Obudziłam się o 9. Nie poznaje siebie. Normalnie byłaby to 11, a tu proszę. Wstałam z łóżka i odsunęłam rolety w oknie. Wybrałam te ubrania z szafki (klik). Podążyłam z nimi do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Wkroczyłam do kuchni i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to było włączenie radia. Następnie zabrałam się za sprzątanie po wczorajszej imprezie śpiewając wraz z wokalistą piosenki płynące z radia. Najpierw poznosiłam naczynia z salonu potem ogarnęłam stół w kuchni i wszystko włożyłam do zmywarki. Wytarłam stół i położyłam na nim miskę, którą wyjęłam z szafki. Nasypałam do niej płatków, a na kuchence postawiłam mleko oraz czajnik, aby woda się zagotowała. Gdy mleko było już ciepłe, a woda zawrzała zalałam płatki i zrobiłam sobie kawę. Jedząc śniadanie przeglądałam od niechcenia jakiś katalog z Avona. A tak w ogóle to wypadało by się wybrać na jakieś zakupy w strefie kosmetycznej bo z tego co zauważyłam to kończy mi się tusz do rzęs. Ja przecież bez niego nie przeżyje. Tak to jest jak się wyjeżdża na 4 miesiące i nie ma okazji iść na porządne zakupy. Trzeba to jak najszybciej nadrobić. Brudną miskę włożyłam do zlewu, a sama z kubkiem kawy i katalogiem w ręce podążyłam do salonu gdzie usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Włączyłam na tvp seriale i zostawiłam na "O mnie się nie martw". Agnieszka mówiła, że bardzo to fajne więc musiałam sobie w wolnej chwili oglądnąć odcinki od początku.I w tym momencie sobie coś uświadomiłam. A mianowicie, że nowe odcinki "Czas Honoru" już od dawna lecą a ja tak zacofana i w ogóle. Przybiłam sobie facepalma i pogrążłym się w losach bohaterów. Aga mi już to mniej więcej nakreśliła tak że trochę czaje o co chodzi. Gdy serial się skończył byłam pewna, że muszę sobie to pogolądać od początku. Wstałam z kanapy, wyłączyłam telewizor i zabrałam się za obiad. Przygotowałam zupę pomidorową oraz naleśniki. Sama nie byłam na razie głodna więc zostawiłam garczek z zupą na kuchence a naleśniki włożyłam do piekarnika. Usłyszłam dźwięk przychodzącego smsa. Odblokowałam klawiaturę "Wpadnę po ciebie przed treningiem. Idziemy potem do kina, oczywiście na jakiś dobry horror ;)"
Łatwo się domyślić od kogo owa wiadomość była.
"Ok, ale nie na horror! Nie zgadzam się, a jak mi napiszesz, że moje zdanie jest mało ważne to nigdzie nie idę ;p"
"Ehhh, no niech ci będzie."
"Mi nie da się odmówić skarbie ;*"
Spojrzałam na zegarek była 14:30. Nie miałam nic konkretnego do roboty więc przesiedziałam na dupie do 15:20 w salonie nudząc się. W końcu zaczęłam się zbierać. Podążyłam do pokoju po sprzęt oraz bluzę ze Skry, które położyłam na komodzie w korytarzu. Poszłam do łazienki, aby jakoś ogarnąć twarz. Uczesałam włosy, które zostawiłam rozpuszczone, na twarz nałożyłam podkład, następnie puder, poprawiłam rzęsy maskarą, a nad powieką zrobiłam kreskę. Usta przejechałam tylko błyszczykiem. Ubrałam adidasy, bluzę i wtedy drzwi do mieszkania się otworzyły i stanęła w nich Agnieszka.
- Oo cześć, Karol na ciebie czeka w aucie. Jedziecie potem gdzieś? - zapytała z uśmiechem
- Najpierw to na trening, a potem do kina. Nie wiem kiedy będę, a obiad masz w kuchni. Lece bo się spóźnię - powiedziałam z prędkością światła, wzięłam swoje rzeczy, cmoknęłam ją w policzek i zbiegłam po schodach na dół. Szybko wzrokiem odnalazłam BMW siatkarza. Podbiegłam do niego i wsiadłam na fotel pasażera, na powitanie całując chłopaka.
- No dłużej się nie dało? - zapytał śmiejąc się
- Dało, dało, ale mnie wprost wygoniła - wystawiłam mu język. Przełożyłam sprzęt i torebkę na tylne siedzenie, zapięłam się pasem, a Kłos ruszył.
- No i wiesz na jaki film idziemy? - zapytał zerkając na mnie
- Nie, nie wiem, ale od razu zaznaczam, że nie na horror - uniosłam jedną dłoń do góry na co on westchnął głęboko.
- No to nie wiem - oświadczył bezradnie
- Dla ciebie istnieje tylko jeden gatunek filmowy? Możemy na przykład pójść na jakiś film fantasy, komedie, komedie romantyczną czy nawet komedie kryminalną - wzruszyłam ramionami .
- No możemy iść na jakąś komedie kryminalną w sumie
- Dobra, ale ja wybieram - zastrzegłam z uśmiechem
- Kotek i tak cały czas ty wybierasz - parsknął śmiechem a ja pacnęłam go w ramię też się uśmiechając.
- Jak się ma talent zarządzania to się wybiera. - zaśmiałam się - Ty tego nie zrozumiesz - prychnęłam
- No to mi wytłumaczysz - zaśmiał się
- Zastanowię się - zawtórowałam mu.
Siatkarz zatrzymał się pod halą i wysiedliśmy z auta. Wzięłam swoją torbę, środkowy swoją i ruszyliśmy do środka budynku. Dałam mu jeszcze całusa przed wejściem do szatni i weszłam na salę. Usiadłam sobie na trybunach i zabrałam się za rozkładanie sprzętu. Po jakichś 30 minutach wreszcie na parkiet ociężale weszli siatkarze. Zaczęli jak zwykle od rozgrzewki, później typowy siatkarski trening. Zrobiłam dość dużo zdjęć, które serio mi się podobały. Pod koniec treningu zaczęłam zwijać klamoty i zeszłam z trybun na parkiet.
- No i jak tam dzisiaj powychodziłem? - zapytał Michał wesoło podchodząc do mnie.
- Tak, jak zawsze. - wzruszyłam ramionami - Nic nadzwyczajnego. Zwykły spocony facet na treningu.
- Eeeeej. Na pewno o wiele lepiej - powiedział obrażony na co ja tylko się zaśmiałam.
Chłopcy skierowali się do szatni, a mi Karol wręczył kluczyki i kazał zaczekać w samochodzie dając jeszcze przelotnego buziaka w policzek. Wyszłam więc z hali i ruszyłam sobie wolnym krokiem w stronę pojazdu wystawiając twarz do słońca, które chyliło się ku zachodowi. Pilotem w kluczykach otworzyłam samochód. Torbę wrzuciłam na tylne siedzenia a sama usiadłam na fotelu pasażera wyjęłam z torebki błyszczyk i poprawiłam nim usta. Później schowałam go z powrotem na odpowiednie miejsce i spojrzałam w stronę wejścia do hali i westchnęłam głęboko kiedy w dalszym ciągu nie wychodził z niego mój chłopak. Spuściłam więc wzrok i przyglądałam się czubkom swoich butów i o mało nie dostałam zawału gdy ktoś zapukał w szybę. Podskoczyłam na miejscu i spojrzałam przez szybę. Otworzyłam drzwi widząc przez nią Andrzeja.
- Elena?
- Tak, to ja - pokiwałam z poważną miną głową, a on tylko się uśmiechnął
- Bo wiesz, mam taką sprawę - podrapał się w kark - Bo wiesz ty mieszkasz .... i ona.... no i ja do ciebie....bo..... no bo wiesz.....
- Wrona! Do rzeczy bo nic nie rozumiem.
- Jak gadałaś może z Agnieszką to nie mówiła nic o mnie? - zapytał nieśmiało spuszczając wzrok.
- Aaaa to o to chodzi - uśmiechnęłam się - Jeszcze z nią dzisiaj nie rozmawiałam bo była w pracy i minęłyśmy się dosłownie w drzwiach. Ale tylko jak z niej coś wyciągnę to nie martw się o wszystkim ci powiem. Możesz być spokojny - puściłam mu oczko
- O co może być spokojny? - zapytał Kłos siadając za kierownicą
- O nic - odpowiedział od razu Wrona - Dzięki El, jesteś wielka - uśmiechnął się
- Trochę niższa od ciebie ale jak chcesz - wyszczerzyłam się na co on tylko się zaśmiał
- Na razie - rzucił jeszcze zamykając drzwi
- No to czym tak tu sobie gadaliście jak mnie nie było hmmm? - zapytał ruszając z parkingu.- Nie musisz wszystkiego wiedzieć - wytknęłam mu język
- Ejjjj no - zrobił smutną minkę - No mi nie powiesz?
- To, że Aga się Wronce podoba mam ci mówić? - wywróciłam oczami
- Aaaaaa to, to nie - machnął ręką - Mów mi coś czego nie wiem - wyszczerzył się
- No to chcia... Dobra, nie ważne. Zwariuję z tobą - rzuciłam tylko patrząc przez szybę
- Spokojnie, aż tak źle jeszcze ze mną mnie jest.
- Jeszcze - podkreśliłam
- Jeszcze - potwierdził skinieniem głowy po czym oboje się zaśmialiśmy.
- Wiesz co? - zapytałam
- Jeszcze nie ale pewnie zaraz mi powiesz - wyszczerzył się, a ja wywróciłam oczami wzdychając.
- Nie chce mi się iść do tego kina. - przeciągnęłam się na siedzeniu - Może byśmy tak pojechali do ciebie i zrobimy sobie jakąś kolacyjkę czy coś? Hmm? - spojrzałam na niego
- Mi się podoba. - uśmiechnął się szeroko.
Dotarliśmy do mieszkania ładnie urządzone i nie było spodziewanego przeze mnie bałaganu. W sypialni rzuciłam się na łóżko i przeciągnęłam. Faktycznie było wielkie i wygodne jak to mnie już Michał uprzedził. A właśnie, miałam się zapytać dzieciaków co te debile wyprawiły i młodych wziąć do kina. Muszę się z nimi szybko umówić bo potem zapomnę i klops.
Na końcu stawiłam się w kuchni.
- No to co proponujesz? - zapytałam siadając przy stole i opierając brodę na dłoni przyglądając się Karolowi, który uważnie studiował książkę kucharską.
- Zastanawiam się - mruknął
- A wybrałeś coś?
- A i owszem. Teraz wybrałem - klasnął ucieszony
- Które? - nachyliłam się nad książką
- Tutaj - wskazałam palcem i wstał aby otworzyć lodówkę i wyciągnąć z niej potrzebne produkty. Spojrzałam na nazwę dania.
- Naleśniki? - parsknęłam śmiechem - Serio? - podniosłam na niego rozbawiony wzrok
- Co ty chcesz od naleśników? - oburzył się - Bardzo dobre - bronił swojego - No i to moje popisowe danie - wypiął klatę do przodu z łyżką w ręku. Wyglądało to komicznie.
- Ja mam lepszą propozycję
- No to dajesz - mruknął niezadowolony na co tylko lekko się zaśmiałam i westchnęłam przeciągle.
- Dooooooobra, nie mam nic lepszego, - stwierdziłam po chwili bo nic mi od razu nie przychodziło do głowy a nie chciało mi się przewalać tej gigantycznych rozmiarów książki - aaaaale - uniosłam palec do góry - Te naleśniki jak tak bardzo chcesz to na serku z jabłkami, ok?
- Jak najbardziej ok - wyszczerzył się i cmoknął mnie w policzek na co ja pokręciłam głową z politowaniem. Wygonił mnie z kuchni, a sam zabrał się do roboty. No więc co? Zostałam skazana na moich najlepszych przyjaciół czyli pana telewizora, panią kanapę i pana pilota. Rozłożyłam się na sofie i włączyłam plazmę. Skakałam po kanałach aż wreszcie zostawiłam na jakiejś komedii. Była całkiem fajna więc zaczęłam oglądać. Gdy usłyszałam z kuchni głośne "No kurwa!" chciałam iść do wspomnianego pomieszczenia, ale Kłosik od razu zapewnił, że to nic poważnego. Po jakichś 45 minutach do salonu wkroczył siatkarz z wielkim uśmiechem na twarzy, okrzykiem "ta-dam!", talerzem naleśników, butelką wina oraz dwoma kieliszkami. Pierwszy raz będę spożywać naleśniki z winem. Wyczuwam nowe doświadczenia w tym Bełchatowie. Postawił to wszystko na stoliku i usiadł obok mnie. Dopiero wtedy wybuchnęłam śmiechem
- Z czego się śmiejesz? - zapytał zdziwiony
- Masz cały nos w mące - wyszczerzyłam się, a on otarł ową część ciała rękawem bluzy
- No bo jak ściągałem cukier waniliowy to mi spadł worek z mąką i tak buchło, że ja pierdziele! - zrelacjonował wymachując rękami
- Jesteś niemożliwy - zaśmiałam się wycierając palcem pozostałości mąki z twarzy środkowego - Ale teraz sprawdzę czy to tu - wskazałam na talerz - się do jedzenia nadaje - wyszczerzyłam się i wzięłam jednego naleśnika. Ugryzłam i tu muszę przyznać, że to było niebo w gębie po prostu.
- Mhhhmmm - oparłam głowę o oparcie kanapy - Pyszności - uśmiechnęłam się
- Mówiłem, że to moje popisowe danie? - poruszył brwiami
- Widać - cmoknęłam go w policzek
- Tylko tyle? - wygiął usta w podkówkę
- A zasłużyłeś na więcej? - uniosłam brew uśmiechając się łobuzersko
- Ja zawsze zasługuję - wypiął dumie klatę do przodu.
- No żebyś w samouwielbienie nie popadł Karolku - pokiwałam głową z politowaniem
Dokończyliśmy jeść te pyszne naleśniki. Oświadczam, że wbijam do niego na każdy obiad kiedy on będą. Albo nie, niech to on wbija do mnie robić mi obiad. Tak, tak będzie lepiej. Zdecydowanie.
Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybrać miał Kłos. Aż się bałam co on mi tutaj zaraz włączy. W czasie kiedy on wybierał, ja wzięłam talerz i zaniosłam go do kuchni. Weszłam do pomieszczenia nie świecąc światła więc od razu zobaczyłam, że ekran mojego telefonu świeci. Podeszłam więc do lodówki na której leżał i zobaczyłam wiadomość od Agnieszki
"Co ty powiesz żeby się jutro wybrać na zakupy? Tak koło 15?"
Od razu jej odpisałam. Kupię sobie coś ładnego i do razu wypytam ją o Andrzeja. Dwa w jednym.
"Świetny pomysł. Ja jutro mam być tylko na rannym treningu chłopaków więc mi pasi"
Gdy stukałam wiadomość poczułam jakieś wielkie łapska na swoich biodrach i oddech drażniący mnie w szyję. Odłożyłam telefon na swoje wcześniejsze miejsce i odwróciłam się twarzą do chłopaka zarzucając mu ręce na szyje złączyłam nasze usta w namiętnym i długim pocałunku. Jednak ciągle było nam mało. Nie odrywając się od siebie kierowaliśmy się powoli w stronę sypialni, przed wejściem do której, środkowy spojrzał jeszcze głęboko w moje oczy jakby niemo pytając czy na pewno tego chcę. W odpowiedzi tylko uśmiechnęłam się lekko i znów złączyliśmy nasze usta w kolejnym pocałunku. Nie spiesząc się powoli pozbywaliśmy się swoich ubrań, badając dokładnie swoje ciała. Siatkarz obdarowywał pocałunkami całe moje ciało.
W końcu opadliśmy na poduszki. Wtuleni w siebie zasnęliśmy.
Następnego dnia gdy się obudziłam środkowy jeszcze spał. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie zeszłej nocy. Jakoś udało mi się uwolnić z jego mocnego uścisku. Opatulając się kocem, pozbierałam z podłogi swoje wszystkie ciuchy podreptałam z nimi do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz, na wszelki wypadek, jakby mu jeszcze czasem było mało. Wzięłam prysznic i ubrałam się. Rozczesałam jakoś włosy po czym wyszłam z łazienki. Zerknęłam do sypialni. Siatkarz dalej spał jak zabity. Niestety trzeba by go obudzić ponieważ ja muszę jeszcze iść do siebie się przebrać. Pochyliłam się na nim i chciałam delikatnie pocałować a ten mnie na siebie pociągnął i szczerzył się jak głupi do sera
- Widzę, że już wstałeś - rzuciłam z uśmiechem
- Wzrok cię nie myli waćpanna - uczynił to samo
- To wstawaj mości panie bo się oboje spóźnimy, a ja muszę jeszcze lecieć się przebrać - poklepałam go po policzku i czmychnęłam do kuchni robić śniadanie.
Pół godziny później jechaliśmy już pod mój blok. Wysiadając cmoknęłam go tylko przelotnie w usta. Weszłam do budynku i miałam tylko pół godziny do treningu bo zanim wyjechaliśmy nie mogłam znaleźć swojego telefonu, który leżał na tym samym miejscu co go wczoraj zostawiłam. Tak wiem, nic tylko facepalm. Ja nie miałam aż tyle czasu, aby to zrobić ale wy spokojnie możecie, więc śmiało.
Z szafki wzięłam właściwie pierwsze lepsze rzeczy i pognałam z tym do łazienki. Szybko się ubrałam a z makijażu to tylko użyłam podkładu oraz maskary i wiadomo błyszczyk po czym wybiegłam z pomieszczenia i w pośpiechu biorąc torebkę oraz sprzęt zamknęłam mieszkanie. Gdy tylko wyszłam z bloku otworzyłam pilotem w kluczykach auto, w którym szybko się znalazłam. Odpaliłam i wyruszyłam w kierunku hali. Niestety z moim pechem trafiłam jeszcze po drodze na korek. Wkurzona walnęłam głową w kierownicę i spojrzałam na zegarek, który miałam na ręce. Do treningu miałam jakieś 7 minut. Brawo Elena! W końcu w żółwim tempie dostałam się do celu mojej podróży, dokładnie o 10:07. Weszłam na parkiet, mam nadzieję, niepostrzeżona i zaczęłam robić zdjęcia. Chyba serio mnie nie zauważyli bo nikt, nawet Falasca na zerknął w moim kierunku. Dobra, wszystko fajnie. Zabrałam się do roboty żeby nie było, że tak tylko sobie tutaj siedzę.
Zrobiłam serio kilka fajnych ujęć, które naprawdę mi się podobały. W końcu chłopaki skończyli, Karol podreptał do mnie aby się przywitać. Pocałowałam go.
- Ej, ej, ej. Żadnego obejmowania - odsunęłam się gdy on chciał objąć mnie ramieniem. Spojrzał na mnie pytająco - Spocony jesteś jak świnia - skrzywiłam się na co idący obok nas Nicolas parsknął śmiechem.
- Ale ..... ej - nie wysłowił się i zmarszczył czoło, kolejny śmiech Uriarte.
- Ale co? Śmierdzisz. - oznajmiłam - Pod prysznic wtedy możesz mnie przytulić. Tak, ustawiam sobie nietykalność - uniosłam ręce do góry
- Jesteś wredna - mruknął a rozgrywający znowu się zaśmiał.
- Trzeba czasem pocierpieć a tobie na pewno nie zaszkodzi. I tak masz zawsze za dobrze - rzuciłam
- Wpaść potem do ciebie, albo po ciebie po treningu? - zapytał gdy mieliśmy się rozstać pod szatnią, oparł się o ścianę.
- Nie, dzisiaj nie. Idę z Agą na zakupy. - powiedziałam, a on wywrócił oczami. - Tak, w ogóle to i tak się spóźniłam dzisiaj przez tą głupią komórkę - tym razem to ja przewróciłam ślepiami.
- Mówiłem ci, że leży na lodówce, ale ty na to, że na pewno ją stamtąd wczoraj brałaś no to masz - wzruszył ramionami szczerząc się.
- Nie bądź taki mądry - mruknęłam dźgając go palcem w bok - A poza tym mogłeś mi ją przynieś jak wiedziałeś gdzie jest. - popatrzyłam na niego spod byka, natomiast on westchnął
- Nie mówię, źle. Mówię, też źle. Ja cię Mała nie ogarniam.
- Nikt na razie tego nie dokonał - powiedziałam dając mu buziaka w policzek - Lecę. Pa.
- Ej, na pożegnanie należy się coś więcej - rzucił chwytając mnie za rękę i całując namiętnie.
- Wystarczy? - uśmiechnęłam się głupio
- Wieeeeeesz - przeciągnął się
- Dobra, koniec gadania. Pod prysznic bo serio śmierdzisz - zatkałam nos ze śmiechem - Na razie kochanie - powiedziałam na odchodnym
- Pa. - odparł wchodząc do szatni.
Skierowałam się wolnym, w przeciwieństwie do tempa w którym tu weszłam, krokiem w stronę wyjścia. Podeszłam do swojego samochodu, otworzyłam go, a torby położyłam na tylne siedzenie. Wsiadłam za kierownicę i zapięłam pas. Gdy odpaliłam silnik zobaczyłam biegnącego w stronę mojego auta Andrzeja. Zgasiłam je więc i opuściłam szybę.
- No i jak? Gadałaś z nią? - zapytał lekko zdyszany. Niby sportowiec, a tu kawałeczek pobiegnie i już zadyszka. Oj, oj, oj Wronka.
- Nie, nie gadałam. Dzisiaj idziemy na zakupy więc coś z niej wyciągnę, albo ją upije to mi wszystko powie - wyszczerzyłam się
- Elka, ja mówię poważnie - wywrócił oczami.
- Ależ ja też Andrzejku. Jak najbardziej poważnie. Spokojnie, napisze ci, albo jutro po treningu pogadamy - puściłam mu oczko - a teraz lecę. Pa - rzuciłam zasuwając szybę
- Cześć - odparł idąc w kierunku swojego samochodu.
Teraz wreszcie mogłam już bez pośpiechu i klnięcia na wszystko co na świecie żyje pojechać do mieszkania. Gdy weszłam do lokum spojrzałam na zegarek, 12. Szczerze to nic mi się nie chciało. Nie chciało mi się nic gotować więc postanowiłam zrobić sałatkę i zabrać się za zdjęcia. Postawiłam na sałatkę grecką, którą już pół godziny później jadłam w salonie. Na kolanach położyłam laptopa, włączyłam sobie telewizor w tle i zabrałam się za obróbkę zdjęć, a później dodanie ich na stronę.
Akurat gdy skończyłam była 14. Wróciła Agnieszka. Była bardzo zadowolona, że dzisiaj taka sałatka na obiad bo co jak co ale to, to ona uwielbia. Gdy zjadła postanowiłyśmy się zbierać i pojechać na te zakupy do Łodzi do manufaktury. Ogarnęłyśmy się i zakładając buty oraz biorąc torebki wyszłyśmy z mieszkania, które zamknęłyśmy na 3 spusty. Wsiadłyśmy do mojego auta i ruszyłyśmy w kierunku Łodzi. W trakcie jazdy gadałyśmy o wszystkim i o niczym w większości śpiewając piosenki z radia. O Wronkę postanowiłam zapytać później.
W końcu dotarłyśmy do celu. Wyszłyśmy z samochodu i podążyłyśmy do pierwszego sklepu. W większości więcej oglądałyśmy. Zrobiłyśmy maraton chyba po 20 sklepach. Aga obłowiła się w 2 bluzki (klik) (klik), 2 swetry (klik) (klik) i jedne spodnie (klik). Natomiast ja kupiłam 2 bluzki (klik) (klik) , jeden sweter (klik) i jedne spodnie (klik)
Zakupiłam też wreszcie maskarę i jeszcze 2 lakiery. No nie mogłam się powstrzymać. Jakoś często nie zmieniam koloru paznokci, ale najwidoczniej trzeba zacząć.
- To co może teraz jakaś kawa? - zaproponowałam
- Z przyjemnością. - wyszczerzyła się i ruszyłyśmy w kierunku kawiarni. Zamówiłyśmy sobie po jednej latte i kremówce, a gdy kelner przyniósł nasze zamówienia zaczęłam wreszcie rozmowę.
- Wiesz co. Powiem prosto z mostu bo nie lubię owijać w bawełnę - powiedziałam oblizując łyżeczkę, natomiast Witczak poparzyła na mnie zdziwiona - Podoba ci się Andrzej? - zapytałam świdrując ją wzrokiem, a ona spuściła wzrok. - Wiedziałam!
- No i co z tego że mi się podoba? - podniosła wzrok - Przecież ja nie mam u nie szans dziewczyno - popatrzyła na mnie z politowaniem i zwątpieniem wymalowanym na twarzy.
- Aga - westchnęłam - Ty mu się też podobasz - puściłam jej oczko na co ona się lekko zarumieniła - Tylko teraz trzeba was jakoś do siebie popchnąć - zastanowiłam się
- O nie, nie, nie! - uniosła od razu ręce w geście obrony - Ty mnie do niczego nie będziesz popychać. Ostatnio to się źle skończyło.
- Uspokój się kobieto ostatnio to było z jakieś 10 albo i więcej lat temu i wtedy chciałam, żebyś weszła do rzeki a nie się wiązała z chłopakiem - machnęłam ręką
- I żeby to zrobić to zawiązałaś mi w pasie sznurek - popatrzyła na mnie spod byka
- Dawno i nie prawda - skwitowałam jej stwierdzenie uśmiechając się szeroko. - Musimy się gdzieś spotkać we czwórkę ja ty Karol i Andrzej, wtedy my się zmyjemy, a wy gdzieś sobie pójdziecie, pogadacie czy coś i w na pewno coś z tego będzie! Kiedyś na pewno dzieci ale to jeszcze nie teraz - powiedziałam zamyślona, a ona rzuciła we mnie serwetką zwiniętą w kulkę mordując mnie wzrokiem, ale potem i tak się zaśmiałyśmy.
Dopiłyśmy swoje kawy i ruszyłyśmy w drogę powrotną do Bełchatowa. W mieszkaniu byłyśmy o 20:30. Zaniosłam swoje zakupy do pokoju. Po czym wróciłam do kuchni. Byłam bardzo głodna więc rozrobiłam biały ser ze śmietaną dodałam do tego koperek i można było posmarować sobie tym kromkę chleba i wcinać. Kolację zaniosłyśmy sobie obie do salonu i tam zaczęłyśmy zajadać oglądając "O mnie się nie martw" W drodze powrotnej przyjaciółka streściła mi ostatnie odcinki więc już wszystko wiedziałam.
Gdy program się skończył odniosłam swój talerz i kubek do kuchni. Byłam już zmęczona a nawet nie wiem czym. Wzięłam prysznic po czym położyłam się do łóżka i zasnęłam.
środa, 17 grudnia 2014
niedziela, 14 grudnia 2014
~Rozdział 45~
Dzisiaj chłopaki mieli trening o 10 więc wstałam sobie spokojnie o 8. Podążyłam do kuchni, Agnieszki już nie było, ale były pyszne kanapki w lodówce. Wyciągnęłam na stół jedzenie i zrobiłam sobie kawę. Włączyłam radio stojące na lodówce po czym usiadłam i zabrałam się za konsumowanie. Już sobie wyobrażałam miny chłopaków jak mnie zobaczą. Najbardziej to ciekawa byłam wyrazu twarzy Karola i Michała. Oczy im pewnie na wierzch wyjdą. Uśmiechnęłam się na obrazy, które podsyłała mi wyobraźnia. Gdy już zaspokoiłam głód poszłam po ubrania (klik) po czym ogarnęłam się w łazience. Włosy uczesałam i zostawiłam rozpuszczone po czym zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam z pokoju torbę ze sprzętem po czym z szafki w kuchni wzięłam kluczyki do auta oraz telefon, torebkę zarzuciłam na ramię i zamykając drzwi wyszłam z mieszkania. Zbiegłam po schodach i kładąc sprzęt i torebkę na siedzeniu pasażera odpaliłam auto i ruszyłam w stronę hali. Byłam tam w nieco ponad 10 minut. Wysiadłam z auta i sprawdziłam jeszcze godzinę 9:45. Wzięłam rzeczy i podążyłam do gabinetu prezesa aby się "zameldować". Zapukałam a po usłyszeniu "proszę" weszłam do środka.
- Dzień dobry - zamknęłam za sobą drzwi, a mężczyzna podniósł wzrok znad papierów i uśmiechnął się
- A witam - uścisnęliśmy sobie dłonie. - Bardzo się cieszę, że już pani do nas dotarła
- Proszę po imieniu - uśmiechnęłam się szeroko
- Dobrze, oczywiście - przytaknął - Tutaj w torbie są pani ... znaczy twoje - uśmiechnął się - dresy oraz kurtka z logiem Skry - wskazał na torbę - W sobotę mamy mecz wyjazdowy, co pewnie pani już wie, ale przypominam. Wyjazd myślę, że będzie około 7. To chyba na razie tyle z tych ogólnych informacji - rozejrzał się dookoła jakby któraś z rzeczy miała mu pomóc w przypomnieniu sobie jeszcze czegoś - Ah! Żaden z chłopaków nie wie o tym, że będziesz z nami pracować. Pamiętam, że chodziło ci o dyskrecje - puścił mi oczko
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęłam - Myślę, że po te rzeczy wpadnę po treningu - wskazałam głową na torbę
-Jasne, oczywiście - przytaknął - A teraz już powinniśmy zejść do hali, bo chłopaki zaraz zaczynają. Proszę - otworzył drzwi. Wyszliśmy i skierowaliśmy się do drzwi prowadzących na parkiet. Ustaliśmy, że pokażę się dopiero jak Piechocki mnie "zapowie" Spojrzałam przez szybkę w drzwiach na siatkarzy. Uśmiech sam wkradł mi się na twarz gdy zobaczyłam Karola.
- Tak, jak zapewne wiecie w tym sezonie będziemy mieć nowego fotografa - zaczął gdy wreszcie udało mu się wraz z trenerem uciszyć chłopaków. Nie myślcie sobie, że po zwykłym "proszę o uwagę" lub "proszę o cisze" oni się uspokoili. Oooo nie. Dopiero pod groźbą 10 dodatkowych okrążeń wokół sali zapanowała cisza i to nie byle jaka, ale idealna słychać było nawet przelatującą muchę - Proszę bardzo zapraszam tutaj panią fotograf - rzucił a ja weszłam do środka
- Tak, tak to właśnie ja. Wracam do moich plebsów, możecie już mi padać do stóp - wyszczerzyłam się. Myślałam, że im oczy z orbit wyjdą. Patrzyli na mnie z szeroko otwartymi i oczami i ustami, a ja, trener i prezes wybuchnęliśmy śmiechem.
- Śmiesznie wyglądacie chłopcy - stwierdziłam
- Lenka! - wreszcie się ocknęli i ci którzy mnie znali ruszyli biegiem w moją stronę.
- Nie, święty Walenty - wywróciłam oczami. Rzucili się na mnie powalając mnie. Dosłownie. Leżałam na podłodze, a oni na mnie. Myślałam, że rzygnę jak mi Wrona przygniótł łokieć do żołądka - Zejdźcie ze mnie, kretyni, jesteście strasznie ciężcy. Ileż można jeść?!?! - krzyczałam spod nich
- Jak dobrze cię znowu widzieć - uśmiechnął się łobuzersko Kłos, który leżał na mnie, po czym pocałował. Strasznie mi brakowało smaku jego ust przez te dni, które spędziłam w Wałbrzychu. Również się uśmiechnęłam. Po chwili spełnili moją prośbę i wstali ze mnie.
- Dziękuje, że wreszcie raczyliście swoje cielska podnieść - rzuciłam ironicznie
- Ty, zaraz, zaraz, od kiedy ty miałaś tą propozycję, co? - zmrużył oczy Michał
- Eeeee.... pamiętacie jak mieliśmy zgrupowanie w Bełchatowie? - podrapałam się po karku, skinęli głowami - No. To od wtedy - wyszczerzyłam się
- To dlaczego nam o tym nie powiedziałaś?! - wykrzyknęli Karol, Mariusz, Andrzej i Michał
- Suprajs! - uśmiechnęłam się głupkowato machając dłońmi.
- Gadaj, mi tu zaraz kto wiedział - rzucił Kłos
- Właściwie to tylko Agnieszka, Karolina, Dagmara i Paulina - wyliczyłam a palcach
- Dagmara?!
- Paulina?! - wykrzyknęli naraz mężowie zacnych pań - I nic nam nie powiedziały? - zapytał zdziwiony Mariusz
- Poprosiłam je - wzruszyłam ramionami - Ale chyba się cieszycie nie? - objęłam Kłosa w pasie
- Pewnie, że się cieszymy - wyszczerzył się całując mnie w skroń
- Dobra panowie. Potem pogadacie czas na trening - klasnął w ręce Falasca. Oni niechętnie ale zaczęli biegać wokół sali. Rozłożyłam swój sprzęt i zaczęłam cykać piękne zdjęcia. I znowu w sieci będą tylko ich piękne ujęcia, a te brzydsze zostawię sobie do szantażu. Tak, na wszelki wypadek.
- Ty jesteś siostrą Michała tak? - zapytał Miguel podchodząc do mnie.
- Tak, Elena - uśmiechnęłam się zakładając włosy za ucho po czym uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Miguel - również odwzajemnił uśmiech - Ty chyba byłaś też ich fotografem w reprezentacji, prawda? - zmarszczył brew
- Tak, a skąd wiesz? - zaciekawiłam się.
- Gdzieś mi tam na finale migłaś - wyszczerzył się - Chyba właśnie z bratankiem i synem Mariusza
- Aa to bardzo możliwe, tak, wtedy pewnie odbijaliśmy - uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienie 21 września.
- Dziwię ci się jak ty z nimi tyle wytrzymałaś - zaśmialiśmy się razem - Ja czasem to mam ich serdecznie dość .
- Wiesz, lata praktyki. Jak się od urodzenia z takim Michałem przebywa to potem albo stajesz się w połowie takim jak on albo wariujesz - zaśmialiśmy się znowu - No, ja raczej stałam się tą pierwszą wersją
- Hej, hej, hej! słyszałem swoje imię! - wykrzyknął z Winiar - Siostra! Ty mi tu dobrego imienia nie psuj, okey?
- Cicho! Trochę cię muszę po obgadywać - machnęłam ręką - Zresztą każdego mogę trochę - uśmiechnęłam się chytrze
- No to ja czekam - zaśmiał się Falasca
- I trener przeciwko wam - wybuchnął śmiechem Nicolas.
- Bywa - wzruszyliśmy tylko z Hiszpanem ramionami po czym znowu wybuchnęliśmy śmiechem
- A poza tym Misiu ja ci nie mogę dobrego imienia zepsuć bo ty go po prostu nie masz
- Będziesz co chciała! - pogroził mi palcem
- Ja? Chyba ty! Ciekawe komu podrzucisz Oliwiera i Antka jak będziesz chciał iść z Dagmarą na kolację co? - uniosłam brew
- Doooobra, nic nie mówiłem - burknął wywracając oczami a cały zespół wybuchnął śmiechem
- Dobra, koniec. Teraz serio trening! - zarządził Miguel
Gdy skończyli wylewać siódme poty zaczęli się zbierać do szatni.
- EJ! - wykrzyknął nagle Wrona aż stając w miejscu pod wpływem jak myślę swojego kolejnego wręcz genialnego na pewno pomysłu. Ja wraz z moim chłopakiem, bratem, Mariuszem oraz Nicolasem i Facundo, którzy właściwie zatrzymali się przez to, że rozmawiając wpadli na nas. Nie wiem nawet czy Uriarte nie uderzył się w nos o ramie Michała - Skoro ty pracujesz w Bełku to musisz to gdzieś mieszkać nie?
- Naprawdę Andrzejku? - zrobiłam minę jak ostatni debil - Jak ty na to wpadłeś co? - podparłam brodę na dłoni
- Ma się ten łep, nie? - poruszył brwiami. - Ale skoro tu mieszkasz, to masz mieszkanie, którego my nie widzieliśmy!
- No i co w związku z tym? - uniosłam brew - A może ja nie chcę żebyście wiedzieli gdzie ja mieszkam co?
- A ja? - zapytał smutno Karol
- Ty w szczególności - wystawiłam mu język po czym cmoknęłam w policzek.
- Dobra, ale wracając - Wronka uniósł dłoń do góry - Przydały by się jakieś chrzciny nie? - uśmiechnął się diabolicznie
- Tak! - wykrzyknęli wszyscy wchodząc do szatni a ja stanęłam w drzwiach opierając się o framugę - To dzisiaj o 19 u Lenki. Młoda podaj z łaski swojej jakiś adresik czy coś - rzucił Mariusz i machnął ręką chyba mnie popędzając (?).
- Pewnie, że podam, a tak zabalujemy! Dobrze, że ja jutro muszę być tylko na waszym popołudniowym treningu. Wyśpię się - rozmarzyłam się, a oni jęknęli przeciągle - No ale zapraszam - wyszczerzyłam się. - Serio mówię. Musicie poznać Agę.
- Przecież ja ją znam - prychnął Michał
- Nie jesteś tu sam - przestrzelił mu głowę Facundo
- Właśnie - poparłam go ze śmiechem - Adres wyśle potem wam sms'ami, a tych których numerów nie mam to ich poinformujecie. A teraz muszę już lecieć - rzuciłam jeszcze podchodząc do Karola całując go na pożegnanie. Wychodząc pomachałam im i uśmiechnęłam się szeroko zamykając za sobą drzwi. Skoczyłam jeszcze do gabinetu prezesa po tą torbę i ruszyłam na parking. Wsiadłam do auta i wyjęłam telefon. Wybrałam numer do Agnieszki. Odebrała po 3 sygnale.
- No co tam?
- O której ty będziesz w domu?
- O 15, a co?
- Dzisiaj mamy gości - oznajmiłam
- Jakich gości? - zapytała zdziwiona
- Skrzaty wpadną o 19. Ochrzcić nasze mieszkanie - zaśmiałam się
- A no chyba, że tak. A ty gdzie jesteś?
- Ja właśnie spod hali wyjeżdżam i skoczę na jakieś zakupy
- Dobra, kończę. W domu będę pewnie gdzieś o 15:30. Papa.
- No cześć - zakończyłam połączenie. Odpaliłam auto i pojechałam w stronę najbliższego sklepu. W tym przypadku był to Lidl. Zakupiłam składniki, które były mi potrzebne do zrobienia obiadu oraz przygotowania jakichś przekąsek na wieczór. Zakupiłam też trochę alkoholu. Nie dużo, wiadomo bo chłopcy jutro trening ale po dwa piwa będzie. Do tego jedno dobre wino, ale to na jakąś specjalną okazję. Zapłaciłam za zakupy, wpakowałam je do bagażnika i ruszyłam w kierunku mieszkania. Gdy byłam już w środku wniosłam zakupy do kuchni i położyłam na stole.13:30. Zabrałam się za obiad czyli gołąbki kawalerskie. Do mielonego mięsa dodałam jajko, bułkę, pokrojoną w kostkę cebulkę, czosnek, koperek i posiekaną kapustę. Wszystko dobrze wymieszałam i zaczęłam formować kotleciki. Obtoczyłam w mące i smażyłam przez kilka minut na oleju. Na dno garnka włożyłam kilka liści kapusty, rozłożyłam gołąbki i zalałam bulionem. Podczas gdy one się gotowały sprzątnęłam ze stołu i zaczęłam myśleć co by tu na wieczór przygotować. W końcu wpadł mi pomysł żeby zrobić sałatkę makaronową z papryką i pomidorami. Kupiłam też paluszki z ciasta francuskiego więc nie jest tak, że nic nie mam. Wstawiłam makaron aby się gotował, a sama przerzucałam strony książki kucharskiej zaglądając do gołąbków. Postanowiłam zrobić jeszcze zapiekanki z pieczarkami. To każdy lubi więc na pewno zjedzą a jak nie to zawsze można zamówić pizzę i po sprawię. Z takim postanowieniem wyłączyłam gaz pod gołąbkami i makaronem. Nałożyłam sobie obiad a po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają. Spojrzałam na zegar była już 15:40 czyli Aga. Faktycznie kilka sekund później wchodziła do kuchni.
- No cześć co tu tak pięknie pachnie? - zapytała
- A gołąbki, siadaj już ci nakładam.
Po chwili już obie zajadałyśmy się pysznym obiadem. Przyznam, że bardzo dawno nie robiłam tego dania a wciąż wychodzi mi genialnie! Skromność przede wszystkim. Zjadłyśmy po czym Agnieszka stwierdziła, że mi pomoże. Zabrała się więc za zapiekanki a ja za sałatkę. Gdy skończyłyśmy włożyłyśmy wszystko do lodówki, a ja postanowiłam przez tą godzinę trochę ogarnąć swój pokój. Ubrania powkładałam do szafek, swoje książki, płyty zdjęcia w ramkach i takie różne poukładałam na półki, a kartony na razie wcisnęłam pod łóżko Kiedy indziej się nimi zajmę. Teraz musiałam porozsyłać swój adres zaproszonym gościom. Wysłałam do Mariusza, Karola, Michała i Andrzeja bo tylko ich numery miałam i kazałam porozsyłać innym. Później ogarnęłam się trochę i odgrzałyśmy wszystkie przystawki po czym rozłożyłyśmy je na stole w salonie i o 19:05 zadzwonił dzwonek do drzwi. Okazało się, był to Kłos. Pocałował mnie namiętnie na powitanie po czym zaprosiłam go do środka.
- No, no fajnie się tu urządziłyście - pokiwał głową z uśmiechem
- No wiadomo - wyszczerzyłam się i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi - Wejdź do salonu - wskazałam mu drzwi, a sama poszłam otworzyć kolejnym gościom, którymi byli jak się okazało cała rodzinka Winiarskich oraz państwo Wlazły. Zaprosiłam ich do środka po czym również pokierowałam do salonu. Jakieś 15 minut później byli już wszyscy którzy mieli się pojawić czyli jeszcze Wroniasty, dwaj Argentyńczycy oraz Włodi. Reszta, jak twierdzili siatkarze była zajęta. Gdy zanosiłam napoje do salonu z góry wreszcie zeszła Witczak. Uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam jak się odpicowała. Weszłyśmy razem do salonu.
- To jest Agnieszka, moja przyjaciółka. Niektórych tutaj znasz, nie? - zaśmiała się
- Nie trudno zapomnieć - wybuchnęli wraz z Michałem śmiechem,
- Taaa - wywróciłam oczami. Przez tę dwójkę musiałam gdy graliśmy w butelkę pocałować stopę takiego jednego Kacpra. No i oto cała historia. Potem cały czas mieli ze mnie bekę. Komiczne.
Wszystkich jej przedstawiłam, a ona usiadła obok Andrzeja.
- Ale my tu przyszliśmy obczaić całe mieszkanie, a nie siedzieć w salonie - poderwał się Mariusz
- No to zapraszam. Aga prowadź. - skinęłam na dziewczynę, która wstała z kanapy i poprowadziła gości. Kłos objął mnie w pasie i ruszyliśmy za resztą.
- Fajny masz gust - rzucił gdy gdy na samym końcu wychodziliśmy z mojego pokoju.
- To nie ja urządzałam tylko poprzedni właściciel i trochę Agnieszka - parsknęłam śmiechem, na co on tylko wywrócił oczami
- Dobra, nie ważne - westchnął a ja tylko się z niego śmiałam.
Udaliśmy się z powrotem do salonu gdzie Michał bawił się już w DJ i z moich płyt zapodawał jakieś kawałki. Siatkarze porozsuwali ławę oraz kanapę i fotele tak, że na środku zrobił się mały parkiecik. Oliwierowi i Arkowi postanowiłyśmy wraz z ich rodzicielkami zanieść do mojego pokoju laptopa i trochę przekąsek, aby tam mogli sobie w spokoju w coś pograć, a my w salonie zaczęliśmy tańczyć. Ledwo usiadłam już do tańca porwał mnie Karol. Wszyscy świetnie się bawili, mimo, że nie było aż tyle alkoholu (tylko po jednym piwie) ze względu na jutrzejszy trening chłopaków to naprawdę było bardzo fajnie. Butelkę tym razem postanowiliśmy sobie odpuścić zwłaszcza, że w sąsiednim pokoju były dzieci. Gdy zmęczyłam się po 4 piosenkach przetańczonych z Kłosem usiadłam na kanapie upijając swoje piwo.
- Ciociu, a zatańczysz ze mną? - zapytał Oli materializując się nagle przede mną uśmiechając się niczym swój ojciec w młodości. Także uśmiechnęłam się szeroko i wstałam z kanapy.
- Ty, Oliwier, nie podrywaj wujkowi Karolowi dziewczyny - rzucił Andrzej
- Spokojnie wujek - młody Winiarski uniósł uspokajająco dłoń.
- No widzisz? Spokojnie wujek - powtórzyłam gest chłopca wybuchając śmiechem wraz ze wszystkimi. Po zakończonym tańcu chłopczyk ukłonił się pięknie co spotkało się także z moim wielkim uśmiechem. Rośnie nam tu dżentelmen. Dygnęłam delikatnie po czym usiadłam na swoim miejscu obok środkowego.
- Czuję się zazdrosny - mruknął na co ja się zaśmiałam
- Powiem ci, że masz o co bo Oliwier to mój wspaniały bratanek - podkreślając ostatnie słowo pocałowałam go w policzek na co on też się uśmiechnął.
- Ty lepiej popatrz tam - wskazał oczami na Andrzeja i Agnieszkę, którzy razem tańczyli
- Aha czyli ja tańczę a ty przeprowadzasz tutaj obserwacje - stwierdziłam i razem się zaśmialiśmy
- Któż lepszy jak nie ja? - napuszył się
- Jak zwykle skromniacha - pokiwałam z politowaniem głową
- Uczyłem się od najlepszych nieprawdaż - mruknął całując mnie
- No wiadomo - zagryzłam delikatnie dolną wargę.
Impreza zaczynała powoli dobiegać końca. O 22:30 zmyli się państwo Winiarscy i Wlazły, ponieważ wiadomo, jutro trzeba do szkoły iść. Nie ma zmiłuj. Później do wyjścia kierowali się Argentyńczycy
- To dziękujemy za zaproszenie - uśmiechnął się Facundo
- No i pamiętaj, że gdybyś jeszcze kiedyś organizowała jakieś chrzciny czegokolwiek czy cokolwiek innego to my zawsze chętnie - wyszczerzył się Nicolas.
- Na pewno będę pamiętać - zaśmiałam się - Do jutra chłopaki.
- Do jutra - rzucili wchodząc do windy. Wróciłam do salonu gdzie siedzieli jeszcze Karol, Andrzej oraz Aga i rozmawiali. Gdy tylko stanęłam w drzwiach, Kłos wstał i ruszył w moim kierunku wyprowadzając mnie z powrotem na korytarz.
- Co powiesz na spacer? - uśmiechnął się szeroko
- Oszalałeś? Zimno i ciemno i zmęczona. - mruknęłam przymykając na chwilę oczy opierając czoło o jego tors.
- Jak zimno to się ubierzesz. Co z tego, że ciemno. Obronie cię - wypiął dumnie pierś do przodu, no co ja tylko cicho się zaśmiałam - a jak się przejdziesz to lepiej ci się potem będzie spało. Przekonałem cię? - uniósł brew do góry.
- Ty to masz ten dar przekonywania, czasem leszy niż ja - uśmiechnęłam się całując go po czym nałożyłam na nogi adidasy, a na ramiona zarzuciłam ciepłą bluzę po czym wyszliśmy. Na dworze było faktycznie zimno. Splotłam swoje palce w palcami siatkarza i ruszyliśmy wolnym krokiem przed siebie. Księżyc wyraźnie oświetlał miasto, które o tej porze, a mianowicie o 23:10 już spało. Nic nie mówiliśmy, ale nie była to krępująca cisza. Usiedliśmy na jakiejś ławce, a ja oparłam głowę na jego ramieniu, ręce oplatając wokół jego łokcia po czym się zaśmiałam.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał także się szeroko uśmiechając
- A wiesz, że nie wiem? - zaśmiałam się jeszcze głośniej
- Jesteś nienormalna - pokręcił głową z politowaniem też się śmiejąc
- A ty to z czego się śmiejesz? - dźgnęłam go w bok z szerokim uśmiechem.
- Ja? Ja z ciebie
- Za to, to się obrażę - fuknęłam dalej się uśmiechając na co on pocałował mnie namiętnie
- A teraz się nie obrazisz? - zapytał cicho uśmiechając się łobuzersko i patrząc w moje oczy.
- Zastanowię się - odparłam i znowu położyłam głowę na jego ramieniu. - Piękną mamy dzisiaj noc. Dobrze, że jednak się na ten spacer zgodziłam.
- Kochanie. Nawet jakbyś się nie zgodziła to bym cię wyciągnął - rzucił z politowaniem
- Chcesz mi powiedzieć, że moje zdanie się tu nie liczy? - oburzyłam się sztucznie unosząc głowę - Tak samo jak w przypadku wyboru pizzy?
- Dokładnie tak, powiedzmy, że..... małe ma znaczenie - wyszczerzył się
- No dzięki - fuknęłam z powrotem kładąc głowę na stare miejsce - Wracjamy, teraz bo już zmarzłam - oświadczyłam po kilku minutach wstając z ławki. Karol uczynił to samo obejmując mnie ramieniem a ja objęłam bo ręką w pasie i wtuliłam w niego głowę. Taaaak teraz to już mi było cieplutko.
- Ciepły jesteś wiesz? - uniosłam głowę uśmiechając się słodko jak mała dziewczynka.
- Za to ty gorąca - puścił mi oczko na co ja wybuchłam śmiechem.
Wróciliśmy pod mój blok. Podeszliśmy do samochodu Kłosa. Przyparł mnie mocno do niego i pocałował. Długo i namiętnie.
- Ach, jak dobrze, że się wyśpię - przeciągnęłam się teatralnie.
- Nawet mi nie przypominaj - jęknął opierając swoje czoło na moim i przymykając oczy
- Musze, co jak się spóźnisz? - oburzyłam się
- Zawsze się spóźniam - wyszczerzył się odsuwając się delikatnie
- Czemu mnie to nie dziwi? - westchnęłam. Staliśmy sobie tak jeszcze kilka minut aż wreszcie siatkarz wsiadł do auta i odjechał w swoją stronę. Weszłam do bloku i po chwili już ściągałam bluzę i buty. Zajrzałam do salonu gdzie nikogo nie było. Agnieszka pewnie już była u siebie w pokoju. Zgasiłam więc światło i podążyłam do swojego pokoju. W łazience tylko obmyłam twarz zimną wodą i przebrałam się w piżamę bo na nic innego nie miałam siły. Wróciłam do pokoju, zgasiłam światło i padłam na łóżko dosłownie od razu zasypiając.
- Dzień dobry - zamknęłam za sobą drzwi, a mężczyzna podniósł wzrok znad papierów i uśmiechnął się
- A witam - uścisnęliśmy sobie dłonie. - Bardzo się cieszę, że już pani do nas dotarła
- Proszę po imieniu - uśmiechnęłam się szeroko
- Dobrze, oczywiście - przytaknął - Tutaj w torbie są pani ... znaczy twoje - uśmiechnął się - dresy oraz kurtka z logiem Skry - wskazał na torbę - W sobotę mamy mecz wyjazdowy, co pewnie pani już wie, ale przypominam. Wyjazd myślę, że będzie około 7. To chyba na razie tyle z tych ogólnych informacji - rozejrzał się dookoła jakby któraś z rzeczy miała mu pomóc w przypomnieniu sobie jeszcze czegoś - Ah! Żaden z chłopaków nie wie o tym, że będziesz z nami pracować. Pamiętam, że chodziło ci o dyskrecje - puścił mi oczko
- Dziękuję bardzo - uśmiechnęłam - Myślę, że po te rzeczy wpadnę po treningu - wskazałam głową na torbę
-Jasne, oczywiście - przytaknął - A teraz już powinniśmy zejść do hali, bo chłopaki zaraz zaczynają. Proszę - otworzył drzwi. Wyszliśmy i skierowaliśmy się do drzwi prowadzących na parkiet. Ustaliśmy, że pokażę się dopiero jak Piechocki mnie "zapowie" Spojrzałam przez szybkę w drzwiach na siatkarzy. Uśmiech sam wkradł mi się na twarz gdy zobaczyłam Karola.
- Tak, jak zapewne wiecie w tym sezonie będziemy mieć nowego fotografa - zaczął gdy wreszcie udało mu się wraz z trenerem uciszyć chłopaków. Nie myślcie sobie, że po zwykłym "proszę o uwagę" lub "proszę o cisze" oni się uspokoili. Oooo nie. Dopiero pod groźbą 10 dodatkowych okrążeń wokół sali zapanowała cisza i to nie byle jaka, ale idealna słychać było nawet przelatującą muchę - Proszę bardzo zapraszam tutaj panią fotograf - rzucił a ja weszłam do środka
- Tak, tak to właśnie ja. Wracam do moich plebsów, możecie już mi padać do stóp - wyszczerzyłam się. Myślałam, że im oczy z orbit wyjdą. Patrzyli na mnie z szeroko otwartymi i oczami i ustami, a ja, trener i prezes wybuchnęliśmy śmiechem.
- Śmiesznie wyglądacie chłopcy - stwierdziłam
- Lenka! - wreszcie się ocknęli i ci którzy mnie znali ruszyli biegiem w moją stronę.
- Nie, święty Walenty - wywróciłam oczami. Rzucili się na mnie powalając mnie. Dosłownie. Leżałam na podłodze, a oni na mnie. Myślałam, że rzygnę jak mi Wrona przygniótł łokieć do żołądka - Zejdźcie ze mnie, kretyni, jesteście strasznie ciężcy. Ileż można jeść?!?! - krzyczałam spod nich
- Jak dobrze cię znowu widzieć - uśmiechnął się łobuzersko Kłos, który leżał na mnie, po czym pocałował. Strasznie mi brakowało smaku jego ust przez te dni, które spędziłam w Wałbrzychu. Również się uśmiechnęłam. Po chwili spełnili moją prośbę i wstali ze mnie.
- Dziękuje, że wreszcie raczyliście swoje cielska podnieść - rzuciłam ironicznie
- Ty, zaraz, zaraz, od kiedy ty miałaś tą propozycję, co? - zmrużył oczy Michał
- Eeeee.... pamiętacie jak mieliśmy zgrupowanie w Bełchatowie? - podrapałam się po karku, skinęli głowami - No. To od wtedy - wyszczerzyłam się
- To dlaczego nam o tym nie powiedziałaś?! - wykrzyknęli Karol, Mariusz, Andrzej i Michał
- Suprajs! - uśmiechnęłam się głupkowato machając dłońmi.
- Gadaj, mi tu zaraz kto wiedział - rzucił Kłos
- Właściwie to tylko Agnieszka, Karolina, Dagmara i Paulina - wyliczyłam a palcach
- Dagmara?!
- Paulina?! - wykrzyknęli naraz mężowie zacnych pań - I nic nam nie powiedziały? - zapytał zdziwiony Mariusz
- Poprosiłam je - wzruszyłam ramionami - Ale chyba się cieszycie nie? - objęłam Kłosa w pasie
- Pewnie, że się cieszymy - wyszczerzył się całując mnie w skroń
- Dobra panowie. Potem pogadacie czas na trening - klasnął w ręce Falasca. Oni niechętnie ale zaczęli biegać wokół sali. Rozłożyłam swój sprzęt i zaczęłam cykać piękne zdjęcia. I znowu w sieci będą tylko ich piękne ujęcia, a te brzydsze zostawię sobie do szantażu. Tak, na wszelki wypadek.
- Ty jesteś siostrą Michała tak? - zapytał Miguel podchodząc do mnie.
- Tak, Elena - uśmiechnęłam się zakładając włosy za ucho po czym uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Miguel - również odwzajemnił uśmiech - Ty chyba byłaś też ich fotografem w reprezentacji, prawda? - zmarszczył brew
- Tak, a skąd wiesz? - zaciekawiłam się.
- Gdzieś mi tam na finale migłaś - wyszczerzył się - Chyba właśnie z bratankiem i synem Mariusza
- Aa to bardzo możliwe, tak, wtedy pewnie odbijaliśmy - uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienie 21 września.
- Dziwię ci się jak ty z nimi tyle wytrzymałaś - zaśmialiśmy się razem - Ja czasem to mam ich serdecznie dość .
- Wiesz, lata praktyki. Jak się od urodzenia z takim Michałem przebywa to potem albo stajesz się w połowie takim jak on albo wariujesz - zaśmialiśmy się znowu - No, ja raczej stałam się tą pierwszą wersją
- Hej, hej, hej! słyszałem swoje imię! - wykrzyknął z Winiar - Siostra! Ty mi tu dobrego imienia nie psuj, okey?
- Cicho! Trochę cię muszę po obgadywać - machnęłam ręką - Zresztą każdego mogę trochę - uśmiechnęłam się chytrze
- No to ja czekam - zaśmiał się Falasca
- I trener przeciwko wam - wybuchnął śmiechem Nicolas.
- Bywa - wzruszyliśmy tylko z Hiszpanem ramionami po czym znowu wybuchnęliśmy śmiechem
- A poza tym Misiu ja ci nie mogę dobrego imienia zepsuć bo ty go po prostu nie masz
- Będziesz co chciała! - pogroził mi palcem
- Ja? Chyba ty! Ciekawe komu podrzucisz Oliwiera i Antka jak będziesz chciał iść z Dagmarą na kolację co? - uniosłam brew
- Doooobra, nic nie mówiłem - burknął wywracając oczami a cały zespół wybuchnął śmiechem
- Dobra, koniec. Teraz serio trening! - zarządził Miguel
Gdy skończyli wylewać siódme poty zaczęli się zbierać do szatni.
- EJ! - wykrzyknął nagle Wrona aż stając w miejscu pod wpływem jak myślę swojego kolejnego wręcz genialnego na pewno pomysłu. Ja wraz z moim chłopakiem, bratem, Mariuszem oraz Nicolasem i Facundo, którzy właściwie zatrzymali się przez to, że rozmawiając wpadli na nas. Nie wiem nawet czy Uriarte nie uderzył się w nos o ramie Michała - Skoro ty pracujesz w Bełku to musisz to gdzieś mieszkać nie?
- Naprawdę Andrzejku? - zrobiłam minę jak ostatni debil - Jak ty na to wpadłeś co? - podparłam brodę na dłoni
- Ma się ten łep, nie? - poruszył brwiami. - Ale skoro tu mieszkasz, to masz mieszkanie, którego my nie widzieliśmy!
- No i co w związku z tym? - uniosłam brew - A może ja nie chcę żebyście wiedzieli gdzie ja mieszkam co?
- A ja? - zapytał smutno Karol
- Ty w szczególności - wystawiłam mu język po czym cmoknęłam w policzek.
- Dobra, ale wracając - Wronka uniósł dłoń do góry - Przydały by się jakieś chrzciny nie? - uśmiechnął się diabolicznie
- Tak! - wykrzyknęli wszyscy wchodząc do szatni a ja stanęłam w drzwiach opierając się o framugę - To dzisiaj o 19 u Lenki. Młoda podaj z łaski swojej jakiś adresik czy coś - rzucił Mariusz i machnął ręką chyba mnie popędzając (?).
- Pewnie, że podam, a tak zabalujemy! Dobrze, że ja jutro muszę być tylko na waszym popołudniowym treningu. Wyśpię się - rozmarzyłam się, a oni jęknęli przeciągle - No ale zapraszam - wyszczerzyłam się. - Serio mówię. Musicie poznać Agę.
- Przecież ja ją znam - prychnął Michał
- Nie jesteś tu sam - przestrzelił mu głowę Facundo
- Właśnie - poparłam go ze śmiechem - Adres wyśle potem wam sms'ami, a tych których numerów nie mam to ich poinformujecie. A teraz muszę już lecieć - rzuciłam jeszcze podchodząc do Karola całując go na pożegnanie. Wychodząc pomachałam im i uśmiechnęłam się szeroko zamykając za sobą drzwi. Skoczyłam jeszcze do gabinetu prezesa po tą torbę i ruszyłam na parking. Wsiadłam do auta i wyjęłam telefon. Wybrałam numer do Agnieszki. Odebrała po 3 sygnale.
- No co tam?
- O której ty będziesz w domu?
- O 15, a co?
- Dzisiaj mamy gości - oznajmiłam
- Jakich gości? - zapytała zdziwiona
- Skrzaty wpadną o 19. Ochrzcić nasze mieszkanie - zaśmiałam się
- A no chyba, że tak. A ty gdzie jesteś?
- Ja właśnie spod hali wyjeżdżam i skoczę na jakieś zakupy
- Dobra, kończę. W domu będę pewnie gdzieś o 15:30. Papa.
- No cześć - zakończyłam połączenie. Odpaliłam auto i pojechałam w stronę najbliższego sklepu. W tym przypadku był to Lidl. Zakupiłam składniki, które były mi potrzebne do zrobienia obiadu oraz przygotowania jakichś przekąsek na wieczór. Zakupiłam też trochę alkoholu. Nie dużo, wiadomo bo chłopcy jutro trening ale po dwa piwa będzie. Do tego jedno dobre wino, ale to na jakąś specjalną okazję. Zapłaciłam za zakupy, wpakowałam je do bagażnika i ruszyłam w kierunku mieszkania. Gdy byłam już w środku wniosłam zakupy do kuchni i położyłam na stole.13:30. Zabrałam się za obiad czyli gołąbki kawalerskie. Do mielonego mięsa dodałam jajko, bułkę, pokrojoną w kostkę cebulkę, czosnek, koperek i posiekaną kapustę. Wszystko dobrze wymieszałam i zaczęłam formować kotleciki. Obtoczyłam w mące i smażyłam przez kilka minut na oleju. Na dno garnka włożyłam kilka liści kapusty, rozłożyłam gołąbki i zalałam bulionem. Podczas gdy one się gotowały sprzątnęłam ze stołu i zaczęłam myśleć co by tu na wieczór przygotować. W końcu wpadł mi pomysł żeby zrobić sałatkę makaronową z papryką i pomidorami. Kupiłam też paluszki z ciasta francuskiego więc nie jest tak, że nic nie mam. Wstawiłam makaron aby się gotował, a sama przerzucałam strony książki kucharskiej zaglądając do gołąbków. Postanowiłam zrobić jeszcze zapiekanki z pieczarkami. To każdy lubi więc na pewno zjedzą a jak nie to zawsze można zamówić pizzę i po sprawię. Z takim postanowieniem wyłączyłam gaz pod gołąbkami i makaronem. Nałożyłam sobie obiad a po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają. Spojrzałam na zegar była już 15:40 czyli Aga. Faktycznie kilka sekund później wchodziła do kuchni.
- No cześć co tu tak pięknie pachnie? - zapytała
- A gołąbki, siadaj już ci nakładam.
Po chwili już obie zajadałyśmy się pysznym obiadem. Przyznam, że bardzo dawno nie robiłam tego dania a wciąż wychodzi mi genialnie! Skromność przede wszystkim. Zjadłyśmy po czym Agnieszka stwierdziła, że mi pomoże. Zabrała się więc za zapiekanki a ja za sałatkę. Gdy skończyłyśmy włożyłyśmy wszystko do lodówki, a ja postanowiłam przez tą godzinę trochę ogarnąć swój pokój. Ubrania powkładałam do szafek, swoje książki, płyty zdjęcia w ramkach i takie różne poukładałam na półki, a kartony na razie wcisnęłam pod łóżko Kiedy indziej się nimi zajmę. Teraz musiałam porozsyłać swój adres zaproszonym gościom. Wysłałam do Mariusza, Karola, Michała i Andrzeja bo tylko ich numery miałam i kazałam porozsyłać innym. Później ogarnęłam się trochę i odgrzałyśmy wszystkie przystawki po czym rozłożyłyśmy je na stole w salonie i o 19:05 zadzwonił dzwonek do drzwi. Okazało się, był to Kłos. Pocałował mnie namiętnie na powitanie po czym zaprosiłam go do środka.
- No, no fajnie się tu urządziłyście - pokiwał głową z uśmiechem
- No wiadomo - wyszczerzyłam się i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi - Wejdź do salonu - wskazałam mu drzwi, a sama poszłam otworzyć kolejnym gościom, którymi byli jak się okazało cała rodzinka Winiarskich oraz państwo Wlazły. Zaprosiłam ich do środka po czym również pokierowałam do salonu. Jakieś 15 minut później byli już wszyscy którzy mieli się pojawić czyli jeszcze Wroniasty, dwaj Argentyńczycy oraz Włodi. Reszta, jak twierdzili siatkarze była zajęta. Gdy zanosiłam napoje do salonu z góry wreszcie zeszła Witczak. Uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam jak się odpicowała. Weszłyśmy razem do salonu.
- To jest Agnieszka, moja przyjaciółka. Niektórych tutaj znasz, nie? - zaśmiała się
- Nie trudno zapomnieć - wybuchnęli wraz z Michałem śmiechem,
- Taaa - wywróciłam oczami. Przez tę dwójkę musiałam gdy graliśmy w butelkę pocałować stopę takiego jednego Kacpra. No i oto cała historia. Potem cały czas mieli ze mnie bekę. Komiczne.
Wszystkich jej przedstawiłam, a ona usiadła obok Andrzeja.
- Ale my tu przyszliśmy obczaić całe mieszkanie, a nie siedzieć w salonie - poderwał się Mariusz
- No to zapraszam. Aga prowadź. - skinęłam na dziewczynę, która wstała z kanapy i poprowadziła gości. Kłos objął mnie w pasie i ruszyliśmy za resztą.
- Fajny masz gust - rzucił gdy gdy na samym końcu wychodziliśmy z mojego pokoju.
- To nie ja urządzałam tylko poprzedni właściciel i trochę Agnieszka - parsknęłam śmiechem, na co on tylko wywrócił oczami
- Dobra, nie ważne - westchnął a ja tylko się z niego śmiałam.
Udaliśmy się z powrotem do salonu gdzie Michał bawił się już w DJ i z moich płyt zapodawał jakieś kawałki. Siatkarze porozsuwali ławę oraz kanapę i fotele tak, że na środku zrobił się mały parkiecik. Oliwierowi i Arkowi postanowiłyśmy wraz z ich rodzicielkami zanieść do mojego pokoju laptopa i trochę przekąsek, aby tam mogli sobie w spokoju w coś pograć, a my w salonie zaczęliśmy tańczyć. Ledwo usiadłam już do tańca porwał mnie Karol. Wszyscy świetnie się bawili, mimo, że nie było aż tyle alkoholu (tylko po jednym piwie) ze względu na jutrzejszy trening chłopaków to naprawdę było bardzo fajnie. Butelkę tym razem postanowiliśmy sobie odpuścić zwłaszcza, że w sąsiednim pokoju były dzieci. Gdy zmęczyłam się po 4 piosenkach przetańczonych z Kłosem usiadłam na kanapie upijając swoje piwo.
- Ciociu, a zatańczysz ze mną? - zapytał Oli materializując się nagle przede mną uśmiechając się niczym swój ojciec w młodości. Także uśmiechnęłam się szeroko i wstałam z kanapy.
- Ty, Oliwier, nie podrywaj wujkowi Karolowi dziewczyny - rzucił Andrzej
- Spokojnie wujek - młody Winiarski uniósł uspokajająco dłoń.
- No widzisz? Spokojnie wujek - powtórzyłam gest chłopca wybuchając śmiechem wraz ze wszystkimi. Po zakończonym tańcu chłopczyk ukłonił się pięknie co spotkało się także z moim wielkim uśmiechem. Rośnie nam tu dżentelmen. Dygnęłam delikatnie po czym usiadłam na swoim miejscu obok środkowego.
- Czuję się zazdrosny - mruknął na co ja się zaśmiałam
- Powiem ci, że masz o co bo Oliwier to mój wspaniały bratanek - podkreślając ostatnie słowo pocałowałam go w policzek na co on też się uśmiechnął.
- Ty lepiej popatrz tam - wskazał oczami na Andrzeja i Agnieszkę, którzy razem tańczyli
- Aha czyli ja tańczę a ty przeprowadzasz tutaj obserwacje - stwierdziłam i razem się zaśmialiśmy
- Któż lepszy jak nie ja? - napuszył się
- Jak zwykle skromniacha - pokiwałam z politowaniem głową
- Uczyłem się od najlepszych nieprawdaż - mruknął całując mnie
- No wiadomo - zagryzłam delikatnie dolną wargę.
Impreza zaczynała powoli dobiegać końca. O 22:30 zmyli się państwo Winiarscy i Wlazły, ponieważ wiadomo, jutro trzeba do szkoły iść. Nie ma zmiłuj. Później do wyjścia kierowali się Argentyńczycy
- To dziękujemy za zaproszenie - uśmiechnął się Facundo
- No i pamiętaj, że gdybyś jeszcze kiedyś organizowała jakieś chrzciny czegokolwiek czy cokolwiek innego to my zawsze chętnie - wyszczerzył się Nicolas.
- Na pewno będę pamiętać - zaśmiałam się - Do jutra chłopaki.
- Do jutra - rzucili wchodząc do windy. Wróciłam do salonu gdzie siedzieli jeszcze Karol, Andrzej oraz Aga i rozmawiali. Gdy tylko stanęłam w drzwiach, Kłos wstał i ruszył w moim kierunku wyprowadzając mnie z powrotem na korytarz.
- Co powiesz na spacer? - uśmiechnął się szeroko
- Oszalałeś? Zimno i ciemno i zmęczona. - mruknęłam przymykając na chwilę oczy opierając czoło o jego tors.
- Jak zimno to się ubierzesz. Co z tego, że ciemno. Obronie cię - wypiął dumnie pierś do przodu, no co ja tylko cicho się zaśmiałam - a jak się przejdziesz to lepiej ci się potem będzie spało. Przekonałem cię? - uniósł brew do góry.
- Ty to masz ten dar przekonywania, czasem leszy niż ja - uśmiechnęłam się całując go po czym nałożyłam na nogi adidasy, a na ramiona zarzuciłam ciepłą bluzę po czym wyszliśmy. Na dworze było faktycznie zimno. Splotłam swoje palce w palcami siatkarza i ruszyliśmy wolnym krokiem przed siebie. Księżyc wyraźnie oświetlał miasto, które o tej porze, a mianowicie o 23:10 już spało. Nic nie mówiliśmy, ale nie była to krępująca cisza. Usiedliśmy na jakiejś ławce, a ja oparłam głowę na jego ramieniu, ręce oplatając wokół jego łokcia po czym się zaśmiałam.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał także się szeroko uśmiechając
- A wiesz, że nie wiem? - zaśmiałam się jeszcze głośniej
- Jesteś nienormalna - pokręcił głową z politowaniem też się śmiejąc
- A ty to z czego się śmiejesz? - dźgnęłam go w bok z szerokim uśmiechem.
- Ja? Ja z ciebie
- Za to, to się obrażę - fuknęłam dalej się uśmiechając na co on pocałował mnie namiętnie
- A teraz się nie obrazisz? - zapytał cicho uśmiechając się łobuzersko i patrząc w moje oczy.
- Zastanowię się - odparłam i znowu położyłam głowę na jego ramieniu. - Piękną mamy dzisiaj noc. Dobrze, że jednak się na ten spacer zgodziłam.
- Kochanie. Nawet jakbyś się nie zgodziła to bym cię wyciągnął - rzucił z politowaniem
- Chcesz mi powiedzieć, że moje zdanie się tu nie liczy? - oburzyłam się sztucznie unosząc głowę - Tak samo jak w przypadku wyboru pizzy?
- Dokładnie tak, powiedzmy, że..... małe ma znaczenie - wyszczerzył się
- No dzięki - fuknęłam z powrotem kładąc głowę na stare miejsce - Wracjamy, teraz bo już zmarzłam - oświadczyłam po kilku minutach wstając z ławki. Karol uczynił to samo obejmując mnie ramieniem a ja objęłam bo ręką w pasie i wtuliłam w niego głowę. Taaaak teraz to już mi było cieplutko.
- Ciepły jesteś wiesz? - uniosłam głowę uśmiechając się słodko jak mała dziewczynka.
- Za to ty gorąca - puścił mi oczko na co ja wybuchłam śmiechem.
Wróciliśmy pod mój blok. Podeszliśmy do samochodu Kłosa. Przyparł mnie mocno do niego i pocałował. Długo i namiętnie.
- Ach, jak dobrze, że się wyśpię - przeciągnęłam się teatralnie.
- Nawet mi nie przypominaj - jęknął opierając swoje czoło na moim i przymykając oczy
- Musze, co jak się spóźnisz? - oburzyłam się
- Zawsze się spóźniam - wyszczerzył się odsuwając się delikatnie
- Czemu mnie to nie dziwi? - westchnęłam. Staliśmy sobie tak jeszcze kilka minut aż wreszcie siatkarz wsiadł do auta i odjechał w swoją stronę. Weszłam do bloku i po chwili już ściągałam bluzę i buty. Zajrzałam do salonu gdzie nikogo nie było. Agnieszka pewnie już była u siebie w pokoju. Zgasiłam więc światło i podążyłam do swojego pokoju. W łazience tylko obmyłam twarz zimną wodą i przebrałam się w piżamę bo na nic innego nie miałam siły. Wróciłam do pokoju, zgasiłam światło i padłam na łóżko dosłownie od razu zasypiając.
środa, 10 grudnia 2014
~Rozdział 44~
Całą noc nie mogłam spać. Miałam zatkany nos a do tego cały czas kaszlałam. Około 10 rano do pokoju weszła mama
- Źle się czujesz słonko? - zapytała troskliwie
- Trochę - ledwo powiedziałam bo strasznie bolały mnie płuca od tego kaszlania
- Nie trochę, nie trochę tylko okropnie. - pokiwała głową z politowaniem - Przyniosę ci herbaty z miodem. - rzuciła i zeszła na dół, a ja przymknęłam oczy i położyłam rękę na czole. Cała byłam rozpalona. Brawo Elena ty to jesteś bardzo mądrą i odpowiedzialną osobą! Było iść się przebrać a nie wydziwiać i w mokrych ciuchach biegać po łąkach.
Po kilku minutach rodzicielka była z powrotem. Wręczyła mi ciepły płyn do ręki. Upiłam łyk i od razu zakaszlałam, na dodatek jeszcze sparzyłam się w język bo herbata była gorąca.
- Trzeba sprawdzić temperaturę - oświadczyła kobieta i wręczyła mi termometr. Odstawiłam kubek na półkę i włożyłam termometr pod pachę. Po kilu chwilach wyjęłam go i spojrzałam na temperaturę
- 39 stopni no brawo - powiedziała mama z politowaniem a ja ciężko westchnęłam i znowu kaszlnęłam. Rodzicielka rzuciła, że idzie poszukać czegoś na zbicie gorączki a mi kazała wypić całą herbatę. Zamknęłam oczy. Naprawdę bardzo źle się czułam, a obwiniać mogłam tylko siebie. Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam wyłaniającą się zza drzwi postać babci. Uśmiechnęłam się delikatnie zapraszając ją do pokoju.
- Przyniosłam ci sok malinowy. Podczas choroby trzeba dużo pić - powiedziała kładąc kubek z parującym sokiem na półkę, a babcia usiadła na skraju łóżka - Bardzo źle się czujesz?
- Bywało lepiej - powiedziałam słabo
- Gdzie cię boli? - dotknęłam klatki piersiowej kaszląc jeszcze bardziej- Wiesz, że to może być zapalenie oskrzeli? Może lepiej wybrać się z tym do lekarza?
- Jak ja mam niby do tego doktora dotrzeć?
- Powiem Grażynie żeby zamówiła wizytę do domu bo lepiej żeby cię przebadał - stwierdziła i wyszła. Napiłam się soku i znowu opadłam na poduszkę. Zamknęłam oczy i chyba mi się przysnęło bo usłyszałam dopiero jak ktoś wchodzi do mojego pokoju. Była to mama wraz z babcią i doktorem
- Dzień dobry - zaczął na wejściu
- Witam - powiedziałam troszkę zaspana i znowu atak kaszlu.
- Zbadam panią i zobaczymy co tu się dzieje - powiedział i ubrał stetoskop. Przebadał mnie i stwierdził - Ewidentne zapalenie oskrzeli. - orzekł a ja jęknęłam.
- Ile to się będzie ciągnęło? - zapytałam
- Myślę że w pani przypadku nie powinno być więcej niż 8 dni - oświadczył - Proszę przyjmować leki obniżające temperaturę, dużo pić i odpoczywać, bardzo dużo odpoczywać bo wtedy organizm najszybciej regeneruje siły i broni się przed powikłaniami.
- Dobrze, dziękuję. - powiedziałam.
Mężczyzna wyszedł, a ja zostałam sama. Jakoś zjadłam trochę obiadu chociaż nie miałam wcale apetytu, wypiłam tabletkę i popijałam sobie sok czytając książkę gdy ktoś wpadł do mojego pokoju. Był to Nikodem.
- Cześć ciocia - wyszczerzył się
- Cześć młody - przybiliśmy piątkę a on usiadł na skraju łóżka - Co cię do mnie sprowadza? - zapytałam kładąc książkę na nogach
- Aaa bo tak się zastanawiam ile będziesz chorować.
- Jak skończę chorować to od razu jadę do Bełchatowa.
- No to to wieeeeem. Ale myślałem, że może postrzelalibyśmy z łukuuuu. - przekrzywił głowę na prawo - Ostatnio sobie z tatą zrobiłem taki superfajny, że ci mówię! - wykrzyknął
- Jak szybciej stanę na nogi to może. Ale wątpię ja miałam jechać już jutro rano a tu mi doktor kazał leżeć w łóżku 8 dni. - jęknęłam
- Szkooda. Tak myślałem, że sobie razem postrzelamy - westchnął
- Tatę weź - wzruszyłam ramionami
- Tata w tym tygodniu pracuje na drugą zmianę i jak idę do szkoły to on w domu a jak ja wracam to on do pracy i nie mamy czasu - wykrzywił usta w podkówkę
- To prababcię weź. - wzruszyłam ramionami
- Prababcię? - parsknął śmiechem
- Ej, młody co ty się śmiejesz? Prababcia strzelała ze mną kiedyś z łuku - powiedziałam a on popatrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami - Oczywiście - zakaszlałam po czym kontynuowałam słabszym głosem - Jak wujek Michał, albo wujek Krystian nie miał dla mnie czasu to zawsze prababcia się ze mną bawiła. - uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienia
- Nikodem nie męcz ciotki - powiedziała stająca w progu Asia
- Mamo a wiesz, że prababcia strzelała z ciocią z łuku jak była młodsza?
- No oczywiście, że wiem - zaśmiała się - Sama też strzelałam
- Serio?! I jak ci szło? - wytrzeszczył oczy
- Nie było najlepiej ale jakoś tam sobie radziłam. A dałeś cioci prezent?
- Zapomniałem - rzucił i włożył rękę do plecaka, którego cały czas miał na sobie i wyjął z niego gorzką czekoladę po czym mi wręczył - Mama mówi, że gorzka czekolada dodaje energii - wyszczerzył się
- Dziękuję bardzo Nikoś - uśmiechnęłam się i odłożyłam słodycz na półkę po czym znowu zakaszlałam
- No chodź Niki nie męcz już cioci - siostra zabrała chłopca i wyszli z pokoju. A ja zostałam sama. Znowu wróciłam do lektury. Przeczytałam raptem 10 stron i zadzwonił mój telefon. Sięgnęłam na półkę i spojrzałam na wyświetlacz. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy gdy zobaczyłam tam zdjęcie Karola. Odebrałam.
- No cześć słońce - zaczął wesoło
- Cześć cześć - przywitałam się lecz od razu złapał mnie atak kaszlu
- A ty co? Chora jesteś?
- Noo zapalenie oskrzeli mam - powiedziałam smutno
- Raczej dzwoniłem żeby ci powiedzieć, że za tobą tęsknie, a nie żebyś mi tu wracała do zdrowia bo jesteś chora.
- No tak się złożyło. - westchnęłam - Ja też tęsknie. Mam nadzieję, że tam innych pod moją nieobecność nie podrywasz - zaśmiałam się
- Gdzie ja mam czas dziewczyno! Ja teraz taki zapracowany, telewizja, wywiady, dziennikarze, gdzie ja mam czas na dziewczyny?! - oburzył się wielce
- Oo patrzcie państwo jaki zapracowany się znalazł - parsknęłam śmiechem kaszląc
- Co ty myślisz? Fala sławy i te sprawy - zaśmiał się
- Ehe, ehe - powiedziałam z politowaniem
- A nie? - śmiał się dalej
- Może troszeczkę - uśmiechnęłam się
- Nie troszeczkę tylko bardzo, ale nie będę cię męczył. Zdrowiej mi tam szybko i jeszcze szybciej do mnie przyjeżdżaj bo tęsknie kotek.
- Będę zdrowieć. Papa - pożegnałam się i zakończyłam połączenie. Odłożyłam telefon a do pokoju weszła Zosia z talerzem kanapek i herbatą, chyba z cytryną.
- Ooo dziękuję Zosiu - uśmiechnęłam się
- Babcia powiedziała, że masz wszystko zjeść bo przyjdzie cię sprawdzić.
- Spróbuję zjeść - puściłam jej oczko. Dziewczynka wyszła a ja zjadłam 2 z 5 pięciu kanapek. Na więcej nie miałam apetytu. Nie mogłam już czytać bo przy sztucznym świetle oczy w chorobie szybciej się męczą więc zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy w celu zaśnięcia. Udało mi się niemal od razu. Oczywiście budziłam się często przez ten pieprzony kaszel.
Kolejne dni leciały mi tak samo. Nic ciekawego się nie działo. Ciągle leżałam w łóżku bo gdy tylko pojawiłam się w kuchni od razu byłam ścigana do pokoju. Dzwoniłam do Piechockiego i wyjaśniłam mu, że nie dam rady pojawić się w czwartek, on zrozumiał i nakazał mi wracać dopiero jak będę w pełni zdrowa. W niedzielę czyli urodziny Michała postanowiłam do niego zadzwonić i złożyć życzenia. Odebrał dopiero po 4 sygnałach. Zaraz ja mu tu wygarnę!
- No ile ja mam czekać żeby szanowny pan odebrał telefon? - zaczęłam na wstępie
- A może jakieś cześć, hej, jak się masz? jak żyjesz? czy coś? - zironizował
- Gdzie tam cześć! Urodziny dziś Michała, sto lat śpiewa Polska cała! - wykrzyknęłam i zakaszlałam lekko.
- A no dziękuję, dziękuję. Długo nad rymem myślałaś? - parsknął śmiechem
- Całe popołudnie na ciebie baranie straciłam - prychnęłam oburzona - A tak serio to teraz mi do głowy przyszedł - wyszczerzyłam się choć on i tak tego nie widział.
- Wiedziałem, wiedziałem
- Gdzie tam wiedziałeś - prychnęłam
- Bratnia intuicja - powiedział wyniośle
- Jest w ogóle coś takiego? - uniosłam brew - Ja słyszałam tylko o kobiecej i matczynej - zaśmiałam się
- Bo ty mało o świecie wiesz - powiedział wyniośle. - Oczywiście, że jest. Moja bratnia intuicja od razu mi podpowiedziała, że się z Kłosikiem zejdziecie - powiedział dumnie
- Weź ty z nas zejdź człowieku - broniłam się. Gadaliśmy wtedy chyba z jakieś pół godziny. Do rozmowy wtrącił się nawet Oliwier i Dagmara z którymi też troszkę pogadałam.
No ale w końcu nadszedł taki dzień, a była to środa. Już w poniedziałek czułam się dobrze ale mama chciała się mną jeszcze nacieszyć. Gorączki nie było wcale, pozbyłam się także okropnego kaszlu. Zadzwoniłam więc we wtorek rano do Agnieszki, że może się mnie spodziewać około 15. Następnie do prezesa Skry, że pojawię się na jutrzejszym treningu z czego on był bardzo zadowolony. No wiadomo, mnie zobaczyć to przecież wielki zaszczyt! Nie no, śmieje. Spakowałam swoje wszystkie rzeczy i przeniosłam je do bagażnika swojej skody. Mama trochę narzekała, że się w ogóle córą nie nacieszyła, ale trzeba było mnie do pokoju nie ścigać jak przychodziłam na dół nie? Zjadłam wcześniejszy obiad, pożegnałam się ze wszystkimi obiecując, że jak tylko będę miała trochę czasu to wpadnę no i wreszcie mogłam ruszać. Na drodze były straszne korki. Dlatego w Bełchatowie byłam dopiero 3,5 godziny później. Podjechałam na odpowiednie osiedle. Zobaczyłam Agnieszkę, która czekała na mnie przed budynkiem. Podbiegła do mnie i od razu cała uśmiechnięta przytuliła.
- Witamy fotografa Mistrzów Świata - wyszczerzyła się
- A witam witam - też ukazałam zęby w uśmiechu - Ja myślę, że z tego powodu należą mi się specjalne względy. W końcu gdyby nie ja to oni nie mieli by przecież w sieci żadnych ładnych zdjęć - odrzuciłam dumnie włosy do tyłu
- Ależ oczywiście - skłoniła się w pas. - Jak zwykle skromna - wystawiła mi język
- A jak? - zaśmiałam się - Musisz mi pomóc pownosić te wszystkie rzeczy do naszego mieszkania bo troszkę jeszcze tego mam
- Mam tylko nadzieję, że nie więcej niż w całym domu - parsknęła śmiechem
- Ha, ha, ha - mruknęłam z przekąsem - Cicho bądź i pomóż mi z tym a nie gadaj
- Ja nie gadam, ja prowadzę konwersację - wytknęła w moim kierunku język
- A ja ci zaraz nie przywalę tylko mocno dotknę - warknęłam po czym obie się zaśmiałyśmy. Zrobiłyśmy dwa kursy i pół godziny później wszystko znajdowało się w moim pokoju. Jeszcze raz przeszłam się po naszym lokum a swój obchód skończyłam w kuchni gdzie przyjaciółka przygotowywała kawę.
- Widzę, że mieszkanie w dobrym stanie, czyli sprzątanie było przed kontrolą? - zapytałam poważnie siadając przy stole
- Oczywiście, że było, jak mogłoby nie być przed taką dogłębną kontrolą? - wyszczerzyła się
- Widzę właśnie - zaśmiałam się
Do godziny 19 gadałyśmy cały czas, ona opowiadała mi co porabiała przez ten czas od kąd się nie widziałyśmy, a ja jej o Mistrzostwach z mojej perspektywy, jak to wszystko wyglądało i wreszcie, jak zostaliśmy parą z Karolem. Stwierdziła, że to "tak super romantycznie, że gdyby zaproponowano jej rolę w filmie gdzie zakochani zostają parą w takim momencie nie wahała by się ani chwili". No ..... tak. Aga chciała być aktorką a została przedszkolanką. Naprawdę. Pracuje teraz w jednym z bełchatowskich przedszkoli. Podobno nawet w grupie ma Arka Wlazłego.
W końcu postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Zostawiłam Witczak wolną rękę a sama poszłam zadzwonić do tego swojego romantycznego chłopaka.
- No cześć Karolku - zaczęła wesoło
- Cześć kotek, jak tam? Już słyszę, że zdrowa .
- A skąd wiesz? - zdziwiłam się
- Intuicja - nie widziałam go, ale mogłabym przysiąc, że wyszczerzył się głupkowato.
- Sokoro twoja intuicja to ja nie wnikam - zaśmiałam się - Co tam u ciebie?
- A co ma być? Treningi - powiedział smutno
- Ooooo biedny Kłosik, tak się na hali namęczy - powiedziałam współczującym głosem po czym zaśmiałam się
- Ej, ej, ej ty się ze mnie nie śmiej. Bo będę nieprzyjemny - zagroził
- No co ty nie powiesz - parsknęłam śmiechem
- To się nazywa brak szacunku od dziewczyny - usłyszałam śmiech Michała
- Winiar?
- Witam sister - teraz słyszałam go już wyraźnie. Ale chciał tu zaszpanować znowu językami. Tym razem angielskim.
- Gdzie jesteście?
- A zwaliliśmy się do mieszkanka twojego chłopaka. Powiem ci, że ma bardzo wygodne łóżko - zaśmiał się nie widziałam go ale mogłabym przysiąc, że poruszył jednoznacznie brwiami.
- Dzięki za info. Zapamiętam - zawtórowałam mu
- Ciocia Elena? - usłyszałam szepty Ara i Oliwiera
- Tak, nie przeszkadzaj Oli - skarcił syna Winiarski
- Co "nie przeszkadzaj" co "nie przeszkadzaj" Nie nie przeszkadzaj tylko dawaj mi ich tu, chcesz zabronić synowi kontaktu z ciotką?
- Z taką ciotką to jak najbardziej
- Wiesz co? Foch - prychnęłam ale już usłyszałam głos dwóch małych chłopców
- Cześć ciociu!
- Cześć chłopaki - uśmiechnęłam się - Opowiecie mi wszystko co tam tatuś z wujkami wyrabiali jak mnie nie było, a ja was za to zabiorę do kina na jakiś super film, a potem na pizzę
- Ale na film, jaki sobie zażyczymy? - zapytał Arek
- Oczywiście - zapewniłam - To jak? Wchodzicie?
- Arek, nie ufaj ciotce - usłyszałam stłumiony głos Mariusza
- Wchodzicie chłopcy? - powtórzyłam
- Pewnie! - wykrzyknęli
- No to super - wyszczerzyłam się do siebie
- Dobra, dobra, dawać mi ten telefon, każdy sobie pogadał tylko nie ja - usłyszałam wzburzonego Andrzeja - Cześć Leniu
- Cześć Andrzejku - powiedziałam słodko
- Elka! Chodź już! - usłyszałam głos Agnieszki wołającej mnie z salonu
- Już idę! - odkrzyknęłam
- Ej, ej, ej. Co ty tam pod naszą nieobecność imprezy odwalasz co? - zapytał jeszcze bardziej oburzony Wrona
- Wy możecie to ja też. Musze kończyć. Ucałuj Karola ode mnie - parsknęłam śmiechem
- Muszę? - jęknął
- Tak, musisz - zaśmiałam się - Papa. Trzymajcie się. - zakończyłam połączenie i udałam się do salonu, tam co? Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Oglądałam to już tyle razy ale mogę jeszcze raz, czemu nie? Gdy film się skończył ruszyłam na górę wziąć prysznic i poszłam spać. Wszystkie rzeczy postanowiłam rozpakować jutro. Położyłam się do łóżka i po kilku minutach zasnęłam
- Źle się czujesz słonko? - zapytała troskliwie
- Trochę - ledwo powiedziałam bo strasznie bolały mnie płuca od tego kaszlania
- Nie trochę, nie trochę tylko okropnie. - pokiwała głową z politowaniem - Przyniosę ci herbaty z miodem. - rzuciła i zeszła na dół, a ja przymknęłam oczy i położyłam rękę na czole. Cała byłam rozpalona. Brawo Elena ty to jesteś bardzo mądrą i odpowiedzialną osobą! Było iść się przebrać a nie wydziwiać i w mokrych ciuchach biegać po łąkach.
Po kilku minutach rodzicielka była z powrotem. Wręczyła mi ciepły płyn do ręki. Upiłam łyk i od razu zakaszlałam, na dodatek jeszcze sparzyłam się w język bo herbata była gorąca.
- Trzeba sprawdzić temperaturę - oświadczyła kobieta i wręczyła mi termometr. Odstawiłam kubek na półkę i włożyłam termometr pod pachę. Po kilu chwilach wyjęłam go i spojrzałam na temperaturę
- 39 stopni no brawo - powiedziała mama z politowaniem a ja ciężko westchnęłam i znowu kaszlnęłam. Rodzicielka rzuciła, że idzie poszukać czegoś na zbicie gorączki a mi kazała wypić całą herbatę. Zamknęłam oczy. Naprawdę bardzo źle się czułam, a obwiniać mogłam tylko siebie. Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam wyłaniającą się zza drzwi postać babci. Uśmiechnęłam się delikatnie zapraszając ją do pokoju.
- Przyniosłam ci sok malinowy. Podczas choroby trzeba dużo pić - powiedziała kładąc kubek z parującym sokiem na półkę, a babcia usiadła na skraju łóżka - Bardzo źle się czujesz?
- Bywało lepiej - powiedziałam słabo
- Gdzie cię boli? - dotknęłam klatki piersiowej kaszląc jeszcze bardziej- Wiesz, że to może być zapalenie oskrzeli? Może lepiej wybrać się z tym do lekarza?
- Jak ja mam niby do tego doktora dotrzeć?
- Powiem Grażynie żeby zamówiła wizytę do domu bo lepiej żeby cię przebadał - stwierdziła i wyszła. Napiłam się soku i znowu opadłam na poduszkę. Zamknęłam oczy i chyba mi się przysnęło bo usłyszałam dopiero jak ktoś wchodzi do mojego pokoju. Była to mama wraz z babcią i doktorem
- Dzień dobry - zaczął na wejściu
- Witam - powiedziałam troszkę zaspana i znowu atak kaszlu.
- Zbadam panią i zobaczymy co tu się dzieje - powiedział i ubrał stetoskop. Przebadał mnie i stwierdził - Ewidentne zapalenie oskrzeli. - orzekł a ja jęknęłam.
- Ile to się będzie ciągnęło? - zapytałam
- Myślę że w pani przypadku nie powinno być więcej niż 8 dni - oświadczył - Proszę przyjmować leki obniżające temperaturę, dużo pić i odpoczywać, bardzo dużo odpoczywać bo wtedy organizm najszybciej regeneruje siły i broni się przed powikłaniami.
- Dobrze, dziękuję. - powiedziałam.
Mężczyzna wyszedł, a ja zostałam sama. Jakoś zjadłam trochę obiadu chociaż nie miałam wcale apetytu, wypiłam tabletkę i popijałam sobie sok czytając książkę gdy ktoś wpadł do mojego pokoju. Był to Nikodem.
- Cześć ciocia - wyszczerzył się
- Cześć młody - przybiliśmy piątkę a on usiadł na skraju łóżka - Co cię do mnie sprowadza? - zapytałam kładąc książkę na nogach
- Aaa bo tak się zastanawiam ile będziesz chorować.
- Jak skończę chorować to od razu jadę do Bełchatowa.
- No to to wieeeeem. Ale myślałem, że może postrzelalibyśmy z łukuuuu. - przekrzywił głowę na prawo - Ostatnio sobie z tatą zrobiłem taki superfajny, że ci mówię! - wykrzyknął
- Jak szybciej stanę na nogi to może. Ale wątpię ja miałam jechać już jutro rano a tu mi doktor kazał leżeć w łóżku 8 dni. - jęknęłam
- Szkooda. Tak myślałem, że sobie razem postrzelamy - westchnął
- Tatę weź - wzruszyłam ramionami
- Tata w tym tygodniu pracuje na drugą zmianę i jak idę do szkoły to on w domu a jak ja wracam to on do pracy i nie mamy czasu - wykrzywił usta w podkówkę
- To prababcię weź. - wzruszyłam ramionami
- Prababcię? - parsknął śmiechem
- Ej, młody co ty się śmiejesz? Prababcia strzelała ze mną kiedyś z łuku - powiedziałam a on popatrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami - Oczywiście - zakaszlałam po czym kontynuowałam słabszym głosem - Jak wujek Michał, albo wujek Krystian nie miał dla mnie czasu to zawsze prababcia się ze mną bawiła. - uśmiechnęłam się szeroko na samo wspomnienia
- Nikodem nie męcz ciotki - powiedziała stająca w progu Asia
- Mamo a wiesz, że prababcia strzelała z ciocią z łuku jak była młodsza?
- No oczywiście, że wiem - zaśmiała się - Sama też strzelałam
- Serio?! I jak ci szło? - wytrzeszczył oczy
- Nie było najlepiej ale jakoś tam sobie radziłam. A dałeś cioci prezent?
- Zapomniałem - rzucił i włożył rękę do plecaka, którego cały czas miał na sobie i wyjął z niego gorzką czekoladę po czym mi wręczył - Mama mówi, że gorzka czekolada dodaje energii - wyszczerzył się
- Dziękuję bardzo Nikoś - uśmiechnęłam się i odłożyłam słodycz na półkę po czym znowu zakaszlałam
- No chodź Niki nie męcz już cioci - siostra zabrała chłopca i wyszli z pokoju. A ja zostałam sama. Znowu wróciłam do lektury. Przeczytałam raptem 10 stron i zadzwonił mój telefon. Sięgnęłam na półkę i spojrzałam na wyświetlacz. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy gdy zobaczyłam tam zdjęcie Karola. Odebrałam.
- No cześć słońce - zaczął wesoło
- Cześć cześć - przywitałam się lecz od razu złapał mnie atak kaszlu
- A ty co? Chora jesteś?
- Noo zapalenie oskrzeli mam - powiedziałam smutno
- Raczej dzwoniłem żeby ci powiedzieć, że za tobą tęsknie, a nie żebyś mi tu wracała do zdrowia bo jesteś chora.
- No tak się złożyło. - westchnęłam - Ja też tęsknie. Mam nadzieję, że tam innych pod moją nieobecność nie podrywasz - zaśmiałam się
- Gdzie ja mam czas dziewczyno! Ja teraz taki zapracowany, telewizja, wywiady, dziennikarze, gdzie ja mam czas na dziewczyny?! - oburzył się wielce
- Oo patrzcie państwo jaki zapracowany się znalazł - parsknęłam śmiechem kaszląc
- Co ty myślisz? Fala sławy i te sprawy - zaśmiał się
- Ehe, ehe - powiedziałam z politowaniem
- A nie? - śmiał się dalej
- Może troszeczkę - uśmiechnęłam się
- Nie troszeczkę tylko bardzo, ale nie będę cię męczył. Zdrowiej mi tam szybko i jeszcze szybciej do mnie przyjeżdżaj bo tęsknie kotek.
- Będę zdrowieć. Papa - pożegnałam się i zakończyłam połączenie. Odłożyłam telefon a do pokoju weszła Zosia z talerzem kanapek i herbatą, chyba z cytryną.
- Ooo dziękuję Zosiu - uśmiechnęłam się
- Babcia powiedziała, że masz wszystko zjeść bo przyjdzie cię sprawdzić.
- Spróbuję zjeść - puściłam jej oczko. Dziewczynka wyszła a ja zjadłam 2 z 5 pięciu kanapek. Na więcej nie miałam apetytu. Nie mogłam już czytać bo przy sztucznym świetle oczy w chorobie szybciej się męczą więc zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy w celu zaśnięcia. Udało mi się niemal od razu. Oczywiście budziłam się często przez ten pieprzony kaszel.
Kolejne dni leciały mi tak samo. Nic ciekawego się nie działo. Ciągle leżałam w łóżku bo gdy tylko pojawiłam się w kuchni od razu byłam ścigana do pokoju. Dzwoniłam do Piechockiego i wyjaśniłam mu, że nie dam rady pojawić się w czwartek, on zrozumiał i nakazał mi wracać dopiero jak będę w pełni zdrowa. W niedzielę czyli urodziny Michała postanowiłam do niego zadzwonić i złożyć życzenia. Odebrał dopiero po 4 sygnałach. Zaraz ja mu tu wygarnę!
- No ile ja mam czekać żeby szanowny pan odebrał telefon? - zaczęłam na wstępie
- A może jakieś cześć, hej, jak się masz? jak żyjesz? czy coś? - zironizował
- Gdzie tam cześć! Urodziny dziś Michała, sto lat śpiewa Polska cała! - wykrzyknęłam i zakaszlałam lekko.
- A no dziękuję, dziękuję. Długo nad rymem myślałaś? - parsknął śmiechem
- Całe popołudnie na ciebie baranie straciłam - prychnęłam oburzona - A tak serio to teraz mi do głowy przyszedł - wyszczerzyłam się choć on i tak tego nie widział.
- Wiedziałem, wiedziałem
- Gdzie tam wiedziałeś - prychnęłam
- Bratnia intuicja - powiedział wyniośle
- Jest w ogóle coś takiego? - uniosłam brew - Ja słyszałam tylko o kobiecej i matczynej - zaśmiałam się
- Bo ty mało o świecie wiesz - powiedział wyniośle. - Oczywiście, że jest. Moja bratnia intuicja od razu mi podpowiedziała, że się z Kłosikiem zejdziecie - powiedział dumnie
- Weź ty z nas zejdź człowieku - broniłam się. Gadaliśmy wtedy chyba z jakieś pół godziny. Do rozmowy wtrącił się nawet Oliwier i Dagmara z którymi też troszkę pogadałam.
No ale w końcu nadszedł taki dzień, a była to środa. Już w poniedziałek czułam się dobrze ale mama chciała się mną jeszcze nacieszyć. Gorączki nie było wcale, pozbyłam się także okropnego kaszlu. Zadzwoniłam więc we wtorek rano do Agnieszki, że może się mnie spodziewać około 15. Następnie do prezesa Skry, że pojawię się na jutrzejszym treningu z czego on był bardzo zadowolony. No wiadomo, mnie zobaczyć to przecież wielki zaszczyt! Nie no, śmieje. Spakowałam swoje wszystkie rzeczy i przeniosłam je do bagażnika swojej skody. Mama trochę narzekała, że się w ogóle córą nie nacieszyła, ale trzeba było mnie do pokoju nie ścigać jak przychodziłam na dół nie? Zjadłam wcześniejszy obiad, pożegnałam się ze wszystkimi obiecując, że jak tylko będę miała trochę czasu to wpadnę no i wreszcie mogłam ruszać. Na drodze były straszne korki. Dlatego w Bełchatowie byłam dopiero 3,5 godziny później. Podjechałam na odpowiednie osiedle. Zobaczyłam Agnieszkę, która czekała na mnie przed budynkiem. Podbiegła do mnie i od razu cała uśmiechnięta przytuliła.
- Witamy fotografa Mistrzów Świata - wyszczerzyła się
- A witam witam - też ukazałam zęby w uśmiechu - Ja myślę, że z tego powodu należą mi się specjalne względy. W końcu gdyby nie ja to oni nie mieli by przecież w sieci żadnych ładnych zdjęć - odrzuciłam dumnie włosy do tyłu
- Ależ oczywiście - skłoniła się w pas. - Jak zwykle skromna - wystawiła mi język
- A jak? - zaśmiałam się - Musisz mi pomóc pownosić te wszystkie rzeczy do naszego mieszkania bo troszkę jeszcze tego mam
- Mam tylko nadzieję, że nie więcej niż w całym domu - parsknęła śmiechem
- Ha, ha, ha - mruknęłam z przekąsem - Cicho bądź i pomóż mi z tym a nie gadaj
- Ja nie gadam, ja prowadzę konwersację - wytknęła w moim kierunku język
- A ja ci zaraz nie przywalę tylko mocno dotknę - warknęłam po czym obie się zaśmiałyśmy. Zrobiłyśmy dwa kursy i pół godziny później wszystko znajdowało się w moim pokoju. Jeszcze raz przeszłam się po naszym lokum a swój obchód skończyłam w kuchni gdzie przyjaciółka przygotowywała kawę.
- Widzę, że mieszkanie w dobrym stanie, czyli sprzątanie było przed kontrolą? - zapytałam poważnie siadając przy stole
- Oczywiście, że było, jak mogłoby nie być przed taką dogłębną kontrolą? - wyszczerzyła się
- Widzę właśnie - zaśmiałam się
Do godziny 19 gadałyśmy cały czas, ona opowiadała mi co porabiała przez ten czas od kąd się nie widziałyśmy, a ja jej o Mistrzostwach z mojej perspektywy, jak to wszystko wyglądało i wreszcie, jak zostaliśmy parą z Karolem. Stwierdziła, że to "tak super romantycznie, że gdyby zaproponowano jej rolę w filmie gdzie zakochani zostają parą w takim momencie nie wahała by się ani chwili". No ..... tak. Aga chciała być aktorką a została przedszkolanką. Naprawdę. Pracuje teraz w jednym z bełchatowskich przedszkoli. Podobno nawet w grupie ma Arka Wlazłego.
W końcu postanowiłyśmy obejrzeć jakiś film. Zostawiłam Witczak wolną rękę a sama poszłam zadzwonić do tego swojego romantycznego chłopaka.
- No cześć Karolku - zaczęła wesoło
- Cześć kotek, jak tam? Już słyszę, że zdrowa .
- A skąd wiesz? - zdziwiłam się
- Intuicja - nie widziałam go, ale mogłabym przysiąc, że wyszczerzył się głupkowato.
- Sokoro twoja intuicja to ja nie wnikam - zaśmiałam się - Co tam u ciebie?
- A co ma być? Treningi - powiedział smutno
- Ooooo biedny Kłosik, tak się na hali namęczy - powiedziałam współczującym głosem po czym zaśmiałam się
- Ej, ej, ej ty się ze mnie nie śmiej. Bo będę nieprzyjemny - zagroził
- No co ty nie powiesz - parsknęłam śmiechem
- To się nazywa brak szacunku od dziewczyny - usłyszałam śmiech Michała
- Winiar?
- Witam sister - teraz słyszałam go już wyraźnie. Ale chciał tu zaszpanować znowu językami. Tym razem angielskim.
- Gdzie jesteście?
- A zwaliliśmy się do mieszkanka twojego chłopaka. Powiem ci, że ma bardzo wygodne łóżko - zaśmiał się nie widziałam go ale mogłabym przysiąc, że poruszył jednoznacznie brwiami.
- Dzięki za info. Zapamiętam - zawtórowałam mu
- Ciocia Elena? - usłyszałam szepty Ara i Oliwiera
- Tak, nie przeszkadzaj Oli - skarcił syna Winiarski
- Co "nie przeszkadzaj" co "nie przeszkadzaj" Nie nie przeszkadzaj tylko dawaj mi ich tu, chcesz zabronić synowi kontaktu z ciotką?
- Z taką ciotką to jak najbardziej
- Wiesz co? Foch - prychnęłam ale już usłyszałam głos dwóch małych chłopców
- Cześć ciociu!
- Cześć chłopaki - uśmiechnęłam się - Opowiecie mi wszystko co tam tatuś z wujkami wyrabiali jak mnie nie było, a ja was za to zabiorę do kina na jakiś super film, a potem na pizzę
- Ale na film, jaki sobie zażyczymy? - zapytał Arek
- Oczywiście - zapewniłam - To jak? Wchodzicie?
- Arek, nie ufaj ciotce - usłyszałam stłumiony głos Mariusza
- Wchodzicie chłopcy? - powtórzyłam
- Pewnie! - wykrzyknęli
- No to super - wyszczerzyłam się do siebie
- Dobra, dobra, dawać mi ten telefon, każdy sobie pogadał tylko nie ja - usłyszałam wzburzonego Andrzeja - Cześć Leniu
- Cześć Andrzejku - powiedziałam słodko
- Elka! Chodź już! - usłyszałam głos Agnieszki wołającej mnie z salonu
- Już idę! - odkrzyknęłam
- Ej, ej, ej. Co ty tam pod naszą nieobecność imprezy odwalasz co? - zapytał jeszcze bardziej oburzony Wrona
- Wy możecie to ja też. Musze kończyć. Ucałuj Karola ode mnie - parsknęłam śmiechem
- Muszę? - jęknął
- Tak, musisz - zaśmiałam się - Papa. Trzymajcie się. - zakończyłam połączenie i udałam się do salonu, tam co? Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Oglądałam to już tyle razy ale mogę jeszcze raz, czemu nie? Gdy film się skończył ruszyłam na górę wziąć prysznic i poszłam spać. Wszystkie rzeczy postanowiłam rozpakować jutro. Położyłam się do łóżka i po kilku minutach zasnęłam
niedziela, 7 grudnia 2014
~Rozdział 43~
Gdy się obudziłam Karol już nie spał, a przyglądał się mi i bawił moimi włosami. Uśmiechnął się gdy otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego.
- Długo nie śpisz? - zapytałam ziewając i wtulając się w jego klatkę piersiową
- Chwilkę - odparł dalej się szczerząc
- Co tak zacieszasz? - zapytałam też się uśmiechając
- No bo mam koło siebie największy skarb pod słońcem - powiedział patrząc mi prosto w oczy, na co ja uśmiechnęłam się szeroko i namiętnie go pocałowałam.
- Ja też mam taki skarb - wyszeptałam po czym chciałam wstać z łóżka ale on chwycił mnie w pasie i pociągnął z powrotem na łóżko po czym zawisł nade mną ale na tym to się skończyło, ponieważ do pokoju wpadł Ignaczak, ale niemal od razu się wycofał zamykając drzwi.
- Stefan kazał wam przekazać, że wyjeżdżamy za godzinę więc się zbierać gołąbeczki! - krzyknął z korytarza.
- No widzisz, Stefan kazał się zbierać, gołąbeczku - parsknęłam śmiechem uciekając do łazienki gdzie się ogarnęłam. Gdy wyszłam Kłosa już nie było. Zaczęłam się więc pakować. 20 minut później byłam już gotowa i zamykałam pokój, a na korytarzu spotkałam Igłę. Czy on tam na mnie czekał? Dziwne, do sprawdzenia.
- No, teraz przyznaj, że miałem racje - wypiął dumnie klatę do przodu
- Aaa w jakiej sprawie? - zapytał głupio, zaplotłam ręce na plecach i zaczęłam się kołysać w przód i w tył na stopach, a on popatrzył na mnie jak na debila. Parsknęłam śmiechem i stanęłam normalnie - No dobra, miałeś racje.
- Bo?
- Bo jesteśmy parą z Karolem - na same te słowa się uśmiechnęłam
- No aż ci pogratuluję - wyszczerzył się no i pogratulował przytulając mnie, a chwilę potem z pokoju wyszli Winiarski z Wlazłym oraz Wrona z Kłosem. Niższy środkowy podszedł do mnie i złapał za rękę
- No to widzę, że się wreszcie znalazł taki co z tobą wytrzyma - parsknął śmiechem Winiar
- Dobrze, że z tobą jeszcze ktoś wytrzymuje głupku - wystawiłam mu język
- Ej, wcale nie jestem głupi - burzył się
- Tak wiem, wiem, tylko ciężej myślisz. Nie musisz mi mówić - pokiwałam głową z politowaniem, a reszta się zaśmiała
- No tylko wiesz, Kłosik, że jak ją skrzywdzisz to masz przejebane - powiedział poważnie Michał, a Krzysiek wraz z Mariuszem mu przytaknęli
- Nic się nie martw. Na pewno nie skrzywdzę - uśmiechnął się środkowy obejmując mnie mocniej w pasie
- A wiecie jak to przyjemnie być ojcem waszego związku? - zmienił temat Winiar szczerząc się i wpychając się między nami obejmując za szyje.
- Co? Jakim ojcem? - popatrzyłam na niego jak na debila - Zresztą ty nie jesteś przyczyną naszego związku - zaprzeczyłam
- Nieeeee wcaaaaaale - wywrócił ślepiami - Przypomnij sobie, kto ci truł życie żebyś Kłosa zaprosiła na wesele do Łucji? Kto ci mówił żebyś się do Bełka przeprowadziła? Kto kazał Ignaczakowi z tobą pogadać we Wrocku? - podawał przykłady
Zastanowiłam się chwile i faktycznie.
- Zadziwiasz mnie braciszku - zaśmiałam się - Aleś ty przebiegły
- Tak, wiem, wiem, że bardziej niż ty nie musisz mówić - uniósł dumnie głowę do góry
- No chyba śnisz - prychnęłam
- Dobra, my tu gadu, gadau, a obiadek się sam nie zje - zatarł ręce Wronka. No więc ruszyliśmy na dół. Antiga to już miał kogoś po nas wysyłać ale się wreszcie zjawiliśmy.
Do Warszawy mieliśmy polecieć samolotem więc tylko na lotnisko pojechaliśmy autokarem. Gdy dotarliśmy do stolicy pojechaliśmy jakimś autokarem w odpowiednie miejsce i już po chwili byliśmy w kancelarii premiera. Każdy miał podpisany swoje miejsce. Mi przypadło siedzieć pomiędzy Fabianem a Rafałem. Nie żeby coś no ale myślałam, że mi się może poszczęści i będę miała miejsce obok Karola, który siedział przy drugim końcu stołu. No niestety. Najpierw były jakieś przemówienia i tak dalej, a potem wreszcie można było zacząć jeść na co najbardziej chyba ucieszyłam się ja i Fabian, który niemal rozlał kawę z dzbanka gdy sobie nalewał.
Gdy już wszyscy cali i szczęśliwi wyszliśmy z budynku chłopaków dopadli dziennikarze, a do mnie zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Asi. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- No co tam?
- Hej, Elka gdzie ty właściwie jesteś co?
- Ja w Warszawie a co?
- A dokładnie?
- Pod sejmem właśnie skończyliśmy jeść obiad u pani premier a co?
- No bo ja jestem właśnie też w Warszawie i tak się chciałam zapytać czy cie nie zgarnąć po drodze?
- Wiesz, fajnie by było, ale ja mam samochód w Spale i musiałybyśmy tam pojechać
- Dobra nie ma sprawy. Ja muszę załatwić jeszcze jedną sprawę, ale za pół godziny powinnam być na miejscu. Może być?
- Pewnie i dzięki wielkie, że ci się w ogóle chce - uśmiechnęłam się
- Nie ma za co. Kończę pa - rozłączyła się. Schowałam telefon do kieszeni i rozejrzałam się dookoła. Siatkarze udzielali jeszcze wywiadów więc nie miałam chwilowo ci robić. Postanowiłam w ogóle powiadomić Stephana. Wyszukałam go wzrokiem, akurat nie udzielał żadnego wywiadu więc szybko do niego podeszłam i naświetliłam całą sprawę. Powiedział, że nie ma problemu. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go na pożegnanie po czym ruszyłam do autokaru po swoje walizki wyjęłam je i usiadłam na ławce. Chłopcy nadal byli męczeni przez dziennikarzy, ale zostawało ich już coraz mniej. W pewnym momencie zauważyłam jak Karol idzie w moim kierunku. Uśmiechnęłam się a on usiadł obok mnie
- Po co wyciągnęłaś te walizki? - zmarszczył czoło
- Zaraz Aśka po mnie przyjedzie - uśmiechnęłam się smutno
- To kiedy my się zobaczymy? - jęknął chwytając mnie za rękę
- Obiecuje, że najszybciej jak tylko się da - musnęłam delikatnie jego wargi po czym zobaczyłam auto siostry podjeżdżające na parking - Muszę się jeszcze ze wszystkimi pożegnać i lecę - oznajmiłam ruszając do chłopaków. Pożegnałam się ze wszystkimi po kolei, został mi jeszcze Krzysiek i Michał. Najpierw poszłam do tego pierwszego.
- No szkoda, że już mnie opuszczasz - powiedział z udawanym, tak wiem, że z udawanym, smutkiem tak na prawdę to się cieszy, że się ode mnie uwolni. Skubaniec jeden, wycierając wyimaginowaną łzę - Miło, że chociaż przyszłaś się pożegnać. No ten twój brat to by pewnie mnie zostawił w ogóle się nie żegnając - szepnął konspiracyjnie nachylając się do mojego ucha
- No wiesz, Krzysiu, ja zawsze jestem miła... - nie dokończyłam bo on parsknął śmiechem
- Nie, oszukujmy się Enka, wszyscy wiemy, że z ciebie wredotka wersja hard i nawet się nie sprzeczaj - śmiał się ze mnie. Ewidentnie się ze mnie śmiał!
- Ty się nie znasz - wystawiłam mu język - A co do tego gbura mojego brata to wiem, że by tak zrobił. Nie musisz mi przypominać. No ale czas nagli więc do zobaczenia na jakimś meczu, Krzysiu - cmoknęłam go w policzek i mocno się uściskaliśmy
- No a z bratem to już nie łaska się pożegnać? - zapytał Winiar, przerywając nam tą miłą chwilę podpierając się po boki i tupiąc stopą. Chciałam mu najpierw coś odpyskować ale jak zobaczyłam jak on wygląda to razem z Igłą zajęliśmy się niepohamowanym śmiechem, który trochę trwał po czym wreszcie powiedziałam:
- Po pierwsze to wyglądasz przezabawnie braciszku - wyszczerzyłam się - Po drugie, to nigdy nam nie przerywaj gdy sobie z Krzysiem rozmawiamy, a po trzecie to miałam nawet zamiar się z tobą nie pożegnać nawet jak ty się Ignaczakiem nie żegnasz. Nie wiem kiedy ale mi tak powiedział
- Wierzysz Ignaczakowi czy mi? - uniósł brew
- Dobra, nie ważne. Chodź tutaj - rozwarłam ramiona by przytulić brata - Tylko tam całkiem w tym Bełchatowie to o mnie nie zapomnij, co? - zaśmiałam się
- Ja o tobie nigdy nie pamiętam, chyba, że mam coś od ciebie dostać - wystawił mi język
- Eeeeeej to było nie fajne - zrobiłam smutną minkę
- Dobra, będę o tobie pamiętał - przysiągł uroczyście trzymając rękę na sercu
- Skrzyżował palce! - wykrzyknął przechodzący za nim Wrona
- Wiedziałam - parsknęłam śmiechem - Ja i tak wiem, że się cieszysz, że cię wreszcie w spokoju zostawiam - wystawiłam mu język. Niedługo i tak się spotkamy. - Ale muszę iść. Na razie chłopaki - uśmiechnęłam się jeszcze i wróciłam do ławki przy której stały moje walizki i siedział Karol, który głupio się uśmiechał.
- Co się tak śmiejesz? - zapytałam i też się uśmiechnęłam
- A nic, nic - odparł
- Dobra, nie ważne. Idziesz mnie odprowadzić?
- Jasne - odparł i ruszyliśmy w odpowiednim kierunku. Strasznie szybko minęła mi droga z ławki do samochodu. Nie czepiać się, że to było 10 metrów! Ale zdecydowanie za szybko.
- Przyjadę do Bełchatowa jak najszybciej się da - obiecałam
- Mam nadzieję - uśmiechnął się po czym złączył nasze usta w pocałunku. Włożyłam walizki do bagażnika i ruszyłam do drzwi pasażera - Już tęsknie
- Ja też. Papa - uśmiechnęłam się ostatni raz i wsiadłam do samochodu. Przywitałam się z Aśką a ona odpaliła samochód i gdy wjeżdżałyśmy już na autostradę wybuchnęła wreszcie. Myślałam, że trochę krócej to potrwa.
- Nic mi nie powiedziałaś, że jesteś z Karolem!?
- Oj, no bo to od wczoraj wieczora, albo nawet od dzisiaj nad ranem noo - próbowałam się usprawiedliwić choć i tak wiedziałam co mi zaraz powie "To cię nie usprawiedliwia"
- To cię nie usprawiedliwia. - nie mówiłam? Strasznie przewidywała się zrobiła. Ehh....
- Właśnie, że mnie usprawiedliwia - powiedziałam pewnie.
- Ee - zaprzeczyła
- Ehe
- Ee
- Ehe
- Ee
- Tak usprawiedliwia mnie, ale możesz się cieszyć bo wiedziałaś przed babcią a to już sukces - zaśmiałyśmy się obie
Pod ośrodkiem w Spale byłyśmy jakieś 2,5 godziny później. Przełożyłam swoje rzeczy do swojego auta i ruszyłam za siostrą. O jeny, jak mi brakowało jazdy swoją ukochaną skodą. Ale nareszcie nadszedł ten czas. Jechało mi się bardzo dobrze, na drogach nie natrafiłam na żadne niedogodności więc było świetnie. W domu byłam około 18. Wysiadłam z auta i zaciągnęłam się tym świeżym powietrzem. Wzięłam walizki i ruszyłam z nimi do domu. Wniosłam je do korytarza i już od pierwszego kroku usłyszałam ulubione piosenki mojej mamy, których dźwięki słychać było z kuchni.
- Hej, hej, wróciłam! - krzyknęłam a podbiegł do mnie od razu Kapitan szczekając niemiłosiernie. No fakt, trochę mnie tu nie było.
- Córa moja kochana wróciła! - ucieszyła się mama wychodząc z kuchni i wycierając ręce w ścierkę po czym mnie przytuliła i uspokoiła psa.
- Ciocia! - już usłyszałam krzyk dzieci z góry, a ja im nie kupiłam po drodze czekolady, o kurka. Przytuliłam młodocianych, a następnie babcie i Adama. Zaniosłam walizki do pokoju, a za mną krok w krok chodziła Zosia. Postanowiłam umyć dzisiaj samochód. Gdy wsiadłam do niego w Spale widziałam, że taki trochę nie ten teges a zresztą dawno tego nie robiłam. Przygotowałam więc odpowiednie rzeczy i wraz z dziewczynką wyszłyśmy na zewnątrz. Podjechałam autem za dom i zabrałyśmy się za robotę. Cały czas gadałyśmy na różne tematy.
- Wiesz ciociu, miałaś rację. Teraz w przedszkolu mam pełno koleżanek i nawet jedna mieszka tutaj dwa domy dalej. Codziennie razem chodzimy do przedszkola i wracamy do domu i bawimy się razem, nawet siedzimy razem przy stoliku - zaczęła nawijać. Ehh, pamiętam jak moja przyjaźń z Marcelą i Karoliną. To się właśnie zaczyna od wspólnego siedzenia przy jednym stoliku w przedszkolu.
- A nie mówiłam? - zapytałam z uśmiechem
- Mówiłaś, mówiłaś - pokiwała głową. Zaśmiałam się i oblałam ją wodą, ona pisnęła ale mi oddała. Polewałyśmy się tak trochę, a po chwili przybiegł do nas Nikodem, z butelką wody i zaczął nas oblewać. Byłyśmy cali przemoczeni ale zabawa świetna. W końcu udało mi się ich zagonić do domu, a mnie dopadł Kapitan. Postanowiłam przejść się z nim na spacer, na łąki. Co z tego, że byłam mokra. Mi to w niczym nigdy nie przeszkadzało.
- Piesku, po smycz, po smycz, idziemy na spacer, słyszysz. Na spacer. - uśmiechnęłam się szeroko. Cichaczem wzięłam smycz z wieszaka w korytarzu i ruszyliśmy. Szliśmy sobie wolno po czym gdy dotarliśmy już na łąkę spuściłam zwierzaka ze smyczy. Niech sobie jeszcze pobiega. Znalazłam jakiś patyk i zaczęłam mu rzucać. Nie wiem ile sobie tam siedzieliśmy, ale pobawiliśmy się świetnie. W końcu postanowiłam wracać bo robiło się ciemno. Schyliłam się żeby zapiąć psu smycz i zakaszlałam. Ocho! A trzeba było iść się przebrać. Boże Elena, ty to czasem jak dziecko! Dobra, nie ważne teraz idziemy do domu. Nie wiem jakim, ale jakimś cudem udało nam się wejść niezauważonym. Pognałam na górę szybko się ogarnąć i zeszłam na dół coś zjeść.
- Mhm, a co tu tak pięknie pachnie? - zapytałam z uśmiechem
- A zasmażane tortellini - uśmiechnęła się mama nakładając na talerze jedzenie. Zasiadłyśmy we trzy w kuchni i się zaczęło
- Asia mówiła, że jednak się odważny co z tobą wytrzyma znalazł - powiedziała mama śmiejąc się
- A to papla - mruknęłam
- Jednak Karol co? Ja od początku wiedziałam, że coś z tego będzie, wiedziałam i ciebie na pewno też od początku do niego ciągnęło co? - rodzicielka uniosła brew
- Oho ho! Jaka wszechwiedząca się znalazła! A właśnie wcale że nie. Nie od początku mnie do niego ciągnęło tylko dopiero od Warszawy - wystawiłam jej język
- Dobra, dobra, ale cieszę się bardzo córuś - cmoknęła mnie w policzek
- No właśnie, a chciałam wam jeszcze jedną rzecz ogłosić - powiedziałam poważne - Ponieważ dostałam pracę jako fotograf Skry to przeprowadzam się do Bełchatowa - ogłosiłam a je zatkało po czym mama zaczęła mnie mocno ściskać
- Tak się ciesze, Eleneczko - powiedziała wesoła
- No mamuś ja też się cieszę ale proszę nie duś mnie - jęknęłam a ona zwolniła uścisk
- A ty mi mówiłaś, że nikt mi ukochanej wnusi nie zabierze i co?- zapytała pretensjonalnym tonem babcia
- Oj babuniu - uśmiechnęłam się szeroko - Nie gniewaj się nie swoją Elenkę co? Będę często do ciebie przyjeżdżać, obiecuję - uniosłam uroczyście dwa palce - Na pewno częściej niż Misiek - powiedziałam cicho i zaśmiałyśmy się obie.
- O, a co to za przysięgi? - zapytała Asia wchodząca do kuchni razem z Adamem
- Elena obiecuje, że będzie często do nas z Bełchatowa przyjeżdżać bo dostała tam pracę fotografa klubu i się wyprowadza - objaśniła wszystko mama
- Co? - zapytali jednocześnie zdziwieni
- To co słyszeliście - uśmiechnęłam się szeroko. Pogratulowali mi.
- A kiedy masz wyjeżdżać? - zaciekawił się szwagier
- Właściwie to nie wiem, nie dzwoniłam jeszcze do prezesa - rzuciłam.
- No to dzwoń dzisiaj bo musimy wiedzieć kiedy imprezkę pożegnalną wyprawić - puścił mi oczko
- Sie wie - wyszczerzyłam się - To idę dzwonić - spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20. Podążyłam do swojego pokoju i wzięłam komórkę do ręki. 2 smsy. Jeden do Michała drugi od Karola. Odczytałam najpierw od chłopaka
"Dojechałaś spokojnie kotek? :*"
Odpisałam.
Następnie odczytałam wiadomość od Winiarskiego: "Dojechałaś cała czy uwolniłem się od ciebie na zawsze? :P"
No co za świnia z tego mojego pożal się Boże brata!
"Coś kiepsko z formą jak ty na odległość nie wytrzymujesz ;P"
No i zgodnie z obietnicą nie odpisał już więcej. Na smsy z nimi straciłam 10 minut swojego bardzo cennego czasu. No szlag! Zadzwoniłam wreszcie do prezesa.
- Dobry wieczór, Winiarska z tej strony
- Aa witam witam. O co chodzi?
- Chciałam zapytać kiedy to mam się stawić w klubie? Bo ja teraz jestem w rodzinnym mieście i chciałabym jakoś sobie to zaplanować
- Wie pani co? Ja myślę, że jeśli będzie pani w czwartek to będzie dobrze
- Dobrze. Dziękuj bardzo. Dobranoc
- Dobranoc - zakończyłam połączenie i odłożyłam telefon na półkę po czym zakaszlałam. O jeny, tylko nie żadne choróbstwo, proszę. Resztę wieczoru spędziłam z rodzinką w salonie. Do 22 cały czas rozmawialiśmy po czym zmęczona podróżą oraz ostatnią nocą poszłam spać.
- Długo nie śpisz? - zapytałam ziewając i wtulając się w jego klatkę piersiową
- Chwilkę - odparł dalej się szczerząc
- Co tak zacieszasz? - zapytałam też się uśmiechając
- No bo mam koło siebie największy skarb pod słońcem - powiedział patrząc mi prosto w oczy, na co ja uśmiechnęłam się szeroko i namiętnie go pocałowałam.
- Ja też mam taki skarb - wyszeptałam po czym chciałam wstać z łóżka ale on chwycił mnie w pasie i pociągnął z powrotem na łóżko po czym zawisł nade mną ale na tym to się skończyło, ponieważ do pokoju wpadł Ignaczak, ale niemal od razu się wycofał zamykając drzwi.
- Stefan kazał wam przekazać, że wyjeżdżamy za godzinę więc się zbierać gołąbeczki! - krzyknął z korytarza.
- No widzisz, Stefan kazał się zbierać, gołąbeczku - parsknęłam śmiechem uciekając do łazienki gdzie się ogarnęłam. Gdy wyszłam Kłosa już nie było. Zaczęłam się więc pakować. 20 minut później byłam już gotowa i zamykałam pokój, a na korytarzu spotkałam Igłę. Czy on tam na mnie czekał? Dziwne, do sprawdzenia.
- No, teraz przyznaj, że miałem racje - wypiął dumnie klatę do przodu
- Aaa w jakiej sprawie? - zapytał głupio, zaplotłam ręce na plecach i zaczęłam się kołysać w przód i w tył na stopach, a on popatrzył na mnie jak na debila. Parsknęłam śmiechem i stanęłam normalnie - No dobra, miałeś racje.
- Bo?
- Bo jesteśmy parą z Karolem - na same te słowa się uśmiechnęłam
- No aż ci pogratuluję - wyszczerzył się no i pogratulował przytulając mnie, a chwilę potem z pokoju wyszli Winiarski z Wlazłym oraz Wrona z Kłosem. Niższy środkowy podszedł do mnie i złapał za rękę
- No to widzę, że się wreszcie znalazł taki co z tobą wytrzyma - parsknął śmiechem Winiar
- Dobrze, że z tobą jeszcze ktoś wytrzymuje głupku - wystawiłam mu język
- Ej, wcale nie jestem głupi - burzył się
- Tak wiem, wiem, tylko ciężej myślisz. Nie musisz mi mówić - pokiwałam głową z politowaniem, a reszta się zaśmiała
- No tylko wiesz, Kłosik, że jak ją skrzywdzisz to masz przejebane - powiedział poważnie Michał, a Krzysiek wraz z Mariuszem mu przytaknęli
- Nic się nie martw. Na pewno nie skrzywdzę - uśmiechnął się środkowy obejmując mnie mocniej w pasie
- A wiecie jak to przyjemnie być ojcem waszego związku? - zmienił temat Winiar szczerząc się i wpychając się między nami obejmując za szyje.
- Co? Jakim ojcem? - popatrzyłam na niego jak na debila - Zresztą ty nie jesteś przyczyną naszego związku - zaprzeczyłam
- Nieeeee wcaaaaaale - wywrócił ślepiami - Przypomnij sobie, kto ci truł życie żebyś Kłosa zaprosiła na wesele do Łucji? Kto ci mówił żebyś się do Bełka przeprowadziła? Kto kazał Ignaczakowi z tobą pogadać we Wrocku? - podawał przykłady
Zastanowiłam się chwile i faktycznie.
- Zadziwiasz mnie braciszku - zaśmiałam się - Aleś ty przebiegły
- Tak, wiem, wiem, że bardziej niż ty nie musisz mówić - uniósł dumnie głowę do góry
- No chyba śnisz - prychnęłam
- Dobra, my tu gadu, gadau, a obiadek się sam nie zje - zatarł ręce Wronka. No więc ruszyliśmy na dół. Antiga to już miał kogoś po nas wysyłać ale się wreszcie zjawiliśmy.
Do Warszawy mieliśmy polecieć samolotem więc tylko na lotnisko pojechaliśmy autokarem. Gdy dotarliśmy do stolicy pojechaliśmy jakimś autokarem w odpowiednie miejsce i już po chwili byliśmy w kancelarii premiera. Każdy miał podpisany swoje miejsce. Mi przypadło siedzieć pomiędzy Fabianem a Rafałem. Nie żeby coś no ale myślałam, że mi się może poszczęści i będę miała miejsce obok Karola, który siedział przy drugim końcu stołu. No niestety. Najpierw były jakieś przemówienia i tak dalej, a potem wreszcie można było zacząć jeść na co najbardziej chyba ucieszyłam się ja i Fabian, który niemal rozlał kawę z dzbanka gdy sobie nalewał.
Gdy już wszyscy cali i szczęśliwi wyszliśmy z budynku chłopaków dopadli dziennikarze, a do mnie zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Asi. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- No co tam?
- Hej, Elka gdzie ty właściwie jesteś co?
- Ja w Warszawie a co?
- A dokładnie?
- Pod sejmem właśnie skończyliśmy jeść obiad u pani premier a co?
- No bo ja jestem właśnie też w Warszawie i tak się chciałam zapytać czy cie nie zgarnąć po drodze?
- Wiesz, fajnie by było, ale ja mam samochód w Spale i musiałybyśmy tam pojechać
- Dobra nie ma sprawy. Ja muszę załatwić jeszcze jedną sprawę, ale za pół godziny powinnam być na miejscu. Może być?
- Pewnie i dzięki wielkie, że ci się w ogóle chce - uśmiechnęłam się
- Nie ma za co. Kończę pa - rozłączyła się. Schowałam telefon do kieszeni i rozejrzałam się dookoła. Siatkarze udzielali jeszcze wywiadów więc nie miałam chwilowo ci robić. Postanowiłam w ogóle powiadomić Stephana. Wyszukałam go wzrokiem, akurat nie udzielał żadnego wywiadu więc szybko do niego podeszłam i naświetliłam całą sprawę. Powiedział, że nie ma problemu. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go na pożegnanie po czym ruszyłam do autokaru po swoje walizki wyjęłam je i usiadłam na ławce. Chłopcy nadal byli męczeni przez dziennikarzy, ale zostawało ich już coraz mniej. W pewnym momencie zauważyłam jak Karol idzie w moim kierunku. Uśmiechnęłam się a on usiadł obok mnie
- Po co wyciągnęłaś te walizki? - zmarszczył czoło
- Zaraz Aśka po mnie przyjedzie - uśmiechnęłam się smutno
- To kiedy my się zobaczymy? - jęknął chwytając mnie za rękę
- Obiecuje, że najszybciej jak tylko się da - musnęłam delikatnie jego wargi po czym zobaczyłam auto siostry podjeżdżające na parking - Muszę się jeszcze ze wszystkimi pożegnać i lecę - oznajmiłam ruszając do chłopaków. Pożegnałam się ze wszystkimi po kolei, został mi jeszcze Krzysiek i Michał. Najpierw poszłam do tego pierwszego.
- No szkoda, że już mnie opuszczasz - powiedział z udawanym, tak wiem, że z udawanym, smutkiem tak na prawdę to się cieszy, że się ode mnie uwolni. Skubaniec jeden, wycierając wyimaginowaną łzę - Miło, że chociaż przyszłaś się pożegnać. No ten twój brat to by pewnie mnie zostawił w ogóle się nie żegnając - szepnął konspiracyjnie nachylając się do mojego ucha
- No wiesz, Krzysiu, ja zawsze jestem miła... - nie dokończyłam bo on parsknął śmiechem
- Nie, oszukujmy się Enka, wszyscy wiemy, że z ciebie wredotka wersja hard i nawet się nie sprzeczaj - śmiał się ze mnie. Ewidentnie się ze mnie śmiał!
- Ty się nie znasz - wystawiłam mu język - A co do tego gbura mojego brata to wiem, że by tak zrobił. Nie musisz mi przypominać. No ale czas nagli więc do zobaczenia na jakimś meczu, Krzysiu - cmoknęłam go w policzek i mocno się uściskaliśmy
- No a z bratem to już nie łaska się pożegnać? - zapytał Winiar, przerywając nam tą miłą chwilę podpierając się po boki i tupiąc stopą. Chciałam mu najpierw coś odpyskować ale jak zobaczyłam jak on wygląda to razem z Igłą zajęliśmy się niepohamowanym śmiechem, który trochę trwał po czym wreszcie powiedziałam:
- Po pierwsze to wyglądasz przezabawnie braciszku - wyszczerzyłam się - Po drugie, to nigdy nam nie przerywaj gdy sobie z Krzysiem rozmawiamy, a po trzecie to miałam nawet zamiar się z tobą nie pożegnać nawet jak ty się Ignaczakiem nie żegnasz. Nie wiem kiedy ale mi tak powiedział
- Wierzysz Ignaczakowi czy mi? - uniósł brew
- Dobra, nie ważne. Chodź tutaj - rozwarłam ramiona by przytulić brata - Tylko tam całkiem w tym Bełchatowie to o mnie nie zapomnij, co? - zaśmiałam się
- Ja o tobie nigdy nie pamiętam, chyba, że mam coś od ciebie dostać - wystawił mi język
- Eeeeeej to było nie fajne - zrobiłam smutną minkę
- Dobra, będę o tobie pamiętał - przysiągł uroczyście trzymając rękę na sercu
- Skrzyżował palce! - wykrzyknął przechodzący za nim Wrona
- Wiedziałam - parsknęłam śmiechem - Ja i tak wiem, że się cieszysz, że cię wreszcie w spokoju zostawiam - wystawiłam mu język. Niedługo i tak się spotkamy. - Ale muszę iść. Na razie chłopaki - uśmiechnęłam się jeszcze i wróciłam do ławki przy której stały moje walizki i siedział Karol, który głupio się uśmiechał.
- Co się tak śmiejesz? - zapytałam i też się uśmiechnęłam
- A nic, nic - odparł
- Dobra, nie ważne. Idziesz mnie odprowadzić?
- Jasne - odparł i ruszyliśmy w odpowiednim kierunku. Strasznie szybko minęła mi droga z ławki do samochodu. Nie czepiać się, że to było 10 metrów! Ale zdecydowanie za szybko.
- Przyjadę do Bełchatowa jak najszybciej się da - obiecałam
- Mam nadzieję - uśmiechnął się po czym złączył nasze usta w pocałunku. Włożyłam walizki do bagażnika i ruszyłam do drzwi pasażera - Już tęsknie
- Ja też. Papa - uśmiechnęłam się ostatni raz i wsiadłam do samochodu. Przywitałam się z Aśką a ona odpaliła samochód i gdy wjeżdżałyśmy już na autostradę wybuchnęła wreszcie. Myślałam, że trochę krócej to potrwa.
- Nic mi nie powiedziałaś, że jesteś z Karolem!?
- Oj, no bo to od wczoraj wieczora, albo nawet od dzisiaj nad ranem noo - próbowałam się usprawiedliwić choć i tak wiedziałam co mi zaraz powie "To cię nie usprawiedliwia"
- To cię nie usprawiedliwia. - nie mówiłam? Strasznie przewidywała się zrobiła. Ehh....
- Właśnie, że mnie usprawiedliwia - powiedziałam pewnie.
- Ee - zaprzeczyła
- Ehe
- Ee
- Ehe
- Ee
- Tak usprawiedliwia mnie, ale możesz się cieszyć bo wiedziałaś przed babcią a to już sukces - zaśmiałyśmy się obie
Pod ośrodkiem w Spale byłyśmy jakieś 2,5 godziny później. Przełożyłam swoje rzeczy do swojego auta i ruszyłam za siostrą. O jeny, jak mi brakowało jazdy swoją ukochaną skodą. Ale nareszcie nadszedł ten czas. Jechało mi się bardzo dobrze, na drogach nie natrafiłam na żadne niedogodności więc było świetnie. W domu byłam około 18. Wysiadłam z auta i zaciągnęłam się tym świeżym powietrzem. Wzięłam walizki i ruszyłam z nimi do domu. Wniosłam je do korytarza i już od pierwszego kroku usłyszałam ulubione piosenki mojej mamy, których dźwięki słychać było z kuchni.
- Hej, hej, wróciłam! - krzyknęłam a podbiegł do mnie od razu Kapitan szczekając niemiłosiernie. No fakt, trochę mnie tu nie było.
- Córa moja kochana wróciła! - ucieszyła się mama wychodząc z kuchni i wycierając ręce w ścierkę po czym mnie przytuliła i uspokoiła psa.
- Ciocia! - już usłyszałam krzyk dzieci z góry, a ja im nie kupiłam po drodze czekolady, o kurka. Przytuliłam młodocianych, a następnie babcie i Adama. Zaniosłam walizki do pokoju, a za mną krok w krok chodziła Zosia. Postanowiłam umyć dzisiaj samochód. Gdy wsiadłam do niego w Spale widziałam, że taki trochę nie ten teges a zresztą dawno tego nie robiłam. Przygotowałam więc odpowiednie rzeczy i wraz z dziewczynką wyszłyśmy na zewnątrz. Podjechałam autem za dom i zabrałyśmy się za robotę. Cały czas gadałyśmy na różne tematy.
- Wiesz ciociu, miałaś rację. Teraz w przedszkolu mam pełno koleżanek i nawet jedna mieszka tutaj dwa domy dalej. Codziennie razem chodzimy do przedszkola i wracamy do domu i bawimy się razem, nawet siedzimy razem przy stoliku - zaczęła nawijać. Ehh, pamiętam jak moja przyjaźń z Marcelą i Karoliną. To się właśnie zaczyna od wspólnego siedzenia przy jednym stoliku w przedszkolu.
- A nie mówiłam? - zapytałam z uśmiechem
- Mówiłaś, mówiłaś - pokiwała głową. Zaśmiałam się i oblałam ją wodą, ona pisnęła ale mi oddała. Polewałyśmy się tak trochę, a po chwili przybiegł do nas Nikodem, z butelką wody i zaczął nas oblewać. Byłyśmy cali przemoczeni ale zabawa świetna. W końcu udało mi się ich zagonić do domu, a mnie dopadł Kapitan. Postanowiłam przejść się z nim na spacer, na łąki. Co z tego, że byłam mokra. Mi to w niczym nigdy nie przeszkadzało.
- Piesku, po smycz, po smycz, idziemy na spacer, słyszysz. Na spacer. - uśmiechnęłam się szeroko. Cichaczem wzięłam smycz z wieszaka w korytarzu i ruszyliśmy. Szliśmy sobie wolno po czym gdy dotarliśmy już na łąkę spuściłam zwierzaka ze smyczy. Niech sobie jeszcze pobiega. Znalazłam jakiś patyk i zaczęłam mu rzucać. Nie wiem ile sobie tam siedzieliśmy, ale pobawiliśmy się świetnie. W końcu postanowiłam wracać bo robiło się ciemno. Schyliłam się żeby zapiąć psu smycz i zakaszlałam. Ocho! A trzeba było iść się przebrać. Boże Elena, ty to czasem jak dziecko! Dobra, nie ważne teraz idziemy do domu. Nie wiem jakim, ale jakimś cudem udało nam się wejść niezauważonym. Pognałam na górę szybko się ogarnąć i zeszłam na dół coś zjeść.
- Mhm, a co tu tak pięknie pachnie? - zapytałam z uśmiechem
- A zasmażane tortellini - uśmiechnęła się mama nakładając na talerze jedzenie. Zasiadłyśmy we trzy w kuchni i się zaczęło
- Asia mówiła, że jednak się odważny co z tobą wytrzyma znalazł - powiedziała mama śmiejąc się
- A to papla - mruknęłam
- Jednak Karol co? Ja od początku wiedziałam, że coś z tego będzie, wiedziałam i ciebie na pewno też od początku do niego ciągnęło co? - rodzicielka uniosła brew
- Oho ho! Jaka wszechwiedząca się znalazła! A właśnie wcale że nie. Nie od początku mnie do niego ciągnęło tylko dopiero od Warszawy - wystawiłam jej język
- Dobra, dobra, ale cieszę się bardzo córuś - cmoknęła mnie w policzek
- No właśnie, a chciałam wam jeszcze jedną rzecz ogłosić - powiedziałam poważne - Ponieważ dostałam pracę jako fotograf Skry to przeprowadzam się do Bełchatowa - ogłosiłam a je zatkało po czym mama zaczęła mnie mocno ściskać
- Tak się ciesze, Eleneczko - powiedziała wesoła
- No mamuś ja też się cieszę ale proszę nie duś mnie - jęknęłam a ona zwolniła uścisk
- A ty mi mówiłaś, że nikt mi ukochanej wnusi nie zabierze i co?- zapytała pretensjonalnym tonem babcia
- Oj babuniu - uśmiechnęłam się szeroko - Nie gniewaj się nie swoją Elenkę co? Będę często do ciebie przyjeżdżać, obiecuję - uniosłam uroczyście dwa palce - Na pewno częściej niż Misiek - powiedziałam cicho i zaśmiałyśmy się obie.
- O, a co to za przysięgi? - zapytała Asia wchodząca do kuchni razem z Adamem
- Elena obiecuje, że będzie często do nas z Bełchatowa przyjeżdżać bo dostała tam pracę fotografa klubu i się wyprowadza - objaśniła wszystko mama
- Co? - zapytali jednocześnie zdziwieni
- To co słyszeliście - uśmiechnęłam się szeroko. Pogratulowali mi.
- A kiedy masz wyjeżdżać? - zaciekawił się szwagier
- Właściwie to nie wiem, nie dzwoniłam jeszcze do prezesa - rzuciłam.
- No to dzwoń dzisiaj bo musimy wiedzieć kiedy imprezkę pożegnalną wyprawić - puścił mi oczko
- Sie wie - wyszczerzyłam się - To idę dzwonić - spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20. Podążyłam do swojego pokoju i wzięłam komórkę do ręki. 2 smsy. Jeden do Michała drugi od Karola. Odczytałam najpierw od chłopaka
"Oczywiście, że tak :) A ty już powychodziłeś z tych telewizji?"
" A powychodziłem :) I wreszcie święty spokój"
"A pomyśl, że zaraz treningi w klubie i od razu świat staje się piękniejszy
" A powychodziłem :) I wreszcie święty spokój"
"A pomyśl, że zaraz treningi w klubie i od razu świat staje się piękniejszy
"Ty wredna jesteś :("
"Dziękuję, kochanie staram się ;*Myślę, że mi wychodzi ;D"
"Nie, braciszku, nie dojechałam i teraz pisze do ciebie z nieba ;p"
"Ty to raczej z piekła, diable ;p"
"Żebyś się nie zdziwił :P A ode mnie to się nigdy nie uwolnisz. Zawsze będę ci uprzykrzać życie kochaniutki braciszku :*"
"Za jakie grzechy?"
"Żebyś się nie zdziwił :P A ode mnie to się nigdy nie uwolnisz. Zawsze będę ci uprzykrzać życie kochaniutki braciszku :*"
"Za jakie grzechy?"
"Jest w czym wybierać ;D "
"Oj cicho bądź! Ty wredne stworzenie!"
"A czy ja coś mówię? xD"
"Oj cicho bądź! Ty wredne stworzenie!"
"A czy ja coś mówię? xD"
"Weź wyjdź
"Wyszłam z pokoju, może być? XD Drzwi zamknęłam jeśli to chciałeś napisać XD"
" Nie wytrzymam z tobą! Już więcej nie odpisuje!""Coś kiepsko z formą jak ty na odległość nie wytrzymujesz ;P"
- Dobry wieczór, Winiarska z tej strony
- Aa witam witam. O co chodzi?
- Chciałam zapytać kiedy to mam się stawić w klubie? Bo ja teraz jestem w rodzinnym mieście i chciałabym jakoś sobie to zaplanować
- Wie pani co? Ja myślę, że jeśli będzie pani w czwartek to będzie dobrze
- Dobrze. Dziękuj bardzo. Dobranoc
- Dobranoc - zakończyłam połączenie i odłożyłam telefon na półkę po czym zakaszlałam. O jeny, tylko nie żadne choróbstwo, proszę. Resztę wieczoru spędziłam z rodzinką w salonie. Do 22 cały czas rozmawialiśmy po czym zmęczona podróżą oraz ostatnią nocą poszłam spać.
czwartek, 4 grudnia 2014
~Rozdział 42~
Chłopaki od samego rana chodzili z takimi minami jakby cały czas myśleli tylko i wyłącznie o tym co czeka ich wieczorem. Ja też chodziłam taka nadpobudliwa (i to wcale nie jest wina 3 kaw wypitych przy śniadaniu!A poza tym szybko spać na pewno nie pójdziemy więc jakoś trzeba się trzymać.) Nastroje były bojowe i na to właśnie liczyłam. Wreszcie nadeszła godzina 0 czyli czas wyjazdu na halę. Siatkarze ze skupionymi minami ruszyli do szatni, a ja od razu ustawiłam się za bandami. Jakieś 40 minut później obie drużyny wyszły na boisko, aby się rozgrzewać, a do mnie dołączyli Igła i Wroniasty. Hymny. Nasz odśpiewany chyba najpiękniej w życiu, przebija go chyba tylko ten na stadionie narodowym. Ciary na plecach poczułam i to bardzo. W końcu nie byle co. Finał Mistrzostw Świata. Prezentacja szóstek, pierwszy gwizdek i zaczęli. Powiem wam, że byłam na prawdę dziwnie spokojna. Na prawdę! Bardziej obgryzałam palce o mecz z Niemcami. Ważne żeby chłopaki podeszli do meczu inaczej niż wczoraj, bardziej rozluźnieni i nie pozwolić Brazylijczykom uciec. Od zagrywki zaczyna Mateusz, Brazylia gra przez środek i zdobywa punkt. Wallace na zagrywce, a my odpowiadamy pięknym za nadobne i też gramy środkiem - remis. Na pierwszej przerwie technicznej przegrywamy 4:8. Na drugiej wynik prezentował się 11:16 i zaczęło to wyglądać nieciekawie. Blok Brazylijski był bardzo stabilny i często nas przytrzymywali. Zbyt często więc przy stanie 11:18 nasz trener wziął czas, po którym na szczęście zdobyliśmy punkt. Na niewiele się to jednak zdało bo seta niestety nie udało się wygrać i przegraliśmy go stosunkiem 18:25. Ale w drugim będzie lepiej!
No i zaczynamy drugiego od gry środkiem. Przed pierwszą przerwą techniczną było już wszystko: mocne ataki, zagrywki, piękne obrony i wyszliśmy na 5-punktową przewagę ale coś się zacięło i zamiast wygrać tego seta szybko gładko i przyjemnie po zagrywkach Bruno całkiem straciliśmy swoją przewagę i od stanu 17:17 szliśmy punkt za punkt, ale wygrywamy 25:22. Okropnie się z chłopakami wydarłam i podskoczyłam do góry (podobno) jeszcze wyżej niż w meczu z Rosją. Krzysiek oceniał. Kilka minut przerwy i zaczynamy 3 seta tak samo zaciętego jak poprzedniego, którego wygrywamy 25:23 po ataku w aut Lucarelliego. Strasznie mnie nosiło za tymi bandami. Nie mogłam wysiedzieć na przerwie przed 4 setem choć trwała tylko 3 minuty. Jak okiem sięgnąć dokoła wszyscy kibice świetnie się bawili,a dodatkowym bodźcem było na pewno to, że brakowało nam tylko 1 seta do zostania Mistrzami Świata. Jezu, jak to pięknie brzmi. Polska - Mistrzem Świata.
Pierwszy punkt w 4 secie zdobywamy po błędzie w zagrywce Bruno. Zdjęcia robiłam do drugiej przerwy technicznej bo nawet mi nie wychodziły na takich emocjach. Byłam za bardzo rozkojarzona, więc schowałam sprzęt i żyłam tylko meczem, tą atmosferą, tym widowiskiem i grą chłopaków. No ale zaczęło się coś psuć, a ja z tych nerwów przegryzałam wargi od wewnętrznej strony aż do krwi. Szalałam gdy Michał zdobył 21 punkt i gdy Lucarelli przeszedł środkową linię przy swoim ataku i 3 punkty dzielą nas od Mistrzostwa. Dwa. Potem już tylko jeden. Wallace zagrywa, Mateusz przyjmuje, Paweł do Mariusza i koniec!!!! Koniec!!!! Koniec!!! Na prawdę koniec!!! Przeskoczyliśmy z Andrzejem i Krzyśkiem przez bandy, pierwszy na mojej drodze był Karol.Wpadłam na niego i mocno przytuliłam. Tak strasznie się cieszyłam, że mogłam się tylko uśmiechać
- Gratulacje! - śmiałam się cały czas. - Jesteście wspaniali! - mówiłam z wielkim uśmiechem. Zresztą jak tu sie nie cieszyć? Wyściskałam wszystkich, pogratulowałam, a Igła to mnie tak przytulił, że myślałam, że płuca wypluje. Przyszedł czas na Michała. Przytuliłam go z całej siły, a on okręcił mnie wokół własnej osi
- Tata byłby z ciebie dumny Mistrzu - powiedziałam cicho
- Z ciebie też Mała, z ciebie też. Byłby dumny z nas obojga - pocałował mnie w czoło
- Wiem - uśmiechnęłam się przez łzy szczęścia. Na całej hali szaleństwo niewyobrażalne. Wyłapałam gdzieś w tłumie Iwonę i podeszłam do niej. Wyściskałyśmy się, wycałowałyśmy i popiszczałyśmy ze szczęścia, jak zresztą inaczej? Michał został porwany przez gości w garniturach, aby podszedł do Pucharu i uniósł go do góry, co też uczynił. Udało mi się uchwycić ten moment na wspaniałym zdjęciu. No po prostu magic.
Siatkarze poszli do szatni, a na parkiecie zaczęli rozkładać podium. Ja ustawiłam się ze swoim aparatem. Obok mnie zebrały się Dagmara z Antosiem i Oliwierem, Iwona z Sebastianem i Dominiką oraz Paulina z Arkiem. Gdy nasi wrócili ustawili się w odpowiednim miejscu czyli właśnie obok nas, a dokładniej, po lewej. Tuż obok mnie stanął Karol. Przypadek? Nie sądzę.
Najpierw były nagrody indywidualne. Najlepsi przyjmujący to dwaj Brazylijczycy Lucarelli i Murillo. Później przyszedł czas na blokujących. No to teraz albo nigdy Lenka! Dawaj! Musisz mu to powiedzieć! Bo się nigdy nie zejdziecie!
- Karol, kocham cię - powiedziałam gdy wyczytali jego imię do odbioru nagrody.
- Co? E.. Ele... - nie zdążył nic odpowiedzieć bo chłopaki wypchnęli go na czerwony dywan śmiejąc się i klepiąc po plecach, a ja musiałam to teraz powiedzieć bo mogło już nie być lepszej okazji. Nie wiem czy mógłby być potem jeszcze lepszy moment. Później drugi najlepszy środkowy, rozgrywający, libero i nadszedł czas na atakującego.
- Uszczypnijcie mnie bo nie wierzę - powiedziała Paulina, zakrywając usta dłońmi ze łzami w oczach patrząc na swojego męża, który odbierał nagrodę najlepszego atakującego.
- To wszystko prawda Paulinko - uśmiechnęłyśmy się we trzy, a ja zrobiłam kilka zdjęć Mariuszowi, który został później także MVP całego turnieju. Bardzo zasłużenie. Potem nadszedł czas na medale. Najpierw dla Niemców - brąz. Też bardzo zasłużyli sobie. Gdy trener Vital Heynen ogłosił, że jadą do Polski po medal brali go za szaleńca, a jednak. Później na szyjach bardzo smutnych Brazylijczyków zawisł srebrny medal. I wreszcie. Oni. Ci najbardziej zasłużeni. Polacy. Złote medale na ich szyjach. Wielka wrzawa na trybunach. Ogromne brawa, wszędzie uśmiechy, śpiewy. No coś wspaniałego. Nie da rady tego opisać.
Gdy medale były już na wszystkich 14 szyjach odśpiewaliśmy hymn. Biało-czerwona flaga wjeżdżała po środku najwyżej, tyle kibiców śpiewało hymn, a Spodek zatrząsł się w posadach. Potem Michał wzniósł puchar do góry. Jeszcze większa radocha, jeszcze większa radość. I chwila dla fotografów czyli również mnie. Miałam miejsce na samym środku i cyknęłam im takie foty, że Krzysiek by się nie powstydził wstawić jednego zdjęcia na facebooka i na bloga. Później już tylko wielkie emocje. Sztab rzucił się na siatkarzy, ja robię zdjęcia, oni się cieszą, cała Polska się raduje. Może być piękniej? To coś wspaniałego, niesamowitego. Siatkarze zeszli z podium, teraz zaczął się pościg, który dziennikarz, którego zawodnika dopadnie pierwszego. Ja robiłam jeszcze zdjęcia uśmiechniętym chłopakom, nawet zrobiłam sobie jeszcze samojebkę z Mariuszem. Wyszczerzyliśmy się niemiłosiernie, dał mi potrzymać statuetkę nawet. Patrzcie jaki hojny. A gdy się odwróciłam wpadałam na kogoś. Podniosłam oczy na ową osobę. Już myślałam, że to Karol. Jeszcze nie teraz...
- Karolina! - wykrzyknęłam i rzuciłam jej się na szyję. Przytuliłyśmy się mocno - A gdzie masz chłopaków?
- Tam idą - wskazała na Wiktora z Ksawerym na rękach zmierzających w naszym kierunku
- Cześć - uśmiechnęłam się przytulając męża przyjaciółki, a potem biorąc na ręce małego - A cześć malutki, a cześć - uśmiechnęłam się szeroko
- Cesc - odpowiedział mi trochę widać zdezorientowany. Kiedyś się będzie mógł pochwalić, że w wieku dwóch lat był na finale Mistrzostw Świata. Taki to ma dobrze. Nie każdy się będzie mógł takim czymś pochwalić. Ten to się umie ustawić. (xD)
- Podobało ci się? Słyszysz jeszcze? - zapytałam się na co maluch skinął głową, a na mnie ktoś skoczył od tyłu. Okazało się, ze to była Dominika
- Cześć ciociu - przytuliła się do moich nóg
- Cześć mała, cześć - pogłaskałam ja po główce. Ponieważ zaraz za moimi stopami było podium usiadłam na nim na jedno kolano biorąc chłopczyka, a na drugie dziewczynkę
- Tata Mistrzem Świata, co ty na to Domi? - zapytałam ucieszona
- No, a on mówi, że jeszcze nie wierzy, a ja mu cały czas tłumaczę, że jest ale on nie wierzy! I tak kółko - wywróciła oczami ale potem zaśmiała się
- A widzisz czasem to ty mu musisz przegadać jak nie rozumie - zaśmiałam się. Pogadaliśmy chwilę, ale Wiktor stwierdził, że muszą już jechać bo jest serio późno więc pożegnałam się z nimi i zostałam sama z Domi, która przyniosła piłkę i zaczęłyśmy sobie odbijać. Później dołączył do nas jeszcze Sebastian, a później Wiktoria - córka Gumy. I tak sobie odbijamy jak oni udzielają wywiadów. A co! Ludzie zaczynali się rozchodzić i zostawali już tylko nieliczni. Podbiegł do mnie Oli i zaczęli mnie wraz z Michałem obrzucać konfetti więc i ja nie byłam im dłużna i ganialiśmy się tak rzucając w siebie tą właśnie dekoracją. Kiedy się zmęczyliśmy spojrzałam na zegarek 00:20. No nieźle. Odłożyłam piłkę, którą wcześniej zostawiliśmy na środku parkietu; aż dziwne, że nikt się o nią nie potknął ani nic. Ja to jestem odpowiedzialna nie ma co. Zresztą ja to Winiarska także no. Bez komentarza. Gdy chciałam odwrócić się i iść w stronę mojego aparatu ktoś złapał mnie za nadgarstek, aż mnie ciarki przeszły. Miałam podejrzenia któż to mógł być. Odwróciłam się i byłam twarzą w twarz z Karolem. Uniosłam głowę, aby spojrzeć mu w oczy. I wtedy coś znowu sobie uświadomiłam. Coś strasznego. Bardzo. Strasznego. Nie miałam przecież pewności czy on odwzajemnia moje uczucia. Kurwa, Elena coś ty najlepszego narobiła?! Nie mogłaś ugryźć się w język?!?!!? Teraz to sobie mogę w myślach krzyczeć, a to i tak nic nie zmieni. Patrzyliśmy sobie tak w oczy kilka chwil, które ciągnęły mi się okropnie ale utonęłam w tych przecudownych tęczówkach.
- Karol, bo ja... - zaczęłam ale nie dokończyłam bo poczułam jego usta na swoich. Najpierw byłam ciut zaskoczona, ale poddałam się całkowicie pocałunkowi. Był wspaniały, na prawdę chyba najlepszy w moim życiu. Gdy się od siebie oderwaliśmy on przyłożył swoje czoło do mojego.
- Ja ciebie też. Odkąd tylko cię zobaczyłem - wyszeptał co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech - A tak w ogóle to chyba należy mi się jeszcze jedne buziak za to - wskazał na swój medal na co ja parsknęłam śmiechem, ale po chwili już złączyłam nasze usta w kolejnym pocałunku pełnym uczucia. O wiele dłuższym niż poprzedni.
- No brawo chłopie, wreszcie! - Andrzej klepnął przyjaciela w plecy. Miałam wrażenie, że z całą mocą jaką miał w ręce - Moje gratulacje! - wyszczerzył się Wrona - Czy ty też uważasz, że powinni się zejść szybciej? - zapytał stojącego obok niego Rafała podpierając na dłoni brodę i przybierając minę myśliciela.
- Podzielam twoje zdanie Andrzejku - pokiwał głową z poważną miną Buszek
- A ja myślę, że jest ok i w ogóle w takim cudownym dniu, że nie mogło być lepiej - powiedziałam z uśmiechem, na co Buszu i Wronka popatrzyli na mnie z politowaniem kręcąc głową, a Karol objął mnie w pasie.
- A ty kiedy zamierzasz sobie kogoś znaleźć? - zagaił przyjaciela parskając śmiechem mój chłopak. MÓJ CHŁOPAK, jak to piękne brzmi.
- Ja na razie wolny strzelec jestem - przeczesał palcami włosy - Nie kobiety mi w głowie
- Taaa jasne... A ta Fra.... - nie dokończyłam bo Wrona zatkał mi usta ręką, na co ja go ugryzłam.
- Ejjjj to nie było fajne - powiedział urażony potrząsając dłonią
- Nie fajne było też to, ze zatkałeś mi moją buzie tymi swoimi wielkimi łapami. Tfu! No a wracając do tej Francuzki.... - uśmiechnęłam się szatańsko poruszając jedną brwią, a on popatrzył na mnie błaganie, aby nie mówiła - To całkiem spoko dziewczyna była - dokończyłam - No szkoda, że nie wypaliło, ale jak powiedziałam tak zrobię i znajdę ci super dziewczynę - puściłam mu oczko
- Lena-swatka? To musi się źle skończyć - parsknął śmiechem przechodzący obok Mariusz
- Ty! Ty, to cicho siedź i się statuetką zachwycaj, a nie podsłuchujesz! - rzuciłam na co on zaśmiał się jeszcze głośniej,a reszta to podchwyciła. Zwariuje z nimi. Gadaliśmy jeszcze bardzo długo ogólnie to późno w ogóle trener zagonił chłopaków żeby poszli do szatni się przebrać.
No i nadszedł czas powrotu do hotelu. Do autokaru weszłam ostatnia, ponieważ musiałam jeszcze wrócić po bluzę reprezentacyjną którą zostawiłam na parkiecie. Tak, tak wiem, facepalm. Ja nie miałam czasu, aby go wykonać, ale zrobiła to za mnie cała drużyna więc wy już nie musicie. Obejdzie się
- Czy to jest ta drużyna, która jest Mistrzem Świata?! Mistrzem Świata?! - wykrzyknęłam wchodząc na co odpowiedziała mi niesamowita wrzawa i poczułam jak ktoś porywa mnie na fotel i już siedziałam na kolanach i Kłosa
- A czy to jest moja dziewczyna? - zapytał z uśmiechem i pocałował mnie
- Wydaje mi się, że tak - przygryzłam dolną wargę.
- Winiar! Muzyka! - wydarł się Krzysiek. Jak zawsze pierwsze poleciało Top One "Hello". Śpiewaliśmy, darliśmy się, krzyczeliśmy, śmialiśmy się wszystko na raz. Później z głośników poleciało "The Best", a potem "Szalona Ruda", "Feel" Robbiego Williamsa, które już dzisiaj pięknie na hali przed wręczeniem statuetek sobie z Miśkiem pośpiewaliśmy i jeszcze kilka aż w końcu dojechaliśmy do hotelu, w którym mieliśmy spędzić ostatnią noc w tym sezonie reprezentacyjnym.Tym wspaniałym sezonie reprezentacyjnym, w którym chłopaki udowodnili, że mimo tak ciernistej drogi, kontuzji i z tak niedoświadczonym trenerem potrafią wygrać Mistrzostwa Świata.
Myślałam, że sobie normalnie pójdę do pokoju, nie wiem odpocznę ? .... czy coś. Ale nie. Gdy brałam z walizki piżamę wpadł do mnie Karol.
- Na imprezę idziemy - klasnął w ręce ucieszony
- Na imprezę czy wyście poszaleli? - popukałam się palcem w czoło
- Poszalejemy, to my na parkiecie kotek - wyszczerzył się poruszając brwiami
- I w co ja mam się niby ubrać?! - wykrzyknęłam wznosząc oczy do nieba
- Weź cokolwiek przyjdę po ciebie za 20 minut - rzucił i wyszedł. Czy on mi właśnie dał 20 MINUT na ogarnięcie się przed imprezą?! Czy on zdurniał? Jezu, nie wyrobie z nimi. A tak poza tym to nie są zmęczeni? .... Czy coś? W końcu męczący turniej i w ogóle. Westchnęłam i weszłam do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam. Gdy wyszłam w pokoju siedział już Karol i czekał na mnie
- Wy nie jesteście zmęczeni, czy coś? - jęknęłam
- My? - skinęłam głową - My, ani trochę nie jesteśmy zmęczeni i chętnie sobie do klubu pójdziemy
- Wykończycie mnie - westchnęłam biorąc torebkę. Wyszliśmy z pokoju, a w recepcji byli już wszyscy więc cali uhahani dzisiejszym wieczorem ruszyliśmy do klubu.
Zabawa od razu się zaczęła, pierwszy drink, drugi w moim wykonaniu i mogę iść tańczyć na pełnych obrotach. Prawie cały czas tańczyłam z Kłosem, ale żeby nie było to od czasu do czasu dał mi od siebie odpocząć i mogłam zatańczyć też z kimś innym. Zabawa była świetna. Jakoś w końcu trzeba tytuł uczcić.
- No to teraz szampan !!! - wydarł się Igła na co jeszcze większe okrzyki radości. Libero potrząsnął butelką, wiadomo, zanim doszedł do pierwszej osoby, połowy zawartości butelki już nie było bo tak się chwiał jak szedł. Mi na szczęście jeszcze wystarczyło. Bo taki Fabian to już nie miał szczęścia, ale on wypił co innego więc poszkodowany nie jest.
- Za zwycięstwo! - krzyknął Mariusz
- Za zwycięstwo! - powtórzyliśmy chórem
Nie mam pojęcia o której wyszliśmy z klubu ale już był prawie dzień. Wróciliśmy, jakoś się doczłapaliśmy wszyscy. Ja wiadomo musiałam ich dopilnować wraz z Możdżonkiem żeby jakichś głupot jeszcze po drodze nie zrobili. Nie piłam dzisiaj za dużo właśnie z myślą, że trzeba ich potem wszystkich zabrać ze sobą do hotelu bo jak by wszyscy nie wrócili to wiadomo, że mi i Marcinowi Stephane by łeb urwał.
Wjechaliśmy windą na swoje piętro
- Nic się nie stało! Polacy nic się nie stało! - zaczął śpiewać nie mam pojęcia dlaczego Piotrek
- Zamknij się! To nie jest przyśpiewka dla nas! - krzyknęłam
- Jak nie? Przecież my Polacy - zdziwił się Nowakowski
- To zarezerwowane dla piłkarzy cioto - wywrócił oczami Michał
- To jaka dla nas? - zmarszczył brwi środkowy
- We are the champions... - zaczęłam od razu wraz z Winiarem, Szamponem i Kłosikiem po czym się zaśmialiśmy
- No i to rozumiem - uśmiechnęłam się po czym otworzyłam drzwi swojego pokoju, ale nim się spostrzegłam znajdował się w nim także mój chłopak i przyciskając mnie do ściany namiętnie pocałował. :Pocałunek smakował alkoholem, ale w sumie niezbyt zwracałam na to uwagę. Gdy się od siebie oderwaliśy uśmiechnęłam się głupio po czym ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Posiedziałam tam sobie trochę i gdy wróciłam do pokoju siatkarz leżał sobie na łóżku.
- Wykończycie mnie tymi imprezami - wyszczerzyłam się kładąc się obok niego
- O tam, zaraz wykończycie - zaśmiał się - Już tyle z nami wytrzymałaś więc nie powinnaś się dziwić - rzucił muskając delikatnie moje wargi
- No i się nie dziwie, ale mnie czasem wkurzacie - odparłam gdy on znowu mnie pocałował
- Czym na przykład? - zapytał podnosząc się na łokciu całując mnie namiętnie
- Wszystkim - wzruszyłam ramionami uśmiechając się
- Trudno ci dogodzić Mała - pokręcił głową ze śmiechem
- Zobaczymy czy kiedyś ci się uda - puściłam mu oczko i wtuliłam w niego zamykając oczy
- Wiesz, myślałem, że uderzymy na jakiś spacerek teraz a ty mi tak .. - zasmucił się
- Nienormalny jesteś. - zaśmiałam się - Cicho, śpij, zmęczeni po turnieju jesteśmy, a poza tym nie wiem czy wiesz ale jutro a właściwie to już dzisiaj do Warszawy na obiad do premiera jedziemy więc się wyśpij.
- O jeny - jęknął - Na pewno się nie wyśpię. Co to za ludzie żeby od razu po zwycięstwie nie obiady zapraszać - powiedział znużony, a ja tylko się zaśmiałam po czym zasnęłam w jego ramionach. Przewspaniałe uczucie, polecam każdemu.
No i zaczynamy drugiego od gry środkiem. Przed pierwszą przerwą techniczną było już wszystko: mocne ataki, zagrywki, piękne obrony i wyszliśmy na 5-punktową przewagę ale coś się zacięło i zamiast wygrać tego seta szybko gładko i przyjemnie po zagrywkach Bruno całkiem straciliśmy swoją przewagę i od stanu 17:17 szliśmy punkt za punkt, ale wygrywamy 25:22. Okropnie się z chłopakami wydarłam i podskoczyłam do góry (podobno) jeszcze wyżej niż w meczu z Rosją. Krzysiek oceniał. Kilka minut przerwy i zaczynamy 3 seta tak samo zaciętego jak poprzedniego, którego wygrywamy 25:23 po ataku w aut Lucarelliego. Strasznie mnie nosiło za tymi bandami. Nie mogłam wysiedzieć na przerwie przed 4 setem choć trwała tylko 3 minuty. Jak okiem sięgnąć dokoła wszyscy kibice świetnie się bawili,a dodatkowym bodźcem było na pewno to, że brakowało nam tylko 1 seta do zostania Mistrzami Świata. Jezu, jak to pięknie brzmi. Polska - Mistrzem Świata.
Pierwszy punkt w 4 secie zdobywamy po błędzie w zagrywce Bruno. Zdjęcia robiłam do drugiej przerwy technicznej bo nawet mi nie wychodziły na takich emocjach. Byłam za bardzo rozkojarzona, więc schowałam sprzęt i żyłam tylko meczem, tą atmosferą, tym widowiskiem i grą chłopaków. No ale zaczęło się coś psuć, a ja z tych nerwów przegryzałam wargi od wewnętrznej strony aż do krwi. Szalałam gdy Michał zdobył 21 punkt i gdy Lucarelli przeszedł środkową linię przy swoim ataku i 3 punkty dzielą nas od Mistrzostwa. Dwa. Potem już tylko jeden. Wallace zagrywa, Mateusz przyjmuje, Paweł do Mariusza i koniec!!!! Koniec!!!! Koniec!!! Na prawdę koniec!!! Przeskoczyliśmy z Andrzejem i Krzyśkiem przez bandy, pierwszy na mojej drodze był Karol.Wpadłam na niego i mocno przytuliłam. Tak strasznie się cieszyłam, że mogłam się tylko uśmiechać
- Gratulacje! - śmiałam się cały czas. - Jesteście wspaniali! - mówiłam z wielkim uśmiechem. Zresztą jak tu sie nie cieszyć? Wyściskałam wszystkich, pogratulowałam, a Igła to mnie tak przytulił, że myślałam, że płuca wypluje. Przyszedł czas na Michała. Przytuliłam go z całej siły, a on okręcił mnie wokół własnej osi
- Tata byłby z ciebie dumny Mistrzu - powiedziałam cicho
- Z ciebie też Mała, z ciebie też. Byłby dumny z nas obojga - pocałował mnie w czoło
- Wiem - uśmiechnęłam się przez łzy szczęścia. Na całej hali szaleństwo niewyobrażalne. Wyłapałam gdzieś w tłumie Iwonę i podeszłam do niej. Wyściskałyśmy się, wycałowałyśmy i popiszczałyśmy ze szczęścia, jak zresztą inaczej? Michał został porwany przez gości w garniturach, aby podszedł do Pucharu i uniósł go do góry, co też uczynił. Udało mi się uchwycić ten moment na wspaniałym zdjęciu. No po prostu magic.
Siatkarze poszli do szatni, a na parkiecie zaczęli rozkładać podium. Ja ustawiłam się ze swoim aparatem. Obok mnie zebrały się Dagmara z Antosiem i Oliwierem, Iwona z Sebastianem i Dominiką oraz Paulina z Arkiem. Gdy nasi wrócili ustawili się w odpowiednim miejscu czyli właśnie obok nas, a dokładniej, po lewej. Tuż obok mnie stanął Karol. Przypadek? Nie sądzę.
Najpierw były nagrody indywidualne. Najlepsi przyjmujący to dwaj Brazylijczycy Lucarelli i Murillo. Później przyszedł czas na blokujących. No to teraz albo nigdy Lenka! Dawaj! Musisz mu to powiedzieć! Bo się nigdy nie zejdziecie!
- Karol, kocham cię - powiedziałam gdy wyczytali jego imię do odbioru nagrody.
- Co? E.. Ele... - nie zdążył nic odpowiedzieć bo chłopaki wypchnęli go na czerwony dywan śmiejąc się i klepiąc po plecach, a ja musiałam to teraz powiedzieć bo mogło już nie być lepszej okazji. Nie wiem czy mógłby być potem jeszcze lepszy moment. Później drugi najlepszy środkowy, rozgrywający, libero i nadszedł czas na atakującego.
- Uszczypnijcie mnie bo nie wierzę - powiedziała Paulina, zakrywając usta dłońmi ze łzami w oczach patrząc na swojego męża, który odbierał nagrodę najlepszego atakującego.
- To wszystko prawda Paulinko - uśmiechnęłyśmy się we trzy, a ja zrobiłam kilka zdjęć Mariuszowi, który został później także MVP całego turnieju. Bardzo zasłużenie. Potem nadszedł czas na medale. Najpierw dla Niemców - brąz. Też bardzo zasłużyli sobie. Gdy trener Vital Heynen ogłosił, że jadą do Polski po medal brali go za szaleńca, a jednak. Później na szyjach bardzo smutnych Brazylijczyków zawisł srebrny medal. I wreszcie. Oni. Ci najbardziej zasłużeni. Polacy. Złote medale na ich szyjach. Wielka wrzawa na trybunach. Ogromne brawa, wszędzie uśmiechy, śpiewy. No coś wspaniałego. Nie da rady tego opisać.
Gdy medale były już na wszystkich 14 szyjach odśpiewaliśmy hymn. Biało-czerwona flaga wjeżdżała po środku najwyżej, tyle kibiców śpiewało hymn, a Spodek zatrząsł się w posadach. Potem Michał wzniósł puchar do góry. Jeszcze większa radocha, jeszcze większa radość. I chwila dla fotografów czyli również mnie. Miałam miejsce na samym środku i cyknęłam im takie foty, że Krzysiek by się nie powstydził wstawić jednego zdjęcia na facebooka i na bloga. Później już tylko wielkie emocje. Sztab rzucił się na siatkarzy, ja robię zdjęcia, oni się cieszą, cała Polska się raduje. Może być piękniej? To coś wspaniałego, niesamowitego. Siatkarze zeszli z podium, teraz zaczął się pościg, który dziennikarz, którego zawodnika dopadnie pierwszego. Ja robiłam jeszcze zdjęcia uśmiechniętym chłopakom, nawet zrobiłam sobie jeszcze samojebkę z Mariuszem. Wyszczerzyliśmy się niemiłosiernie, dał mi potrzymać statuetkę nawet. Patrzcie jaki hojny. A gdy się odwróciłam wpadałam na kogoś. Podniosłam oczy na ową osobę. Już myślałam, że to Karol. Jeszcze nie teraz...
- Karolina! - wykrzyknęłam i rzuciłam jej się na szyję. Przytuliłyśmy się mocno - A gdzie masz chłopaków?
- Tam idą - wskazała na Wiktora z Ksawerym na rękach zmierzających w naszym kierunku
- Cześć - uśmiechnęłam się przytulając męża przyjaciółki, a potem biorąc na ręce małego - A cześć malutki, a cześć - uśmiechnęłam się szeroko
- Cesc - odpowiedział mi trochę widać zdezorientowany. Kiedyś się będzie mógł pochwalić, że w wieku dwóch lat był na finale Mistrzostw Świata. Taki to ma dobrze. Nie każdy się będzie mógł takim czymś pochwalić. Ten to się umie ustawić. (xD)
- Podobało ci się? Słyszysz jeszcze? - zapytałam się na co maluch skinął głową, a na mnie ktoś skoczył od tyłu. Okazało się, ze to była Dominika
- Cześć ciociu - przytuliła się do moich nóg
- Cześć mała, cześć - pogłaskałam ja po główce. Ponieważ zaraz za moimi stopami było podium usiadłam na nim na jedno kolano biorąc chłopczyka, a na drugie dziewczynkę
- Tata Mistrzem Świata, co ty na to Domi? - zapytałam ucieszona
- No, a on mówi, że jeszcze nie wierzy, a ja mu cały czas tłumaczę, że jest ale on nie wierzy! I tak kółko - wywróciła oczami ale potem zaśmiała się
- A widzisz czasem to ty mu musisz przegadać jak nie rozumie - zaśmiałam się. Pogadaliśmy chwilę, ale Wiktor stwierdził, że muszą już jechać bo jest serio późno więc pożegnałam się z nimi i zostałam sama z Domi, która przyniosła piłkę i zaczęłyśmy sobie odbijać. Później dołączył do nas jeszcze Sebastian, a później Wiktoria - córka Gumy. I tak sobie odbijamy jak oni udzielają wywiadów. A co! Ludzie zaczynali się rozchodzić i zostawali już tylko nieliczni. Podbiegł do mnie Oli i zaczęli mnie wraz z Michałem obrzucać konfetti więc i ja nie byłam im dłużna i ganialiśmy się tak rzucając w siebie tą właśnie dekoracją. Kiedy się zmęczyliśmy spojrzałam na zegarek 00:20. No nieźle. Odłożyłam piłkę, którą wcześniej zostawiliśmy na środku parkietu; aż dziwne, że nikt się o nią nie potknął ani nic. Ja to jestem odpowiedzialna nie ma co. Zresztą ja to Winiarska także no. Bez komentarza. Gdy chciałam odwrócić się i iść w stronę mojego aparatu ktoś złapał mnie za nadgarstek, aż mnie ciarki przeszły. Miałam podejrzenia któż to mógł być. Odwróciłam się i byłam twarzą w twarz z Karolem. Uniosłam głowę, aby spojrzeć mu w oczy. I wtedy coś znowu sobie uświadomiłam. Coś strasznego. Bardzo. Strasznego. Nie miałam przecież pewności czy on odwzajemnia moje uczucia. Kurwa, Elena coś ty najlepszego narobiła?! Nie mogłaś ugryźć się w język?!?!!? Teraz to sobie mogę w myślach krzyczeć, a to i tak nic nie zmieni. Patrzyliśmy sobie tak w oczy kilka chwil, które ciągnęły mi się okropnie ale utonęłam w tych przecudownych tęczówkach.
- Karol, bo ja... - zaczęłam ale nie dokończyłam bo poczułam jego usta na swoich. Najpierw byłam ciut zaskoczona, ale poddałam się całkowicie pocałunkowi. Był wspaniały, na prawdę chyba najlepszy w moim życiu. Gdy się od siebie oderwaliśmy on przyłożył swoje czoło do mojego.
- Ja ciebie też. Odkąd tylko cię zobaczyłem - wyszeptał co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech - A tak w ogóle to chyba należy mi się jeszcze jedne buziak za to - wskazał na swój medal na co ja parsknęłam śmiechem, ale po chwili już złączyłam nasze usta w kolejnym pocałunku pełnym uczucia. O wiele dłuższym niż poprzedni.
- No brawo chłopie, wreszcie! - Andrzej klepnął przyjaciela w plecy. Miałam wrażenie, że z całą mocą jaką miał w ręce - Moje gratulacje! - wyszczerzył się Wrona - Czy ty też uważasz, że powinni się zejść szybciej? - zapytał stojącego obok niego Rafała podpierając na dłoni brodę i przybierając minę myśliciela.
- Podzielam twoje zdanie Andrzejku - pokiwał głową z poważną miną Buszek
- A ja myślę, że jest ok i w ogóle w takim cudownym dniu, że nie mogło być lepiej - powiedziałam z uśmiechem, na co Buszu i Wronka popatrzyli na mnie z politowaniem kręcąc głową, a Karol objął mnie w pasie.
- A ty kiedy zamierzasz sobie kogoś znaleźć? - zagaił przyjaciela parskając śmiechem mój chłopak. MÓJ CHŁOPAK, jak to piękne brzmi.
- Ja na razie wolny strzelec jestem - przeczesał palcami włosy - Nie kobiety mi w głowie
- Taaa jasne... A ta Fra.... - nie dokończyłam bo Wrona zatkał mi usta ręką, na co ja go ugryzłam.
- Ejjjj to nie było fajne - powiedział urażony potrząsając dłonią
- Nie fajne było też to, ze zatkałeś mi moją buzie tymi swoimi wielkimi łapami. Tfu! No a wracając do tej Francuzki.... - uśmiechnęłam się szatańsko poruszając jedną brwią, a on popatrzył na mnie błaganie, aby nie mówiła - To całkiem spoko dziewczyna była - dokończyłam - No szkoda, że nie wypaliło, ale jak powiedziałam tak zrobię i znajdę ci super dziewczynę - puściłam mu oczko
- Lena-swatka? To musi się źle skończyć - parsknął śmiechem przechodzący obok Mariusz
- Ty! Ty, to cicho siedź i się statuetką zachwycaj, a nie podsłuchujesz! - rzuciłam na co on zaśmiał się jeszcze głośniej,a reszta to podchwyciła. Zwariuje z nimi. Gadaliśmy jeszcze bardzo długo ogólnie to późno w ogóle trener zagonił chłopaków żeby poszli do szatni się przebrać.
No i nadszedł czas powrotu do hotelu. Do autokaru weszłam ostatnia, ponieważ musiałam jeszcze wrócić po bluzę reprezentacyjną którą zostawiłam na parkiecie. Tak, tak wiem, facepalm. Ja nie miałam czasu, aby go wykonać, ale zrobiła to za mnie cała drużyna więc wy już nie musicie. Obejdzie się
- Czy to jest ta drużyna, która jest Mistrzem Świata?! Mistrzem Świata?! - wykrzyknęłam wchodząc na co odpowiedziała mi niesamowita wrzawa i poczułam jak ktoś porywa mnie na fotel i już siedziałam na kolanach i Kłosa
- A czy to jest moja dziewczyna? - zapytał z uśmiechem i pocałował mnie
- Wydaje mi się, że tak - przygryzłam dolną wargę.
- Winiar! Muzyka! - wydarł się Krzysiek. Jak zawsze pierwsze poleciało Top One "Hello". Śpiewaliśmy, darliśmy się, krzyczeliśmy, śmialiśmy się wszystko na raz. Później z głośników poleciało "The Best", a potem "Szalona Ruda", "Feel" Robbiego Williamsa, które już dzisiaj pięknie na hali przed wręczeniem statuetek sobie z Miśkiem pośpiewaliśmy i jeszcze kilka aż w końcu dojechaliśmy do hotelu, w którym mieliśmy spędzić ostatnią noc w tym sezonie reprezentacyjnym.Tym wspaniałym sezonie reprezentacyjnym, w którym chłopaki udowodnili, że mimo tak ciernistej drogi, kontuzji i z tak niedoświadczonym trenerem potrafią wygrać Mistrzostwa Świata.
Myślałam, że sobie normalnie pójdę do pokoju, nie wiem odpocznę ? .... czy coś. Ale nie. Gdy brałam z walizki piżamę wpadł do mnie Karol.
- Na imprezę idziemy - klasnął w ręce ucieszony
- Na imprezę czy wyście poszaleli? - popukałam się palcem w czoło
- Poszalejemy, to my na parkiecie kotek - wyszczerzył się poruszając brwiami
- I w co ja mam się niby ubrać?! - wykrzyknęłam wznosząc oczy do nieba
- Weź cokolwiek przyjdę po ciebie za 20 minut - rzucił i wyszedł. Czy on mi właśnie dał 20 MINUT na ogarnięcie się przed imprezą?! Czy on zdurniał? Jezu, nie wyrobie z nimi. A tak poza tym to nie są zmęczeni? .... Czy coś? W końcu męczący turniej i w ogóle. Westchnęłam i weszłam do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam. Gdy wyszłam w pokoju siedział już Karol i czekał na mnie
- Wy nie jesteście zmęczeni, czy coś? - jęknęłam
- My? - skinęłam głową - My, ani trochę nie jesteśmy zmęczeni i chętnie sobie do klubu pójdziemy
- Wykończycie mnie - westchnęłam biorąc torebkę. Wyszliśmy z pokoju, a w recepcji byli już wszyscy więc cali uhahani dzisiejszym wieczorem ruszyliśmy do klubu.
Zabawa od razu się zaczęła, pierwszy drink, drugi w moim wykonaniu i mogę iść tańczyć na pełnych obrotach. Prawie cały czas tańczyłam z Kłosem, ale żeby nie było to od czasu do czasu dał mi od siebie odpocząć i mogłam zatańczyć też z kimś innym. Zabawa była świetna. Jakoś w końcu trzeba tytuł uczcić.
- No to teraz szampan !!! - wydarł się Igła na co jeszcze większe okrzyki radości. Libero potrząsnął butelką, wiadomo, zanim doszedł do pierwszej osoby, połowy zawartości butelki już nie było bo tak się chwiał jak szedł. Mi na szczęście jeszcze wystarczyło. Bo taki Fabian to już nie miał szczęścia, ale on wypił co innego więc poszkodowany nie jest.
- Za zwycięstwo! - krzyknął Mariusz
- Za zwycięstwo! - powtórzyliśmy chórem
Nie mam pojęcia o której wyszliśmy z klubu ale już był prawie dzień. Wróciliśmy, jakoś się doczłapaliśmy wszyscy. Ja wiadomo musiałam ich dopilnować wraz z Możdżonkiem żeby jakichś głupot jeszcze po drodze nie zrobili. Nie piłam dzisiaj za dużo właśnie z myślą, że trzeba ich potem wszystkich zabrać ze sobą do hotelu bo jak by wszyscy nie wrócili to wiadomo, że mi i Marcinowi Stephane by łeb urwał.
Wjechaliśmy windą na swoje piętro
- Nic się nie stało! Polacy nic się nie stało! - zaczął śpiewać nie mam pojęcia dlaczego Piotrek
- Zamknij się! To nie jest przyśpiewka dla nas! - krzyknęłam
- Jak nie? Przecież my Polacy - zdziwił się Nowakowski
- To zarezerwowane dla piłkarzy cioto - wywrócił oczami Michał
- To jaka dla nas? - zmarszczył brwi środkowy
- We are the champions... - zaczęłam od razu wraz z Winiarem, Szamponem i Kłosikiem po czym się zaśmialiśmy
- No i to rozumiem - uśmiechnęłam się po czym otworzyłam drzwi swojego pokoju, ale nim się spostrzegłam znajdował się w nim także mój chłopak i przyciskając mnie do ściany namiętnie pocałował. :Pocałunek smakował alkoholem, ale w sumie niezbyt zwracałam na to uwagę. Gdy się od siebie oderwaliśy uśmiechnęłam się głupio po czym ruszyłam do łazienki wziąć prysznic. Posiedziałam tam sobie trochę i gdy wróciłam do pokoju siatkarz leżał sobie na łóżku.
- Wykończycie mnie tymi imprezami - wyszczerzyłam się kładąc się obok niego
- O tam, zaraz wykończycie - zaśmiał się - Już tyle z nami wytrzymałaś więc nie powinnaś się dziwić - rzucił muskając delikatnie moje wargi
- No i się nie dziwie, ale mnie czasem wkurzacie - odparłam gdy on znowu mnie pocałował
- Czym na przykład? - zapytał podnosząc się na łokciu całując mnie namiętnie
- Wszystkim - wzruszyłam ramionami uśmiechając się
- Trudno ci dogodzić Mała - pokręcił głową ze śmiechem
- Zobaczymy czy kiedyś ci się uda - puściłam mu oczko i wtuliłam w niego zamykając oczy
- Wiesz, myślałem, że uderzymy na jakiś spacerek teraz a ty mi tak .. - zasmucił się
- Nienormalny jesteś. - zaśmiałam się - Cicho, śpij, zmęczeni po turnieju jesteśmy, a poza tym nie wiem czy wiesz ale jutro a właściwie to już dzisiaj do Warszawy na obiad do premiera jedziemy więc się wyśpij.
- O jeny - jęknął - Na pewno się nie wyśpię. Co to za ludzie żeby od razu po zwycięstwie nie obiady zapraszać - powiedział znużony, a ja tylko się zaśmiałam po czym zasnęłam w jego ramionach. Przewspaniałe uczucie, polecam każdemu.
środa, 3 grudnia 2014
~Rozdział 41~
Biało-czerwoni przemknęli przez fazę grupową we Wrocławiu jak burza z kompletem punktów tracąc tylko jednego seta, nieoczekiwanie w starciu z Kamerunem. Graliśmy po prostu cudownie w każdym meczu. Po meczu z Argentyną także wygranym 3:0 Skrzaty zapoznali mnie ze swoimi argentyńskimi kolegami z klubu. Pogadaliśmy dość długą chwilę, od razu ich polubiłam.
Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że udało nam się tak dobrze wypaść, oby tak dalej. Później transport do Łodzi gdzie najpierw przegrany mecz z USA 1:3 po bardzo wyrównanym spotkaniu. Chłopaki zagrali bardzo dobry mecz, ale Amerykanie najlepszy i wygrali zasłużenie. Następnie mecz z Włochami wygrany 3:1. Włosi w tym mundialu świata nie zawojowali. Może przez kontuzje ich lidera Ivana Zaysteva, a może po prostu nie byli w stanie. Ważne, że my wciąż gramy.
Dzisiaj mecz z Iranem. O 19 zameldowaliśmy się na hali. Potem wiadomo cały rytuał, prezentacja wszystkich zawodników, rozgrzewka, hymny i szóstki.
O ile pierwsze dwa sety to była po prostu bajka i marzenie to w trzecim stało się coś nieprawdopodobnego. Irańczycy podnieśli się po tej 10-minutowej przerwie i znów zaczęli grać na równym poziomie. Przy stanie 19:19 Michał przyjął zagrywkę, a na jego twarzy pojawił się okropny grymas bólu. Został zdjęty z boiska. W pierwszej chwili chciałam do niego podbiec i dowiedzieć się co się stało, ale pierwszy i chyba najważniejszy powód to Ignaczak, który wręcz mi zakazał i trzymał po prostu za rękę żebym tam nie poszła, po drugie i tak nic bym nie pomogła, a po trzecie nawet nie wiem co się stało... Zajęli się nim fizjoterapeuci i lekarz, a potem powoli wyprowadzili z sali i zabrali ze sobą. Kibice pożegnali Michała oklaskami dziękując mu za świetną grę. Ja nie mogłam skupić się na meczu. Wiem tylko tyle, że naprawdę coś niedobrego się stało z naszą drużyną. Jakby nie potrafili się odnaleźć w czwartej partii. Może to było też trochę spowodowane brakiem Miśka. Nie chce go tu wychwalać bo to w końcu mój brat więc ostrożnie z tymi pochwałami, ale Winiar serio był dzisiaj liderem i w zagrywce i w przyjęciu, po prostu same plusy. Na szczęście w tie-breaku udało nam się odbudować swoją grę i wygraliśmy spotkanie po efektownym bloku Marcina. Gdy już wszystkim pogratulowałam zebrałam sprzęt i ruszyłam w kierunku szatni. Chciałam zobaczyć czy Michał jeszcze tu jest. Niestety szatnia była pusta, jego rzeczy nie było więc pewnie pojechali do szpitala. Wyszłam więc i czekałam na zawodników przed halą. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Michała. Miałam nadzieję, że może odbierze. Odebrał!
- Jezu. Co się stało? - zapytałam przejęta
- Ja nie Jezu tylko Michał - zaśmiał się a ja podzieliłam jego losy
- Ale widzę, że humorek dopisuje i tak.
- A co mam płakać jak żyje? Ścięło mnie z nóg po prostu. Teraz robią mi jakieś badania.
- Aha, a kiedy będziesz w hotelu? Bardzo boli?
- Nie mam pojęcia. A bolało w ciul, teraz mniej bo mi dali jakieś tam środki rozluźniające czy coś.
- Dobra, chciałam tylko wiedzieć czy żyjesz - uśmiechnęłam się
- Patrzcie jaka troskliwa, a jak złamałem nogę jak miałem 14 lat to się tak nie przejmowała - powiedział z oburzeniem i ironią w głosie wyczuwalną na kilometr.
- Oj, tam wtedy to wiedziałam dokładnie co się stało bo przecież tam z tobą na tych nartach byłam - wyszczerzyłam się właściwie sama do siebie wchodząc do autokaru i siadając na swoim miejscu.
- Phi! Za taką troskę to ja dziękuję - prychnął - Żegnaj. Rozłączam się.- oznajmił
- Ej no Michu! Nie bądź taki. - powiedziałam prosząco - Ja tu dzwonię, żeby zapytać jak się czuje mój ukochany braciszek, a ty mi tak. - wydęłam dolną wargę choć on i tak tego nie widzi
- Z wymuszonej troski - prychnął
- Wcale nie! - zaoponowałam od razu - Zapytaj Krzyśka jak mnie musiał trzymać żebym do ciebie nie podeszła podczas meczu jak jeszcze byłeś na hali.
- Oooooo jak słodziutko Eleneczka kochanieczka się o mnie martwiiiiii - powiedział prze słodziutko
- No martwi, martwi, ale teraz już kończy bo wszystko wie więc pa braciszku - pożegnałam się z nim i zakończyłam połączenie.
- I jak Winiar? - zapytał przysiadający się Andrzej
- Podobno bolało w ciul ale dali mu jakieś leki rozluźniające, przed chwilą miał badania.
- A kiedy będzie dokładnie wiadomo co mu jest?
- A skąd ja mam to wiedzieć? On mi nie powie przecież nic dokładnie bo to facet - wzruszyłam ramionami, a Wrona uniósł brwi do góry - No co się tak paczysz. Faceci mówią tylko ogólnikowo. Jakby tam siedziała jakakolwiek kobieta, nawet z alzheimerem to ja już bym ci tu powiedziała co jej dokładnie jest, gdzie ją boli, jak bardzo, jakie miała badania i kiedy.
- Oj tam oj tam przesadzasz. - rzucił gdy wychodziliśmy z autokaru i wchodziliśmy do hotelu
- Wcale, że nie. - oburzyłam się - Ja o Dagmarze nie wiedziałam nic. Podkreślam. NIC! Dokładnie przez rok jak on się z nią spotykał, ba! przez pół roku w ogóle o niej wtedy nie wiedziałam! Dobrze, że miałam klucz do jego pokoju i znałam hasło na telefon. To coś mogłam zdziałać, a tak to dostałabym zaproszenie na ślub i nie wiem z kim on się żeni.
- Wy to jesteście mega - wybuchnął śmiechem
- Wiadomo, Winiarscy przecież - wyszczerzyłam się poruszając brwi
- A jak wyjdziesz za mąż to już nie będziesz taka mega? - zapytał śmiejąc się
- Co ty chłopie! Ja za mąż nie wychodzę bo który by tam ze mną wytrzymał - parsknęłam śmiechem
- Raczej który miałby takie szczęście żeby ci się w ogóle spodobał. Przecież jak ty kobieto idziesz ulicą to każdy facet się za tobą ogląda, a Michała to szlag trafia. - parsknął
- Bo się zarumienię - parsknęłam śmiechem - Serio Miśka szlag trafia? - uśmiechnęłam się diabolicznie
- A no bo chłopak by cie chciał w jakieś porządne ręce oddać - westchnął po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem zatrzymując się właśnie przy drzwiach mojego pokoju.
- Dobra, fajnie było się pośmiać a teraz dobranocka Wroniasty - posłałam mu uśmiech wchodząc do pokoju. Ogarnęłam się i poszłam spać.
Następnego dnia rozegraliśmy spotkanie z Francją, w którym Michał nie zagrał. Tak się nawet zastanawiałam czy by nie podejść do Antonina, ale jednak zrezygnowałam z tego pomysłu.
Awans do szóstki mieliśmy zapewniony wcześniej gdy Argentyńczycy pokonali Amerykanów.
Mecz wygraliśmy 3:2 zajmując drugie miejsce w grupie. Później odbyło się losowanie po którym już wiedzieliśmy, że jesteśmy w grupie z Brazylią oraz Rosją. Gdy tylko się o tym dowiedzieliśmy z ust chyba każdego popłynęło siarczyste "kurwa". Ale, że ja optymistka to i tak mówię, że przejdziemy do strefy medalowej. Ale w sumie trudniejszy rywal tutaj, teoretycznie łatwiejszy w półfinale.
Pierwszy mecz mieliśmy rozegrać z obecnymi Mistrzami Świata.
Spotkanie wygrane 3:2 po ataku po bloku Karola. Jak tylko wbiegłam na boisko to tak go mocno wyściskałam, że miał chyba dość, ale to pomińmy. Chłopaki rozeszli się po całym boisku aby porozmawiać ze swoimi partnerkami, a ja, że nie miałam co robić to usiadłam sobie na parkiecie, wyciągnęłam aparacik i zaczęłam robić przegląd zdjęć zrobionych dzisiaj, aby pousuwać jakieś kiepskie.
Najwięcej to miałam chyba profilu Igły bo cały czas mu robiłam zdjęcia z zaskoczenia. Na widok jednego wybuchnęłam śmiechem.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał wesoło siadający obok mnie Karol, a ja pokazałam mu zdjęcie po czym on też zaczął się śmiać.
- Ty to umiesz wyczuć czas - pokręcił głową ze śmiechem
- Ja po prostu ustawiłam sobie seryjne i zrobiło mu z 50 zdjęć i mam takiego pięknego Krzyśka z rozmazanym nosem - parsknęliśmy śmiechem.
- Pokażesz mu to?
- Żartujesz?! - wykrzyknęłam - Od razu kazałby mi to usunąć albo wyrwał by mi siłą mój skarb i sam usunął.
- No w sumie to racja. - rzucił. Gadaliśmy jeszcze chwile po czym Kłos zmył się do szatni, a do mnie podszedł Krzysiek i udając ze jego ręce to jakieś pacynki zaczął do mnie gadać.
- My z Kłosem ze sobą nie kręcimy - przedrzeźniała mnie z naszej rozmowy we Wrocławiu jedna dłoń. Coś jej to słabo wychodziło. Czuję, że już nie lubię prawej dłoni Ignaczaka
- No może ty z nim nie ale on z tobą już tak - druga naśladowała libero.
- Puknij się w czoło Igła. Pieprzysz głupoty. - zaczęła skrzekliwym głosikiem. Niby to mój głos? Pfffff - Kłos to mój przyjaciel. Kłos to mój przyjaciel. Kłos to mój przyjaciel. - powtarzał skrzeczącym głosem przekrzywiając głowę to na prawo to na lewo - Pfffff bo uwierzę - parsknął normalnym głosem już opuszczając ręce.
- Iwona już poszła? - westchnęłam
- Tak, a czemu pytasz? - widać, że zbiłam go z tropu
- Bo znowu zaczynasz. - wzniosłam oczy do nieba
- Będę to robił dopóki mi się nie przyznasz, że się w nim zabujałaś - powiedział pewnie i odszedł. Ten to ma pomysły. Boże co za bzdura. Ja i Karol. Nie rozśmieszajcie mnie.
No ale niby gdyby się tak zastanowić... Świetnie się czuję w jego towarzystwie, zawsze mamy o czym pogadać, umie mnie rozśmieszyć, a te ciarki kiedy mnie łapie za rękę od tyłu? To... Jeeeezu... Jakie to jest przyjemne... Aż się zatrzymałam z wrażenia. Elena! Ty się w Karolu zakochałaś idiotko! O mamo! Pokręciłam głową i ruszyłam do autokaru, który powiózł nas do hotelu. Głowę cały czas miałam zaprzątniętą myślami. Chyba nawet na kogoś albo na coś wpadałam po drodze zmierzając korytarzem do swojego pokoju, ale nie zwróciłam na to uwagi.
Szybko znalazłam się w swoim pokoju, umyłam się i położyłam na łóżku, długo nie mogłam zasnąć i ciągle myślałam o tym co sobie dzisiaj uświadomiłam. Jezuu ile mi to czasu zajęło żeby to załapać. Ja to jednak ciężko myślę. Może dlatego mi ta fizyka nie szła? No nie ważne.
Po dłuuugim czasie rozmyślań wreszcie zasnęłam.
Kolejny mecz rozegraliśmy z Rosją wygrywając 3:2 i pogrążając ją w tych Mistrzostwach po czym weseli i szczęśliwi przetransportowaliśmy się do Katowic na półfinał z Niemcami, który też wygraliśmy oddając zachodnim sąsiadom tylko jednego seta. Ale powiedzmy sobie szczerze. Nasza gra nie wyglądała najwspanialej, dlatego właśnie ten jeden set dla Niemców, ale kto by to teraz roztrząsał?
Czy gadałam jeszcze z Krzyśkiem o Kłosie? Nie. Czy gadałam o tym z samym zainteresowanym? Noooo tak jakoś wyszło, że też nie.
No ale wreszcie nadszedł 21 września czyli finał Mistrzostw Świata.
Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że udało nam się tak dobrze wypaść, oby tak dalej. Później transport do Łodzi gdzie najpierw przegrany mecz z USA 1:3 po bardzo wyrównanym spotkaniu. Chłopaki zagrali bardzo dobry mecz, ale Amerykanie najlepszy i wygrali zasłużenie. Następnie mecz z Włochami wygrany 3:1. Włosi w tym mundialu świata nie zawojowali. Może przez kontuzje ich lidera Ivana Zaysteva, a może po prostu nie byli w stanie. Ważne, że my wciąż gramy.
Dzisiaj mecz z Iranem. O 19 zameldowaliśmy się na hali. Potem wiadomo cały rytuał, prezentacja wszystkich zawodników, rozgrzewka, hymny i szóstki.
O ile pierwsze dwa sety to była po prostu bajka i marzenie to w trzecim stało się coś nieprawdopodobnego. Irańczycy podnieśli się po tej 10-minutowej przerwie i znów zaczęli grać na równym poziomie. Przy stanie 19:19 Michał przyjął zagrywkę, a na jego twarzy pojawił się okropny grymas bólu. Został zdjęty z boiska. W pierwszej chwili chciałam do niego podbiec i dowiedzieć się co się stało, ale pierwszy i chyba najważniejszy powód to Ignaczak, który wręcz mi zakazał i trzymał po prostu za rękę żebym tam nie poszła, po drugie i tak nic bym nie pomogła, a po trzecie nawet nie wiem co się stało... Zajęli się nim fizjoterapeuci i lekarz, a potem powoli wyprowadzili z sali i zabrali ze sobą. Kibice pożegnali Michała oklaskami dziękując mu za świetną grę. Ja nie mogłam skupić się na meczu. Wiem tylko tyle, że naprawdę coś niedobrego się stało z naszą drużyną. Jakby nie potrafili się odnaleźć w czwartej partii. Może to było też trochę spowodowane brakiem Miśka. Nie chce go tu wychwalać bo to w końcu mój brat więc ostrożnie z tymi pochwałami, ale Winiar serio był dzisiaj liderem i w zagrywce i w przyjęciu, po prostu same plusy. Na szczęście w tie-breaku udało nam się odbudować swoją grę i wygraliśmy spotkanie po efektownym bloku Marcina. Gdy już wszystkim pogratulowałam zebrałam sprzęt i ruszyłam w kierunku szatni. Chciałam zobaczyć czy Michał jeszcze tu jest. Niestety szatnia była pusta, jego rzeczy nie było więc pewnie pojechali do szpitala. Wyszłam więc i czekałam na zawodników przed halą. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Michała. Miałam nadzieję, że może odbierze. Odebrał!
- Jezu. Co się stało? - zapytałam przejęta
- Ja nie Jezu tylko Michał - zaśmiał się a ja podzieliłam jego losy
- Ale widzę, że humorek dopisuje i tak.
- A co mam płakać jak żyje? Ścięło mnie z nóg po prostu. Teraz robią mi jakieś badania.
- Aha, a kiedy będziesz w hotelu? Bardzo boli?
- Nie mam pojęcia. A bolało w ciul, teraz mniej bo mi dali jakieś tam środki rozluźniające czy coś.
- Dobra, chciałam tylko wiedzieć czy żyjesz - uśmiechnęłam się
- Patrzcie jaka troskliwa, a jak złamałem nogę jak miałem 14 lat to się tak nie przejmowała - powiedział z oburzeniem i ironią w głosie wyczuwalną na kilometr.
- Oj, tam wtedy to wiedziałam dokładnie co się stało bo przecież tam z tobą na tych nartach byłam - wyszczerzyłam się właściwie sama do siebie wchodząc do autokaru i siadając na swoim miejscu.
- Phi! Za taką troskę to ja dziękuję - prychnął - Żegnaj. Rozłączam się.- oznajmił
- Ej no Michu! Nie bądź taki. - powiedziałam prosząco - Ja tu dzwonię, żeby zapytać jak się czuje mój ukochany braciszek, a ty mi tak. - wydęłam dolną wargę choć on i tak tego nie widzi
- Z wymuszonej troski - prychnął
- Wcale nie! - zaoponowałam od razu - Zapytaj Krzyśka jak mnie musiał trzymać żebym do ciebie nie podeszła podczas meczu jak jeszcze byłeś na hali.
- Oooooo jak słodziutko Eleneczka kochanieczka się o mnie martwiiiiii - powiedział prze słodziutko
- No martwi, martwi, ale teraz już kończy bo wszystko wie więc pa braciszku - pożegnałam się z nim i zakończyłam połączenie.
- I jak Winiar? - zapytał przysiadający się Andrzej
- Podobno bolało w ciul ale dali mu jakieś leki rozluźniające, przed chwilą miał badania.
- A kiedy będzie dokładnie wiadomo co mu jest?
- A skąd ja mam to wiedzieć? On mi nie powie przecież nic dokładnie bo to facet - wzruszyłam ramionami, a Wrona uniósł brwi do góry - No co się tak paczysz. Faceci mówią tylko ogólnikowo. Jakby tam siedziała jakakolwiek kobieta, nawet z alzheimerem to ja już bym ci tu powiedziała co jej dokładnie jest, gdzie ją boli, jak bardzo, jakie miała badania i kiedy.
- Oj tam oj tam przesadzasz. - rzucił gdy wychodziliśmy z autokaru i wchodziliśmy do hotelu
- Wcale, że nie. - oburzyłam się - Ja o Dagmarze nie wiedziałam nic. Podkreślam. NIC! Dokładnie przez rok jak on się z nią spotykał, ba! przez pół roku w ogóle o niej wtedy nie wiedziałam! Dobrze, że miałam klucz do jego pokoju i znałam hasło na telefon. To coś mogłam zdziałać, a tak to dostałabym zaproszenie na ślub i nie wiem z kim on się żeni.
- Wy to jesteście mega - wybuchnął śmiechem
- Wiadomo, Winiarscy przecież - wyszczerzyłam się poruszając brwi
- A jak wyjdziesz za mąż to już nie będziesz taka mega? - zapytał śmiejąc się
- Co ty chłopie! Ja za mąż nie wychodzę bo który by tam ze mną wytrzymał - parsknęłam śmiechem
- Raczej który miałby takie szczęście żeby ci się w ogóle spodobał. Przecież jak ty kobieto idziesz ulicą to każdy facet się za tobą ogląda, a Michała to szlag trafia. - parsknął
- Bo się zarumienię - parsknęłam śmiechem - Serio Miśka szlag trafia? - uśmiechnęłam się diabolicznie
- A no bo chłopak by cie chciał w jakieś porządne ręce oddać - westchnął po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem zatrzymując się właśnie przy drzwiach mojego pokoju.
- Dobra, fajnie było się pośmiać a teraz dobranocka Wroniasty - posłałam mu uśmiech wchodząc do pokoju. Ogarnęłam się i poszłam spać.
Następnego dnia rozegraliśmy spotkanie z Francją, w którym Michał nie zagrał. Tak się nawet zastanawiałam czy by nie podejść do Antonina, ale jednak zrezygnowałam z tego pomysłu.
Awans do szóstki mieliśmy zapewniony wcześniej gdy Argentyńczycy pokonali Amerykanów.
Mecz wygraliśmy 3:2 zajmując drugie miejsce w grupie. Później odbyło się losowanie po którym już wiedzieliśmy, że jesteśmy w grupie z Brazylią oraz Rosją. Gdy tylko się o tym dowiedzieliśmy z ust chyba każdego popłynęło siarczyste "kurwa". Ale, że ja optymistka to i tak mówię, że przejdziemy do strefy medalowej. Ale w sumie trudniejszy rywal tutaj, teoretycznie łatwiejszy w półfinale.
Pierwszy mecz mieliśmy rozegrać z obecnymi Mistrzami Świata.
Spotkanie wygrane 3:2 po ataku po bloku Karola. Jak tylko wbiegłam na boisko to tak go mocno wyściskałam, że miał chyba dość, ale to pomińmy. Chłopaki rozeszli się po całym boisku aby porozmawiać ze swoimi partnerkami, a ja, że nie miałam co robić to usiadłam sobie na parkiecie, wyciągnęłam aparacik i zaczęłam robić przegląd zdjęć zrobionych dzisiaj, aby pousuwać jakieś kiepskie.
Najwięcej to miałam chyba profilu Igły bo cały czas mu robiłam zdjęcia z zaskoczenia. Na widok jednego wybuchnęłam śmiechem.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał wesoło siadający obok mnie Karol, a ja pokazałam mu zdjęcie po czym on też zaczął się śmiać.
- Ty to umiesz wyczuć czas - pokręcił głową ze śmiechem
- Ja po prostu ustawiłam sobie seryjne i zrobiło mu z 50 zdjęć i mam takiego pięknego Krzyśka z rozmazanym nosem - parsknęliśmy śmiechem.
- Pokażesz mu to?
- Żartujesz?! - wykrzyknęłam - Od razu kazałby mi to usunąć albo wyrwał by mi siłą mój skarb i sam usunął.
- No w sumie to racja. - rzucił. Gadaliśmy jeszcze chwile po czym Kłos zmył się do szatni, a do mnie podszedł Krzysiek i udając ze jego ręce to jakieś pacynki zaczął do mnie gadać.
- My z Kłosem ze sobą nie kręcimy - przedrzeźniała mnie z naszej rozmowy we Wrocławiu jedna dłoń. Coś jej to słabo wychodziło. Czuję, że już nie lubię prawej dłoni Ignaczaka
- No może ty z nim nie ale on z tobą już tak - druga naśladowała libero.
- Puknij się w czoło Igła. Pieprzysz głupoty. - zaczęła skrzekliwym głosikiem. Niby to mój głos? Pfffff - Kłos to mój przyjaciel. Kłos to mój przyjaciel. Kłos to mój przyjaciel. - powtarzał skrzeczącym głosem przekrzywiając głowę to na prawo to na lewo - Pfffff bo uwierzę - parsknął normalnym głosem już opuszczając ręce.
- Iwona już poszła? - westchnęłam
- Tak, a czemu pytasz? - widać, że zbiłam go z tropu
- Bo znowu zaczynasz. - wzniosłam oczy do nieba
- Będę to robił dopóki mi się nie przyznasz, że się w nim zabujałaś - powiedział pewnie i odszedł. Ten to ma pomysły. Boże co za bzdura. Ja i Karol. Nie rozśmieszajcie mnie.
No ale niby gdyby się tak zastanowić... Świetnie się czuję w jego towarzystwie, zawsze mamy o czym pogadać, umie mnie rozśmieszyć, a te ciarki kiedy mnie łapie za rękę od tyłu? To... Jeeeezu... Jakie to jest przyjemne... Aż się zatrzymałam z wrażenia. Elena! Ty się w Karolu zakochałaś idiotko! O mamo! Pokręciłam głową i ruszyłam do autokaru, który powiózł nas do hotelu. Głowę cały czas miałam zaprzątniętą myślami. Chyba nawet na kogoś albo na coś wpadałam po drodze zmierzając korytarzem do swojego pokoju, ale nie zwróciłam na to uwagi.
Szybko znalazłam się w swoim pokoju, umyłam się i położyłam na łóżku, długo nie mogłam zasnąć i ciągle myślałam o tym co sobie dzisiaj uświadomiłam. Jezuu ile mi to czasu zajęło żeby to załapać. Ja to jednak ciężko myślę. Może dlatego mi ta fizyka nie szła? No nie ważne.
Po dłuuugim czasie rozmyślań wreszcie zasnęłam.
Kolejny mecz rozegraliśmy z Rosją wygrywając 3:2 i pogrążając ją w tych Mistrzostwach po czym weseli i szczęśliwi przetransportowaliśmy się do Katowic na półfinał z Niemcami, który też wygraliśmy oddając zachodnim sąsiadom tylko jednego seta. Ale powiedzmy sobie szczerze. Nasza gra nie wyglądała najwspanialej, dlatego właśnie ten jeden set dla Niemców, ale kto by to teraz roztrząsał?
Czy gadałam jeszcze z Krzyśkiem o Kłosie? Nie. Czy gadałam o tym z samym zainteresowanym? Noooo tak jakoś wyszło, że też nie.
No ale wreszcie nadszedł 21 września czyli finał Mistrzostw Świata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)