę, a Wrona zaczął grać jakąś melodyjkę.
- Winiar, zagraj teraz ty - powiedział ze śmiechem Krzysiek gdy Andrzej skończył, a Winiarski tylko pośpiesznie odparł "nie, nie" i wstał z krzesła. Ja cicho się zaśmiałam i szepnęłam do libero
- Misiek nie może się pogodzić bo to już drugi, który okazuje jakąś styczność z muzyką i on czuje się oburzony - siatkarz tylko popatrzył na mnie i ta jak ja zaśmiał się, a potem usiedliśmy do stolika.
- A tak w ogóle to gdzie wyście się wczoraj podziewali jak ja tonęłam w morzu? - zapytałam oskarżycielsko w stronę naszej Bandy mrugając konspiracyjnie do Karola
- A tak w ogóle to gdzie ty się szlajasz jak podobno głowa cię bolała? - zapytał takim samym tonem Winiar.
- Wzięłam tabletkę, przeszło mi i poszłam, zresztą nie ważne. Nie zmieniaj tematu. - wycelowałam w niego palcem. - Poza tym pierwsza spytałam. Dopiero Karol mnie uratował, a tak to jestem pewna, braciszku, że dzisiaj zamiast tu siedzieć i zajadać śniadanko w Gdańsku to siedziałbyś od rana w Wałbrzychu i załatwiał sprawy związane z pogrzebem - wbiłam w niego palec
- Wcale się nie topiłaś w morzu bo jak was obserwowaliśmy to wcale nie byłaś przemoczona, a tak w ogóle to jakbyś była przemarznięta to wrócilibyście od razu - rzucił obojętnie Bartek, ale po chwili chyba się zorientował, że się wydał, a pozostali oprócz mnie i Kłosa przybili sobie facepalmy.
- Ha! Mam was! Czyli jednak mnie śledzicie!
- Oj, tam śledzimy! - machnął lekceważąco ręką Krzysiek - Sprawdzamy cię po prostu. - wzruszył ramionami - żebyś nas nie zostawiła dla jakichś innych sportowców. Piłkarzy na przykład. - wzdrygnął się, a za nim reszta
- Aż tak mnie uwielbiacie? O jak słodko Krzysiu - poklepałam go po policzku
- My cie po prostu ubóstwiamy. Całujemy po prostu ziemie po której chodzisz i wielbimy powietrze, którym oddychasz - powiedział teatralnie Zator
- Miło mi - wyszczerzyłam się, a on skinął głową.
Po śniadaniu chłopaki mieli siłownie, na której musiałam się stawić. Gdy wróciliśmy do hotelu chłopaki nabrali ochoty na lody, ale brak im było ochoty na spacerek do sklepu. Boże, widzisz, a nie grzmisz. Aż takich patentowanych leni mam na tej kadrze, że szkoda gadać. Może grzmotów też na nich szkoda, dlatego nie grzmi? Warte zastanowienia...
- No to jak, Lena? Pójdziesz nam po te lody? - zapytał błagalnie Mariusz gdy wleźli za mną do mojego pokoju.
- Nie - odpowiedziałam obojętnie
- Ale czemu? - zaczęli jęczeć
- Przejeżdżaliśmy koło lodziarni? Przejeżdżaliśmy? Głos macie? Macie. To czemu nie poprośilicie żebyśmy się zatrzymali?
- No bo ochoty nabraliśmy dopiero jak weszliśmy do hotelu - wyjaśnił Andrzej
- Nie - powtórzyłam - Czy ja wyglądam na waszą służącą? - skrzyżowałam ręce na piersi i popatrzyłam na nich zmrużonymi oczami
- Nie! Nie! Nie! - zaprzeczyli od razu
- Czemu sami nie pójdziecie? - zapytałam
- Bo dopiero co skończyliśmy trening? Heloł- powiedział ironicznie Michał
- A może ja też mam jakieś inne zajęcia niż tylko ciągle się wami zajmować? Nie robię tu za waszą niańkę tylko za fotografa i skoro wy chcecie lody to proszę iść do sklepu i sobie kupić - powiedziałam i wkurzona wskazując ręką na drzwi i podłączyłam aparat do laptopa - I nawet nie błagajcie bo się nie złamie - zastrzegłam i zajęłam się zdjęciami. Myślałam, że wyjdą, ale się pomyliłam. Całe stado tych orangutanów zajęło moją dosłownie, całą podłogę. Podczas gdy ja zajmowałam się zdjęciami oni wlepiali we mnie swoje gały. Aha, tak się chcą bawić? Gra psychologiczna? Sorry memory panowie ale nie ze mną takie numery. Po mnie to spływa jak po kaczce. Do samego obiadu zajęła mi obróbka tych zdjęć i dodanie je na stronę oraz usunięcie z aparatu. Siatkarze nie odezwali się do mnie ani słowem. Ja także nic nie mówiłam. Nie ma mowy żebym im po lody do sklepu łaziła. Jeszcze czego?! Zwłaszcza za nic. Pffff. Stanęłam wreszcie przy drzwiach o mało nie tratując Piotrka i zamaszystym ruchem ręki nakazałam wyjście. Ociągając się wstali i wyszli. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam do windy, a oni podążyli za mną. Weszliśmy do tego klaustrofobicznego pomieszczenia i zjechaliśmy na obiad nie odzywając się do siebie oczywiście ani słowem. W całej restauracji byliśmy najcichszym stolikiem. Coś nowego.
- Coś ty im zrobiła? - zapytał ze śmiechem Jarząbek gdy wychodziłam z restauracji
- Taka tam tylko niezgodność w jednej sprawie. Za to na treningu będą teraz zasuwać jak nigdy i statystyki pójdą w górę jak nic. Możesz być pewny.- puściłam mu oczko na co tylko się uśmiechnął.
Podążyłam za moim zaklętymi siatkarzami do windy, a następnie zaprosiłam ich gestem ręki do swojego pokoju. Wzięłam do ręki kartkę i długopis. Jak się nie odzywamy to się nie odzywamy, nie? A poza tym ja nie mogę pierwsza się przełamać to by było nie zgodne z moim honorem.
"Mam dla was układ. Wchodzicie?" - napisałam
- Zależy w co? - Ignaczak spojrzał na mnie podejrzliwie, czyli już nie trzeba pisać. Jak cudownie!
- Kupie wam te pieprzone lody - wywróciłam oczami, a oni zaczęli się cieszyć - Ale.... ale ale - przystopowałam ich radość
- Wiadomo z kobietami zawsze jest jakieś ale - wywrócił oczami Piotrek.
- Piter, chcesz tu się wypowiadać teraz o kobietach? - zmrużyłam oczy.
- Nie, oddaję ci głos - ukłonił się teatralnie.
- Dziękuję bardzo. Ale kupię wam je dopiero - uniosłam dłoń do góry - dopiero po treningu. Zapytam trenera kto z was zasłużył i wtedy pogadamy. Kto nie zasłużył nie dostanie - wzruszyłam ramionami. - Jeżeli nie pasuje wam taki układ to sorry ale na to wygląda, że lodów nie dostaniecie - powiedziałam obojętnie
- A kto powiedział, że nie pasuje? - zapytał ożywiony Michał - Pasuj, pasuje. Jak najbardziej siostrzyczko
- Cieszę się - uśmiechnęłam się szeroko - a teraz wypad z mojego pokoju - wskazałam na drzwi. Cali ucieszeni wylecieli jak na skrzydłach. Pokręciłam głową z politowaniem i nogą kopnęłam drzwi, aby się zamknęły. Do treningu była jeszcze godzina. Postanowiłam zdzwonić do Karoliny. Dawno nie gadałyśmy. Otworzyłam spis kontaktów w telefonie i wybrałam jej numer.
Odebrała niemal od razu
- No cześć kochana - zaczęłam wesoło
- Cześć, cześć - przywitała się równie wesoło
- Miałam pytać jak tam, ale słyszę, że dobrze
- A dobrze, dobrze. Wiktor przedwczoraj wrócił do domu
- No to super. Cieszę się bardzo. Tak w ogóle to muszę tam kiedyś do was wpaść zobaczyć mojego chrześniaka. Kurde, sporo ludzi będę musiała objeździć gdy będę miała czas - zauważyłam
- A no tak to już jest jak się jest taką uwielbianą przez tłumy - powiedziała ze współczuciem Karola.
- Ja to mam ciężkie życie - westchnęłam teatralnie
- Jak mogłaś stać się tak popularna beze mnie? - zapytała z wyrzutem
- Trzeba było się nie wyprowadzać do Bełchatowa - rzuciłam z wyższością
- A ja mogłam cię ze sobą zaciągnąć. Częściej byśmy się widywały i w ogóle.
- Może kiedyś - rzekłam obojętnie - Chciałam tylko tak zadzwonić i się zapytać jak u ciebie, a teraz muszę już kończyć. Zaraz mamy trening a potem idę kupić chłopakom lody
- Zakład jakiś przegrałaś? - wybuchnęła śmiechem
- Nie, idę tam z własnej nie przymuszonej woli - powiedziałam, a w słuchawce na chwilę zapadła cisza - No, co ja też mogę być miła - fuknęłam - A tak poza tym to nie robię tego za darmo. Zapytam trenera kto zasłużył po treningu. Oni będą tak zasuwać żeby się przypodobać mi i trenerowi, że to będzie miód na me serce - rozmarzyłam się
- Wiedziałam, że nie za nic - powiedziała z wyższością
- Dobra pani wszechwiedząca. Ja muszę już kończyć. Papa - zakończyłam połączenie. Wzięłam sprzęt i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Po drodze spotkałam mojego szanownego braciszka z Mariuszem
- Oh, jaki piękny mamy dzisiaj dzień, nieprawdaż? - objął mnie ramieniem
- A bo co?
- A bo to, moja droga, że zanotowałem sobie dzisiejszy dzień w kalendarzu jako twój dzień dobroci dla nas - powiedział gdy wchodziliśmy do windy
- Znaczy się dzień dobroci dla zwierząt dzisiaj mamy? - zapytałam
- Owszem - wyszczerzył się
- A kiedy będzie dzień dobroci dla Elenki? - zrobiłam maślane oczka
- My, dla ciebie zawsze jesteśmy dobrzy - rzucił pewnie Wlazły
- Pffff, jasne
- No, a nie? - unieśli brwi do góry
- Nie chcieliście na przykład zagrać ze mną w karty jak tu jechaliśmy - skrzyżowałam ręce na piersiach
- Tu chodziło o nasz honor nie rozumiesz tego? - zapytał dramatycznie Michał marszcząc trochę brew
- No.... trochę jakby nie - wyszczerzyłam się
- No to trudno. Nie będziemy tracić czasu na wyjaśnianie takich prostych rzeczy takiemu niedomóżdżkowi - prychnął Winiar po czym zrobił przerażone oczy i pognał do autokaru
- Jeszcze się z nim policzę - mruknęłam, a Szampon tylko się zaśmiał
- Oj Winiarscy, Winiarscy ja to was uwielbiam - pokręcił głową z politowaniem śmiejąc się i obejmując mnie ramieniem. Weszliśmy do autokaru i pojechaliśmy do hali. Stanęłam sobie spokojnie na trybunach i czekałam na to co zaprezentuje nasza Banda. Ostro jechali z tym koksem. Widać było, że na prawdę dają z siebie maksa tylko nie wiem co było ich motywacją? To, że mogę im kupić lody czy to, że chcą wygrać oba spotkania z Iranem za 3 punkty. Zastanawiające... W mojej osobistej ocenie na nagrodę zasłużyli : Mario, Igła, Kłosik, Wronka i Piter...... no i Winiar. Jemu i tak bym musiała kupić. W końcu kochany braciszek, nie? Gdy chłopaki poszli do szatni ruszyłam w kierunku trenera
- A nie mówiłam, że będą zasuwać? - rzuciłam z uśmiechem do Oskara
- Nie wiem jak ty to robisz, ale musisz częściej - zaśmiał się na co odpowiedziałam tym samym
- Panie trenerze, mam sprawę - stanęłam przed Antigą
- Mów mi Stephane - uśmiechnął się - O co chodzi?
- A więc obiecałam chłopakom pewną nagrodę, którą dostaną za dobrą pracę na treningu i przyszłam zapytać kto na nią zasłużył.
- Ach tak - uśmiechnął się - No dzisiaj to na prawdę pewni zawodnicy dawali z siebie jeszcze więcej niż zwykle - zaczął, a po chwili już wiedziałam kto zasłużył. Obciąży to trochę moją kieszeń, ale w końcu dzisiaj podobno dzień dobroci dla zwierząt.
Weszłam do autokaru czekając na wszystkich. Po kilku minutach byliśmy już w komplecie i mogliśmy wracać
- I co już wiesz komu kupisz? - zaciekawił się Krzysiek
- Może wiem, może nie wiem - odparłam obojętnie nie odrywając wzroku od widoku za oknem
- Ale powiedz nooooooooo - usiadł na fotelu obok mnie i zaczął mi jęczeć nad uchem - Nooooooo nie bądź takaaaaaaaaaaaa - serio te jego jęki są nie o zniesienia. Kiedyś byłam na to bardziej odporna.
- No dobra. Mogę ci tylko powiedzieć - pochyliłam się nad jego uchem - że ty dostaniesz. Ale jak komuś wypaplasz to normalnie tych wyżelowanych kudłów na łepetynie już nie masz - zagroziłam mu
- Po pierwsze to nie są kudły - wskazał na swoje włosy, a po drugie u mnie masz jak w banku - powiedział wesoło i ucałował mój policzek na co tylko się zaśmiałam. Gdy dotarliśmy do hotelu poszłam zanieść swoje rzeczy do pokoju. Wyjęłam jeszcze z walizki paczkę żelków na drogę i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz
- Dzięki - rzucił przechodzący Michał biorąc kilka słodyczy z mojej paczki
- Ty złodzieju jeden, ty...ty... jeszcze pożałujesz! - krzyknęłam do jego pleców.
- Wiem wiem - machnął ręką na odczepne. Jak on mnie czasem denerwuje, jak on mnie denerwuje! Ale i tak bym go nie zamieniła na żadnego innego. Dla niego będzie specjalna nagroda. Zjechałam windą na dół i wyszłam z budynku. Wolnym krokiem zajadając się słodyczami szłam w kierunku najbliższej biedronki. Zanim do niej doszłam wszystkie żelki znajdowały się już w moim żołądku. Weszłam do sklepu biorąc koszyk i skierowałam się do zamrażarki, w której znajdowały się lody. Wygrzebałam 9 Oskarów i jednego loda, który cały język farbował na czarno. Był on bardzo dobry, ale jego minusem było właśnie to, że malował język i zęby. On był dla specjalnej osoby. Zapłaciłam za zakupy i ruszyłam w drogę powrotną. Kilkanaście minut później wbijałam już do pokoju Wronki i Kłosa
- No siema chłopaki - usiadłam na łóżku obok Karola - Macie swoją nagrodę. Zasłużyliście - wyciągnęłam w ich kierunku lody.
- Myślę, że buziaki też nam się należą - rzucił Andrzej i nadstawili swoje policzki, a ja zaśmiałam się i zrobiłam co chcieli. - I jeszcze jedno. Dla Miśka mam specjalną nagrodę więc jak będziecie widzieli, że ma czarne zęby i język to nic mu nie mówcie, ok?
- A czym sobie tak nagrabił? - zapytał Karollo
- Za nazwanie mnie niedomóżdżkiem - odparłam, a oni wybuchnęli śmiechem. - Za to, to powinnam mu w ogóle nic nie kupować - zmarszczyłam brwi i z tym wnioskiem wyszłam z pomieszczenia. Teraz skierowałam się do pokoju Kurka i Nowakowskiego. Miałam szczęście bo zastałam tak także Ignaczaka.
- Łapcie - rzuciłam im nagrody
- Dzięki, dzięki, dzięki Lenka - rzucili mi się na szyję i ucałowali me policzki
- Dobra, dobra, ale jak będziecie widzieli jak Michał ma czarne zęby i język to nic nie widzicie, jasne?
- Jak słońce - zasalutowali. Weszłam teraz do pokoju na przeciwko
- Siema - przywitałam się z Rafałem i Fabianem
- O proszę El. Jaki rzadki gość - uśmiechnął się Drzyzga
- Rzadki, nie rzadki, nie przyszłam z pustymi rękami - wyszczerzyłam się - Prosz - wręczyłam im smakołyk
- A z jakiej to okazji? - zapytał Buszek
- Dziś dzień dobroci dla zwierząt, a poza tym trener udzielił mi informacji, że wam się należy - uśmiechnęłam się szeroko - Aha i Winiar z czarnymi zębami i językiem to dla was nic nadzwyczajnego jasne? - zapytałam stając w drzwiach
- Normalka - machnęli ręką jednocześnie
- Ciesze się - wyszczerzyłam się i podążyłam do mojego ostatniego przystanku. Wlazłam bez pukania, jak to na mnie przystało
- No wreszcie bo już myślałem, że cię jakiś tir rozjechał czy coś - powiedział Winiarski
- Spokojna twoja rozczochrana braciszku. Łap - rzuciłam im lody, usiadłam na łóżku obok Wlazłego i także rozpakowałam swój zakup pogrążając się w filmie, który oglądali siatkarze. - Nudne to - skrzywiłam się po kilku minutach
- Nie znasz się - prychnęli od razu.
- To ciekawe kto tu się na filmach zna - pokiwałam głową z politowaniem
- Dziku się zna ale aktualnie go tu jeszcze z nami nie ma - zauważył trafnie Winiar
- A oprócz niego?
- Oprócz niego to jeszcze Kuraś no i my - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie atakujący
- Mhm - pokiwałam głową i spojrzałam na brata, którego wargi już były czarne. Chciało mi się okropnie z niego śmiać, ale się powstrzymałam
- Ej, Winiar ... - zaczął Mario, ale nie skończył, ponieważ otrzymał ode mnie w prezencie mocną sójkę w bok. Spojrzał na mnie pytająco, ale ja zrobiłam minę typu "Cicho siedź, nic nie widzisz" Od razu zaczaił i zrezygnował ze swojego wcześniejszego pomysłu wypaplania wszystkiego swojemu przyjacielowi
- Co? - zapytał ociężale Michał
- Yyyyyy.... - Szampon spojrzał na mnie z paniką w oczach
- Na kolacje chodźmy - poderwałam się z miejsca
- Właśnie - poparł mnie od razu atakujący
- Dobra tylko idę jeszcze umyć twarz - powiedział Winiar
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie z Mariuszem, a on popatrzył na nas dziwnie - Czysty jesteś. Możemy iść - otworzyłam drzwi i gestem ręki nakazałam już wychodzić. Winiarski wzruszył ramionami i podążył na korytarz, za nim ja, a na końcu Mario. Wpakowaliśmy się do windy, z której szybko dostaliśmy się do restauracji. Zamówiliśmy swoje kolacje i rozsiedliśmy się przy swoim stoliku. Wszyscy przez całą kolację zachowywali się jakby Michał wyglądał zupełnie normalnie. To, że wszyscy w restauracji kryli wyszczerze na widok Miśka w ogóle mnie nie zdziwiło. Jego wargi i zęby były widoczne więc ludzie chcąc nie chcąc na jego widok troszkę się zaśmiali. Zjedliśmy posiłek i ruszyliśmy z powrotem na nasze piętro
- O o chodziło tym wszystkim ludziom? Co? Mam coś na twarzy? - zapytał Winiar wciskając przycisk w windzie z numerem 5
- Nie mam pojęcia o co im chodziło - wzruszyłam ramionami z trudem ukrywając uśmiech, który cisnął mi się na twarz - No to co, jakiś film oglądamy? - zaproponowałam
- Mecz będzie za godzinę - zauważył Mariusz
- A kto gra? - zaciekawiłam się
- Belgia-USA - oznajmił Ignaczak
- No to mnie to nie interesuje - wzruszyłam ramionami - Ale i tak z wami pooglądam - wyszczerzyłam się
- Tak się z nami związała, że nawet wieczoru bez nas nie wytrzyma - Andrzej szturchnął mnie w ramie
- Oj tam zaraz nie wytrzyma - machnęłam ręką - Po prostu muszę się wam odwdzięczyć, nie? W Spale to wy ciągle przesiadywaliście u mnie teraz czas na zmianę - puściłam im oczko i pierwsza stanęłam pod drzwiami pokoju Wlazłego i Winiarskiego. Rozłożyliśmy się gdzie tylko można i zaczęliśmy jednak wybierać film. Po długiej burzliwej i wybuchowej dyskusji, który oglądamy padło na komedię sensacyjną "Dorwać byłą" Winiar stwierdził, że początek już widział i poszedł do łazienki się umyć. Popatrzyliśmy na siebie z porozumiewawczymi uśmieszkami.
- Elena! Kurwa mać! - wydarł się jakby nie wiem co się stało i wrócił szybciej niż wyszedł.
- Co się stało braciszku ty mój jedyny kochany? - zapytałam z niewinną miną i głosikiem
- Pobije, zabije, zakopie, odkopie, przywalę patelnią i dam kurwa na pożarcie wilkom!
- Chcesz być damskim bokserem? - uniosłam wysoko brwi i otworzyłam szeroko oczy w geście zdziwienia, a reszta już dusiła się ze śmiechu
- Przejrzałem cię - zbliżał się do mnie
- Szkoda, że najpierw przejrzeli cie już wszyscy w hotelu - wybuchnął jeszcze większym śmiechem Krzysiek. Ja starałam się jak mogłam, ale jednak jakiś mały uśmieszek błąkał mi się na ustach
- Oj no weź - wywróciłam oczami z uśmiechem - Nudno było, a poza tym nazwałeś mnie niedomóżdżkiem - wbiłam mu palec w klatkę piersiową
- Aha, czyli to była twoja zemsta? - uniósł jedną brew
- Jak najbardziej - pokiwałam głową - I chyba udana, nie - poruszyłam brwiami
- Aha, skoro tak to ..... Wybaczam ci - powiedział spokojnie i usiadł na swoim łóżku. Tak mnie zatkało, że chyba po raz pierwszy w swoim życiu zapomniałam języka w gębie. Śmiechy umilkły i wszyscy z szeroko rozdziawionymi oczami i ustami wpatrywaliśmy się w Winiarskiego, a zwłaszcza ja, Igła, Mariusz i Bartek
- Że co robisz? - wydukałam wreszcie
- Wybaczam ci. Przeliterować? - zapytał nie odrywając wzroku od telewizora
- Ale, zaraz zaraz - wstałam z miejsca i usiadłam centralnie przed nim - Nie nakrzyczysz? Nie wygarniesz? Nie wściekniesz się, że zepsułam ci wizerunek czy ciul wie co jeszcze? - gestykulowałam. Nie powiem spodziewałam się czegoś innego.
- Nie - pokręcił spokojnie głową
- Wow. Zadziwiasz mnie braciszku - rzuciłam z podziwem
- No to skoro cię zadziwiam i mnie podziwiasz to nie musimy mówić Dagmarze, że zostawiłem w Iranie koszulkę, którą mi kupiła? - zapytał z nadzieją w oczach, a ja wybuchnęłam śmiechem
- Serio zostawiłeś tam koszulkę stary? - zapytał Mariusz
- No i z czego rżycie? - warknął - Zostawiłem i już. To jak, nie musimy mówić? - złożył ręce jak do modlitwy
- Nie musimy, braciszku nie musimy - poklepałam go po ramieniu.
- Dziękuję ! - wykrzyknął i przytulił mnie tak, że zaraz stracę dostęp do tlenu.
- Dobra, ale już mnie puść - wydusiłam, a on od razu mnie wypuścił z tego mega mocnego uścisku. Oglądnęliśmy do końca film oraz mecz i rozeszliśmy się do siebie. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i niemal od razu zasnęłam.
niedziela, 28 września 2014
~Rozdział 22~
Cały ten tydzień minął mi bardzo szybko. Najpierw treningi, potem mecz z Brazylią w cudownej Kraków Arenie. Wspaniałe było jak tyle ludzi odśpiewało nasz hymn. Jak tutaj robiło to na mnie wrażenie to co będzie nie Stadionie Narodowym? Aż się boję myśleć. Później podróż do Bygdoszczy, tam rewanżowe spotkanie z Brazylijczykami, które zagraliśmy beznadziejnie przegrywając w fatalnym stylu
Dzisaj 25.06 wylatujemy do Teheranu na mecze z Iranem bez Bartka i Mariusza, którzy mają urazy pleców, oraz Krzyśka, który leczy swój bark. Gdy dolecieliśmy na miejsce byłam okropnie wkurzona.
- Lato kurde nadeszło kurde, pełną kurde, parą kurde, a my kurde chodzimy kurde w długich kurde spodniach, kurde - wylewałam swoje żale gdy wyciągaliśmy swoje walizki z luku bagażowego przed hotelem
- Nie bulwersuj się tak siostra - uspokajał mnie Michał
- Nie odzywaj się! Chce to mogę - warknęłam
- Trzeba było ubrać sobie krótkie tak jak ja - powiedział obojętnie Andrzej
- Przestępca - wypalił Zati, a ja popatrzyłam na niego pytająco - No co? Tutaj chodzi się ciągle w długich spodniach. Taki kraj - wzruszył ramionami
- Gdyby nie to, że jestem waszym fotografem, nigdy bym tu nie przyjechała - prychnęłam
- Ale przyjechałaś i musisz to znieść - wtrącił Winiar
- Na moje nieszczęście - mruknęłam pod nosem. Wzięliśmy swoje bagaże, znaczy chłopaki wzięli też moje bagaże i skierowaliśmy się po klucze do swoich pokoi.
- Ale w sukience chyba mi wolno, nie? - zagaiłam gdy jechaliśmy windą na nasze piętro, a Misiek aż zakrztusił się własną śliną
- Przecież ty nie lubisz sukienek - wykrztusił
- Nie lubię, nie lubię, - wywróciłam oczami - a nawet kurde, jakbym chciała to żadnej przy sobie nie mam - zacisnęłam dłoń w pięść - Chce wracać do Polski! - oświadczyłam tupając nogą gdy wchodziłam do swojego pokoju.
- Nie ty jedna - rzucił przechodzący korytarzem Rafał.
Czyli mam poparcie w kadrze! Jej! Dziękuję Rafałku! Zamknęłam drzwi i skorzystałam tylko z toalety i ruszyłam do restauracji na obiad. Gdy się tam znalazłam była tam już nasza Banda. Nie odzywałam się ani słowem bo wciąż byłam zła, a nie chciałam się niepotrzebnie na kimś wyżyć. Siatkarze chyba też to wyczuli bo nie zaczynali ze mną na siłę rozmowy. Po posiłku chłopaki mieli jeszcze siłownie na której ja na szczęście nie musiałam być. Czas do powrotu chłopaków i kolacji okropnie mi się dłużył. Strasznie mi się nudziło. W końcu po godzinie bezsensownego leżenia na łóżku i gapienia się w sufit odpaliłam laptopa. Postanowiłam pogadać na Skype. Z kim? Jeszcze nie wiem. Zależy kto będzie. Zalogowałam się na komunikator i po chwili już odbierałam połączenie od Asi, która jednak okazała się być Nikodemem i Zosią.
- Cześć maluchy - uśmiechnęłam się wesoło. - Jak ja was dawno nie widziałam
- Cześć ciociu - powiedziały równo - Mamy dla ciebie złą wiadomość - chłopczyk przybrał poważny ton głosu
- Co się stało? Coś babci? Mamie? Tacie? Prababci? Okradli was? Psy pozdychały? No mówcie żesz - nawijałam z szybkością błyskawicy
- Nie, tylko twoja orchidea uschła - dziewczynka pokazała mi zwiędły kwiatuszek
- O rany - westchnęłam - Kiedy wy go ostatnio podlewaliście? W maju?
- Nie wiemy - wzruszyli ramionami - A kiedy do nas wracasz?
- Jeszcze dłuuuugo nie - powiedziałam, a na ich twarzach zagościł smutek.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym dołączyła się Asia. Z nią też dość długo gadałyśmy. Ogólnie zamieniłam kilka słów z każdym z domowników
- Asia, daj mi jeszcze na chwilę mamę - zwróciłam się do siostry, a po chwili byłam już twarzą w twarz z rodzicielką
- Co ty na to mamo żebym przywiozła jeszcze jednego psa? - zapytałam z proszącą miną
- Po co ci trzeci pies ? - zdziwiła się
- Bo chcę takiego małego mieć no - rozmarzyłam się
- A już masz jakiegoś na oku?
- Na razie nie bo chciałam się zapytać. Tylko nic nie mów dzieciakom.
- Jasne, że nic nie powiem. A jak tylko coś znajdziesz to daj znać. - uśmiechnęła się, pożegnałyśmy się bo usłyszałam już rozmowy siatkarzy wracających z treningu. No to teraz pozostało mi popytać czy może, aby w kadrze ktoś nie ma do oddania psa.
Ruszyłam najpierw do pokoju Michała, który prawdopodobnie dzielił z Andrzejem.
- Rozpoczynam poszukiwania psa - zaczęłam wesoło wchodząc do środka, klaskając w ręce i siadając na łóżku
- Pies ci zginął? Tutaj? - uniósł brwi zdezorientowany Wrona
- Nie - parsknęłam śmiechem - Chodzi mi to szukanie psa żebym mogła go wziąć do domu - wyjaśniłam
- Mama się zgodziła na trzeciego psa? - zapytał Winiarski grzebiąc w telefonie
- A owszem. Jak mogłaby odmówić mi z takim urokiem osobistym? - odrzuciłam teatralnie włosy, do tyłu, brat tylko pokiwał głową z politowaniem a drzwi otworzyły się gwałtownie uderzając mnie w rękę z taką mocą, że AŁA!!
- AŁ!!!! - zadarłam się i chwyciłam się za bolący łokieć
- Oj, przepraszam Lenka, nie chciałem - Karol, który to okazał się tym brutalnym otwieraczem drzwi zaczął mnie okropnie przepraszać - Idziemy do lekarza - zarządził. Ruszyliśmy do wyjścia, a zostający w pokoju siatkarze wybuchnęli śmiechem, ja tylko wytknęłam im język i ruszyłam za środkowym
- Miałeś jakąś ważną wiadomość, że z aż taką siłą te drzwi otworzyłeś? - zaśmiałam się
- A miałem - przytaknął - Wyobraź sobie, że nie ma tutaj dostępu do fejsa - zrobił obrażoną minę - I mogę tylko na insta wchodzić. To nie sprawiedliwe
- Oj, biedny Karolek - zrobiłam współczującą minę - A właśnie. Nie masz może kogoś znajomego, który ma może jakiegoś małego peska do oddania? - zadarłam głowę do góry, aby spojrzeć na profil siatkarza. Ten chwilę się zastanawiał.
- Wiesz chyba mam ale musiałbym zadzwonić i się upewnić - powiedział
- Jasne, jasne. Ja i tak mogłabym go wziąć dopiero wtedy gdy mielibyśmy wolne.
Dotarliśmy już do pokoju doktora Sowy. Ten po oględzinach stwierdził, że nic mi się nie stało i że po uderzeniu drzwiami przez takiego silnego wielkoluda to normalne więc dał mi tylko jakąś maść i mogliśmy wracać.
- Ale wstrętny siniak - skrzywiłam się gdy wracaliśmy do pokoju Wronki i Winiara
- Nadaj mu imię - wyszczerzył się, a ja spojrzałam na niego jak na kompletnego debila - Zdaje się, że dłużej u ciebie zabawi - zaśmiał się, a ja tylko wywróciłam ślepiami.
- Ciekawe dzięki komu? - zapytałam głupio
- A to już jego zapytaj - wyszczerzył się głupkowato, na co westchnęłam. Otworzyłam drzwi pokoju do którego zmierzaliśmy i padłam na łóżko obok Miśka. Pech nieszczęśliwie chciał żebym jeszcze po drodze zaliczyła bliskie spotkanie mojego siniaka z jego łokciem przez co znowu zwijałam się z bólu
- Wszyscy są dziś przeciwko mnie. Nie mogłeś się usunąć? - warknęłam
- A czy ty mi się usuwasz?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie Winiarski - wytknęłam w jego kierunku język
- A jak ty odpowiadasz to co? - żachnął się
- A ja to mogę - wyszczerzyłam się
- Ale ty mnie czasem denerwujesz kobieto - powiedział przez zęby i wzniósł oczy do nieba
- I vice versa braciszku - odparłam
- Widzę, że skończyliście więc proponuję obejrzeć jakiś horrorek - udzielił się Wronka, a ja na słowo "horror" wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku drzwi - A ty gdzie ? - zdziwił się
- Nie lubię horrorów - skrzywiłam się
- Czyżbyś się bała ? - poruszył brwiami Endrju
- Z nami nic ci nie grozi - wypiął dumnie klatę do przodu Kłos, a ja parsknęłam śmiechem
- No chyba z wami to mi najwięcej grozi - pokiwałam z politowaniem głową
- Ale wiesz, że to nie prawda to filmy ? - upewnił się wyższy środkowy.
Prychnęłam
- Oczywiście, że wiem, ale się boję bo, nie tak jak wy, śpię sama. Więc na razka - pomachałam im
- Wronka chętnie cię pod swoje skrzydła przygarnie - wyszczerzył się przyjmujący
- Dzięki, ale może innym razem - puściłam mu oczko - Branoc panowie - rzuciłam przez ramię zamykając drzwi. Otworzyłam swój pokój i weszłam do środka. Zapaliłam światło i przypomniało mi się, że zostawiłam u chłopaków moją maść. Przybiłam sobie facepalma i poszłam z powrotem tam skąd przyszłam. Otworzyłam drzwi, a siatkarze zamilkli
- Jednak decydujesz się na skrzydła Wronki? - zapytał ze śmiechem braciszek
- Nie głupku, tylko po mazidło swoje przyszłam - pomachałam mu przed nosem tubą z kremem po czym wyszłam. Wzięłam prysznic i ułożyłam się wygodnie na łóżku.
Z Teheranu nie przywozimy, ani jednego punktu. Pierwszy mecz 1:3, a drugi 0:3. Zaraz po zakończeniu niedzielnego spotkania udaliśmy się na samolot do Polski. Po locie do kraju i nocy spędzonej w hotelu wyruszyliśmy o 10, czekaliśmy przed hotelem na nasz autokar i na wszystkich siatkarzy. Zaspałam więc nie miałam czasu porządnie zjeść, a co dopiero wziąć prysznic. Gdy byliśmy już na lotnisku zaczęłam wzrokiem szukać Bartka ponieważ miałam ochotę wskoczyć mu na plecy z zaskoczenia, ale się odwrócił. Pośmiałam się troszkę z jego nowej fryzury za co oczywiście się fochnął i ruszyłam na poszukiwanie Krzyśka. Ten także stał tyłem do mnie rozmawiając z ożywieniem z Mariuszem i Michałem. Zrobiłam w ich kierunku maślane oczka. Wlazły skinął niezauważalnie głową, a Winiarski uśmiechnął się cwano. On mnie pewnie wyda jak będe już wskakiwać na libero. Wzięłam rozbieg, a i już miałam się odbijac od podłogi i wylądować na plecach Ignaczaka
- Ej, Igła but ci się rozwiązał - powiedział Winiar, a Ignaczak przykucnął i zajął się butem natomiast ja przeskoczyłam go i nadepnęłam jedną stopą specjalnie na but Miśka. Ten skrzywił się z bólu, złapał za buta i zaczął podskakiwać w miejscu. Przybiłam piątkę z Szamponem, a w tym czasie wyprostował się szanowny pan Krzysztof.
- O Enka! - ucieszył się i mnie przytuli - Nie zauważyłem cie - stwierdził gdy odsunął mnie od siebie
- Bo dosłownie skoczyłam nad tobą - wyszczerzyłam się
- Nagrał mi to ktoś? - oczy mu się zaświeciły lecz jednak żaden życzliwy pan ani pani nie podali Krzysiowi smartfona z nagraniem jak przez niego skaczę. - A jemu co? - spojrzał zdezorientowany na przyjmującego dalej skaczącego w miejscu
- A to takie nasze małe porachunki - machnęłam ręką.
Po kilku minutach Stephane zawołał wszystkich do autokaru. Wpakowaliśmy najpierw walizki, a potem siebie do środka i mogliśmy ruszać.
- Mam nadzieję, że zatrzymamy się na jakiejś stacji żeby coś wszamać - wychyliłam głowę do tyłu przez szparę między fotelami patrząc pytająco na Igłę.
- Nie mam pojęcia. Chyba raczej nie - wzruszył ramionami grzebiąc w swoim laptopie, pewnie montując kolejny odcinek Igłą Szyte. Wyciągnęłam słuchawki z torebki i włączając swoją ulubioną playlistę podziwiałam widoki za oknem. Od czasu do czasu przejeżdżając wzrokiem po wnętrzu autokaru. Gdy wreszcie minęliśmy tabliczkę z napiszem Gdańsk byłam wniebowzięta. Chłopaki w ogóle nie chceili grać ze mną w karty. Czemu oni sią tacy pamiętliwi i uparci? Każdy kiedyś w końcu z dziewczyą przegrać musi i to nic nadzwyczajnego. Kiedy zaparkowaliśmy przed naszym hotelem niemal na skrzydłach poleciałam po swoją walizkę. Miałam ochotę na prysznic, a w dodatku byłam taka głooodna, że ja nie mogę. Gdy znalazłam się wreszcie w swoim pokoju najpierw sprawdziałam widok za oknem. Ładny. Widać było morze i to mi wystarczy. I tak miałam lepiej od Ziomka i Igły którzy ze swojego widzieli tylko drzewa. Ha! Ha! Ha! Wygrzebałam z walizki rzeczy potrzebne w łazience oraz koszulkę reprezentacyjną i krótkie spodenki (klik). Wzięłam dość długi prysznic umyłam włosy i rozkoszowałam się zapachem truskawkowego szamponu. Gdy wyszłam z kabiny osuszyłam ciało ręcznikiem narzuciłam na siebie ciuchy po czym zabrałam się za włosy. Rozczesałam je i zabrałam się za ich suszenie. Szczerze tego nienawidziłam. Zawsze zajmowało mi to mnóstwo czasu. I tak teraz mam krótsze bo kiedyś miałam do pasa. Gdy włosy były już w prawie całkiem suche przejechałam po rzęsach maskarą, a po ustach błyszczykiem. Do kieszeni spodenek włożyłam jeszcze telefon i wreszcie byłam gotowa zejść na dół. Gdy jechałam windą zerknęłam, która godzina 15:09. Ja to mam wyczucie czasu, nie ma co! Gdy byłam już w restauracji, zastałam ciekawy widok, a mianowicie całą naszą Bandę już siedzącą przy stole. To wszystko przez moje włosy! Gdyby się szybciej suszyły to na pewno nie byłabym ostatnia! Jestem o tym święcie przekonana! Zajęłam miejsce pomiędzy Krzyśkiem, a Michałem i zaczęłam z apetytem konusmować zamówione przez (jak się domyślam) mojego (kochanego) braciszka jedzenie.
- Co ty śniadania nie jadłaś? - zapytał Wlazły
- Nie bardzo - odparłam - Zaspałam. Zapomniałam sobie budzika ustawić. - mruknęłam
- Nasza mała zapominalska Lenka - zaśmiał się Igła i chciał za pewne wytarmosić mnie za policzki, ale zanim jego łapy zbliżyły się do mojej twarzy dostał po pazurach
- Ałaaaaaa - powiedział pretensjonalnie masując palce
- Przepraszaaaam - odparłam
- Proszę - skinął głową i powrócił do posiłku, a ja pokręciłam głową z politowaniem.
- Nie macie już dzisiaj treningu? - zapytałam
- Mamy o 16 - jęknął Karol
- Hala, siłownia? - ciągnęłam
- Hala - odparł Zati
- Ok
Po obiedzie ruszyliśmy do swoich pokoi, aby zabrać potrzebne rzeczy. Zgarnęłam szybko sprzęt i zamykając pokój poczekałam od razu na Karola i Andrzeja, którzy również wychodzili.
- Mam dla ciebie tego psa - powiedział Kłos
Pisnęłam i rzuciłam mu się na szyję co spotkało się ze śmiechem Wrony. Natychmiast odsunęłam się na taką samą odległość jak na początku.
- Jakiej jest rasy? - zapytałam
- Owczarek niemiecki - odparł co znowu spotkało się z oznaką mojej radości, ponieważ kochałam tą rasę. - Kiedy będziesz miała czas to możemy razem po niego pojechać - zaproponował
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko. Gdy my sobie tak rozmawialiśmy nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy już w recepcji i czekaliśmy na Ignaczaka i Żygadłę. Po chwili się zjawili i ruszyliśmy na trening. Gdy oni ćwiczyli, a ja stałam na trybunach i robiłam im zdjęcia, głowę cały czas miałam pochłoniętą myślami o piesku. Musiałam sobie teraz przypomnieć gdzie ja schowałam tą kartkę z imionami, które wymyślił dla mnie Paweł.
- Ej, Młoda idziesz czy nie idziesz?! - krzyknął w moją stronę rzeszowski libero.
- Idę, idę! - odkrzyknęłam po czym ruszyłam na zewnątrz, aby zaczekać na siatkarzy i sztab przed autokarem. Musze się zaraz po kolacji wymknąć na spacerek po plaży, sama, bez tych wielkoludów bo by mi zepsują cały cudowny nastrój. Podążyłam do wyjścia z hali, aby czekać na resztę. Po upływie ponad 20 minut zjawili się i pojechaliśmy do hotelu. Słoneczko bardzo powoli chyliło się ku zachodowi. Koniecznie muszę iść na ten spacer. Uwielbiam robić zdjcia zachodom słońca. Gdy byliśmy już pod naszym hotelem udałam się odnieść swój sprzęt do pokoju po czym szybko poszłam na kolację. Byłam pierwsza. Chłopaki przyszli chwilę później. Zjadłam najszybciej i udałam się do swojego pokoju wymigując się bolącą głową od oglądania filmu. W swoim pokoju przebrałam się (klik), poprawiłam włosy i chwyciłam torebkę. Teraz będzie najtrudniejsza rzecz. Jak się wymknąć żeby nikt mnie nie zauważył. Musze przeczekać aż oni pójdą do swoich pokoi ale z drugiej strony trochę to potrwa. Postanowiłam, że pójdę schodami. Przemierzałam właśnie korytarz gdy usłyszałam, że winda właśnie wjechała. Szybko schowałam się za ścianą. Byli to nie kto inny jak siatkarze.
- Czy wy też mieliście takie uczucie, że Elena nas okłamała mówiąc, że boli ją głowa? - zapytał Michał. Nosz cholera! Co on mnie tak dobrze zna?!
- Mi też się tak zdaje - potwierdził Krzysiek. - No idziemy do niej na te filmy?
- Jasne - przytaknęli - Tylko Kuraś laptopa weź, bo ty masz zawsze jakieś nagrane. - powiedział Piotrek. Wszyscy weszli do pokoju Kurka i Nowakowskiego, a ja w tym czasie szybko pobiegłam w stronę schodów. Kilka stopni przebiegłam, ale później już szłam normalnie. Przecież nie będę z 5 piętra cały czas biec po schodach. Zresztą już nic mi tu nie grozi. Gdy zobaczą, że pokój jest zamknięty na klucz i im nie odpowiadam Misiek powinien, albo ktoś inny, że może już zasnęłam skoro bolała mnie głowa, prawda? No!
Kilkanaście minut później dochodziłam już do plaży. Była 19:50. Słońce wyglądało cudownie, a morze i niebo jeszcze cudowniej. Uwielbiam takie obrazki. Porobiłam dużo zdjęć po czym zdjęłam rzymianki ze stóp i wzięłam je do rąk. Spacerowałam wolnym krokiem po plaży. Ludzi prawie nie było. Podeszłam do wody. Najpierw zamoczyłam lekko dłoń, postawiłam tam stopy i zrobiłam dwa kroki do przodu. Woda przyjemnie oblewała moje nogi do kolan. Zaraz jak wyjdę w wody będę musiała ubrać buty żeby nie mieć na nogach piaskowej posypki. Stałam tak dobre kilka minut po czym wyszłam z powrotem na piasek. Ubrałam buty i kontynuowałam swój spacer. Na horyzoncie było widać już tylko połowę słońca. Usiadłam na piasku bezmyślnie przypatrując się temu pięknemu widokowi. Po chwyli ktoś usiadł obok mnie.
- Karol? - zdziwiłam się - Co ty tutaj robisz?
- Zostawiłaś otwarte drzwi do pokoju sierotko, nigdzie cię nie było więc Winiar stwierdził, że poszłaś na plażę. Wszyscy machnęli tylko ręką i poszli do Kurasia oglądać film.- zaśmiał się
- No proszę, już widać jak im na mnie zależy. Tyko wrócę to im taką awanturę zrobię, że pożałują. - postanowiłam
- Wolałabyś, żeby siedzieli tutaj teraz wszyscy? - zapytał
- Nie - odparłam po chwili zastanowienia - W sumie tak jest nawet lepiej - popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się lekko co odwzajemnił - Chciałabym mieć tutaj taki domek i przyjeżdżać co roku na wakacje. - rozmarzyłam się
- No, fajnie tutaj - potwierdził. Siedzieliśmy chwilę w ciszy przypatrując się tylko widokowi i czując jak delikatny wiaterek owiewa nasze ciało.
- Wiesz .... - zawahałam się i spuściłam wzrok na moje stopy, a on popatrzył na mnie zaciekawiony - Myślę .......... - odetchnęłam - myślę, że już jestem gotowa żeby powiedzieć ci dlaczego nie gram - rzekłam cicho powoli wypuszczając powietrze z płuc
- Bardzo się cieszę - uśmiechnął się szczerze i dotknął mojej dłoni - To zaczynaj - wysłał mi pokrzepiające spojrzenie.
- Myślę, że żeby to zrozumieć muszę powiedzieć ci też kilka innych rzeczy przez co właśnie to się stało. - westchnęłam. Opowiedziałam mu najpierw o Krystianie, on objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego - Tak nagle stracić tak bliską osobę to wielki cios. Myślałam, że to będzie tylko jeden raz, ale wtedy dopiero się zaczęło - urwałam na chwilę by opanować słone krople, których za wszelką cenę chciało się wydostać coraz więcej spod moich powiek. Powracały znowu żal, smutek i wściekłość na siebie - Potem dopiero się zaczęło. Rok później 20 kwietnia 2003r. tata poślizgnął się na mokrych płytkach i uderzył głową o kant stołu. To było przeze mnie. To ja przed wyjściem na trening rozlałam trochę soku i nie pościerałam go bo się spieszyłam. - obwiniałam się - Gdy wróciłam do domu po treningu sama bo musiałam iść jeszcze do biblioteki miałam lekkie déjà vu. Znowu cisza w całym domu. Rzuciłam torbę treningową w kąt i ruszyłam do kuchni. Siedziała tam mama, Krzysiek, Michał, Karolina i Marcela - moje dwie przyjaciółki. Kiedy zapytałam co się stało kazali mi usiąść. Zaczęłam już panikować, miałam przypuszczenia co zaraz powiedzą i powiedzieli. Ojciec nie żył. Kolejna rzecz obciążająca moją psychikę. Z płaczem wybiegłam z domu. Skierowałam swój bieg nad polankę, te na której byliśmy - spojrzałam na niego, a on skinął głową na znak, że pamięta więc wzrok skierowałam z powrotem na wodę. - Do domu wróciłam przed północą. Cała byłam przemarznięta w końcu nic dziwnego miałam na sobie tylko legginsy i bluzkę z krótkim rękawem, ale wtedy zupełnie mnie to nie ruszało. Ja zabiłam własnego ojca. Nic mi tego nie potrafiło przyćmić. Nic. Po tym nabawiłam się zapalenia płuc i trafiłam do szpitala. Po wyjściu znowu się pozbierałam i wtedy liczyła się tylko i wyłącznie siatkówka. Trenowałam okropnie ciężko. Byłam idealistką i za każdy błąd głęboko się beształam i chciałam to zrobić jeszcze raz, lepiej i lepiej żeby dość do perfekcyjności. Miałyśmy wedy walczyć o Mistrzostwo Polski. Prowadziłyśmy w meczu 2:1, ale aut po ataku Karoliny doprowadził do tie-breaka. W 5 secie prowadziłyśmy 14:10. Wtedy przeciwniczki atakowały. Skoczyłam z koleżankami do bloku. Piłka została po stronie rywalek lecz ja upadając źle stanęłam i upadłam. Szał w naszej drużynie, nikt na początu nie zauważył co się stało. Dopiero po chwili podszedł do mnie lekarz. Rwący ból w kolanie. Pojechaliśmy do szpitala. Po wszystkich badaniach wyrok był jednoznaczny: o zdobywaniu medali OrlenLigi i chociaż jeden jedyny raz zagraniu z orzełkiem na piersi mogłam powiedzieć żegnajcie - łzy po moich policzkach płynęły już strumieniami, ale nawet ich nie ścierałam. Nie było sensu. Wszystko co wtedy czułam wróciło. Dopiero po chwili mówiłam dalej patrzac na swoje stopy - Z tą wiadomością runął cały, doszczętnie cały mój świat. Wszystko co mi zostało po śmierci ojca to była właśnie ona, siatkówka. Mogłam jedynie rekreacynie, ale powiedziałam sobie jasno: skoro nie mogę zawodowo. Nie mogę wcale. Zrozumieć mnie może tylko ten, kto doświadczył tego co ja. Gdy wyszłam ze szpitala czekała na mnie Karolina wraz z medalem. Schowałam go w jakimś pudełku na samym dnie szafy. Nie chciałam go widzieć. Po tym zamknęłam się w sobie. Jeszcze większym ciosem dla mnie było to, że po jakichś dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie Marcela. Powiedziała tylko "żegnaj" i się rozłączyła. Zastanowiło mnie to, ale ja wtedy byłam za bardzo zajęta swoim życiem i swoimi problemami - prychnęłam wkurzona na siebie - Następnego dnia przyszła do mnie Karola cała zapłakana z wieścią, że Marcela postanowiła skończyć ze swoim życiem całkowicie. Jej rodzicie się rozwiedli, a na dodatek chłopak ją zdradzał. Wiedziała to ode mnie ale dopiero niedawno go nakryła. Kolejna rzecz spadająca na moją i tak zszarganą i zniszczoną doszczętnie psychikę. Od Olszewskiej dowiedziałam się, że Marcela przedawkowała tabletki nasenne i nie dało jej się uratować. Nie radziłam sobie z tym - zacisnęłam dłonie w pięści i pociągnęłam nosem - Nic nie jadłam, prawie nie spałam, nie chciałam niczyjej pomocy. Codziennie żeby zagłuszyć ból psychiczny katowałam się fizycznie. Biegłam prawie trzy godziny dziennie. Właśnie gdy pewnego wieczoru wróciłam do domu po obiegnięciu całej okolicy na podwórku leżała Mikasa. - westchnęłam - Chciałam zapomnieć o siatkówce, ale to wcale nie jest takie łatwe jak sie ma z nią tak dużą styczność. Długo biłam się z myślami czy wziąć ją i poczuć się z nowu jak dawniej. Ostatecznie podniosłam ją i zaczęłam odbijać. Po kilkunastu minutach weszłam do domu. W kuchni siedziała mama, Misiek i Krzysiek. Rodzicielka płakała, a chłopaki mieli nieobecny wzrok. - zamknęłam oczy, a przed nimi stanęła ta sytuacja.
Chrząknęłam chcąc zwrócić na siebie uwagę, a siedzący przy stole zwrócili wzrok na mnie.
- Chciałam was na początku bardzo przeprosić. Za to wszystko co przeze mnie wycierpieliście. Chciałam was też prosić żebyście pomogli mi wrócić do dawnego życia. Zerwać z tym użalaniem się nad sobą i obwiniania się, co się stanie to się nie odstanie - powiedziałam w miarę spokojnie Grażyna z płaczem mocno mnie przytuliła
- Co cię tak odmieniło? - szepnął mi na ucho Michał gdy tonęłam w jego mocnym uścisku
- Siatkówka - odszepnęłam ze łazmi w oczach, a na jego twarzy zagościł uśmiech, którego tak dawno tam nie widziałam
- Wiedziałem, że z ciebie silna dziewczyna - powiedział Igła przytulając mnie.
Po półtora roku wróciłam do normalnego życia, dostałam się na studia, skończyłam je i tak oto teraz jestem tutaj - pociągnęłam nosem, otarłam trochę oczy i podniosłam wzrok na Karola. Ten bez słowa mocno mnie do siebie przytulił, a ja wtuliłam się w niego i delikatnie uśmiechnęłam
- Dziękuję, że mi o tym wszystkim powiedziałaś - szepnął w moje włosy.
- Dobrze mi to zrobiło - odpowiedziałam - Wracamy? Robi się już trochę zimno - zaproponowałam po chwili. Nie ukrywam, że w jego ramionach było mi tak dobrze, że mogłabym spędzić w nich resztę życia, ale do hotelu trzeba wrócić
- Jasne - odparł i odsunął się ode mnie - Jesteś bardzo bardzo silna, wiesz? - powiedział patrząc mi w oczy, a ja o mało nie utonęłam w tych jego czekoladowych tęczówkach. Odpowiedziałam mu lekkim uśmiechem. Wstaliśmy, otrzepaliśmy ubranie z piasku i ruszyliśmy wolnym krokiem w odpowiednim kierunku
- Mógłbyś o tym nikomu nie mówić? - zapytałam nieśmiało
- Oczywiście, nie miałem nawet zamiaru - odpowiedział od razu.
Dalej szliśmy w ciszy. Nie była ona jakaś taka krępująca, raczej taka, której każdy potrzebuje na zebranie myśli.
Perspektywa Karola
Byłem bardzo bardzo zaskoczony i nieźle skołowany gdy Lenka zaczęła mi o tym wszystkim opowiadać. Przez jakie piekło ona musiała przechodzić w tamtym czasie. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Myślałem, że po prostu coś jej nie wyszło i odpuściła. Jestem pod ogromnym wrażeniem siły tej drobnej brunetki idącej tuż obok mnie. Wiatr cudownie rozwiewał jej włosy przez co wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Ona coraz bardziej mnie zaskakuje. Gdy ją przytuliłem poczułem takie wspaniałe ciepło. Mógłbym jej nigdy nie wypuszczać z tego uścisku. Czuję się też mega zaskoczony tym, że mi o tym wszsytkim powiedziała. Od początku do końca. Gdyby mi nie ufała to powiedziała by tyllko o samej kontuzji, prawda? Znaczy ze nie jestem jej calkiem obojetny. Gdy dotarliśmy pod jej pokój odwróciła się jeszcze, pocałowała mnie w policzek i jeszcze raz podziękowała. Uśmiechnąłem się i poszłem do pokoju dzielonego z Wroną.
- A gdzie nasz Karolek się tyle podziewał? Godzina policyjna już dawno minęła - zaśmiał się Andrzej. Spojrzałem na zegarek. Była 23. No to nieźle długo sobie tam posiedzieliśmy
- Gdzie był, tam był. Nie interesuj się - opadłem na swoje łóżko
- Z Eleną po plaży łaziłeś nie?
- Nie łaziłem - zaprzeczyłem od razu
- Nie pierdziel wiemy, że tam byliście - powiedział z politowaniem
- Śledzicie mnie? - uniosłem brew
- My, nie Kurek i Piter już tak. Ale przyszli o wiele, wiele szybciej niż ty. Z jakieś 1,5 godziny temu. Coś ci opowiadała, ale nie słyszeli bo stali za daleko
- No i bardzo dobrze. - wzruszyłem ramionami
- Oj, ty Kłosik, Kłosik - pokręcił głową ze śmiechem, zignorowałem to i poszedłem pod prysznic.
Dzisaj 25.06 wylatujemy do Teheranu na mecze z Iranem bez Bartka i Mariusza, którzy mają urazy pleców, oraz Krzyśka, który leczy swój bark. Gdy dolecieliśmy na miejsce byłam okropnie wkurzona.
- Lato kurde nadeszło kurde, pełną kurde, parą kurde, a my kurde chodzimy kurde w długich kurde spodniach, kurde - wylewałam swoje żale gdy wyciągaliśmy swoje walizki z luku bagażowego przed hotelem
- Nie bulwersuj się tak siostra - uspokajał mnie Michał
- Nie odzywaj się! Chce to mogę - warknęłam
- Trzeba było ubrać sobie krótkie tak jak ja - powiedział obojętnie Andrzej
- Przestępca - wypalił Zati, a ja popatrzyłam na niego pytająco - No co? Tutaj chodzi się ciągle w długich spodniach. Taki kraj - wzruszył ramionami
- Gdyby nie to, że jestem waszym fotografem, nigdy bym tu nie przyjechała - prychnęłam
- Ale przyjechałaś i musisz to znieść - wtrącił Winiar
- Na moje nieszczęście - mruknęłam pod nosem. Wzięliśmy swoje bagaże, znaczy chłopaki wzięli też moje bagaże i skierowaliśmy się po klucze do swoich pokoi.
- Ale w sukience chyba mi wolno, nie? - zagaiłam gdy jechaliśmy windą na nasze piętro, a Misiek aż zakrztusił się własną śliną
- Przecież ty nie lubisz sukienek - wykrztusił
- Nie lubię, nie lubię, - wywróciłam oczami - a nawet kurde, jakbym chciała to żadnej przy sobie nie mam - zacisnęłam dłoń w pięść - Chce wracać do Polski! - oświadczyłam tupając nogą gdy wchodziłam do swojego pokoju.
- Nie ty jedna - rzucił przechodzący korytarzem Rafał.
Czyli mam poparcie w kadrze! Jej! Dziękuję Rafałku! Zamknęłam drzwi i skorzystałam tylko z toalety i ruszyłam do restauracji na obiad. Gdy się tam znalazłam była tam już nasza Banda. Nie odzywałam się ani słowem bo wciąż byłam zła, a nie chciałam się niepotrzebnie na kimś wyżyć. Siatkarze chyba też to wyczuli bo nie zaczynali ze mną na siłę rozmowy. Po posiłku chłopaki mieli jeszcze siłownie na której ja na szczęście nie musiałam być. Czas do powrotu chłopaków i kolacji okropnie mi się dłużył. Strasznie mi się nudziło. W końcu po godzinie bezsensownego leżenia na łóżku i gapienia się w sufit odpaliłam laptopa. Postanowiłam pogadać na Skype. Z kim? Jeszcze nie wiem. Zależy kto będzie. Zalogowałam się na komunikator i po chwili już odbierałam połączenie od Asi, która jednak okazała się być Nikodemem i Zosią.
- Cześć maluchy - uśmiechnęłam się wesoło. - Jak ja was dawno nie widziałam
- Cześć ciociu - powiedziały równo - Mamy dla ciebie złą wiadomość - chłopczyk przybrał poważny ton głosu
- Co się stało? Coś babci? Mamie? Tacie? Prababci? Okradli was? Psy pozdychały? No mówcie żesz - nawijałam z szybkością błyskawicy
- Nie, tylko twoja orchidea uschła - dziewczynka pokazała mi zwiędły kwiatuszek
- O rany - westchnęłam - Kiedy wy go ostatnio podlewaliście? W maju?
- Nie wiemy - wzruszyli ramionami - A kiedy do nas wracasz?
- Jeszcze dłuuuugo nie - powiedziałam, a na ich twarzach zagościł smutek.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę po czym dołączyła się Asia. Z nią też dość długo gadałyśmy. Ogólnie zamieniłam kilka słów z każdym z domowników
- Asia, daj mi jeszcze na chwilę mamę - zwróciłam się do siostry, a po chwili byłam już twarzą w twarz z rodzicielką
- Co ty na to mamo żebym przywiozła jeszcze jednego psa? - zapytałam z proszącą miną
- Po co ci trzeci pies ? - zdziwiła się
- Bo chcę takiego małego mieć no - rozmarzyłam się
- A już masz jakiegoś na oku?
- Na razie nie bo chciałam się zapytać. Tylko nic nie mów dzieciakom.
- Jasne, że nic nie powiem. A jak tylko coś znajdziesz to daj znać. - uśmiechnęła się, pożegnałyśmy się bo usłyszałam już rozmowy siatkarzy wracających z treningu. No to teraz pozostało mi popytać czy może, aby w kadrze ktoś nie ma do oddania psa.
Ruszyłam najpierw do pokoju Michała, który prawdopodobnie dzielił z Andrzejem.
- Rozpoczynam poszukiwania psa - zaczęłam wesoło wchodząc do środka, klaskając w ręce i siadając na łóżku
- Pies ci zginął? Tutaj? - uniósł brwi zdezorientowany Wrona
- Nie - parsknęłam śmiechem - Chodzi mi to szukanie psa żebym mogła go wziąć do domu - wyjaśniłam
- Mama się zgodziła na trzeciego psa? - zapytał Winiarski grzebiąc w telefonie
- A owszem. Jak mogłaby odmówić mi z takim urokiem osobistym? - odrzuciłam teatralnie włosy, do tyłu, brat tylko pokiwał głową z politowaniem a drzwi otworzyły się gwałtownie uderzając mnie w rękę z taką mocą, że AŁA!!
- AŁ!!!! - zadarłam się i chwyciłam się za bolący łokieć
- Oj, przepraszam Lenka, nie chciałem - Karol, który to okazał się tym brutalnym otwieraczem drzwi zaczął mnie okropnie przepraszać - Idziemy do lekarza - zarządził. Ruszyliśmy do wyjścia, a zostający w pokoju siatkarze wybuchnęli śmiechem, ja tylko wytknęłam im język i ruszyłam za środkowym
- Miałeś jakąś ważną wiadomość, że z aż taką siłą te drzwi otworzyłeś? - zaśmiałam się
- A miałem - przytaknął - Wyobraź sobie, że nie ma tutaj dostępu do fejsa - zrobił obrażoną minę - I mogę tylko na insta wchodzić. To nie sprawiedliwe
- Oj, biedny Karolek - zrobiłam współczującą minę - A właśnie. Nie masz może kogoś znajomego, który ma może jakiegoś małego peska do oddania? - zadarłam głowę do góry, aby spojrzeć na profil siatkarza. Ten chwilę się zastanawiał.
- Wiesz chyba mam ale musiałbym zadzwonić i się upewnić - powiedział
- Jasne, jasne. Ja i tak mogłabym go wziąć dopiero wtedy gdy mielibyśmy wolne.
Dotarliśmy już do pokoju doktora Sowy. Ten po oględzinach stwierdził, że nic mi się nie stało i że po uderzeniu drzwiami przez takiego silnego wielkoluda to normalne więc dał mi tylko jakąś maść i mogliśmy wracać.
- Ale wstrętny siniak - skrzywiłam się gdy wracaliśmy do pokoju Wronki i Winiara
- Nadaj mu imię - wyszczerzył się, a ja spojrzałam na niego jak na kompletnego debila - Zdaje się, że dłużej u ciebie zabawi - zaśmiał się, a ja tylko wywróciłam ślepiami.
- Ciekawe dzięki komu? - zapytałam głupio
- A to już jego zapytaj - wyszczerzył się głupkowato, na co westchnęłam. Otworzyłam drzwi pokoju do którego zmierzaliśmy i padłam na łóżko obok Miśka. Pech nieszczęśliwie chciał żebym jeszcze po drodze zaliczyła bliskie spotkanie mojego siniaka z jego łokciem przez co znowu zwijałam się z bólu
- Wszyscy są dziś przeciwko mnie. Nie mogłeś się usunąć? - warknęłam
- A czy ty mi się usuwasz?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie Winiarski - wytknęłam w jego kierunku język
- A jak ty odpowiadasz to co? - żachnął się
- A ja to mogę - wyszczerzyłam się
- Ale ty mnie czasem denerwujesz kobieto - powiedział przez zęby i wzniósł oczy do nieba
- I vice versa braciszku - odparłam
- Widzę, że skończyliście więc proponuję obejrzeć jakiś horrorek - udzielił się Wronka, a ja na słowo "horror" wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku drzwi - A ty gdzie ? - zdziwił się
- Nie lubię horrorów - skrzywiłam się
- Czyżbyś się bała ? - poruszył brwiami Endrju
- Z nami nic ci nie grozi - wypiął dumnie klatę do przodu Kłos, a ja parsknęłam śmiechem
- No chyba z wami to mi najwięcej grozi - pokiwałam z politowaniem głową
- Ale wiesz, że to nie prawda to filmy ? - upewnił się wyższy środkowy.
Prychnęłam
- Oczywiście, że wiem, ale się boję bo, nie tak jak wy, śpię sama. Więc na razka - pomachałam im
- Wronka chętnie cię pod swoje skrzydła przygarnie - wyszczerzył się przyjmujący
- Dzięki, ale może innym razem - puściłam mu oczko - Branoc panowie - rzuciłam przez ramię zamykając drzwi. Otworzyłam swój pokój i weszłam do środka. Zapaliłam światło i przypomniało mi się, że zostawiłam u chłopaków moją maść. Przybiłam sobie facepalma i poszłam z powrotem tam skąd przyszłam. Otworzyłam drzwi, a siatkarze zamilkli
- Jednak decydujesz się na skrzydła Wronki? - zapytał ze śmiechem braciszek
- Nie głupku, tylko po mazidło swoje przyszłam - pomachałam mu przed nosem tubą z kremem po czym wyszłam. Wzięłam prysznic i ułożyłam się wygodnie na łóżku.
Z Teheranu nie przywozimy, ani jednego punktu. Pierwszy mecz 1:3, a drugi 0:3. Zaraz po zakończeniu niedzielnego spotkania udaliśmy się na samolot do Polski. Po locie do kraju i nocy spędzonej w hotelu wyruszyliśmy o 10, czekaliśmy przed hotelem na nasz autokar i na wszystkich siatkarzy. Zaspałam więc nie miałam czasu porządnie zjeść, a co dopiero wziąć prysznic. Gdy byliśmy już na lotnisku zaczęłam wzrokiem szukać Bartka ponieważ miałam ochotę wskoczyć mu na plecy z zaskoczenia, ale się odwrócił. Pośmiałam się troszkę z jego nowej fryzury za co oczywiście się fochnął i ruszyłam na poszukiwanie Krzyśka. Ten także stał tyłem do mnie rozmawiając z ożywieniem z Mariuszem i Michałem. Zrobiłam w ich kierunku maślane oczka. Wlazły skinął niezauważalnie głową, a Winiarski uśmiechnął się cwano. On mnie pewnie wyda jak będe już wskakiwać na libero. Wzięłam rozbieg, a i już miałam się odbijac od podłogi i wylądować na plecach Ignaczaka
- Ej, Igła but ci się rozwiązał - powiedział Winiar, a Ignaczak przykucnął i zajął się butem natomiast ja przeskoczyłam go i nadepnęłam jedną stopą specjalnie na but Miśka. Ten skrzywił się z bólu, złapał za buta i zaczął podskakiwać w miejscu. Przybiłam piątkę z Szamponem, a w tym czasie wyprostował się szanowny pan Krzysztof.
- O Enka! - ucieszył się i mnie przytuli - Nie zauważyłem cie - stwierdził gdy odsunął mnie od siebie
- Bo dosłownie skoczyłam nad tobą - wyszczerzyłam się
- Nagrał mi to ktoś? - oczy mu się zaświeciły lecz jednak żaden życzliwy pan ani pani nie podali Krzysiowi smartfona z nagraniem jak przez niego skaczę. - A jemu co? - spojrzał zdezorientowany na przyjmującego dalej skaczącego w miejscu
- A to takie nasze małe porachunki - machnęłam ręką.
Po kilku minutach Stephane zawołał wszystkich do autokaru. Wpakowaliśmy najpierw walizki, a potem siebie do środka i mogliśmy ruszać.
- Mam nadzieję, że zatrzymamy się na jakiejś stacji żeby coś wszamać - wychyliłam głowę do tyłu przez szparę między fotelami patrząc pytająco na Igłę.
- Nie mam pojęcia. Chyba raczej nie - wzruszył ramionami grzebiąc w swoim laptopie, pewnie montując kolejny odcinek Igłą Szyte. Wyciągnęłam słuchawki z torebki i włączając swoją ulubioną playlistę podziwiałam widoki za oknem. Od czasu do czasu przejeżdżając wzrokiem po wnętrzu autokaru. Gdy wreszcie minęliśmy tabliczkę z napiszem Gdańsk byłam wniebowzięta. Chłopaki w ogóle nie chceili grać ze mną w karty. Czemu oni sią tacy pamiętliwi i uparci? Każdy kiedyś w końcu z dziewczyą przegrać musi i to nic nadzwyczajnego. Kiedy zaparkowaliśmy przed naszym hotelem niemal na skrzydłach poleciałam po swoją walizkę. Miałam ochotę na prysznic, a w dodatku byłam taka głooodna, że ja nie mogę. Gdy znalazłam się wreszcie w swoim pokoju najpierw sprawdziałam widok za oknem. Ładny. Widać było morze i to mi wystarczy. I tak miałam lepiej od Ziomka i Igły którzy ze swojego widzieli tylko drzewa. Ha! Ha! Ha! Wygrzebałam z walizki rzeczy potrzebne w łazience oraz koszulkę reprezentacyjną i krótkie spodenki (klik). Wzięłam dość długi prysznic umyłam włosy i rozkoszowałam się zapachem truskawkowego szamponu. Gdy wyszłam z kabiny osuszyłam ciało ręcznikiem narzuciłam na siebie ciuchy po czym zabrałam się za włosy. Rozczesałam je i zabrałam się za ich suszenie. Szczerze tego nienawidziłam. Zawsze zajmowało mi to mnóstwo czasu. I tak teraz mam krótsze bo kiedyś miałam do pasa. Gdy włosy były już w prawie całkiem suche przejechałam po rzęsach maskarą, a po ustach błyszczykiem. Do kieszeni spodenek włożyłam jeszcze telefon i wreszcie byłam gotowa zejść na dół. Gdy jechałam windą zerknęłam, która godzina 15:09. Ja to mam wyczucie czasu, nie ma co! Gdy byłam już w restauracji, zastałam ciekawy widok, a mianowicie całą naszą Bandę już siedzącą przy stole. To wszystko przez moje włosy! Gdyby się szybciej suszyły to na pewno nie byłabym ostatnia! Jestem o tym święcie przekonana! Zajęłam miejsce pomiędzy Krzyśkiem, a Michałem i zaczęłam z apetytem konusmować zamówione przez (jak się domyślam) mojego (kochanego) braciszka jedzenie.
- Co ty śniadania nie jadłaś? - zapytał Wlazły
- Nie bardzo - odparłam - Zaspałam. Zapomniałam sobie budzika ustawić. - mruknęłam
- Nasza mała zapominalska Lenka - zaśmiał się Igła i chciał za pewne wytarmosić mnie za policzki, ale zanim jego łapy zbliżyły się do mojej twarzy dostał po pazurach
- Ałaaaaaa - powiedział pretensjonalnie masując palce
- Przepraszaaaam - odparłam
- Proszę - skinął głową i powrócił do posiłku, a ja pokręciłam głową z politowaniem.
- Nie macie już dzisiaj treningu? - zapytałam
- Mamy o 16 - jęknął Karol
- Hala, siłownia? - ciągnęłam
- Hala - odparł Zati
- Ok
Po obiedzie ruszyliśmy do swoich pokoi, aby zabrać potrzebne rzeczy. Zgarnęłam szybko sprzęt i zamykając pokój poczekałam od razu na Karola i Andrzeja, którzy również wychodzili.
- Mam dla ciebie tego psa - powiedział Kłos
Pisnęłam i rzuciłam mu się na szyję co spotkało się ze śmiechem Wrony. Natychmiast odsunęłam się na taką samą odległość jak na początku.
- Jakiej jest rasy? - zapytałam
- Owczarek niemiecki - odparł co znowu spotkało się z oznaką mojej radości, ponieważ kochałam tą rasę. - Kiedy będziesz miała czas to możemy razem po niego pojechać - zaproponował
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko. Gdy my sobie tak rozmawialiśmy nawet nie zauważyłam kiedy byliśmy już w recepcji i czekaliśmy na Ignaczaka i Żygadłę. Po chwili się zjawili i ruszyliśmy na trening. Gdy oni ćwiczyli, a ja stałam na trybunach i robiłam im zdjęcia, głowę cały czas miałam pochłoniętą myślami o piesku. Musiałam sobie teraz przypomnieć gdzie ja schowałam tą kartkę z imionami, które wymyślił dla mnie Paweł.
- Ej, Młoda idziesz czy nie idziesz?! - krzyknął w moją stronę rzeszowski libero.
- Idę, idę! - odkrzyknęłam po czym ruszyłam na zewnątrz, aby zaczekać na siatkarzy i sztab przed autokarem. Musze się zaraz po kolacji wymknąć na spacerek po plaży, sama, bez tych wielkoludów bo by mi zepsują cały cudowny nastrój. Podążyłam do wyjścia z hali, aby czekać na resztę. Po upływie ponad 20 minut zjawili się i pojechaliśmy do hotelu. Słoneczko bardzo powoli chyliło się ku zachodowi. Koniecznie muszę iść na ten spacer. Uwielbiam robić zdjcia zachodom słońca. Gdy byliśmy już pod naszym hotelem udałam się odnieść swój sprzęt do pokoju po czym szybko poszłam na kolację. Byłam pierwsza. Chłopaki przyszli chwilę później. Zjadłam najszybciej i udałam się do swojego pokoju wymigując się bolącą głową od oglądania filmu. W swoim pokoju przebrałam się (klik), poprawiłam włosy i chwyciłam torebkę. Teraz będzie najtrudniejsza rzecz. Jak się wymknąć żeby nikt mnie nie zauważył. Musze przeczekać aż oni pójdą do swoich pokoi ale z drugiej strony trochę to potrwa. Postanowiłam, że pójdę schodami. Przemierzałam właśnie korytarz gdy usłyszałam, że winda właśnie wjechała. Szybko schowałam się za ścianą. Byli to nie kto inny jak siatkarze.
- Czy wy też mieliście takie uczucie, że Elena nas okłamała mówiąc, że boli ją głowa? - zapytał Michał. Nosz cholera! Co on mnie tak dobrze zna?!
- Mi też się tak zdaje - potwierdził Krzysiek. - No idziemy do niej na te filmy?
- Jasne - przytaknęli - Tylko Kuraś laptopa weź, bo ty masz zawsze jakieś nagrane. - powiedział Piotrek. Wszyscy weszli do pokoju Kurka i Nowakowskiego, a ja w tym czasie szybko pobiegłam w stronę schodów. Kilka stopni przebiegłam, ale później już szłam normalnie. Przecież nie będę z 5 piętra cały czas biec po schodach. Zresztą już nic mi tu nie grozi. Gdy zobaczą, że pokój jest zamknięty na klucz i im nie odpowiadam Misiek powinien, albo ktoś inny, że może już zasnęłam skoro bolała mnie głowa, prawda? No!
Kilkanaście minut później dochodziłam już do plaży. Była 19:50. Słońce wyglądało cudownie, a morze i niebo jeszcze cudowniej. Uwielbiam takie obrazki. Porobiłam dużo zdjęć po czym zdjęłam rzymianki ze stóp i wzięłam je do rąk. Spacerowałam wolnym krokiem po plaży. Ludzi prawie nie było. Podeszłam do wody. Najpierw zamoczyłam lekko dłoń, postawiłam tam stopy i zrobiłam dwa kroki do przodu. Woda przyjemnie oblewała moje nogi do kolan. Zaraz jak wyjdę w wody będę musiała ubrać buty żeby nie mieć na nogach piaskowej posypki. Stałam tak dobre kilka minut po czym wyszłam z powrotem na piasek. Ubrałam buty i kontynuowałam swój spacer. Na horyzoncie było widać już tylko połowę słońca. Usiadłam na piasku bezmyślnie przypatrując się temu pięknemu widokowi. Po chwyli ktoś usiadł obok mnie.
- Karol? - zdziwiłam się - Co ty tutaj robisz?
- Zostawiłaś otwarte drzwi do pokoju sierotko, nigdzie cię nie było więc Winiar stwierdził, że poszłaś na plażę. Wszyscy machnęli tylko ręką i poszli do Kurasia oglądać film.- zaśmiał się
- No proszę, już widać jak im na mnie zależy. Tyko wrócę to im taką awanturę zrobię, że pożałują. - postanowiłam
- Wolałabyś, żeby siedzieli tutaj teraz wszyscy? - zapytał
- Nie - odparłam po chwili zastanowienia - W sumie tak jest nawet lepiej - popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się lekko co odwzajemnił - Chciałabym mieć tutaj taki domek i przyjeżdżać co roku na wakacje. - rozmarzyłam się
- No, fajnie tutaj - potwierdził. Siedzieliśmy chwilę w ciszy przypatrując się tylko widokowi i czując jak delikatny wiaterek owiewa nasze ciało.
- Wiesz .... - zawahałam się i spuściłam wzrok na moje stopy, a on popatrzył na mnie zaciekawiony - Myślę .......... - odetchnęłam - myślę, że już jestem gotowa żeby powiedzieć ci dlaczego nie gram - rzekłam cicho powoli wypuszczając powietrze z płuc
- Bardzo się cieszę - uśmiechnął się szczerze i dotknął mojej dłoni - To zaczynaj - wysłał mi pokrzepiające spojrzenie.
- Myślę, że żeby to zrozumieć muszę powiedzieć ci też kilka innych rzeczy przez co właśnie to się stało. - westchnęłam. Opowiedziałam mu najpierw o Krystianie, on objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego - Tak nagle stracić tak bliską osobę to wielki cios. Myślałam, że to będzie tylko jeden raz, ale wtedy dopiero się zaczęło - urwałam na chwilę by opanować słone krople, których za wszelką cenę chciało się wydostać coraz więcej spod moich powiek. Powracały znowu żal, smutek i wściekłość na siebie - Potem dopiero się zaczęło. Rok później 20 kwietnia 2003r. tata poślizgnął się na mokrych płytkach i uderzył głową o kant stołu. To było przeze mnie. To ja przed wyjściem na trening rozlałam trochę soku i nie pościerałam go bo się spieszyłam. - obwiniałam się - Gdy wróciłam do domu po treningu sama bo musiałam iść jeszcze do biblioteki miałam lekkie déjà vu. Znowu cisza w całym domu. Rzuciłam torbę treningową w kąt i ruszyłam do kuchni. Siedziała tam mama, Krzysiek, Michał, Karolina i Marcela - moje dwie przyjaciółki. Kiedy zapytałam co się stało kazali mi usiąść. Zaczęłam już panikować, miałam przypuszczenia co zaraz powiedzą i powiedzieli. Ojciec nie żył. Kolejna rzecz obciążająca moją psychikę. Z płaczem wybiegłam z domu. Skierowałam swój bieg nad polankę, te na której byliśmy - spojrzałam na niego, a on skinął głową na znak, że pamięta więc wzrok skierowałam z powrotem na wodę. - Do domu wróciłam przed północą. Cała byłam przemarznięta w końcu nic dziwnego miałam na sobie tylko legginsy i bluzkę z krótkim rękawem, ale wtedy zupełnie mnie to nie ruszało. Ja zabiłam własnego ojca. Nic mi tego nie potrafiło przyćmić. Nic. Po tym nabawiłam się zapalenia płuc i trafiłam do szpitala. Po wyjściu znowu się pozbierałam i wtedy liczyła się tylko i wyłącznie siatkówka. Trenowałam okropnie ciężko. Byłam idealistką i za każdy błąd głęboko się beształam i chciałam to zrobić jeszcze raz, lepiej i lepiej żeby dość do perfekcyjności. Miałyśmy wedy walczyć o Mistrzostwo Polski. Prowadziłyśmy w meczu 2:1, ale aut po ataku Karoliny doprowadził do tie-breaka. W 5 secie prowadziłyśmy 14:10. Wtedy przeciwniczki atakowały. Skoczyłam z koleżankami do bloku. Piłka została po stronie rywalek lecz ja upadając źle stanęłam i upadłam. Szał w naszej drużynie, nikt na początu nie zauważył co się stało. Dopiero po chwili podszedł do mnie lekarz. Rwący ból w kolanie. Pojechaliśmy do szpitala. Po wszystkich badaniach wyrok był jednoznaczny: o zdobywaniu medali OrlenLigi i chociaż jeden jedyny raz zagraniu z orzełkiem na piersi mogłam powiedzieć żegnajcie - łzy po moich policzkach płynęły już strumieniami, ale nawet ich nie ścierałam. Nie było sensu. Wszystko co wtedy czułam wróciło. Dopiero po chwili mówiłam dalej patrzac na swoje stopy - Z tą wiadomością runął cały, doszczętnie cały mój świat. Wszystko co mi zostało po śmierci ojca to była właśnie ona, siatkówka. Mogłam jedynie rekreacynie, ale powiedziałam sobie jasno: skoro nie mogę zawodowo. Nie mogę wcale. Zrozumieć mnie może tylko ten, kto doświadczył tego co ja. Gdy wyszłam ze szpitala czekała na mnie Karolina wraz z medalem. Schowałam go w jakimś pudełku na samym dnie szafy. Nie chciałam go widzieć. Po tym zamknęłam się w sobie. Jeszcze większym ciosem dla mnie było to, że po jakichś dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie Marcela. Powiedziała tylko "żegnaj" i się rozłączyła. Zastanowiło mnie to, ale ja wtedy byłam za bardzo zajęta swoim życiem i swoimi problemami - prychnęłam wkurzona na siebie - Następnego dnia przyszła do mnie Karola cała zapłakana z wieścią, że Marcela postanowiła skończyć ze swoim życiem całkowicie. Jej rodzicie się rozwiedli, a na dodatek chłopak ją zdradzał. Wiedziała to ode mnie ale dopiero niedawno go nakryła. Kolejna rzecz spadająca na moją i tak zszarganą i zniszczoną doszczętnie psychikę. Od Olszewskiej dowiedziałam się, że Marcela przedawkowała tabletki nasenne i nie dało jej się uratować. Nie radziłam sobie z tym - zacisnęłam dłonie w pięści i pociągnęłam nosem - Nic nie jadłam, prawie nie spałam, nie chciałam niczyjej pomocy. Codziennie żeby zagłuszyć ból psychiczny katowałam się fizycznie. Biegłam prawie trzy godziny dziennie. Właśnie gdy pewnego wieczoru wróciłam do domu po obiegnięciu całej okolicy na podwórku leżała Mikasa. - westchnęłam - Chciałam zapomnieć o siatkówce, ale to wcale nie jest takie łatwe jak sie ma z nią tak dużą styczność. Długo biłam się z myślami czy wziąć ją i poczuć się z nowu jak dawniej. Ostatecznie podniosłam ją i zaczęłam odbijać. Po kilkunastu minutach weszłam do domu. W kuchni siedziała mama, Misiek i Krzysiek. Rodzicielka płakała, a chłopaki mieli nieobecny wzrok. - zamknęłam oczy, a przed nimi stanęła ta sytuacja.
Chrząknęłam chcąc zwrócić na siebie uwagę, a siedzący przy stole zwrócili wzrok na mnie.
- Chciałam was na początku bardzo przeprosić. Za to wszystko co przeze mnie wycierpieliście. Chciałam was też prosić żebyście pomogli mi wrócić do dawnego życia. Zerwać z tym użalaniem się nad sobą i obwiniania się, co się stanie to się nie odstanie - powiedziałam w miarę spokojnie Grażyna z płaczem mocno mnie przytuliła
- Co cię tak odmieniło? - szepnął mi na ucho Michał gdy tonęłam w jego mocnym uścisku
- Siatkówka - odszepnęłam ze łazmi w oczach, a na jego twarzy zagościł uśmiech, którego tak dawno tam nie widziałam
- Wiedziałem, że z ciebie silna dziewczyna - powiedział Igła przytulając mnie.
Po półtora roku wróciłam do normalnego życia, dostałam się na studia, skończyłam je i tak oto teraz jestem tutaj - pociągnęłam nosem, otarłam trochę oczy i podniosłam wzrok na Karola. Ten bez słowa mocno mnie do siebie przytulił, a ja wtuliłam się w niego i delikatnie uśmiechnęłam
- Dziękuję, że mi o tym wszystkim powiedziałaś - szepnął w moje włosy.
- Dobrze mi to zrobiło - odpowiedziałam - Wracamy? Robi się już trochę zimno - zaproponowałam po chwili. Nie ukrywam, że w jego ramionach było mi tak dobrze, że mogłabym spędzić w nich resztę życia, ale do hotelu trzeba wrócić
- Jasne - odparł i odsunął się ode mnie - Jesteś bardzo bardzo silna, wiesz? - powiedział patrząc mi w oczy, a ja o mało nie utonęłam w tych jego czekoladowych tęczówkach. Odpowiedziałam mu lekkim uśmiechem. Wstaliśmy, otrzepaliśmy ubranie z piasku i ruszyliśmy wolnym krokiem w odpowiednim kierunku
- Mógłbyś o tym nikomu nie mówić? - zapytałam nieśmiało
- Oczywiście, nie miałem nawet zamiaru - odpowiedział od razu.
Dalej szliśmy w ciszy. Nie była ona jakaś taka krępująca, raczej taka, której każdy potrzebuje na zebranie myśli.
Perspektywa Karola
Byłem bardzo bardzo zaskoczony i nieźle skołowany gdy Lenka zaczęła mi o tym wszystkim opowiadać. Przez jakie piekło ona musiała przechodzić w tamtym czasie. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Myślałem, że po prostu coś jej nie wyszło i odpuściła. Jestem pod ogromnym wrażeniem siły tej drobnej brunetki idącej tuż obok mnie. Wiatr cudownie rozwiewał jej włosy przez co wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Ona coraz bardziej mnie zaskakuje. Gdy ją przytuliłem poczułem takie wspaniałe ciepło. Mógłbym jej nigdy nie wypuszczać z tego uścisku. Czuję się też mega zaskoczony tym, że mi o tym wszsytkim powiedziała. Od początku do końca. Gdyby mi nie ufała to powiedziała by tyllko o samej kontuzji, prawda? Znaczy ze nie jestem jej calkiem obojetny. Gdy dotarliśmy pod jej pokój odwróciła się jeszcze, pocałowała mnie w policzek i jeszcze raz podziękowała. Uśmiechnąłem się i poszłem do pokoju dzielonego z Wroną.
- A gdzie nasz Karolek się tyle podziewał? Godzina policyjna już dawno minęła - zaśmiał się Andrzej. Spojrzałem na zegarek. Była 23. No to nieźle długo sobie tam posiedzieliśmy
- Gdzie był, tam był. Nie interesuj się - opadłem na swoje łóżko
- Z Eleną po plaży łaziłeś nie?
- Nie łaziłem - zaprzeczyłem od razu
- Nie pierdziel wiemy, że tam byliście - powiedział z politowaniem
- Śledzicie mnie? - uniosłem brew
- My, nie Kurek i Piter już tak. Ale przyszli o wiele, wiele szybciej niż ty. Z jakieś 1,5 godziny temu. Coś ci opowiadała, ale nie słyszeli bo stali za daleko
- No i bardzo dobrze. - wzruszyłem ramionami
- Oj, ty Kłosik, Kłosik - pokręcił głową ze śmiechem, zignorowałem to i poszedłem pod prysznic.
środa, 24 września 2014
~Rozdział 21~
Rano obudziłam się o wiele szybciej niż wczoraj bo o 7:40. Wystarczająco wcześnie żeby się ogarnąć i zdążyć na śniadanie. Chłopaki mieli dzisiaj trening o 10, a potem jechaliśmy do Krakowa na kolejny mecz Ligii Światowej z Brazylią, który odbędzie się w piątek. Wygrzebałam ciuchy z walizki i ruszyłam z nimi do łazienki. Doprowadziłam się do stanu normalnej używalności i wyszłam z pomieszczenia. Wyrobiłam się pół godziny więc zamknęłam pokój i ruszyłam do restauracji. Dołączył do mnie Piotrek ze swoim "Hej ho! Hej ho! na śniadanie by się szło!" Gdy dotarliśmy do naszego stolika przywitał nas tylko Paweł
- I co, twoja mama była wczoraj na meczu? - zagaiłam
- Była, była - potwierdził
- No i ? - ciągnął Nowakowski. - Dostałeś nowe gacie? - zapytał i zaczęliśmy się śmiać próbując to zdusić ale szło marnie.
- Nie, dostałem koszulkę z napisem "Jestem słoneczkiem mamusi" - powiedział, a ja środkowy wybuchnęliśmy śmiechem
- Śmiejcie się śmiejcie, pewnie - fukną obrażony.
- Z czego się tak śmiejecie? - zapytali dosiadający się do nas Michał i Mariusz
- Z Zatora - wyjaśniłam przez śmiech
- A co? A co? - dopytywali od razu
- Dostał od mamy koszulkę z napisem "Jestem słoneczkiem mamusi" - Cichy ponownie wybuchnął śmiechem, a razem z nim my, a obrażony Zatorski wyszedł.
- Oj, no i Pawełek nam się obraził - zrobiłam smutną minę
- Zaraz mu przejdzie - machnął ręką Mario
- Co Zati taki obrażony? - zapytał przysiadający się Andrzej wraz z Karolem
- Kara za koszulkę - wyjaśnił spokojnie Michał po czym nasza czwórka znowu się zaśmiała
- Aha - pokiwali głowami środkowi. Wyjaśniliśmy im o co chodzi, a oni też mieli z tego niezły ubaw.
- Mógłby to dać swojej dziewczynie - stwierdziłam
- Której nie ma - dokończył Wlazły
- No to nie wiem co z tym może zrobić - westchnęłam bezsilnie
- Niech chodzi w tym po mieście - wzruszył ramionami Kłos
- Tak, to będzie najlepsze - pokiwaliśmy zgodnie głowami i wstaliśmy od stołu kierując się do swoich pokoi.
- Zauważyliście, że strasznie dużo czasu spędzamy w tych restauracjach i stołówkach? - zagaił Nowakowski
- W sumie, bardzo - zastanowił się Bartek.
- Nie dziwne to trochę?
- Nie - zaprzeczyliśmy razem
- W czasie jedzenia można się dużo o kimś dowiedzieć - rzuciłam
- To dlatego zakochańce chodzą na kolację? - zapytał Piter marszcząc czoło
- No chyba coś poza żarciem wypadało by zrobić na tej kolacji nie? - uniosłam brew
- No raczej, ale to już po kolacji i w innym pomieszczeniu - poruszyli brwiami i uśmiechnęli się jednoznacznie
- Z wami gadać to ja pierdole - wywróciłam oczami, a oni się zaśmiali
Zmieniłam koszulkę na reprezentacyjną i przeglądnęłam zdjęcia zrobione na wczorajszym meczu. Najlepsze zgrałam na laptopa, a z aparatu pousuwałam. Obróbką postanowiłam zająć się później. Spakowałam swoje rzeczy do walizki i z całym swoim bagażem wyszłam z pokoju gdyż od razu po treningu mamy jechać do Krakowa. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam do windy. Gdy byłam już w recepcji oddałam klucz i jak zwykle czekaliśmy na Andrzeja i Karola. Po kilku minutach wszyscy spakowaliśmy swoje rzeczy i siebie do autokaru i ruszyliśmy w kierunku hali. Chłopaki dzisiaj trenowali atak i przyjęcie, a ja pałętałam się po sali i to tu, to tam robiłam im zdjęcia. Byli dzisiaj bardzo fotogeniczni. Aż muszę im to później powiedzieć. Na pewno się ucieszą w końcu komplement ode mnie to dla nich rarytas. Po skończonym treningu chłopaki poszli do szatni, a ja złożyłam swój sprzęt i wolnym krokiem wyszłam z hali. Nie miałam się gdzie spieszyć bo zanim te dziewczynki się ogarną to szkoda gadać. Zanim siatkarze i sztab przybyli do autokaru ucięłam sobie przyjemną pogawędkę z panem kierowcą. Bardzo miły człowiek. Gdy zauważyłam zbliżających się do autokaru chłopaków udałam się na swoje miejsce.
- A ty co, zaczynasz podryw? - zaśmiał się Wronka
- On za stary dla ciebie jest - stwierdził Winiar
- A już miałam wam powiedzieć coś miłego ale teraz to zapomnijcie - wytknęłam w ich kierunku język
- Oooooooooo jaak przyyyyyyyykrooooooooooo - Zati wytarł wyimaginowaną łzę spod oka przeciągając samogłoski
- No i dobrze, że przykro. Gramy w karty czy będziecie pieprzyć? - zmieniłam temat
- Proszę proszę, żądza wygranej się budzi? - zaśmiał się Mariusz
- Żebyś wiedział i tak wygram
- Zobaczymy - rzucił Mario
- No to zobaczymy
- No to zobaczymy
- No to zobaczymy!
- No to zobaczymy!! - moglibyśmy tak pewnie jeszcze bardzo długo, ale kazali nam się uciszyć. Co to ma w ogóle być, że oni mnie uciszają?! Nie godzę się na takie traktowanie!! Strajk!
- Zator dawaj karty - powiedział Bartek. Libero pogrzebał trochę w swojej torbie i po chwili już tasował kartoniki. Postanowiliśmy, że na początek zagramy w makao. Zatorski rozdał karty i zaczęliśmy. Piotrek bardzo szybko miał już tylko jedną kartę, ale sprytne zagranie Michała jemu uniemożliwiło, a mi umożliwiło wygranie tego rozdania
- Pamiętajcie, że wisicie mi jeszcze 7 paczek żelków - przypomniałam im
- Jak moglibyśmy zapomnieć? - wywrócił oczami Karol
- Tak tylko wam przypominam - wzruszyłam ramionami - Jeszcze raz? - zatarłam ręce, a oni skinęli głowami. Miałam ochotę jeszcze raz ich ograć. Udało mi się to i strasznie im przez to cisnęłam, a oni zdeterminowani powiedzieli, że jeżeli teraz ja wygram to oni kupują mi 10 paczek żelków, a jeżeli to któryś z nich wygra to ja im kupuje 10. Zgodziłam się. Teraz to musiałam wygrać. Nie mam zamiaru kupować im tyle żelków zwłaszcza, że wczoraj to oni mi zeżarli pozostałe. Misiek rozdał i zaczęliśmy. Kurkowi od początku szło bardzo dobrze i została mu ostatnia karta. Niestety nasz kochany Bartuś zapomniał o jednej bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie: gdy ma się ostatnią kartę mówi się "makao". Przyjmujący zapomniał o tym szczególe i już zaczął się cieszyć. Ja skończyłam grę zaraz po nim i opadłam na oparcie krzyżując ręce na piersi.
- No to co Lenuś, czekamy - wyszczerzył się Mariusz
- Nie tak szybko panowie - pokiwałam palcem z cwanym uśmieszkiem.
- Co nie tak szybko, co nie tak szybko?! Wygrałem! - bulwersował się Siurak
- Otóż moi drodzy naiwni chłopcy - powiedziałam wyniosłym głosem - Zasady gry głoszą, że gdy gracz ma ostatnią kartę informuję o tym resztę używając słowa "makao", a nasz kochany Bartuś zapomniał o tym czyli nie wygrał, a że ja skończyłam grę zaraz po nim to mi przysługuje wygrana. Proste i logiczne - zakończyłam swoją wypowiedź. Siatkarze przybili sobie facepalmy, a ja się tylko z nich śmiałam.
- Czyli co, to my kupujemy tobie? - zapytał Winiar trzymając twarz w dłoniach
- Ależ oczywiście Miśku - cmoknęłam go w policzek, a on westchnął bezsilnie
- Kurek, czy ty musisz być takim debilem? - zapytał Piter, a ja wybuchnęłam śmiechem za to Nowakowski miał przestrzeloną potylicę.
Resztę podróży rozmawialiśmy. Chciałam siatkarzy namówić żebyśmy jeszcze w coś zagrali, ale żaden nie chciał znowu ze mną przegrać bo jak twierdzili "To uwłaczałoby ich godności" Ok, skoro nie chcą to nie. Po niecałych trzech godzinach byliśmy już w Krakowie pod naszym hotelem. Dzisiaj nie było już treningu. Miałam ochotę na spacer po Krakowie. Dawno mnie już tu nie było. Gdy tylko odebrałam swój klucz pokierowałam się do swojego pokoju. Pokój jak pokój. Dwa łóżka, będzie wygodniej jak im się zachce oglądania filmów. Rozpakowałam się prawie całkiem bo zabawimy tutaj kilka dni. Po wykonaniu tej czynności ruszyłam do restauracji na obiad, a raczej już prawie kolację bo była już 17:30. Co do ludzi z naszej Bandy to byłam tylko ja. Coś nowego bo zawsze ktoś był. Zamówiłam sobie jedzenie i czekałam na swój posiłek. Po chwili stał już przede mną talerz z zapiekanką serową, a przy stoliku siatkarze.
- Wiecie, tak się zastanawiam - zaczął Paweł, a wszyscy już przewrócili ślepiami. Ciekawa byłam co też znowu nasz myśliciel wymyślił. - Ciekawe jak to by było polecieć na Marsa i już nie wrócić nie? - spojrzał po nas, a my zrobiliśmy oczy jak pięciozłotówki zastanawialiśmy się skąd on bierze takie pomysły
- Ja bym na pewno się na coś takiego nie pisała. - wypowiedziałam się
- Ja też - poparł mnie brat wraz z Mariuszem
- Ja tam jestem ciekawy, ale chciałbym potem wrócić - powiedział Andrzej.
- A ty Zati? - zapytał Kurek
- Ja w sumie to nie wiem - wzruszył ramionami - Chciałem opinii moich specjalistów zasięgnąć - wyszczerzył się
- Miło, że liczysz się z naszym zdaniem - pokiwał głową Nowakowski.
- Zawsze jestem miły - prychnął
- Ekhm, ekhm - chrząknął Winiar, a ja kopnęłam go pod stołem.
- Tak, jasne, Zati - pokiwałam głową z uśmiechem - A właśnie idziecie ze mną na spacer? - zmieniłam temat
- Idziemy, idziemy, samej cię przecież nie puszę - zapewnił od razu Winiarski
- Cieszę się, że się tak o mnie martwisz braciszku - cmoknęłam go w policzek i objęłam ramieniem.
- Ktoś musi, a kto lepszy niż ja ? - wyszczerzył się
- I jaki skromny na dodatek - zaśmiał się Wlazły.
- Moja cecha rozpoznawcza - przyjmujący przeczesał teatralnie włosy.
Po zakończonym posiłku wróciliśmy jeszcze na chwilę do swoich pokoi. Zmieniłam koszulkę reprezentacyjną na jakiś zwykły T-shirt, wzięłam swoją torebkę i byłam gotowa do wyjścia. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam na dół do recepcji gdzie czekali już na mnie siatkarze. Widać, Kraków im służy bo to nie ja czekałam na nich tylko oni na mnie. Zaczęliśmy szlajać się po mieście. Najpierw poszliśmy pod Kościół Mariacki, następnie Wawel i cały czas nawijając o głupotach i śmiejąc się ze wszystkiego spędziliśmy czas na mieście. Ja oczywiście to wszystko udokumentowałam na swoim aparacie. Na koniec postanowiliśmy iść na pizzę. Oczywiście jak zwykle ja nie miałam nic do powiedzenia w wyborze pizzy, bo kto by się tam mnie słuchał, prawda? W takiej samej atmosferze zjedliśmy nasze zamówienie po czym wyszliśmy z pizzerii i pochodziliśmy jeszcze trochę po rynku. Wraz z siatkarzami kupiliśmy sobie małego smoka wawelskiego. Było już po 21 gdy postanowiliśmy iść do hotelu.
- Nogi mnie bolą - zaczęłam jęczeć
- Sama chciałaś iść to teraz cierp - wypomniał mi brat
- Oj tam, oj tam - machnęłam ręką - Mógłby mnie ktoś zanieść? Bartuś? - zrobiłam maślane oczka
- Na mnie nie patrz, uraz pleców mam - uniósł od razu ręce do góry
- Ehhhh.............
- Jakby Maricn byłby to by cię zaniósł - wtrącił się Piter
- No fakt, czemu go nie zabraliśmy?! - strzeliłam sobie facepalma
- Bo skąd mieliśmy wiedzieć, że naszą księżniczkę rozbolą nóżki? - wywrócił oczami Mariusz
- No przecież żartuje, no. Bolą mnie ale się jakoś doczołgam. Do tego cieplutkiego. Milutkiego. Przytulnego. Świeżutkiego. Hotelowego. Łóżeczka czekającego na mnie w pokoju. - nagle stanęłam jak wryta - No właśnie, a moje żelki?! - wykrzyknęłam
- Kurde! Już myślałem, że zapomni - skrzywił się Andrzej
- Ja nie zapominam. Najwyżej wypada mi coś z głowy na jakiś czas. No proszę, jaki przypadek. Właśnie przechodzimy obok biedrony. - zamaszystym ruchem wskazałam na budynek sklepu - Czekam tutaj na was - poinformowałam ich, a oni z ociąganiem ruszyli do środka. Usiadłam na ławce stojącej zaraz przy budynku, założyłam nogę na nogę i czekałam aż wrócą. Po jakichś 20 minutach byli z powrotem. Z niemrawymi minami wręczyli mi słodycze, a ja tylko się wyszczerzyłam i włożyłam je do torebki
- Nie podzielisz się nawet? - zapytał smutno Zatorski
- Później - odparłam wyniośle
Wróciliśmy do hotelu i rozeszliśmy się do pokojów. Gdy usiadłam na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz telefonu była 22. Wzięłam piżamę i ruszyłam z nią do łazienki. Wskoczyłam pod prysznic, ubrałam się, umyłam zęby i byłam gotowa do snu. Wyszłam z pomieszczenia. Na szczęście siatkarzy w nim nie było. Znowu by mi głowę zawracali, jak ja wolę sobie pospać. Zgasiłam światło i wskoczyłam na łóżko. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam głosy chłopaków. Otworzyli drzwi, zaświecili światło i weszli do środka. Ja cały czas nie otwierałam oczu.
- Ej, ona śpi - ślepiamy wyobraźni widziałam jak wszyscy się szczerzą
- To co, malowanko twarzy? - zatarł ręce Pit
- Ani mi się ważcie. Wypad. Już po 22, cisza nocna jest - warknęłam
- To ty nie śpisz? - zdziwił się Karol
- Jak widać, zasypiam, ale banda orangutanów mi w tym przeszkadza
- O wypraszamy sobie, żadnych orangutanów - zaperzył się od razu Zati
- Dobra, dobra wyrośniętych dzieciaków, ale teraz już idźcie spać. Pogadamy jutro
- Taką tu się wdzięczność dostaje za łażenie razem po mieście - prychnął Michał
- Też was kocham - uśmiechnęłam się szeroko wciąż nie otwierając oczu. W odpowiedzi usłyszałam tylko prychanie i fukanie pokaszliwanie od tego fukania i prychania oraz dźwięk zamykanych drzwi. Westchnęłam ucieszona. Jak ja lubię wkurzać Miśka. Po chwili zasnęłam.
- I co, twoja mama była wczoraj na meczu? - zagaiłam
- Była, była - potwierdził
- No i ? - ciągnął Nowakowski. - Dostałeś nowe gacie? - zapytał i zaczęliśmy się śmiać próbując to zdusić ale szło marnie.
- Nie, dostałem koszulkę z napisem "Jestem słoneczkiem mamusi" - powiedział, a ja środkowy wybuchnęliśmy śmiechem
- Śmiejcie się śmiejcie, pewnie - fukną obrażony.
- Z czego się tak śmiejecie? - zapytali dosiadający się do nas Michał i Mariusz
- Z Zatora - wyjaśniłam przez śmiech
- A co? A co? - dopytywali od razu
- Dostał od mamy koszulkę z napisem "Jestem słoneczkiem mamusi" - Cichy ponownie wybuchnął śmiechem, a razem z nim my, a obrażony Zatorski wyszedł.
- Oj, no i Pawełek nam się obraził - zrobiłam smutną minę
- Zaraz mu przejdzie - machnął ręką Mario
- Co Zati taki obrażony? - zapytał przysiadający się Andrzej wraz z Karolem
- Kara za koszulkę - wyjaśnił spokojnie Michał po czym nasza czwórka znowu się zaśmiała
- Aha - pokiwali głowami środkowi. Wyjaśniliśmy im o co chodzi, a oni też mieli z tego niezły ubaw.
- Mógłby to dać swojej dziewczynie - stwierdziłam
- Której nie ma - dokończył Wlazły
- No to nie wiem co z tym może zrobić - westchnęłam bezsilnie
- Niech chodzi w tym po mieście - wzruszył ramionami Kłos
- Tak, to będzie najlepsze - pokiwaliśmy zgodnie głowami i wstaliśmy od stołu kierując się do swoich pokoi.
- Zauważyliście, że strasznie dużo czasu spędzamy w tych restauracjach i stołówkach? - zagaił Nowakowski
- W sumie, bardzo - zastanowił się Bartek.
- Nie dziwne to trochę?
- Nie - zaprzeczyliśmy razem
- W czasie jedzenia można się dużo o kimś dowiedzieć - rzuciłam
- To dlatego zakochańce chodzą na kolację? - zapytał Piter marszcząc czoło
- No chyba coś poza żarciem wypadało by zrobić na tej kolacji nie? - uniosłam brew
- No raczej, ale to już po kolacji i w innym pomieszczeniu - poruszyli brwiami i uśmiechnęli się jednoznacznie
- Z wami gadać to ja pierdole - wywróciłam oczami, a oni się zaśmiali
Zmieniłam koszulkę na reprezentacyjną i przeglądnęłam zdjęcia zrobione na wczorajszym meczu. Najlepsze zgrałam na laptopa, a z aparatu pousuwałam. Obróbką postanowiłam zająć się później. Spakowałam swoje rzeczy do walizki i z całym swoim bagażem wyszłam z pokoju gdyż od razu po treningu mamy jechać do Krakowa. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam do windy. Gdy byłam już w recepcji oddałam klucz i jak zwykle czekaliśmy na Andrzeja i Karola. Po kilku minutach wszyscy spakowaliśmy swoje rzeczy i siebie do autokaru i ruszyliśmy w kierunku hali. Chłopaki dzisiaj trenowali atak i przyjęcie, a ja pałętałam się po sali i to tu, to tam robiłam im zdjęcia. Byli dzisiaj bardzo fotogeniczni. Aż muszę im to później powiedzieć. Na pewno się ucieszą w końcu komplement ode mnie to dla nich rarytas. Po skończonym treningu chłopaki poszli do szatni, a ja złożyłam swój sprzęt i wolnym krokiem wyszłam z hali. Nie miałam się gdzie spieszyć bo zanim te dziewczynki się ogarną to szkoda gadać. Zanim siatkarze i sztab przybyli do autokaru ucięłam sobie przyjemną pogawędkę z panem kierowcą. Bardzo miły człowiek. Gdy zauważyłam zbliżających się do autokaru chłopaków udałam się na swoje miejsce.
- A ty co, zaczynasz podryw? - zaśmiał się Wronka
- On za stary dla ciebie jest - stwierdził Winiar
- A już miałam wam powiedzieć coś miłego ale teraz to zapomnijcie - wytknęłam w ich kierunku język
- Oooooooooo jaak przyyyyyyyykrooooooooooo - Zati wytarł wyimaginowaną łzę spod oka przeciągając samogłoski
- No i dobrze, że przykro. Gramy w karty czy będziecie pieprzyć? - zmieniłam temat
- Proszę proszę, żądza wygranej się budzi? - zaśmiał się Mariusz
- Żebyś wiedział i tak wygram
- Zobaczymy - rzucił Mario
- No to zobaczymy
- No to zobaczymy
- No to zobaczymy!
- No to zobaczymy!! - moglibyśmy tak pewnie jeszcze bardzo długo, ale kazali nam się uciszyć. Co to ma w ogóle być, że oni mnie uciszają?! Nie godzę się na takie traktowanie!! Strajk!
- Zator dawaj karty - powiedział Bartek. Libero pogrzebał trochę w swojej torbie i po chwili już tasował kartoniki. Postanowiliśmy, że na początek zagramy w makao. Zatorski rozdał karty i zaczęliśmy. Piotrek bardzo szybko miał już tylko jedną kartę, ale sprytne zagranie Michała jemu uniemożliwiło, a mi umożliwiło wygranie tego rozdania
- Pamiętajcie, że wisicie mi jeszcze 7 paczek żelków - przypomniałam im
- Jak moglibyśmy zapomnieć? - wywrócił oczami Karol
- Tak tylko wam przypominam - wzruszyłam ramionami - Jeszcze raz? - zatarłam ręce, a oni skinęli głowami. Miałam ochotę jeszcze raz ich ograć. Udało mi się to i strasznie im przez to cisnęłam, a oni zdeterminowani powiedzieli, że jeżeli teraz ja wygram to oni kupują mi 10 paczek żelków, a jeżeli to któryś z nich wygra to ja im kupuje 10. Zgodziłam się. Teraz to musiałam wygrać. Nie mam zamiaru kupować im tyle żelków zwłaszcza, że wczoraj to oni mi zeżarli pozostałe. Misiek rozdał i zaczęliśmy. Kurkowi od początku szło bardzo dobrze i została mu ostatnia karta. Niestety nasz kochany Bartuś zapomniał o jednej bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie: gdy ma się ostatnią kartę mówi się "makao". Przyjmujący zapomniał o tym szczególe i już zaczął się cieszyć. Ja skończyłam grę zaraz po nim i opadłam na oparcie krzyżując ręce na piersi.
- No to co Lenuś, czekamy - wyszczerzył się Mariusz
- Nie tak szybko panowie - pokiwałam palcem z cwanym uśmieszkiem.
- Co nie tak szybko, co nie tak szybko?! Wygrałem! - bulwersował się Siurak
- Otóż moi drodzy naiwni chłopcy - powiedziałam wyniosłym głosem - Zasady gry głoszą, że gdy gracz ma ostatnią kartę informuję o tym resztę używając słowa "makao", a nasz kochany Bartuś zapomniał o tym czyli nie wygrał, a że ja skończyłam grę zaraz po nim to mi przysługuje wygrana. Proste i logiczne - zakończyłam swoją wypowiedź. Siatkarze przybili sobie facepalmy, a ja się tylko z nich śmiałam.
- Czyli co, to my kupujemy tobie? - zapytał Winiar trzymając twarz w dłoniach
- Ależ oczywiście Miśku - cmoknęłam go w policzek, a on westchnął bezsilnie
- Kurek, czy ty musisz być takim debilem? - zapytał Piter, a ja wybuchnęłam śmiechem za to Nowakowski miał przestrzeloną potylicę.
Resztę podróży rozmawialiśmy. Chciałam siatkarzy namówić żebyśmy jeszcze w coś zagrali, ale żaden nie chciał znowu ze mną przegrać bo jak twierdzili "To uwłaczałoby ich godności" Ok, skoro nie chcą to nie. Po niecałych trzech godzinach byliśmy już w Krakowie pod naszym hotelem. Dzisiaj nie było już treningu. Miałam ochotę na spacer po Krakowie. Dawno mnie już tu nie było. Gdy tylko odebrałam swój klucz pokierowałam się do swojego pokoju. Pokój jak pokój. Dwa łóżka, będzie wygodniej jak im się zachce oglądania filmów. Rozpakowałam się prawie całkiem bo zabawimy tutaj kilka dni. Po wykonaniu tej czynności ruszyłam do restauracji na obiad, a raczej już prawie kolację bo była już 17:30. Co do ludzi z naszej Bandy to byłam tylko ja. Coś nowego bo zawsze ktoś był. Zamówiłam sobie jedzenie i czekałam na swój posiłek. Po chwili stał już przede mną talerz z zapiekanką serową, a przy stoliku siatkarze.
- Wiecie, tak się zastanawiam - zaczął Paweł, a wszyscy już przewrócili ślepiami. Ciekawa byłam co też znowu nasz myśliciel wymyślił. - Ciekawe jak to by było polecieć na Marsa i już nie wrócić nie? - spojrzał po nas, a my zrobiliśmy oczy jak pięciozłotówki zastanawialiśmy się skąd on bierze takie pomysły
- Ja bym na pewno się na coś takiego nie pisała. - wypowiedziałam się
- Ja też - poparł mnie brat wraz z Mariuszem
- Ja tam jestem ciekawy, ale chciałbym potem wrócić - powiedział Andrzej.
- A ty Zati? - zapytał Kurek
- Ja w sumie to nie wiem - wzruszył ramionami - Chciałem opinii moich specjalistów zasięgnąć - wyszczerzył się
- Miło, że liczysz się z naszym zdaniem - pokiwał głową Nowakowski.
- Zawsze jestem miły - prychnął
- Ekhm, ekhm - chrząknął Winiar, a ja kopnęłam go pod stołem.
- Tak, jasne, Zati - pokiwałam głową z uśmiechem - A właśnie idziecie ze mną na spacer? - zmieniłam temat
- Idziemy, idziemy, samej cię przecież nie puszę - zapewnił od razu Winiarski
- Cieszę się, że się tak o mnie martwisz braciszku - cmoknęłam go w policzek i objęłam ramieniem.
- Ktoś musi, a kto lepszy niż ja ? - wyszczerzył się
- I jaki skromny na dodatek - zaśmiał się Wlazły.
- Moja cecha rozpoznawcza - przyjmujący przeczesał teatralnie włosy.
Po zakończonym posiłku wróciliśmy jeszcze na chwilę do swoich pokoi. Zmieniłam koszulkę reprezentacyjną na jakiś zwykły T-shirt, wzięłam swoją torebkę i byłam gotowa do wyjścia. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam na dół do recepcji gdzie czekali już na mnie siatkarze. Widać, Kraków im służy bo to nie ja czekałam na nich tylko oni na mnie. Zaczęliśmy szlajać się po mieście. Najpierw poszliśmy pod Kościół Mariacki, następnie Wawel i cały czas nawijając o głupotach i śmiejąc się ze wszystkiego spędziliśmy czas na mieście. Ja oczywiście to wszystko udokumentowałam na swoim aparacie. Na koniec postanowiliśmy iść na pizzę. Oczywiście jak zwykle ja nie miałam nic do powiedzenia w wyborze pizzy, bo kto by się tam mnie słuchał, prawda? W takiej samej atmosferze zjedliśmy nasze zamówienie po czym wyszliśmy z pizzerii i pochodziliśmy jeszcze trochę po rynku. Wraz z siatkarzami kupiliśmy sobie małego smoka wawelskiego. Było już po 21 gdy postanowiliśmy iść do hotelu.
- Nogi mnie bolą - zaczęłam jęczeć
- Sama chciałaś iść to teraz cierp - wypomniał mi brat
- Oj tam, oj tam - machnęłam ręką - Mógłby mnie ktoś zanieść? Bartuś? - zrobiłam maślane oczka
- Na mnie nie patrz, uraz pleców mam - uniósł od razu ręce do góry
- Ehhhh.............
- Jakby Maricn byłby to by cię zaniósł - wtrącił się Piter
- No fakt, czemu go nie zabraliśmy?! - strzeliłam sobie facepalma
- Bo skąd mieliśmy wiedzieć, że naszą księżniczkę rozbolą nóżki? - wywrócił oczami Mariusz
- No przecież żartuje, no. Bolą mnie ale się jakoś doczołgam. Do tego cieplutkiego. Milutkiego. Przytulnego. Świeżutkiego. Hotelowego. Łóżeczka czekającego na mnie w pokoju. - nagle stanęłam jak wryta - No właśnie, a moje żelki?! - wykrzyknęłam
- Kurde! Już myślałem, że zapomni - skrzywił się Andrzej
- Ja nie zapominam. Najwyżej wypada mi coś z głowy na jakiś czas. No proszę, jaki przypadek. Właśnie przechodzimy obok biedrony. - zamaszystym ruchem wskazałam na budynek sklepu - Czekam tutaj na was - poinformowałam ich, a oni z ociąganiem ruszyli do środka. Usiadłam na ławce stojącej zaraz przy budynku, założyłam nogę na nogę i czekałam aż wrócą. Po jakichś 20 minutach byli z powrotem. Z niemrawymi minami wręczyli mi słodycze, a ja tylko się wyszczerzyłam i włożyłam je do torebki
- Nie podzielisz się nawet? - zapytał smutno Zatorski
- Później - odparłam wyniośle
Wróciliśmy do hotelu i rozeszliśmy się do pokojów. Gdy usiadłam na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz telefonu była 22. Wzięłam piżamę i ruszyłam z nią do łazienki. Wskoczyłam pod prysznic, ubrałam się, umyłam zęby i byłam gotowa do snu. Wyszłam z pomieszczenia. Na szczęście siatkarzy w nim nie było. Znowu by mi głowę zawracali, jak ja wolę sobie pospać. Zgasiłam światło i wskoczyłam na łóżko. Ułożyłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam głosy chłopaków. Otworzyli drzwi, zaświecili światło i weszli do środka. Ja cały czas nie otwierałam oczu.
- Ej, ona śpi - ślepiamy wyobraźni widziałam jak wszyscy się szczerzą
- To co, malowanko twarzy? - zatarł ręce Pit
- Ani mi się ważcie. Wypad. Już po 22, cisza nocna jest - warknęłam
- To ty nie śpisz? - zdziwił się Karol
- Jak widać, zasypiam, ale banda orangutanów mi w tym przeszkadza
- O wypraszamy sobie, żadnych orangutanów - zaperzył się od razu Zati
- Dobra, dobra wyrośniętych dzieciaków, ale teraz już idźcie spać. Pogadamy jutro
- Taką tu się wdzięczność dostaje za łażenie razem po mieście - prychnął Michał
- Też was kocham - uśmiechnęłam się szeroko wciąż nie otwierając oczu. W odpowiedzi usłyszałam tylko prychanie i fukanie pokaszliwanie od tego fukania i prychania oraz dźwięk zamykanych drzwi. Westchnęłam ucieszona. Jak ja lubię wkurzać Miśka. Po chwili zasnęłam.
niedziela, 21 września 2014
~Rozdział 20~
Obudziła mnie zimna woda na mojej twarzy. Poderwałam się jak poparzona.
- Ejjj! Co wy robicie?! - wykrzyknęłam na widok Michała, Mariusza, Andrzeja, Karola, Bartka, Pawła i Piotrka.
- No budzimy cię na trening, który jest dokładnie za pół godziny - rzucił Piotrek patrząc na swój zegarek
- O kurde, nie zdążę. - wygrzebałam z walizki jakieś spodnie (klik) raz koszulkę reprezentacyjną i wbiegłam z nimi do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się umalowałam, uczesałam i wyszłam z łazienki.
- Ile mam jeszcze czasu? - zapytałam wychodząc z łazienki
- 5 minut - odparł Pit. Wyciągnęłam z walizki wafle ryżowe, wzięłam torbę ze sprzętem i wyszłam za siatkarzami z pokoju.
- No i pięknie się wyrobiłam - wyszczerzyłam się gdy wchodziliśmy do windy
- A spakowana do Łodzi? - zapytał cwano Kurek
- Nie było pytania - odpowiedziałam niewinnie patrząc na swoje buty (klik), a chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać. Wyszliśmy z widny i podążyliśmy do autokaru i zaczęliśmy czekać na resztę, a ja zaczęłam jeść swoje wafle, oczywiście ten głupek Michał musiał mi jednego wziąć bo to by nie był on! Oczywiście! Gdy czekaliśmy na innych w radiu zaczęła lecieć piosenka, a że znałam słowa to zaczęłam sobie śpiewać pod nosem
- Już - pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoją stronę, ja do autokaru, oni do samochodu. Gdy weszłam do pojazdu byli już prawie wszyscy oprócz Winira i Szampona. Po jakichś 3 minutach przybiegli i usiedli na swoich miejscach. Jakiś czas później byliśmy już w hotelu. Nie miałam za bardzo na nic ochoty więc od razu poszłam do swojego pokoju. Odłożyłam sprzęt na stolik, a torebkę rzuciłam na łóżko. Wyciągnęłam z walizki piżamę i udałam się z nią do łazienki. Zmyłam makijaż po czym wzięłam prysznic. Ubrałam się, po czym rozczesałam i wysuszyłam włosy. Gdy wróciłam do pokoju siedziała w nim już cała Banda Paprykowego Czipsa
- Ale...ale..... jak.... wy..... tutaj? - jąkałam się, kompletnie nic nie słyszałam
- Przez drzwi kochana, przez drzwi - powiedział Piter
- Byliście tak cicho czy ja jestem taka głucha, że was nie słyszałam?
- Raczej to drugie - wyszczerzył się Zator
- To już wiem do jakiego lekarza się muszę wybrać - westchnęłam i usiadłam na łóżku zwalając nogi brata.
- A tak w ogóle to przyszliśmy tu w troszkę innej sprawie niż zwykle - powiedział Mario, a ja spojrzałam na nich pytająco
- Masz może coś słodkiego? Jakieś żelki czy coś? - zapytał Andrzej
- Nie wiem, chyba już nie - podrapałam się po głowie
- Kłamiesz - stwierdził Winiar - Zawsze masz przynajmniej jedną awaryjną paczkę żelek
- Ale jak wam ja dam to nic mi już nie zostanie - upierałam się
- Jutro kupisz sobie nowe - wywrócił oczami Karol
- Może kupie, może nie kupie. Jak znowu coś wymyślicie, albo nie będę miała czasu, albo nie wiem ....... albo będzie padał deszcz to jak pójdę do sklepu, co?
- No to my ci kupimy - westchnął Winiarski
- Ok, to będzie 7 paczek
- Co? - zrobili wielkie oczy
- No was jest 7 no to od łebka jedna paczka nie? - westchnęli bardzo ciężko ale pokiwali głowami. Wstałam i podeszłam do swojej walizki. Wyciągnęłam z niej 4 awaryjne paczki kwaśnych żelków i rzuciłam nimi w ich stronę.
- Dobra, to teraz możemy wybierać film - wyszczerzył się Pit
- Nie, jestem zmęczona, sio. Idę spać, późno już jest - wstałam i otworzyłam drzwi.
- Ej no, nie bądź taka - zaczęli jęczeć
- Ja chcę spać. Chyba, że chcecie wszyscy oglądać film na podłodze, ja kładę się na łóżku i zasypiam - zaproponowałam
- Ok - odparli od razu, a ja siatkarze siedzący na moim łóżku zleźli z niego robiąc mi miejsce
- Ale jak mi coś namalujecie na twarzy to marny wasz los - przestrzegłam od razu.
- Okey, okey - mruknęli niezadowoleni.
Położyłam się wygodnie, a chłopaki włączyli jakiś film. Oglądałam początek, ale jakiś bardzo dla mnie nudzący zresztą cały czas się lali po mordach więc mnie do tego tak strasznie nie ciągnęło. Po około pół godzinie zasnęłam i nie wiem jak długo siatkarze jeszcze urzędowali w moim pokoju.
No to mamy 20. Taki nudnawy trochę ale takie niestety też muszą być ;) Następne będą lepsze :D
No to co? JESTEŚMY W FINALE MISTRZOSTW ŚWIATA!!!! MOŻNA SIĘ TYLKO CIESZYĆ. Ja od samego rana chodzę mega szczęśliwa :D i nie wyborażam sobie nic innego jak tylko złoto *.*
Trzymamy kciuki za naszych Orzełków
Pozdrawiam ;**
- Ejjj! Co wy robicie?! - wykrzyknęłam na widok Michała, Mariusza, Andrzeja, Karola, Bartka, Pawła i Piotrka.
- No budzimy cię na trening, który jest dokładnie za pół godziny - rzucił Piotrek patrząc na swój zegarek
- O kurde, nie zdążę. - wygrzebałam z walizki jakieś spodnie (klik) raz koszulkę reprezentacyjną i wbiegłam z nimi do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się umalowałam, uczesałam i wyszłam z łazienki.
- Ile mam jeszcze czasu? - zapytałam wychodząc z łazienki
- 5 minut - odparł Pit. Wyciągnęłam z walizki wafle ryżowe, wzięłam torbę ze sprzętem i wyszłam za siatkarzami z pokoju.
- No i pięknie się wyrobiłam - wyszczerzyłam się gdy wchodziliśmy do windy
- A spakowana do Łodzi? - zapytał cwano Kurek
- Nie było pytania - odpowiedziałam niewinnie patrząc na swoje buty (klik), a chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać. Wyszliśmy z widny i podążyliśmy do autokaru i zaczęliśmy czekać na resztę, a ja zaczęłam jeść swoje wafle, oczywiście ten głupek Michał musiał mi jednego wziąć bo to by nie był on! Oczywiście! Gdy czekaliśmy na innych w radiu zaczęła lecieć piosenka, a że znałam słowa to zaczęłam sobie śpiewać pod nosem
And I'm holding on for dear life,
Won't look down won't open my eyes
Keep my glass full until morning light,
'Cause I'm just holding on for tonight
Help me, I'm holding on for dear life,
Won't look down won't open my eyes
Keep my glass full until morning light,
'Cause I'm just holding on for tonight
On for tonight
Won't look down won't open my eyes
Keep my glass full until morning light,
'Cause I'm just holding on for tonight
Help me, I'm holding on for dear life,
Won't look down won't open my eyes
Keep my glass full until morning light,
'Cause I'm just holding on for tonight
On for tonight
(piosenka nie ma tu żadnego znaczenia, a dałam ją dlatego, że akurat wtedy chodziła mi pod głowie XD -od autorki)
Teraz
ta piosenka nie opuści mnie do końca dnia. Zawsze tak mam, że gdy rano
usłyszę jakąś piosenkę to śpiewam ją do wieczora. Pośpiewałam sobie i
dojechaliśmy na halę po czym wyszliśmy z autokaru. Dzisiaj chłopakom
poszło w szatni dość szybko więc trening zaczął się też szybciej.
Porobiłam im trochę zdjęć powychodzili całkiem całkiem więc gdy zostało
20 minut do końca treningu postanowiłam iść sobie do automatu po kawę
żeby jakoś dotrwać do końca tego dnia. Wygrzebałam z portfela jakieś
drobniaki i wyjęłam kawę po czym wróciłam za bandy. Chłopaki skończyli
trening i wrócili do szatni, a ja wolnym krokiem zmierzałam przed halę.
Weszłam do autokaru, który był otwarty i zasiadłam na swoim miejscu.
Wypiłam kawę, a chłopcy właśnie wtedy zasiedli na fotelach. Ja to mam
wyczucie czasu! Hardcor ^^ Wróciliśmy do hotelu, trener ogłosił, że o 16
wyjeżdżamy do Łodzi co oznacza tyle, że dzisiaj sobie na obiedzie nie
porozmyślamy. Weszłam do swojego lokum i zaczęłam się pakować. Zajęło mi
to tyle czasu, że wyrobiłam się idealnie, włożyłam więc telefon do
kieszeni i zeszłam na obiad. Dosiadłam się do Zatorskiego i zaczęłam
konsumować posiłek. Po chwili dosiadła się reszta
- Dzisiaj ktoś będzie na meczu - poinformował mnie Michał
- No raczej - popatrzyłam na niego jak na niedorozwiniętego - zawsze są, kibice, wy, dziennikarze, komentatorzy - wyliczałam
- Ale z takich, których znasz - parsknął śmiechem Mariusz
- Aha, czyli wy wiecie, a ja nie, tak? Jasne, pewnie, mi najlepiej nie powiedzieć, prawda? Bo po co Lena ma wiedzieć, nie? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Właśnie mówię - zaśmiał się Winiarski, a ja zgromiłam go wzrokiem
- Uważaj bo zaraz polecą pioruny - zaśmiał się Karol
- Szkoda z wami gadać - pokręciłam głową rozczarowana
- To samo powtarzam od zawsze - dołączył się do mnie Zati
- Brawo, Zati! - klasnęłam w dłonie. - Cieszę się, że podzielasz moje zdanie - uśmiechnęłam się co on odwzajemnił
Po posiłku dzień minął nam jak każdy dzień meczu, chłopaki mieli jeszcze przygotowanie taktyczne, czyli mój czas wolny, a potem wyjazd na halę. Byłam bardzo ciekawa kto miał być na tym meczu, ale Misiek oczywiście nie chciał mi powiedzieć. Przez całą drogę na halę zastanawiałam się kto to może być.
- Na prawdę mi nie powiecie? - zapytałam gdy wchodziliśmy na halę, ale oni z wielkim wyszczerzem na twarzy pokręcili przecząco głowami - Wkurzacie mnie - warknęłam.
- O to nam chodzi Mała - powiedział Winiar przez ramię gdy wchodził do szatni. Ja przezywając w myślach braciszka i jego pomysły ruszyłam za bandy reklamowe
Spotkanie zakończyło się oczywiście wygraną naszego zespołu. Zbierałam jeszcze swój sprzęt kiedy ktoś zasłonił mi oczy od tyłu. Miałam już tego serdecznie dość co oni się tak na to uwzięli nie lepiej podejść i jak człowiek się przywitać?
- Zgadnij kto to Eleneczko - usłyszałam za sobą roześmiany głos mężczyzny, ale na pewno nie Igły
- No nie wiem - poddałam się od razu, a dłonie zostały ściągnięte z moich oczu. Odwróciłam się
- Michał! - rzuciłam się na szyję mojemu kuzynowi
- No cześć moja kuzyneczko - okręcił mnie wokół własnej osi a potem postawił na podłodze
- Samemu Michałowi Jureckiemu zachciało się przyjechać na mecz siatkarzy no proszę, proszę - pokiwałam głową ze śmiechem
- A chciało się jak widzisz - wyszczerzył się - A ja tak w ogóle to czuję się porzucony, zapomniany i pominięty - powiedział obrażony, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona - Żebym ja się musiał dowiadywać o tym, że ty pracujesz jako fotograf reprezentacji siatkarzy od twojego brata, a nie od ciebie to czysty skandal!
- Oj przepraszam Misiek, ale po prostu zajęta byłam, cały czas podróżujemy - tłumaczyłam
- No przecież wiem, wiem cieszę się - uśmiechnął się szeroko
- A gdzie masz Izę? - rozglądnęłam się w poszukiwaniu żony Jureckiego oraz Marka ich synka.
- Sam przyjechałem. Iza została w domu z Markiem bo Mały ma anginę - wyjaśnił - Ale kazała ci pogratulować.
- Dziękuję, a Markowi życz powrotu do zdrowia - uśmiechnęłam się
- Dobra, Mała ja muszę już lecieć, ale zadzwoń kiedyś żebym całkiem nie poczuł się zostawiony - powiedział
- Zadzwonię, zadzwonię, obiecuje. - pożegnałam się z piłkarzem ręcznym i kierowałam się już do wyjścia by tam poczekać na siatkarzy.
- Ciocia!!! - krzyknął ktoś za mną, a ja się odwróciłam
- Oliwer! - ucieszyłam się na widok chłopca i przytuliłam go - A gdzie masz mamę? - zapytałam
- Mama została w domu z Antkiem, przyjechałem z ciocią Pauliną i Arkiem - wyjaśnił
- No to fajnie - uśmiechnęłam się - A gdzie ich masz? - rozglądnęłam się
- Rozmawiają jeszcze z wujkiem Mariuszem. Tata poszedł już do szatni i kazał mi iść do ciebie i poczekać na zewnątrz - powiedział
- No proszę, ten twój tatuś to strasznie się mną wyręcza - pokręciłam głową - No ale chodź. - ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Dalej nie wiesz kiedy do nas przyjedziesz? - zapytał
- Nie, na prawdę jeszcze nie wiem, ale jak tylko się dowiem to zadzwonię do mamy - zapewniłam
- Nie musisz do mamy ja też już mam swój telefon - powiedział dumny
- Serio? No super, jeszcze lepiej.
- Pokazać ci?
- Jasne - Oli wyciągnął z kieszeni swój nowy nabytek - Cool - pokiwałam głową ze śmiechem
- Co nie? - wyszczerzył się
- Dobra, to wpisz mi swój numer - wręczyłam młodemu Winiarskiemu swojego IPhona. Po chwili w pamięci telefonu miałam już zapisany numer chłopaka. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę gdy podeszła do nas Paulina wraz z Arkiem
- Cześć - przywitałyśmy się buziakiem w policzek z kobietą, a później z małym Wlazłym.
- Oli musimy już jechać, mama dzwoniła - oznajmiła Wlazły- No raczej - popatrzyłam na niego jak na niedorozwiniętego - zawsze są, kibice, wy, dziennikarze, komentatorzy - wyliczałam
- Ale z takich, których znasz - parsknął śmiechem Mariusz
- Aha, czyli wy wiecie, a ja nie, tak? Jasne, pewnie, mi najlepiej nie powiedzieć, prawda? Bo po co Lena ma wiedzieć, nie? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Właśnie mówię - zaśmiał się Winiarski, a ja zgromiłam go wzrokiem
- Uważaj bo zaraz polecą pioruny - zaśmiał się Karol
- Szkoda z wami gadać - pokręciłam głową rozczarowana
- To samo powtarzam od zawsze - dołączył się do mnie Zati
- Brawo, Zati! - klasnęłam w dłonie. - Cieszę się, że podzielasz moje zdanie - uśmiechnęłam się co on odwzajemnił
Po posiłku dzień minął nam jak każdy dzień meczu, chłopaki mieli jeszcze przygotowanie taktyczne, czyli mój czas wolny, a potem wyjazd na halę. Byłam bardzo ciekawa kto miał być na tym meczu, ale Misiek oczywiście nie chciał mi powiedzieć. Przez całą drogę na halę zastanawiałam się kto to może być.
- Na prawdę mi nie powiecie? - zapytałam gdy wchodziliśmy na halę, ale oni z wielkim wyszczerzem na twarzy pokręcili przecząco głowami - Wkurzacie mnie - warknęłam.
- O to nam chodzi Mała - powiedział Winiar przez ramię gdy wchodził do szatni. Ja przezywając w myślach braciszka i jego pomysły ruszyłam za bandy reklamowe
Spotkanie zakończyło się oczywiście wygraną naszego zespołu. Zbierałam jeszcze swój sprzęt kiedy ktoś zasłonił mi oczy od tyłu. Miałam już tego serdecznie dość co oni się tak na to uwzięli nie lepiej podejść i jak człowiek się przywitać?
- Zgadnij kto to Eleneczko - usłyszałam za sobą roześmiany głos mężczyzny, ale na pewno nie Igły
- No nie wiem - poddałam się od razu, a dłonie zostały ściągnięte z moich oczu. Odwróciłam się
- Michał! - rzuciłam się na szyję mojemu kuzynowi
- No cześć moja kuzyneczko - okręcił mnie wokół własnej osi a potem postawił na podłodze
- Samemu Michałowi Jureckiemu zachciało się przyjechać na mecz siatkarzy no proszę, proszę - pokiwałam głową ze śmiechem
- A chciało się jak widzisz - wyszczerzył się - A ja tak w ogóle to czuję się porzucony, zapomniany i pominięty - powiedział obrażony, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona - Żebym ja się musiał dowiadywać o tym, że ty pracujesz jako fotograf reprezentacji siatkarzy od twojego brata, a nie od ciebie to czysty skandal!
- Oj przepraszam Misiek, ale po prostu zajęta byłam, cały czas podróżujemy - tłumaczyłam
- No przecież wiem, wiem cieszę się - uśmiechnął się szeroko
- A gdzie masz Izę? - rozglądnęłam się w poszukiwaniu żony Jureckiego oraz Marka ich synka.
- Sam przyjechałem. Iza została w domu z Markiem bo Mały ma anginę - wyjaśnił - Ale kazała ci pogratulować.
- Dziękuję, a Markowi życz powrotu do zdrowia - uśmiechnęłam się
- Dobra, Mała ja muszę już lecieć, ale zadzwoń kiedyś żebym całkiem nie poczuł się zostawiony - powiedział
- Zadzwonię, zadzwonię, obiecuje. - pożegnałam się z piłkarzem ręcznym i kierowałam się już do wyjścia by tam poczekać na siatkarzy.
- Ciocia!!! - krzyknął ktoś za mną, a ja się odwróciłam
- Oliwer! - ucieszyłam się na widok chłopca i przytuliłam go - A gdzie masz mamę? - zapytałam
- Mama została w domu z Antkiem, przyjechałem z ciocią Pauliną i Arkiem - wyjaśnił
- No to fajnie - uśmiechnęłam się - A gdzie ich masz? - rozglądnęłam się
- Rozmawiają jeszcze z wujkiem Mariuszem. Tata poszedł już do szatni i kazał mi iść do ciebie i poczekać na zewnątrz - powiedział
- No proszę, ten twój tatuś to strasznie się mną wyręcza - pokręciłam głową - No ale chodź. - ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Dalej nie wiesz kiedy do nas przyjedziesz? - zapytał
- Nie, na prawdę jeszcze nie wiem, ale jak tylko się dowiem to zadzwonię do mamy - zapewniłam
- Nie musisz do mamy ja też już mam swój telefon - powiedział dumny
- Serio? No super, jeszcze lepiej.
- Pokazać ci?
- Jasne - Oli wyciągnął z kieszeni swój nowy nabytek - Cool - pokiwałam głową ze śmiechem
- Co nie? - wyszczerzył się
- Dobra, to wpisz mi swój numer - wręczyłam młodemu Winiarskiemu swojego IPhona. Po chwili w pamięci telefonu miałam już zapisany numer chłopaka. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę gdy podeszła do nas Paulina wraz z Arkiem
- Cześć - przywitałyśmy się buziakiem w policzek z kobietą, a później z małym Wlazłym.
- Już - pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoją stronę, ja do autokaru, oni do samochodu. Gdy weszłam do pojazdu byli już prawie wszyscy oprócz Winira i Szampona. Po jakichś 3 minutach przybiegli i usiedli na swoich miejscach. Jakiś czas później byliśmy już w hotelu. Nie miałam za bardzo na nic ochoty więc od razu poszłam do swojego pokoju. Odłożyłam sprzęt na stolik, a torebkę rzuciłam na łóżko. Wyciągnęłam z walizki piżamę i udałam się z nią do łazienki. Zmyłam makijaż po czym wzięłam prysznic. Ubrałam się, po czym rozczesałam i wysuszyłam włosy. Gdy wróciłam do pokoju siedziała w nim już cała Banda Paprykowego Czipsa
- Ale...ale..... jak.... wy..... tutaj? - jąkałam się, kompletnie nic nie słyszałam
- Przez drzwi kochana, przez drzwi - powiedział Piter
- Byliście tak cicho czy ja jestem taka głucha, że was nie słyszałam?
- Raczej to drugie - wyszczerzył się Zator
- To już wiem do jakiego lekarza się muszę wybrać - westchnęłam i usiadłam na łóżku zwalając nogi brata.
- A tak w ogóle to przyszliśmy tu w troszkę innej sprawie niż zwykle - powiedział Mario, a ja spojrzałam na nich pytająco
- Masz może coś słodkiego? Jakieś żelki czy coś? - zapytał Andrzej
- Nie wiem, chyba już nie - podrapałam się po głowie
- Kłamiesz - stwierdził Winiar - Zawsze masz przynajmniej jedną awaryjną paczkę żelek
- Ale jak wam ja dam to nic mi już nie zostanie - upierałam się
- Jutro kupisz sobie nowe - wywrócił oczami Karol
- Może kupie, może nie kupie. Jak znowu coś wymyślicie, albo nie będę miała czasu, albo nie wiem ....... albo będzie padał deszcz to jak pójdę do sklepu, co?
- No to my ci kupimy - westchnął Winiarski
- Ok, to będzie 7 paczek
- Co? - zrobili wielkie oczy
- No was jest 7 no to od łebka jedna paczka nie? - westchnęli bardzo ciężko ale pokiwali głowami. Wstałam i podeszłam do swojej walizki. Wyciągnęłam z niej 4 awaryjne paczki kwaśnych żelków i rzuciłam nimi w ich stronę.
- Dobra, to teraz możemy wybierać film - wyszczerzył się Pit
- Nie, jestem zmęczona, sio. Idę spać, późno już jest - wstałam i otworzyłam drzwi.
- Ej no, nie bądź taka - zaczęli jęczeć
- Ja chcę spać. Chyba, że chcecie wszyscy oglądać film na podłodze, ja kładę się na łóżku i zasypiam - zaproponowałam
- Ok - odparli od razu, a ja siatkarze siedzący na moim łóżku zleźli z niego robiąc mi miejsce
- Ale jak mi coś namalujecie na twarzy to marny wasz los - przestrzegłam od razu.
- Okey, okey - mruknęli niezadowoleni.
Położyłam się wygodnie, a chłopaki włączyli jakiś film. Oglądałam początek, ale jakiś bardzo dla mnie nudzący zresztą cały czas się lali po mordach więc mnie do tego tak strasznie nie ciągnęło. Po około pół godzinie zasnęłam i nie wiem jak długo siatkarze jeszcze urzędowali w moim pokoju.
No to mamy 20. Taki nudnawy trochę ale takie niestety też muszą być ;) Następne będą lepsze :D
No to co? JESTEŚMY W FINALE MISTRZOSTW ŚWIATA!!!! MOŻNA SIĘ TYLKO CIESZYĆ. Ja od samego rana chodzę mega szczęśliwa :D i nie wyborażam sobie nic innego jak tylko złoto *.*
Trzymamy kciuki za naszych Orzełków
Pozdrawiam ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)