sobota, 18 października 2014

~Rozdział 28~

Obudziłam się z tą Saharą w ustach i pieprzonym bólem głowy. Po dłuższej chwili leżenia i podniosłam się wreszcie do pozycji siedzącej. Oparłam łokcie na kolanach i wczepiłam palce we włosy. Po dłuższej chwili ubrałam się jakoś i ruszyłam do kuchni żeby się napić oraz wziąć coś na tą bolącą głowę. Wyszłam z pokoju na korytarzu spotykając Asię
- No cześć - wyszczerzyła się - Wyspana?
- Można tak powiedzieć, ale teraz muszę do kuchni - minęłam ją i zeszłam po schodach. W pomieszczeniu do którego wędrowałam byli pozostali, a dzieciaki słyszałam z salonu
- No i jak się ma nasza imprezowiczka? - zapytał ze śmiechem Michał
- Dobrze, kochany braciszku. Nie narzekam - mruknęłam i wzięłam 1,5 l butelkę wody cytrynowej i na raz wypiłam większą połowę. Po czym podeszłam do apteczki i wyciągnęłam z niej jedną tabletkę włożyłam do buzi i połknęłam popijając jeszcze trochę wodą. Usiadłam przy stole.
- No to opowiadaj - nakręciła się babcia, zaśmiałam się lekko no i zaczęłam im opowiadać wszystko
- No i więcej nie pamiętam - westchnęłam
- A o której wróciłaś? - zapytała mama
- A nawet nie wiem, ale chyba nad ranem - zmarszczyłam brwi - Ale co wcześniej robiłam to nie ....... nie mogę sobie przypomnieć ..... - zamyśliłam się - O! Już wiem! - wykrzyknęłam - zaczęłyśmy z Agą i Karoliną gadać i się upiłyśmy, a Wiktor potem mówił, że takie głupoty pieprzyłyśmy, że szkoda gadać, ale Agnieszka ma się przeprowadzić do Bełchatowa. To dopiero news!
- Co tak wszyscy do tego Bełchatowa uciekają? - pokręciła głową mama wstając od stołu i odkładając kubek po kawie do zlewu.
- Bo to najlepsze miasto - wzruszył ramionami Misiek
- Ja ci zaraz dam najlepsze miasto to zobaczysz! - przestrzeliłam jego potylicę
- EEEEEEEj! No i foch.  - skrzyżował ręce na piersi i odwrócił głowę w stronę przeciwną do tej z której siedziałam ja, uniósł wysoko brodę i zamknął oczy, a ja nie zwracając na to uwagi wstałam i nałożyłam sobie ryżu z truskawkami, który był dzisiaj na obiad. Mogłabym jeść to cały czas. Gdy byłam mała cały rok jęczałam kiedy będą truskawki i mama pewnego razu zamroziła owoce i w zimie zrobiła ryż z truskawkami, a ja miałam ochotę tak ją wycałować i wyprzytulać jak nigdy.
- Wolisz ryż z truskawkami ode mnie? - oburzył się brat
- A ty nie masz czasem focha? - uniosłam brew
- Jestem wzburzony - oznajmił, a Dagmara wraz z babcią i rodzicielką wybuchnęły śmiechem
- Wzburzony? Jak fala Bałtyku? - parsknęłam śmiechem a po chwili śmialiśmy się już wszyscy.
Dzisiaj Adam, Asia i dzieciaki miały jechać na 5 dni do rodziców Adama do Poznania więc moja siostra miała urwanie głowy, aby spakować siebie i dzieciaki bo szwagier wracał z pracy o 15, miał coś zjeść i od razu jechać. Postanowiłam, że jej pomogę bo i tak nie miałam nic do roboty więc poszłam do pokoju Zosi wraz z nią, aby pomóc jej się spakować i odrzucić nie potrzebne zabawki. Zajęło nam to pół godziny po czym dziewczynka jeszcze się przebrała i była gotowa do wyjścia. Wzięłam jej torbę i zeszłyśmy razem na dół. Uczesałam ją jeszcze, a gdy plotłam na jej głowie kłosa siedząc na schodach prowadzących z góry na dół do domu z pracy wrócił jej ojciec. Dobrze, że już prawie skończyłam bo mała od razu chciała wskoczyć na ręce tacie. Zawiązałam gumkę na końcu jej włosów i klepnęłam lekko w tył, na znak, że może już iść. Uśmiechnęłam się na widok takiego obrazka. Wstałam ze schodów i ruszyłam do salonu gdzie było nasze drugie małżeństwo. Siedziało na kanapie oglądając jakiś film. Na fotelu siedział Oliwier grając w jakąś grę, a Antoni pewnie ucinał sobie drzemkę
- Ej, Młody jedziesz ze mną po zdjęcia na miasto czy wolisz siedzieć w domu? - zwróciłam się do chłopaka, a oczy rodziców powędrowały na syna
- Jasne, że jadę! - wykrzyknął
- No to zbieraj się. Za 15 minut w korytarzu - rzuciłam i ruszyłam na górę, a chłopak zdążył mnie wyprzedzić. Zaśmiałam się lekko i podążyłam do swojego pokoju wybrałam  jeansy, fioletową bluzkę i ruszyłam do łazienki. Przebrałam się, uczesałam i umalowałam. Wzięłam jeszcze telefon ze swojego pokoju  zeszłam na dół. Oli właśnie ubierał buty. Ja nasunęłam na stopy balerinki, kazałam chłopcowi ubrać bluzę bo na polu się bardzo oziębiło. Sama także narzuciłam na siebie tą część garderoby i chwyciłam kluczyki z szafki w kuchni oraz torebkę z wieszaka w korytarzu. Krzyknęliśmy jeszcze, że wychodzimy i otworzyłam drzwi wyjściowe. Podążyliśmy do garażu. Otworzyłam go, a młodemu Winiarskiemu poleciłam żeby otworzył bramę i przy niej na mnie poczekał. Sama wsiadłam do samochodu i wyjechałam z budynku. Przy bramie Oli wsiadł, zapiął pasy i ruszyliśmy w  stronę studia fotograficznego. Pół godziny później wychodziliśmy z niego ze zdjęciami w ręce.
- Może na jakieś ciacho pójdziemy? Co Oli, masz ochotę?
- Pewnie! - ucieszył się
- No to idziemy - ruszyliśmy dziarskim krokiem do znajdującej się niedaleko kawiarni. Ja zamówiłam sobie kremówkę oraz kawę, a Oliwier sernik i sok jabłkowy.
- Ciociu, a co z tym parkiem linowym? - zapytał wkładając sobie do ust łyżeczkę z ciastem
- No widzisz Oli jak to wyszło ... wesele mi wszystko zaburzyło i ten Kraków, a jak będzie lać to i tak nie pojedziemy, prawda? - rzuciłam, a chłopak lekko się zasmucił. - Nic się nie martw, jak ciotka mówi, że pojedziemy to pojedziemy - szturchnęłam go lekko w łokieć, a on mi oddał. Szturchaliśmy się tak jeszcze chwilę, normalnie poczułam się jak z Miśkiem. Na koniec się zaśmialiśmy, dokończyliśmy swoje zamówienia, zapłaciłam i wyszliśmy. Podążyliśmy do samochodu i już po chwili staliśmy w korku. Westchnęłam głęboko i zaczęłam śpiewać sobie pod nosem piosenkę lecącą w radiu a był to Dżem "Wehikuł Czasu". Po chwili dołączył do mnie Oliwier. Byłam ciut zaskoczona ale jak najbardziej pozytywnie. W końcu Michał uwielbiał Dżem i ich piosenki więc w sumie nic dziwnego, młody musiał się ich dużo nasłuchać. Wreszcie ruszyliśmy
- Ej, może wstąpimy jeszcze na cmentarz co? Dawno nie byłam.
- Możemy jechać - uśmiechnął się. Zahaczyliśmy jeszcze o sklep, kupiłam 6 zniczy i pojechaliśmy w kierunku cmentarza. Wyszliśmy z auta, wzięliśmy świeczki i podążyliśmy do odpowiedniego grobu, najpierw do mojego taty. Pomodliliśmy i zapaliliśmy dwa znicze.Później na grób Marceli, a na końcu u Krystiana. Nigdzie nie obyło się bez pojedynczych łez.
- Ciociu? - zapytał cichutko Oliwier ciągnąc mnie delikatnie za rękaw bluzy
- Co tam skarbie? - zapytałam obejmując go jedną ręką
- Dlaczego tak w ogóle wujek i dziadek nie żyją? - zapytał unosząc głowę aby na mnie popatrzyć
- Tatuś nigdy ci nie mówił? - zapytałam
- Nie.
- Ani mama?
- Mama mówiłam, że jak już to tata powinien mi opowiedzieć, ale on mówił wtedy, że raczej nie bardzo chcę to pamiętać
- Może i ma rację, ale nie można zapomnieć
- To co, powiesz mi? Proszę?
- Wujek miał wypadek. Niestety śmiertelny - powiedziałam a w moich oczach znowu poczułam łzy
- A dziadek?
- Też tak jakby wypadek... Uderzył głową o kant stołu - odpowiedziałam i poczułam na swoim policzku cieknącą łzę. Chwilkę milczeliśmy po czym chłopiec znów zaczął mówić
- Ty to widziałaś? ..... No wiesz... te... wypadki? - zapytał patrząc na zdjęcie mojego taty, które było na płycie grobu
- Nie, Oluś, nie widziałam. Ale wiesz, - urwałam - chyba lepiej. Wolałabym tego nie widzieć bo chyba bym nie wytrzymała - powiedziałam poważnie - To jest nie do zniesienia gdy na twoich oczach ktoś ginie, prawda?
- Ja chyba też bym się aż popłakał - stwierdził, a ja uśmiechnęłam się delikatnie i pogłaskałam go po policzku. - A ta pani u której też byliśmy?
- To była moja przyjaciółka.
- A czemu nie żyje? Też miała wypadek?
- Ona nie żyje przez innych wiesz?
- Co to znaczy "nie żyje przez innych"? - zapytał marszcząc czoło i patrząc na moją twarz
- Marcela popełniła samobójstwo bo inni ją zranili - wyszeptałam, a chłopiec chwile nic nie mówił po czym bardzo mocno mnie przytulił
- Pewnie było ci bardzo smutno, prawda ciociu?
- Było. Nadal jest. Ale już się z tym pogodziłam wiesz?
- Trudno ci było?
- Jasne, że trudno, zawsze jest trudno.
- A ... - urwał - Długo się z tym godziłaś? - zapytał spuszczając wzrok
- 1,5 roku, ale miałam twojego tatę, babcie, prababcie, Karolinę, Asię, wujka Bartka i wujka Krzyśka i oni mi pomogli bo wiesz Oliwier, najważniejsze żebyś w życiu miał bliskie osoby. Bez nich nie będziesz szczęśliwy, zapamiętaj to sobie - powiedziałam.
- Na pewno zapamiętam - uśmiechnął się do mnie co ja odwzajemniłam
- To wracamy? - zapytałam, a chłopiec skinął głową. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Byłam bardzo zdziwiona jaki ten Oliwier jest na swój sposób bardzo mądry, przecież ma dopiero 8 lat. W domu byliśmy po 10 minutach. Wysiedliśmy z samochodu, który stanął w garażu. Weszliśmy do domu i ściągnęliśmy bluzy. Poszłam do swojego pokoju przejrzeć zdjęcia. Włączyłam sobie muzykę w tle ze swojej playlisty. Klęknęłam przy stoliku, a na nim rozłożyłam wszystkie zdjęcia. Było ich tyle że zaczęłam rozkładać je na łóżku. Na prawdę były świetne, a co zdjęcie to wspomnienie i wybuch śmiechu.
- To jest fajne - stwierdził Michał, który stał nade mną. Serio chyba jestem głucha. No nie ważne. Zdjęcie, które podobało się mojemu bratu przedstawiało mnie w prezencie od nich wraz z Miśkiem i Krzyśkiem. Zrobiliśmy my je sobie jak Igła już dojechał na zgrupowanie bo wtedy na meczach z Włochami go nie było.
- No - pokiwałam głową. - Będzie miało specjalne miejsce. - uśmiechnęłam się szeroko.
- A ty nie myślisz czasem żeby wyjechać stąd gdzieś indziej i tam zacząć nowe życie?
- A skąd takie pytanie? - zdziwiłam się patrząc na niego z uniesionymi brwiami
- A tak o - wzruszył ramionami
- No wiesz, niby czasami tak. Chciała bym mieć bliżej ciebie i Karolinę, a wy w tym pieprzonym Bełchatowie - mruknęłam wywracając oczami
- No to się do nas przeprowadź - wypalił
- Pojebało cię Winiarski - popukałam się palcem w czoło - Może kiedyś. A poza tym musiałabym mieć tam pracę w końcu z czegoś trzeba żyć. Niby tutaj też nie mam bo ten zakład w którym pracowałam został zamknięty, ale i tak.
- Ale się zastanowisz? - zapytał z nadzieją
- A co ci tak na tym zależy? - zmrużyłam oczy
- No bo chcę mieć swoją siostrzyczkę blisko siebie - pocałował mnie w skroń i przytulił.
- Mówiłam ci już Misiek, że jesteś najlepszym bratem na ziemi?
- Ostatnio jak się dowiedziałaś, że będziesz naszym fotografem - zaśmiał się
- No to muszę częściej bo serio jesteś najlepszy - cmoknęłam go w policzek.
- No to się cieszę i czekam. Będziesz je na ścianie przyklejać? - zapytał kiwając głową w stronę zdjęć
- Tak - potwierdziłam - Ale mam tu coraz mniej miejsca - skrzywiłam się spoglądając na ścianę na której były zdjęcia
- Coś wymyślisz - puścił mi oczko. - Idziesz na dół? Oliwier chciał zagrać w scrable, a tak poza tym to opowiedział mi to wszystko co mu powiedziałaś na cmentarzu - powiedział i mocno mnie przytulił
- Oliwier to bardzo mądre dziecko, mówię ci, pogadałam sobie z nim tak poważnie.
- Ma to po mnie - wyszczerzył się a ja dałam mu kuksańca w bok uśmiechając się pobłażliwie - To idziesz?
- Zaraz przyjdę tylko to poskładam - skinęłam głową na zdjęcia
- A i Stefan kazał ci przekazać, że teraz zgrupowanie będzie w Bełchatowie
- I znowu Bełchatów - mruknęłam wywracając ślepiami
- On cię przyciąga. Nie widzisz tego? - zaśmiał się, a ja razem z nim po czym wyszedł, a do mojego pokoju wpadł Kapitan
- No cześć piesku, cześć, cześć - zaczęłam do niego gadać i włożyłam wszystkie zdjęcia do koperty, którą wsunęłam do szuflady. Reszta dnia minęła mi na zabawach to z Oliwierem to z Antosiem.
Cały urlop ogólnie zleciał bardzo szybko. Codziennie lało więc z mojego planu opalenia się choć trochę nic nie wyszło. Winiarscy pojechali do domu w niedzielę. W ten sam dzień dzwonił też do mnie Karol, że żałuję, że nie mógł iść ze mną na to wesele, ale z jego mamą wszystko jest już w porządku i to mnie cieszyło najbardziej. Niby nie miałam za bardzo co robić ale zdjęć na ścianę i tak nie przykleiłam. To właśnie cała ja. No ale nic. Wrócę z mundialu to będę miała tyle czasu to po przyklejam.


Nadszedł 16 lipca i trzeba było jechać do Bełchatowa. Pożegnałam się z babcią i mamą po czym włożyłam swoje rzeczy do bagażnika, a torebkę rzuciłam na przednie siedzenie i ruszyłam w stronę Bełchatowa. Na miejscu pod odpowiednim hotelem byłam o 13. Przed budynkiem spotkałam Michała Kubiaka.
- Cześć Dziku, jak dobrze cie znowu widzieć w odpowiednim miejscu - uśmiechnęłam się i przytuliłam przyjmującego
- No ja też się cieszę - zaśmiał się. - Pomóc ci z tym? - zapytał kiwając głową w stronę mojej walizki i torby ze sprzętem
- Poradzę sobie, nic się nie martw.
- Nieeee lepiej wezmę bo potem mnie oskarżą o brak pomocy kobiecie z walizkami - rzucił i chwycił rączkę walizki, po czym się zaśmialiśmy. W towarzystwie Michała odebrałam klucz do swojego pokoju i razem z nim wjechałam windą na odpowiednie piętro. Kubi wniósł moją walizkę do pokoju po czym ukłonił się teatralnie, a ja podziękowałam mu za pomoc. Siatkarz wyszedł, a ja zabrałam się za rozpakowywanie rzeczy. Akurat gdy kładłam walizkę obok szafy, otworzyły się drzwi. Jak się okazało wszedł przez nie Krzysiek
- Lenka!! - wykrzyknął - Jak ja się cieszę, że cię widzę - zaczął mnie ściskać, ale czuć było od niego jakoś inaczej. Jakby ... moje ulubione żelki?
- Krzysiu - zaczęłam mega poważnie, przytrzymałam go za ramiona i spojrzałam w oczy - Czy ty zjadłeś paczkę moich ulubionych żelków beze mnie? - przeszywałam go swoim stalowym wzrokiem
- Ja? - zapytał i zaczął grać na czas - A tak w ogóle to rozpakowałaś się już? Będziemy sobie sąsiadami wiesz? No ja mieszkam na przeciwko.
- Igła, nie o to pytałam, Więc? - zmrużyłam oczy
- Oj, no dobraaaaaaaa!! - wykrzyknął rozpaczliwie - Zjadłem. Sam. - krzyczał rozdzierająco -  No bo ciebie jeszcze nie było. I tak wyszło. - uczynił gest ręką abym się trochę do niego nachyliła - Mam jeszcze kilka, także możemy skoczyć do mojego pokoju i sobie zjemy - szepnął konspiracyjnie
- No i to mi się kurde podoba! - ucieszyłam się. Uchyliliśmy ostrożnie drzwi i rozejrzeliśmy się po korytarzu czy aby żaden z siatkarzy się po nim nie kręci. Droga była wolna więc cichaczem przeszliśmy do pokoju Ignaczaka, który dzielił z Buszkiem, ale ten jeszcze nie nadjechał. Gdy już zamknęliśmy za sobą drzwi przybiliśmy głośną piątkę, ale zaraz po tym sami siebie uciszyliśmy. Usiadłam po turecku na łóżku Krzyśka, a on z torby wyjął paczkę słodkości. Otworzył ją i wzięliśmy sobie po garści, którą wsadziliśmy sobie do buzi. Nagle drzwi się otworzyły, a my przestaliśmy przeżuwać i schowaliśmy już pusty papier za siebie
- O, cześć El - przywitał się Rafał. Skinęłam tylko głowa ponieważ w buzi miałam słodycze
- Co tu tak po cichu siedzicie? Już myślałem, że Krzyśka jeszcze nie ma - zaśmiał się
- A wigis? Jegtem - powiedział przekręcając słowa Igła gdyż tak jak ja w buzi zamiast śliny miał żelki. Przyjmujący odwrócił się do nas twarzą gdyż wcześniej stał tyłem i grzebał w swojej walizce, po czym zmierzył nas dokładnie wzrokiem
- Czy wy coś przede mną ukrywacie? - zapytał podejrzliwie
- My? Skąd - prychnęłam i machnęłam ręką, ale zapomniałam, że miałam w niej papier po słodyczach, który teraz leżał na środku pokoju. Buszek schylił się i podniósł śmieć z podłogi.
- No wiecie? Jak mogliście beze mnie? - zapytał obrażony.
- Nie było cię - wyszczerzyłam się
- No i foch - odwrócił się
- No dobra panowie to ja lecę. Miło było, ale czas nagli... Nie wiem do czego ale noo.... Także papa - posłałam im całusa w powietrzu i wyszłam na korytarz. Śmiejąc się wpadłam na Andrzeja
- Sorry - powiedziałam
- Nie, nic się nie stało. Powiedz lepiej co cię tak bawi? - zapytał podekscytowany
- A widziałeś kiedyś minę obrażonego Rafała? - zapytałam nie przestawając się śmiać. Wrona pokręcił przecząco głową - No to żałuj. Żałuj Wronka, żałuj żałuj -  rzuciłam i weszłam do swojego pokoju. Tam wybuchnęłam śmiechem jeszcze raz. A gdy się uspokoiłam drzwi mojego pokoju otworzyły się po raz drugi
- Dzień dobry Eleno - przywitał się Stefan
- Dzień dobry - odpowiedziałam
- Przyszedłem tylko dostarczyć pani rozkład zajęć podczas naszego pobytu w Bełchatowie - wręczył mi kartkę
- Dziękuję - uśmiechnęłam się
- Także do zobaczenia na treningu - rzucił wychodząc
- Do zobaczenia.
Prześledziłam wzrokiem kartkę. O 16 chłopaki mają trening na siłowni, na którym muszę być, kolacja o 19, śniadanie o 7:30, obiad 14:30. Czyli za pół godziny. W tym czasie postanowiłam sprawdzić czy Michał już jest. Podreptałam do pokoju Krzyśka gdyż on powinien wiedzieć. Weszłam do środka, a tam zastałam dziwny widok. Mianowicie: Buszek leżał na podłodze przykryty kołdrą i krzyczał przeraźliwie, natomiast Ignaczak stał na szafce nocnej z butem w ręku i rozglądał się jak rasowy ninja
- Ja nie będę pytać co wy tu robicie bo przyszłam w innej sprawie. - uniosłam od razu ręce do góry - Nie wiecie może czy Misek już przyjechał?
- Ma pokój obok ciebie - rzucił Igła przeszywając pokój wzrokiem typu "niebieska stal"
- A, dzięki. A tak w ogóle to ci na nodze siedzi jakieś robactwo - rzuciłam, a Krzysztof zanim się spodziałam już prasnął swoim butem w to stworzenie, a ono po chwili leżało już na podłodze
- Jest! I co teraz powiesz szczylu!? Boo ya! - krzyczał nad tym zabitym stworem
- Dzięki ci wielkie Igła - wykrzyknął Rafał i wyściskał libero. Dopiero teraz się zorientowałam jak bardzo mi ich brakowało, a zwłaszcza Krzyśka. Zaśmiałam się i wyszłam kierując się do pokoju, który wskazał mi Krzysztof. W środku faktycznie był Michał wraz z Mariuszem
- Cześć chłopaki - przywitałam się
- Cześć, cześć. No i jak tam beze mnie przeżyłaś te dziesięć dni? - zapytał Wlazły
- Umierałam z tęsknoty - powiedziałam teatralnie
- No i prawidłowo - wyszczerzył się
- No i git - rzuciłam - Idziemy na obiad? Głodna jestem trochę - przyznałam, a na potwierdzenie zaburczało mi w brzuchu
- No to idziemy - zarządził Michał. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do restauracji. Po drodze jeszcze dołączyli do nas Rafał z Krzyśkiem
- Wiecie, że jestem jego herosem? - zapytał ze śmiechem Krzysiek poruszając brwiami
- No to gratuluję - zaśmiał się Mariusz
- Dlatego, że zabiłeś tego "szczyla"?  - ostatnie słowo ujęłam a tak zwane króliczki, a przyjmujący z atakującym popatrzyli na nas dziwnie
- Dokładnie - pokiwał głową libero
- Czy ktoś nam powie o co chodzi? - zapytał Michał siadając przy stole w restauracji. W skrócie streściłam mu co zobaczyłam zanim przyszłam do nich. Ich miny były... dziwne. Tak, dziwne. Zjedliśmy posiłek gadając cały czas. Później chłopaki mieli trening na siłowni. Jak mówili - ciężki, a ja wierzę im na słowo ale wykrzesali jeszcze trochę sił, jak powiedzieli, specjalnie dla mnie, aby pograć w karty. Czuję się zaszczycona. No w każdym razie, rozsiedliśmy się w pokoju Kurka i Nowakowskiego i zaczęliśmy grać w przeróżne gry jakie tylko znaliśmy. Tak zleciało nam do samej kolacji. Później zeszliśmy coś zjeść a po posiłku chłopaki nie mieli już na nic siły. Gdy weszłam do swojego pokoju rzuciłam się na łóżko i chwilę sobie poleżałam po czym wzięłam prysznic i położyłam się spać.




czwartek, 16 października 2014

~Rozdział 27~

Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie. Czytajcie XDTak jak przewidywałam wczoraj, a raczej już dzisiaj wstałam o równej 11. Drzwi były otworzone szerzej niż je zostawiłam więc tego, że szczeniak tu był nie wykluczam. Wzięłam swoje ubrania i poszłam do łazienki. Ubrałam się i uczesałam włosy w kucyka. Zeszłam na dół do kuchni. Nikogo tam nie było. Wzięłam sobie kawałek zapiekanki z wczoraj i zjadłam dość szybko. Brudny talerz włożyłam do zmywarki i podążyłam do salonu gdzie również było pusto. Wyszłam więc na schody. Dzieci biegały po podwórku bawiąc się z psem, a Michał wraz z Dagmarą i babcią siedzieli na krzesłach w altance więc podeszłam do nich.
- A gdzie Karol? - zapytałam siadając na krześle obok babci
- Jego mama miała jakiś wypadek i około 8 już pojechał. Mówił że później do ciebie zadzwoni - powiedział Michał
- Jeny, serio? - wytrzeszczyłam oczy, na co on skinął głową. Zatkało mnie. - A wiesz co się stało?
- Nie, nic nie wiem - zaprzeczył
Szkoda mi bardzo Karola i muszę później do niego zadzwonić i zapytać się co jego mamą. Czy to coś poważnego. Kilka minut później mama zawołała nas na obiad. Zjedliśmy wszyscy w salonie przy dużym stole, a następnie rozeszliśmy się w swoje strony. Ja najpierw musiałam załatwić sobie wizytę u fryzjera i kosmetyczki. Zadzwoniłam do znajomego zakładu kosmetycznego, a pani znalazła dla mnie czas w piątek o 10, czyli w sam raz. Następnie musiałam poszukać tej kartki z imionami, które napisał dla mnie Paweł. Przewaliłam całą walizkę oraz torebkę nawet torbę ze sprzętem, a tego ani śladu. W końcu natchnęło mnie żeby sprawdzić w portfelu. Wreszcie tam ją znalazłam. Prześledziłam wzrokiem tekst. Musiałam przyznać, że Zator miał ładne pismo. Najbardziej spodobał mi się "Kapitan". Takie też postanowiłam nadać mu imię. Były tam jeszcze bardziej kreatywne ale nie chciałam mu nadawać aż tak wyszukanego jak "Zakrętka" Zeszłam na dół, aby obwieścić to dzieciom, które pewnie dalej się z nim bawiły. Nie myliłam się. No zamęczą mi tego psa.
- Dzieci słuchajcie, już wiem jak będzie się wabił - przemówiłam - Wołajcie na niego Kapitan żeby się już przyczajał.
One pokiwały głowami, a ja postanowiłam pobawić się z nimi. Zaczęliśmy nawet uczyć go "zostań". Szło mozolnie, jak to zawsze na początku, ale nie było tak źle jak za pierwszym razem. Zeszło nam do samego wieczora ale przynajmniej dzieciaki się wyszalały, no i ja straciłam kilka kilo przy tym bieganiu za nimi i za nim. Weszliśmy do domu i pokierowaliśmy się do salonu. Młodociani włączyli na jakieś swoje bajki.
- Ciociu, a pójdziemy jutro z Kapitanem na łąkę? - zapytała Zosia
- Możemy iść, czemu nie - uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po włosach. Wstałam z kanapy i poszłam do kuchni zrobić sobie kanapkę. W pomieszczeniu byli już wszyscy dorośli i rozmawiali o czymś. Wzięłam z talerza Miśka kanapkę z pomidorem i cmoknęłam go w policzek kiedy posłał mi mordercze spojrzenie. Nalałam sobie soku do mojego kubka i ruszyłam na górę. W drodze zjadłam już kanapkę, a gdy przekroczyłam próg pokoju zaczął dzwonić mój telefon. Drapnęłam go ze stolika i odebrałam połączenie od środkowego.
- No cześć i co z twoją mamą? - zaczęłam od razu
- Leży na razie na OIOM-ie
- A co się dokładnie stało?
- Jakiś facet potrącił ją na przejściu -warknął - lekarze mówią, że za góra 3 dni powinna wrócić do domu - powiedział już spokojniej
- Dobrze, że nic poważnego, a ten facet?
- A nawet nie wiem- warknął - Ale na wesele przyjadę nic się nie martw. - zapewnił
- Czyś ty oszalał?! - wykrzyknęłam - Jak twoja mama jest w szpitalu to w ogóle nie ma o czym rozmawiać! Ty zostajesz przy niej, a mną się w ogóle nie przejmuj, jasne?
- Ale....
- Żadnego ale. Masz przy niej być kumasz?
- Żabą to ja nie jestem ale zrozumiałem - powiedział niezadowolony ale ja i tak się zaśmiałam
- No, i to rozumiem.
 Pogadaliśmy jeszcze kilka minut tak ogólnie po czym siatkarz musiał już kończyć. Ja wzięłam prysznic i położyłam się spać.


Następny dzień zleciał mi szybko. Zaraz po obiedzie wraz ze wszystkimi dzieciakami wyskoczyłam do fotografa, aby wywołał mi zdjęcia. Musiałam te wszystkie łobuzy wziąć bo jak jedno to i wszystkie, następnie zakupy. Musieliśmy kupić karmę dla psów oraz dwie miski dla Kapitana. Później poszliśmy jeszcze na lody oraz plac zabaw. Dzieci się bawiły, a ja poćwiczyłam sobie troszkę na siłowni, która była na wolnym powietrzu zaraz obok placu. Wieczorem już po kolacji wybraliśmy się zgodnie z moją obietnicą na łąkę. Przez te dwa dni to żeśmy się wybiegali i wyszaleli za wszystkie czasy.

W piątek wstałam wcześnie, (dzięki budzikowi więc sobie nie myślcie że się ze mnie nagle jakiś ranny ptaszek zrobił) o 8:00. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki się wykąpać. Umyłam włosy po czym wysuszyłam je i swoje ciało ręcznikiem, a następnie włosy potraktowałam jeszcze suszarką i je rozczesałam. Przejechałam tylko delikatnie rzęsy tuszem bo i tak miałam iść do kosmetyczki. Zeszłam na dół do kuchni i przywitałam się z mamą, babcią, Dagą i Antosiem po czym zjadłam płatki z mlekiem. Posiedziałam z nimi chwilę w międzyczasie rozmawiając po czym rzuciłam jeszcze gdzie wychodzę, ubrałam balerinki, wzięłam torebkę i kluczyki do auta i ruszyłam w kierunku salonu kosmetycznego. Zaparkowałam samochód na parkinu i z niego wysiadłam. Weszłam do budynku i miałam takiego farta, że nie było nikogo przede mną i Alicja, bo tak miała na imię fryzjerka, córka koleżanki mojej mamy od razu się mną zajęła. Ponieważ byłyśmy w podobnym wieku i w dzieciństwie czasem razem się bawiłyśmy rozmawiałyśmy cały czas. Około godzinę później przyglądałam się swojemu odbiciu w lustrze (klik). Zrobiłyśmy sobie nawet samojebkę, którą od razu wrzuciłam na facebooka. Pożegnałam się Alą i ruszyłam teraz do kosmetyczki. Mój fart dzisiaj sięgał zenitu. Tam również nikogo nie było. Pani szybko się mną zajęła, a co najważniejsze ja byłam bardzo z efektu zadowolona. Pożegnałam się z kobietą i wyszłam z budynku. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Była 12:20. Do ślubu miałam jeszcze niecałe 3 godziny ale wypadało by się trochę pośpieszyć i coś zjeść. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik i pojechałam w kierunku domu. Na miejscu byłam dopiero po 40 minutach bo był straszny korek. Wjechałam do garażu i zgasiłam silnik. Gdy tylko Adam z Michałem zobaczyli moją fryzurę i makijaż wytrzeszczyli oczy i zagwizdali. Dopiero im gały wyjdą jak zobaczą mnie w sukience. Ha, ha, ha!
- No piękna fryzura - skomplementował mnie brat, a szwagier pokiwał głową. Podziękowałam uśmiechem i ruszyłam do domu schodami.
- Jeju Lenka! Piękna fryzura. No pokaż się tu starej babce - zaśmiała się kobieta, a ja podeszłam bliżej i odwróciłam się tyłem, aby mogła podziwiać. Po chwili w korytarzu byli już wszyscy pozostali. Zosia nawet zażyczyła sobie, że ona też chce mieć kiedyś taką fryzurę. Obiecałam jej, że kiedyś ją zabiorę do fryzjerki, a ona na to, że trzyma mnie za słowo. Zjadłam obiad i poszłam na górę się ubrać. Gdy tylko przekroczyłam próg swojego pokoju zaczęła dzwonić moja komórka. Okazało się, że to Karolina
- Hej, hej. Fryzjer i kosmetyczka już zaliczeni? - zapytała ze śmiechem
- Właśnie wróciłam. A wy gdzie jesteście?
- My już właśnie dojeżdżamy do Wałbrzycha. Zaraz powinnaś nas zobaczyć przez swoje okno - no i faktycznie. Właśnie gdy podeszłam do okna zobaczyłam jak do domu na przeciwko podjeżdża samochód, a z niego wysiada Karola w pięknej kremowej sukience (klik) i cudownej fryzurze (klik) oraz Wiktor w idealnie dopasowanym garniturze, a z tyłu wyciąga Ksawerego, który pewnie zostanie u dziadków - Może razem byśmy pojechali do kościoła co ty na to?
- Jasne. To ja idę się ubierać, a wy jak już się z rodzicami przywitacie i będziecie chcieli już jechać to po mnie wpadnijcie, ok?
- Ok, no to na razie, buziaki - zakończyła połączenie,  a ja ruszyłam do łazienki z butami i sukienką. Zdjęłam swoje ubranie i założyłam sukienkę, a na stopy szpilki. Z efektu końcowego byłam zadowolona. Aż sobie w pokoju przed lustrem zrobiłam zdjęcie i wrzuciłam na fejsa z podpisem "#idzie #się #na #ślub :)" Ach te tagi. Chyba zgłupiałam, za dużo czasu spędzam z fejsbukowiczami i rak to się kończy. Pod ostatnim zdjęciem już pełno lajków i pod tym również już kilka się znalazło. Elena fejm ci rośnie. Chwyciłam jeszcze swoją małą torebkę do której powrzucałam najpotrzebniejsze rzeczy. Gotowa zeszłam na dół. Na schodach usłyszałam już głosy Karoliny i Wiktora. Rzuciłam przelotnie wzrokiem na zegar, który wskazywał 14:20. Wzięłam prezent, czyli pościel w bardzo fajny wzór (klik) , którą kupiłam gdy wczoraj byłam w różnych sklepach oraz do torebki powrzucałam pełno grosików.  Wyszłam na podwórko, a wzrok wszystkich skierowane został na mnie. Aż ich zatkało, a oczy o mało nie wyszły im z orbit
- Bezcenne są te wasze miny - zaśmiałam się
- Łał - tyle tylko wydusił z siebie Michał
- No pięknie wyglądasz, El - Olszewka podeszła do mnie z wielkim uśmiechem i mocno mnie przytuliła.
- Ty też - zawtórowałam jej. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę po czym ruszyliśmy do samochodu
- Baw się dobrze córeczko - pomachała mi na pożegnanie mama. Odmachałam i uśmiechnęłam się szeroko. Kilka minut później byliśmy już przed kościołem. Weszliśmy do środka i zasiedliśmy w 5 rzędzie od przodu. Cała uroczystość była piękna, a po ponad godzinie wyszliśmy z kościoła, a para młoda została wiadomo obsypana ryżem i grosikami. Następnie wszyscy zaczęli składać życzenia i wręczać prezenty. Ja wręczyłam kwiaty, pożyczyłam co najlepsze oraz dałam pieniądze gdyż nie miałam czasu kupić czegokolwiek. Następnie wszyscy wsiedliśmy do aut i ruszyliśmy w miejsce gdzie miało odbyć się weselicho. Jak to w zwyczaju bywa po dojechaniu na miejsce państwo młodzi zostali przywitani chlebem, solą oraz wódką. Po zjedzeniu kawałku pieczywa wypili alkohol, a kieliszki rzucili za siebie. Oba rozbiły się od razu, a my zaklaskaliśmy. Po czym świeżo upieczony pan młody przeniósł na rękach Łucję na salę, a my podążyliśmy za nimi. Następnie wiadomo, każdy dostał po kieliszku szampana, zaśpiewaliśmy sto lat po czym nowożeńcy weszli na parkiet, z głośników poleciała piosenka Anny Jantar " Przetańczyć z tobą chcę całą noc" i zaczęli tańczyć. Zajęłam sobie miejsce pomiędzy Karoliną, a Agnieszką, z którą również chodziłyśmy do klasy. Gdy taniec się skończył zjedliśmy jakiś posiłek i zaczęła się zabawa. Pary ruszyły na parkiet. Najpierw szły ciut szybsze kawałki, później wolniejsze. Tańczyłam ze wszystkim kolegami ze swojej klasy, nawet zaliczyłam taniec z tatą Łucji. W pewnym momencie usiadłam na chwilę, aby odsapnąć i napić się trochę trunku. Wszyscy bawili się wyśmienicie, wesele trwało w najlepsze. W sumie nawet nie miałam jeszcze okazji porozmawiać z Łucją. Po kilku minutach siedzenia przy stole postanowiłam znowu wrócić na parkiet gdyż zaczęli tańczyć "Macarene", a co jak co ale to, to ja lubię. Później były właśnie trochę takie zabawy grupowe aż wreszcie nadszedł czas na oczepiny tak bardzo wyczekiwane. Najpierw swój welon rzuciła Łucja. Złapała go jej siostra, Kornelia, a krawat Maćka złapał chłopak Kornelki, no przypadek? Nie sądzę. Ludzie, szykuje nam się następne wesele! Po tej zabawie przyszedł czas na tort, pierwszych cięć dokonali państwo młodzi. Każdy dostał po kawałku, a potem znowu zaczęły się tańce. Zauważyłam, że Łucja siedzi przy stole więc postanowiłam wreszcie do niej podejść i pogadać
- No cześć i jak się czujesz jako zamężna osoba? - zapytałam z wyszczerzem siadając na krześle, które powinien zajmować jej małżonek
- Powiem ci, że wspaniale - powiedziała rozmarzona - No piękne to wesele. Może dlatego, że moje? - zapytała ze śmiechem
- Bardzo prawdopodobne - zawtórowałam jej.
- Cieszę się, że jednak dałaś rady wpaść - posłała mi uśmiech
- Też się cieszę. - odpowiedziałam tym samym - W końcu jedno wesele będziesz mieć to muszę być - puściłam jej oczko
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę po czym przyszedł Maciej porwał swoją świeżo upieczoną żonę do tańca, a mnie natomiast poprosił jego brat Dawid, z którym również chodziłam do klasy i przyjaźniliśmy się nawet. Razem powędrowaliśmy na parkiet i zatańczyliśmy kilka piosenek. Gadaliśmy przez wszystkie piosenki i powspominaliśmy nawet stare czasy podstawówki śmiejąc się jak nienormalni. W pewnym momencie nawet już przestaliśmy tańczyć tylko na środku parkietu gadaliśmy. Miałam już serdecznie dość tych butów więc przeprosiłam chłopaka i ruszyłam do stołu gdzie siedziały Karolina z Agnieszką i rozmawiały. Podeszłam i zajęłam swoje miejsce. Wypiłyśmy najpierw, a później zaczęłyśmy gadać. Jakoś się dzisiaj nie upiłam. Nie miałam towarzysza. Jakby tu Michał albo Krzysiek byli to by było co innego, a tak to co ? Dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie, że kurde wszyscy z tego Wałbrzycha kurde do Bełchatowa wybywają. No co tam być jakiś magnez ich przyciąga czy co bo Aga szuka tam pracy i mieszkania teraz? No ja na prawdę nie wiem czemu tak jest. Pogadałyśmy jeszcze trochę po czym wypiłyśmy jeszcze dość dużo, ściągnęłyśmy te szpile i poszłyśmy na parkiet. Zaczęłyśmy tańczyć sobie we trzy do takich szybszych piosenek, ale długo to nie trwało bo już po chwili Karolina została poproszona do tańca przez Łukasza, także kolegę z naszej klasy, Agnieszka przez Patryka, a ja przez Wiktora. Później odbijany i zamieniliśmy się parterami. Po woli noc dobiegała końca i goście zaczynali się rozchodzić. Państwo, jak się teraz nazywają, Wróblewscy nie robili poprawin. No w sumie troszkę szkoda, jeszcze bym się pobawiła. My zaczęliśmy się zbierać o 5:40. Chyba byliśmy jednymi z ostatnich. Wsiedliśmy (jakoś) z Karolą do samochodu. Byłyśmy trochę pijane bo pod koniec to zaczęły tak lecieć kieliszek za kieliszkiem jak rozmawiałyśmy z Agą. Powspominałyśmy sobie stare czasy, Witczak ponarzekała na swojego byłego chłopaka przez którego właśnie chce wyjechać. Wiktor był wiadomo trzeźwy bo jakoś do domu musieliśmy dojechać to się chłopak poświęcił. Podtrzymywał nas pod ręce, a ja jak wychodziliśmy to prawie zostawiłam swoje buty pod stołem na sali. Grunt, że torebki nie zostawiłam. Przynajmniej tyle dobrego. Nie wiem nawet ile czasu zajęło nam dojechanie do domu, ale w każdym razie podziękowałam za podwózkę, kazałam im wpaść kiedyś i ruszyłam chwiejnym krokiem do drzwi odmawiając pomocy Wiktora, który chciał mnie zaprowadzić. Nie mam zielonego pojęcia jak ja trafiłam kluczem do zamka, otworzyłam te drzwi i nikogo nie pobudziłam, znaczy mam taką nadzieję. Jakoś udało mi się dojść do swojego pokoju. Rzuciłam tylko buty na fotel, ściągnęłam z siebie kieckę i wzięłam jedną z za dużych na mnie koszulek. Rolety były zasunięte byłam mega wdzięczna mamie, która pewnie je zasunęła. Rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.



niedziela, 12 października 2014

~Rozdział 26~

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające przez moje nie zasłonięte roletami okno. Przeklęłam w myślach swoją zapominalskość i odwróciłam się na drugi bok. Po chwili leżenia otworzyłam oczy. Na zegarku była godzina 8:15. Zdecydowanie nie służy mi wstawanie po 7 gdy jestem na zgrupowaniu z siatkarzami. Podniosłam się do pozycji siedzącej, poprzeciągałam się na wszystkie strony i wstałam z łóżka. Nie przebierając się nawet zeszłam na dół. Potrzebowałam kawy. Zdecydowanie kawy. Musiałam jakoś rozkleić te powieki. Powolnym krokiem zeszłam po schodach żeby się czasem nie poślizgnąć jak to już mi się kilka razy zdarzyło. Odkąd mieliśmy wymieniane schody na takie śliskie zaliczyłam już chyba z 10 wywrotek. Nie do pomyślenia. W kuchni była już Dagmara z Antkiem wraz z mamą i babcią. Przywitałam się z nimi i nalałam sobie kawy
- A ty co tak wcześnie? - zadziwiła się babcia
- Zapomniałam zasunąć rolet wczoraj wieczorem - jęknęłam, a one się zaśmiały - To wcale nie jest śmieszne - burknęłam
- Co zjesz? - zapytała mama
- Nic mamusiu nie jestem głodna - ziewnęłam
- Musisz coś zjeść. Schudłaś strasznie. Jesteś jeszcze chudsza niż wcześniej - pokręciła głową i po chwili stał przede mną talerz musli.
- Wcale nie schudłam - zaprzeczyłam wkładając do buzi łyżkę ze śniadaniem
- Ty się młoda z matką nie kłóć. Ja tam swoje wiem - machnęła ręką, a ja wywróciłam oczami.
- Yyyy no właśnie Daga, pomogłabyś mi wybrać jakąś sukienkę na ślub?
- Oczywiście - odpowiedziała od razu z wielkim uśmiechem.
- Bo ja taka niezorganizowana, że ślub w piątek, a ja nie mam sukienki - powiedziałam z pretensjami do samej siebie
- No to może dziś po obiedzie się wybierzemy? - zaproponowała
- Jasne. Dzięki - uśmiechnęłam się
- Nie ma za co - odpowiedziała tym samym, a po chwili poczułam, że ktoś przestrzelił mi potylicę. Odwróciłam się, a za mną plecami do mej twarzy stał Michał grzebiący w lodówce. Klepnęłam go mocno w plecy i powróciłam do konsumowania śniadania. Takie nasze przekomarzania. Normalka. Zwłaszcza gdy jesteśmy w rodzinnym domu. Kiedy brat przygotował już sobie śniadanie usiadł obok mnie
- No właśnie, kochana, a na twój ślub to kiedy my zaproszenie dostaniemy? - zapytała babcia lustrując mnie wzrokiem - Najwyższy czas chyba nie?
- Na pewno nie prędko - odparłam
- A to czemu? - zdziwiła się
- Bo z nikim nie jestem - wzruszyłam ramionami
- Który by z tobą kobieto wytrzymał? -wymamrotał Misiek pod nosem 

- Co mówisz Michał? - spojrzałam na niego.
- Czy ja coś mówię? - uniósł wzrok z kanapki z pomidorem której uważnie się przyglądał.
- Ty się ciesz, że cie Dagmara chce a nie mną się zajmujesz.- prychnęłam
- Ciesze i to bardzo - wyszczerzył się całując swoją żonę w policzek. - A tobą sie trzeba zajmować bo ty sobie nie radzisz
- No i kto to mówi. Ten co do dziesiątego roku życia nie umiał wiązać sznurowadeł - parsknęłam śmiechem - Nie mówiłam si Dagmarko, ale twój mężuś nie umiał wiązać butów do czwartej klasy, ale miałam wtedy z niego polewkę razem z Aśką i Krystianem - obie wybuchnęłyśmy śmiechem, a Winiar się wzburzył.
Włożyłam miskę do zmywarki i ruszyłam na górę się przebrać. Wzięłam jakieś czyste ciuchy z szafy przebrałam się w nie w łazience. Włosy uczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Wróciłam do swojego pokoju i wzięłam ciuchy, które miałam wyprać. Włożyłam je do pralki i podążyłam jeszcze do pokoju, aby wziąć komórkę. Zeszłam na dół i ubrałam buty. Postanowiłam pójść zobaczyć jak się miewają moje kwiatki w ogórdku. Najpierw weszłam do garażu aby ubrać cienkie białe rękawiczki, których zawsze używałam przy plewieniu moich kwiatuszków oraz motyczkę. Następnie weszłam do ogórdka. Przykucnęłam przy mieczykach i zabrałam się za wyrywanie paskudniej trawy i lekkiego spulchniania ziemi. Po pewnym czasie zadzwonił mój telefon. Ściągnęłam rękawiczkę z prawej ręki i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Karola. Uśmiechnęłam się pod nosem i nacisnęłam zieloną słuchawkę
- No cześć - zaczęłam
- Cześć, cześć. Tak sobie pomyślałem, że jeżeli jutro masz czas to moglibyśmy po tego psa pojechać.
- Jasne. A gdzie to dokładnie jest? - zapytałam
- Może zrobimy tak, że ja po ciebie przyjadę i pojedziemy moim autem? - zaproponował
- Jeśli pamiętasz jeszcze gdzie mieszkam i chce ci się drzeć taki kawał drogi z Bełchatowa to czemu nie? - zaśmiałam się
- Chce się chce. Nic się nie przejmuj. Może być koło 11?
- Dobra. Będę gotowa.
- To do jutra
- Do jutra. Pa - uśmiechnęłam się i zakończyłam połączenie.
- Z Karolem gadałaś? - zapytał ktoś tuż za mną. Krzyknęłam i podskoczyłam lekko do góry
- Nie strasz mnie tak debilu - naskoczyłam na brata - Zawału dostanę przez ciebie i kto cie będzie wkurzał i był dla ciebie wredny? - mruknęłam i włożyłam telefon do kieszeni i ubrałam rękawiczkę.
- Z nim gadałaś? - przetransportował się przede mnie, a ja pochyliłam głowę i zajęłam się wyrywaniem trawy
- No z Karolem, a co? - wzruszyłam ramionami
- A nic. - zrobił to samo co ja przed chwilą - A z kim idziesz na wesele? - zadał kolejne pytanie
- Boże.... nie wiem. Sama pewnie - odpowiedziałam
- A może byś tak Kłosa zaprosiła?
- Coś ty się tak go uczepił jak rzep psiego ogona? - spojrzałam na niego przenikliwie mrużąc oczy. - W sumie moglibyśmy pójść ...... jako przyjaciele - zastanowiłam się
- Tylko jako przyjaciele? - uniósł brew
- A jest coś więcej? - zrobiłam to samo
- A nie?
- Nie ...
- No ale razem pójść możecie - wzruszył ramionami i ruszył do domu. Pokręciłam głową. O co mu chodzi? Czasem serio nie rozumiem go jeszcze bardziej niż zwykle. Karol to TYLKO przyjaciel. Powróciłam do swojego poprzedniego zajęcia nie myśląc całkowicie o niczym.
- Elena, chodź na obiad! - usłyszałam krzyk mamy. Wstałam na równe nogi i ściągnęłam rękawiczki. Bolały mnie plecy i nogi, ale czego się nie robi dla ukochanych kwiatuszków, nie? No. Ruszyłam do domu, umyłam ręce i zasiadłam w kuchni przy stole. Dość szybko pochłonęłam pierogi i poszłam na górę wyjąć pranie. Włożyłam je do plastikowej dużej miski i poszłam rozwiesić na polu. Wracając do domu zahaczyłam o salon gdzie była Dagmara.
- To możemy się zbierać? - zapytałam
- Tak, już tylko nakarmię Antosia - powiedziała
- Dobra - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy ciuchy, w które przebrałam się w łazience. Włosy jeszcze raz rozczesałam i umalowałam się. Na koniec psiknęłam się perfumami i byłam gotowa. Zeszłam na dół gdzie ubrałam balerinki i wzięłam torebkę z wieszaka. Z szafki w kuchni zgarnęłam jeszcze kluczyki do auta. Gotowa usiadłam na krześle przed domem.
- No już jestem - powiedziała Daga stając obok mnie.
- Dobra, pojedziemy moim - uniosłam lekko kluczyki do góry, na co ona skinęła głową. Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy w kierunku galerii. Wysiadłyśmy i skierowałyśmy się do pierwszego sklepu. Przeszłyśmy chyba z 7 sklepów, a ja przymierzyłam chyba z 50 sukienek. Niestety żadna nie przypadła do gustu, zarówno mi jak i Dagmarze. W końcu odwiedziłyśmy ostatni sklep. Dopiero tuta znalazłyśmy odpowiednią kreację. Była cudowna, leżała jak ulał i wyglądała zupełnie jakby była szyta na mnie. Wreszcie usatysfakcjonowane z sukienki zaczęłyśmy szukać butów. Z tym nie było większego problemu i niemal od razu wybrałyśmy te. Gdy zapłaciłyśmy spojrzałam na zegarek i aż się przeraziłam. Spędziłyśmy tu 4 godziny!
- To może jeszcze pójdziemy na jakąś kawę? - zaproponowała Winiarska
- Z chęcią - uśmiechnęłam się. Włożyłyśmy nasze zakupy na tylne siedzenie samochodu, a same udałyśmy się do najbliższej kawiarni. Zamówiłyśmy kawę i po kawałku sernika, a my zaczęłyśmy plotkować na całego. Wreszcie dowiedziałam się jak było na urlopie w Turcji, ja poopowiadałam jej co się tam dzieje po tych zgrupowaniach i co mi wyprawili na urodziny. W pewnym momencie zadzwonił telefon Dagi. Spojrzała na wyświetlacz i odebrała
- No cześć Miśku.
- ...
- Jestem z Lenką w kawiarni a co?
- ...
- Na prawdę?! - zdziwiła się mocno - Nawet nie zauważyłyśmy - powiedziała i wstała z krzesła, a ruchem ręki nakazała mi zrobić to samo. Wzięłam swoją torebkę, zapłaciłam z nas obie i razem wyszłyśmy. Gdy doszłyśmy do samochodu szwagierka zakończyła połączenie
- Ty dasz wiarę, że jest już po 19?
- Serio?! - też bardzo się zdziwiłam - W sumie słońce już zachodzi - obie skierowałyśmy wzrok na niebo po czym się zaśmiałyśmy. Wsiadłyśmy do samochodu i 15 minut później byłyśmy już pod domem. Wjechałam autem do garażu i zgasiłam silnik. Wysiadłyśmy, a ja wzięłam swoje zakupy. Dagmara zamknęła garaż i ruszyłyśmy w stronę schodów do domu. Michał aż zagwizdał na widok sukienki
- I ty w takich szpilach będziesz chodzić? - zapytał wskazując na buty
- Myślisz, że jak nie chodzę to znaczy, że nie umiem? - uniosłam brew
- Ja nic takiego nie powiedziałem - wzruszył ramionami - Ale ileż można kupować sukienkę i buty?! - wykrzyknął wznosząc oczy i ręce do nieba
- Oj no nic nie wyglądało fajnie no to musiałyśmy coś innego znaleźć. Człowieku wesele w piątek, a dzisiaj jest wtorek! - przemówiła do swego męża Winiarska
- I tak uważam, że 6 godzin to zdecydowanie za dużo - upierał się
- A nie, my 4 godziny byłyśmy na zakupach, a potem 2 na kawie - powiedziała obojętnie
- No po obgadywałyśmy wszystkich facetów przechodzący obok knajpki - poruszyłam brwiami
- Czy mam się czuć zazdrosny? - spojrzał na nas oburzony
- Ostrą masz tu konkurencję kochanie - Daga pocałowała Michała i ruszyliśmy do domu. Poszłam zanieść swój strój na górę. Następnie jeszcze wróciłam do garażu, aby znaleźć ten transporter, w którym przywoziłam nasze psy wcześniej. Gdy go znalazłam musiałam go trochę ogarnąć bo był cały zakurzony. Kiedy to zrobiłam zostawiłam go w spiżarce, a sama poszłam zjeść jakąś kolację. No bądźmy szczerzy, jeden kawałek ciasta na 6 godzin to jednak ciut przymało. Zabrałam się za robienie jajecznicy.
- Co robisz ciociu? - zapytała Zosia siadając przy stole
- Jajecznicę. Też chcesz? - zapytałam. Dziewczynka skinęła głową, a ja wbiłam na patelnię jeszcze dwa jajka - A coś ty taka smutna? - zapytałam gdy jadłyśmy już naszą kolację, a ja dłuższą chwilę przyglądałam się Zosi.
- No bo Nikodem poszedł z Oliwierem do jakiegoś kolegi co mieszka tu niedaleko, a ja nie mam się z kim bawić - pożaliła się i wzięła łyk truskawkowego kompotu.
- A ty tu nie masz koło siebie żadnych koleżanek?
- No nie wiem.
- Jak pójdziesz we wrześniu do przedszkola to poznasz tyle dziewczynek, że ci dni na odwiedziny braknie, Zośka. Nic się nie bój - puściłam jej oczko. Włożyłyśmy naczynia do zmywarki, a ja musiałam jeszcze lecieć na pole, aby zebrać swoje pranie, z którym później podążyłam na górę. Rzuciłam ciuchy na swój fotel, a sama usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać zdjęcia na moim prywatnym aparacie zrobione na wszystkich zgrupowaniach. Począwszy od tego w Spale kończąc na tym w Gdańsku. Stwierdziłam, że może jutro jak ktoś będzie jechał gdzieś żeby skoczył mi z nimi do fotografa żeby wywołać i przy okazji kupić nowy album. Albo nie, one także znajdą się na ścianie. Stwierdziłam, że pójdę jeszcze zobaczyć co robią na dole. Weszłam do salonu gdzie wszyscy siedzieli i oglądali jakąś komedię. Zobaczyłam, że wrócili już Nikoś z Olim. Wzięłam Zochę na kolana i usiadłam z nią na kapie, ponieważ nigdzie indziej nie było już miejsca. Film był na prawdę trafiony bo prawie cały czas się śmialiśmy. Gdy się skończył rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Dzieci ścigane przez swoich rodziców poszły się umyć, a ja poszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam na parapecie i patrzyłam sobie na cudowne niebo. Oczywiście nie mogło się obyć bez zrobienia choćby kilku zdjęć. Uwielbiałam robić zdjęcia gwiazdom lub księżycu. Siedziałam tak sobie dość długo po czym w łazience przebrałam się w piżamę i zmyłam makijaż. Wróciłam do pokoju i położyłam się na swoim wielkim łóżku. Zasnęłam po kilku minutach.




Następnego dnia spotkał mnie taki sam los co poprzedniego. Tyle, że dzisiaj byłam z tego zadowolona bo gdybym tak sobie zasunęła te rolety to na bank bym zaspała i tak obudziłam się już o 9:50. Wzięłam ciuchy i podążyłam z nimi do łazienki. Wskoczyłam pod prysznic po czym wytarłam swe ciało miękkim białym ręcznikiem i nałożyłam na siebie ubranie. Rozczesałam i wysuszyłam włosy, które dzisiaj także umyłam. Musiałam je także potraktować prostownicą bo po myciu zawsze były takie napuszone, a tego szczerze nienawidziłam. Umalowałam się i wreszcie w połowie byłam gotowa. Wróciłam do swojego pokoju, z którego wzięłam telefon. Sprawdziłam godzinę 10:50. Mam jeszcze jakieś 10 minut na zjedzenie czegoś. Brawo El, ty to umiesz sobie czasem zagospodarować. Najpierw ubrałam swoje ulubione balerinki po czym weszłam do kuchni, w której mama gotowała już obiad. Miałam sobie robić kanapki, ale okazało się, że nie ma chleba. Co to za dom żeby nie było w nim chleba?! No słowo daję wykończą mnie kiedyś! Zjadłam jakiegoś batonika kiedy usłyszałam, że przyjechał jakiś samochód. Chwyciłam tylko batonika i poinformowałam mamę gdzie się wybieram i że nie wiem kiedy wrócę. Narzuciłam na ramię torebkę oraz ze spiżarki wzięłam transporter i wyszłam przed dom. Karol rozmawiał z Michałem więc do nich podeszłam.
- Cześć - uśmiechnęłam się
- Cześć. Możemy jechać?
- Tak. Jestem gotowa mimo, że wstałam niewiele ponad godzinę temu - wyszczerzyłam się
- Ty jakieś rekordy bijesz siostra z tym wyrabianiem się - brat pokręcił głową z niedowierzaniem
- A no. Jedni grają w siatkówkę, a inni biją wszystkie możliwe rekordy i robią zdjęcia - wyszczerzyłam się. - Dobra, jedźmy - rzuciłam i włożyłam na tylne siedzenie transporter, a sama obeszłam auto i stanęłam przy drzwiach z przodu - Na razie braciszku - posłałam mu buziaka w powietrzu
- Na razie, na razie. Tylko ma wrócić przed północą - zwrócił się do Kłosa grożąc mu palcem ze śmiechem. Usiadłam na siedzeniu z przodu i zapięłam się pasem
- To dokąd dokładnie po tego psa się będziemy fatygować?
- Do Krakowa. Do mojego wujka. - odpowiedział
- Dużo ma tych szczeniaczków? - spojrzałam na niego
- Samych szczeniaków z 5, ale oprócz tego ma jeszcze 4 dorosłe psy, w tym 3 suki.
- O jeny. To musi bardzo te zwierzęta uwielbiać - uśmiechnęłam się
- Podobno ma tak od dziecka, ale nie wiem bo jako dziecko go nie widziałem więc nie wiem czy to nie są czasem błędne informacje. - zaśmialiśmy się.
Resztę drogi przegadaliśmy i prześmialiśmy, w końcu o 14:40 byliśmy pod domem wujka Karola. Budynek był na prawdę piękny, do tego cudowny duży ogród ze starymi i rozłożystymi drzewami. No pięknie. Zawsze chciałam mieć w swoim ogrodzie duże, stare drzewa. Strasznie mi się one podobały. Wzięłam z tylnego siedzenia transporter i razem ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych.
Krewny Kłosa siedział przed domem na krześle i czytał gazetę.
- Cześć wujku
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się
- A dzień dobry, dzień dobry. Ty pewnie jesteś Elena, tak? - uścisnął mą dłoń. - Witam, Jerzy
- Witam - uśmiechnęłam się
- A powiedz mi Karolku to twoja dziewczyna? - zwrócił się do Kłosa
- Nie, nie - powiedzieliśmy równo
- A szkoda, bo ładnie razem wyglądacie - cofnął się o krok, przechylił troszkę głowę na bok i się uśmiechnął. Ja zawstydzona spuściłam lekko głowę zakrywając twarz włosami
- No, tak, to .... możemy zobaczyć tego szczeniaka? - zapytał środkowy.
- A tak, proszę zapraszam do środka - zrobił gest ręką, abyśmy weszli do domu. Wystrój domu też był bardzo ładny. No nie powiem spodobało mi się tutaj. Pan Jerzy pokierował nas jak dojść do pokoju, w którym przebywały szczeniaki.
- No to wybieraj, który się podoba - powiedział gdy przekroczyłam próg pokoju. Od zawsze uwielbiałam psy i kiedy tylko mogłam to przywoziłam do domu nowego. Kochałam te zwierzęta po prostu. 

Po podłodze biegało tak jak mówił Karol 5 szczeniaków oraz leżała ich matka. Pierwszy był cały czarny, a na łapkach miał białe "skarpetki", drugi był brązowy z czarnymi plamami, trzeci cały brązowy, czwarty i piąty były czarne. Od raz spodobał mi się ten brązowy w plamy. Był też najodważniejszy, ponieważ podszedł do mnie pierwszy. Pogłaskałam go po łebku. Był na prawdę słodki. Od razu się w nim zakochałam.
- Chyba wezmę tego - uśmiechnęłam się szeroko głaszcząc mojego ulubieńca
- Proszę bardzo - odpowiedział tym samym. - Smycz i te sprawy masz?
- Tak, mam bo to już chyba 5 pies, którego przywożę do domu - zaśmiałam się, a on mi zawtórował
- Widzę, że bardzo psy lubisz - posłał mi serdeczny uśmiech - Ale obroże i tak ma na szyi to mu zostanie. A może coś zjecie? Niby jestem sam, ale żona coś tam zostawiła. Proszę do kuchni, wchodźcie.
- Może iść z nami? - zapytałam wskazując na pieska
- Jeśli chce - uśmiechnął się. Cmoknęłam na na zwierzaka delikatnie i klepnęłam w swoje udo, a on posłusznie podreptał za mną. Co mnie zdziwiło to to, że pozostałe tak po prostu zostały, nie wyrywały się ani nic. Weszliśmy do kuchni i wraz z Karolem usiedliśmy przy stole, a pan Jerzy zaczął krzątać się po kuchni
- Pierogi z truskawkami mogą być?
- Jasne, uwielbiam! - wyrwał się od razu Kłos, a ja pokiwałam głową z uśmiechem. Po kilkunastu minutach miłej rozmowy stały przed nami talerze z pysznymi pierogami. Zniknęły bardzo szybko, ponieważ ja byłam dość głodna bo prawie nic nie jadłam. Następnie wyszliśmy z domu. Panowie usiedli na krzesłach, a ja zaczęłam bawić się z pieskiem. Muszę szybo nadać mu jakieś imię. Na prawdę świetnie się bawiłam, a później nawet Karollo i pan Jerzy do nas dołączyli. Śmialiśmy się, gadaliśmy jakbyśmy byli rodziną. Ani się obejrzałam jak była 18:30 i gospodarz zaproponował nam jeszcze kanapki żebyśmy głodni nie jechali. Zjedliśmy posiłek i wyszliśmy z domu. Karol poszedł zanieść psa do samochodu, a ja ruszyłam za nim
- Elenko, poczekaj chwilkę - powiedział wujek i zniknął w domu. Po chwili pojawił się z jakąś gumową zabawką w ręce - To jego ulubiona kość, może dzięki temu lepiej zniesie podróż.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się - Do widzenia
- Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś do mnie wpadniecie
- Nadzieje trzeba mieć zawsze - zaśmiałam się i ruszyłam do auta. Postanowiłam usiąść z tyłu przy moim psiaku. Dzieciaki jak go zobaczą to go zamęczą. Pomachaliśmy jeszcze gospodarzowi i wyjechaliśmy na krakowskie drogi
- Serio ładnie razem wyglądamy? - zapytał po chwili Karol patrząc na mnie w lusterku
- Nie wiem, ale na moich zdjęciach na pewno - wyszczerzyłam się.
- Na twoich zdjęciach wszystko ładnie wygląda, nie liczy się - odrzucił od razu ten fakt
- A dziękuje
- A proszę.
- No to teraz pozostaje mi znaleźć tą kartkę, na której Zati mi napisał przykładowe imiona dla psa. - zaśmialiśmy się na samo wspomnienie. Przez dłuższy czas słychać było tylko muzykę lecącą z radia i piszczenie raz kości, a raz szczeniaka.
- Karol?
- Tak? - spojrzał na mnie w lusterku
- A .... może miałbyś czas i ochotę pójść ze mną na wesele mojej przyjaciółki?
- A kiedy miało by być?
- W ten piątek.
- Z chęcią - uśmiechnął się co ja odwzajemniłam. 

Resztę drogi tak samo jak wcześniej przegadaliśmy na najróżniejsze tematy. O 22:30 byliśmy już pod moim domem. Wysiadłam i wzięłam transporter z auta i ruszyłam do domu lecz ku mojemu zdziwieniu Karol nie wyłączył silnika. Odwróciłam się w stronę samochodu
- A ty co tak siedzisz? Jeśli myślisz, że będziesz wracał po nocach do Bełchatowa to się grubo mój drogi mylisz. Przenocujesz u nas. Wysiadaj.
Siatkarz wyłączył silnik i wychodząc z pojazdu wziął jeszcze moją torebkę, którą zostawiłam w środku. Otworzyłam kluczami dom i zaprosiłam środkowego do środka. Położyłam pieska na podłodze i otworzyłam drzwiczki. On zaczął wszystko obwąchiwać, a ja wzięłam go na ręce i poszłam do salonu gdzie siedziała mama, Michał, Dagmara, Asia i Adam.
- Karol u nas przenocuje - oznajmiłam, a środkowy przywitał się ze wszystkimi.
- Jaki cudny - uśmiechnęła się Asia podchodząc do mnie, a ja położyłam zwierzaka na podłodze
- Trzeba mu dać jeść - powiedziałam i podążyłam do kuchni, a za mną zwierzak. Wyciągnęłam z szafki jakąś miskę i nasypałam do niej karmy. Mama się przygotowała widzę. Patrzyłam jak mały je, a gdy skończył ruszyłam do salonu żeby dowiedzieć się gdzie on może spać. Rodzicielka pokierowała mnie z powrotem do kuchni gdzie ku memu zdziwieniu ponieważ wcześniej go nie zauważyłam, leżało pudło wyścielone czymś w środku. Poklepałam wnętrze pudełka, a szczeniak wskoczył do niego. Coś nie wierzę żeby dzisiejsza noc tu przespał. I tak zostawię uchylone drzwi do swojego pokoju. Najpierw zaczął obwąchiwać co nie było ani trochę dziwne. Ja ruszyłam do salonu, aby zabrać ze sobą Karola i pokazać mu gdzie ma spać lecz on był pogrążony w rozmowie z Michałem i mój życzliwy brat powiedział, że pokaże naszemu gościowi gdzie ma spać. No więc ja ruszyłam na górę, aby wziąć prysznic. Kilka minut później wchodziłam już do swojego pokoju zostawiając uchylone drzwi. Zgasiłam światło i położyłam się na łóżku. Gdy spojrzałam jeszcze na wyświetlacz widniała na nim godzina 00:15. No nieźle. Jutro pewnie nie wstanę wcześniej niż o 11. Odwróciłam się twarzą do ściany i zasnęłam.



środa, 8 października 2014

~Rozdział 25~

Następny dzień niesamowicie nam się ciągnął. Ponieważ chłopaki nie mieli dzisiaj treningu, a nie mogliśmy nawet nigdzie wyjść bo na zewnątrz padało to zaczęliśmy się tak nudzić, że szkoda gadać. Nikomu nie chciało się nic robić. Mnie aż nosiło w miejscu i godzinę przed meczem Włochy-Brazylia po prostu łaziłam po całym pokoju bez celu
- Może usiądź? - zaproponował Karol
- Nie, muszę sobie pochodzić - odparłam i kontynuowałam swój kurs od okna do drzwi. W końcu gdy na boisko wbiegły pierwsze szóstki obu zespołów usiadłam na podłodze obok Kłosa.
O ile w drugim secie było widać u Włochów jakąś walkę tak w trzecim i czwartym wkradło się o wiele za dużo błędów i skończyło się na tym, że to Kanarki pojadą na Final Six do Florencji. Byłam przybita, zresztą jak każdy. Trener ogłosił 10 dni wolnego i każdy zaczął się pakować. Mieliśmy pojechać autokarem na Okęcie skąd każdy uda się w swoją stronę. Ja pakując się odblokowałam telefon i wybrałam numer mamy.
- Cześć mamo - przywitałam się
- Cześć córciu
- Mogłabyś zadzwonić do Łucji i powiedzieć jej że będę na ślubie?
- A ty nie masz do niej numeru?
- Nie, nie mam. Zadzwonisz?
- Tak. A gdzie ty jesteś?
- W Gdańsku. Pakuję się. Gdzieś w nocy powinnam być w domu. Nie czekajcie na mnie.
- Dobrze. No to papa Elenko
- No pa mamuś - cmoknęłam do słuchawki i zakończyłam połączenie. Teraz pozostało pytanie jak ja się właściwie do tego domu dostanę? Spakowałam się i z walizką poszłam do pokoju w którym powinien przebywać jeszcze Michał. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że chłopaki już zapinają walizki
- No hej, gotowi? - zapytałam
- Już teraz tak - wyszczerzyli się
- No to super. Michał, jak ty wracasz do domu? Bo o ile się orientuję to ty auto masz w Spale? - zmarszczyłam czoło
- Nie. Dagmara już kiedyś po nie wpadła i właśnie do niej dzwoniłem, że przyjedzie na Okęcie po mnie i ciebie - powiedział
- Aha, a po mnie czemu? - zdziwiłam się
- No jeżeli myślisz, że będziesz się tłukła autobusami to się gruuuubo mylisz moja droga - podążyliśmy do windy - Przenocujesz u nas, a potem zawiozę cię do Wałbrzycha
- Z noclegu skorzystam ale potem już pojadę autobusem. Ty musisz się rodzinką nacieszyć
- No właśnie! Pojedziemy wszyscy do Wałbrzycha i zostaniemy na kilka dni. Oliwier już dawno narzekał, że długo nie widział babci.
- No to zapowiada się ciekawie - zaśmiałam się
- A no - pokiwał głową. - Bardzo ciekawie - pokiwał głową powoli na co ja z Wlazłym wybuchnęliśmy śmiechem.
Gdy wszyscy byli już gotowi wpakowaliśmy się do autokaru i opuściliśmy Trójmiasto. Podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam muzykę. Rozbolała mnie głowa a nie miałam przy sobie żadnych tabletek. Nie chciało mi się iść do doktora i zawracać mu głowę więc cierpliwie znosiłam ból. Ułożyłam się wygodnie na fotelu i zamknęłam oczy w celu zaśnięcia. Udało mi się to dość szybko i już po chwili znajdowałam się w cudownej krainie Morfeusza
- Ej, Mała wstawaj - ktoś potrząsnął lekko moje ramię. Zdezorientowana otworzyłam oczy i potrząsnęłam głową
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam ziewając
- Na Okęciu. Wstawaj.
- Już, już - rzuciłam i podniosłam swoją szanowną z fotela.  Wzięłam swoją torebkę po czym wyszłam na zewnątrz. Zimno już było, a ja tylko w cienkim sweterku zresztą rozgrzałam się jak spałam i teraz na takie zimne powietrze to mnie uderzyło nieźle. Wzięłam swoją walizkę i stanęłam obok brata, który wypatrywał swojego mega zajebistego i luksusowego czarnego BMW. W pewnym momencie podjechało takowe niedaleko nas. Michał od razu ruszył w jego kierunku, a mnie ktoś złapał za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Karola.
- Chciałem się zapytać czy nadal chcesz tego psa?
- Jasne. Tylko wiesz co? Może się zdzwonimy? Jak będziesz miał czas to dzwoń ja się dostosuję - uśmiechnęłam się - Miłego urlopu - cmoknęłam go w policzek
- Wzajemnie. Na razie - powiedział, a ja odwróciłam się i podążyłam za Winiarskim, który wziął moją walizkę i torbę ze sprzętem. Przywitałam się z Dagmarą buziakiem po czym zasiadłam z przodu. Antoś spał więc tylko przywitałam się z Olwierem i ruszyliśmy w stronę Bełchatowa. O ile wcześniej spałam jak zabita tak teraz byłam bardzo rozbudzona. Cały czas wypatrywałam przez okno. Uwielbiałam jeździć nocą jak dla mnie o wiele lepiej niż nocą. Oczywiście kiedy nie jetem kierowcą, ale nawet jak jestem kierowcą to w sumie...  mniejszy ruch i w ogóle. Gdy w końcu dojechaliśmy pod dom państwa Winiarskich Daga wzięła Antka, Michał Oliego, a ja zajęłam się otwieraniem przed nimi drzwi. Na szczęście jeszcze pamiętałam jak to u nich wszystko jest urządzone więc nie miałam wielkiego problemu z trafieniem do odpowiednich pokoi. 15 minut później dzieci leżały już w swoich łóżkach, a my wróciliśmy po walizki. Szwagierka pokazała mi pokój w którym będę spać. Wzięłam swoją piżamę i poszłam jeszcze wziąć szybki prysznic po czym gdy tylko położyłam głowę na poduszce zasnęłam.

Obudził mnie płacz, prawdopodobnie Antosia. Przeciągnęłam się na wszystkie strony i przetarłam oczy. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Słońce było już wysoko, chwyciłam swój telefon i zobaczyłam, że jest już 11:30. 20 nieodebranych połączeń od mamy. O kurwa! Ja jej powiedziałam, że będę w domu w nocy. Od razu wybrałam jej numer.
- Jezus Maria! Elena! Gdzie ty jesteś?! Co się stało?! - wykrzyknęła
- Spokojnie mamo. Nic mi nie jest. Przepraszam, że cię nie powiadomiłam, ale pojechałam z Michałem do Bełchatowa i teraz jestem tutaj. Przepraszam bardzo, ale spałam w autokarze i całkowicie wypadło mi z głowy. - powiedziałam skruszona
- Dobra. Najważniejsze, że nic się nie stało. Ale nigdy więcej takich akcji
- Oczywiście. A dzwoniłaś do Łucji?
- Tak. Dzwoniłam. Ucieszyła się, że jednak będziesz
- No to fajnie. Dobrze, mamuś ja kończę - powiedziałam
- Papa - rozłączyła się. Położyłam telefon na szafce, wyjęłam jakieś ciuchy z walizki wzięłam kosmetyczkę i podążyłam z nią do łazienki. Przebrałam się, uczesałam i umalowałam. Odniosłam piżamę i kosmetyczkę do pokoju i zeszłam na dół. Michał pichcił coś w kuchni, Oliwiera nie zarejestrowałam, a Antek bawił się w swoim łóżeczku w salonie. Podeszłam do niego
- Cześć Antoś - uśmiechnęłam się - A co ty tutaj masz? - zapytałam z przejęciem dotykając każdej zabawki - A ty mnie pewnie nie pamiętasz. Ciotki dawno nie było u ciebie co? - zaśmiałam się i pogłaskałam po rączce. Odsunęłam się od łóżka i poszłam do kuchni
- Wyspana? - zapytał ze śmiechem Winiar
- Oczywiście - wyszczerzyłam się - A ty nie?
- Powiem ci, że bardzo, bardzo - przeciągnął się - Z Antkiem to zupełnie inna sprawa. Oli się częściej w nocy budził, a on to w ogóle. Zaśnie to śpi i już.
- No widzisz? Do tatusia się podał - szturchnęłam go w ramię ze śmiechem
- A jak! - wyszczerzył się - Czuj się jak u siebie - zamaszystym ruchem ręki pokazał mi cały dom
- Już się czuję - wyszczerzyłam się
- Przeraża mnie to twoje szybkie dostosowywanie się do otoczenia - pokręcił głową ze śmiechem
- To cię przeraża? - uniosłam brew - A nie to, że ci zupa kipi? - zapytałam, a on poderwał się jak oparzony i szybko ściągnął pokrywkę z garnka jeszcze się przy okazji parząc swoje palce. Krzyknął przeraźliwie, na co z salonu rozległ się płacz Antoniego
- Szybko, daj pod zimną wodę - nakazałam i poszłam do salonu. Wzięłam na ręce chłopczyka i zaczęłam go uspokajać. Włożyłam mu smoczek do buzi i poszłam z nim do kuchni - Popatrz no tu Antoś,  jaki ten twój tatuś to czasem niezdara - powiedziałam zabawnie - O patrz, zaraz będziemy coś jeść, tak? - mówiłam cały czas do niego przez co się uspokajał - A gdzie Daga? Nie masz jakiejś maści na oparzenia? - zadawałam pytania
- Daga musiała wyskoczyć jeszcze na chwilę do pracy i zostawiła mnie z obiadem - wyjaśnił - A maści poszukaj w tej szafce, co ją masz przed nosem - pokierował mnie
- No to chyba źle, że cie z tym obiadem zostawiła bo chyba trzeba będzie coś zamówić - zaśmiałam się i otworzyłam szafkę
- Gdyby nie to, że masz na rękach dziecko to byś oberwała - zagroził
- Ale mam - wytknęłam mu język
- No i jak tam? Żyjecie? - zapyta wchodząca właśnie do kuchni Winiarska - Co ci się stało? - zapytała podchodząc do męża
- Mądry Misiek postanowił, że podniesie gołą ręką gorącą pokrywkę z kipiącej zupy - wyjaśniłam podając im maść na oparzenia
- Oj Michał, Michał - pokręciła głową szwagierka
- No to wy tutaj sobie poradzicie, a my idziemy z Antosiem na spacer po domu - poinformowałam ich - Pokażesz mi tu wszystko? - zwróciłam się do maluszka - No to idziemy - powiedziałam i wyszliśmy. Obeszliśmy wszystkie pomieszczenia dotykając co ciekawsze rzeczy i znaleźliśmy Oliwiera, który był w swoim pokoju. Posiedzieliśmy chwilę u niego po czym na wołanie Dagmary zeszliśmy na obiad. Po posiłku postanowiliśmy wyjść na taras i pocieszyć się pięknym słońcem.
- To o której zamierzamy wyjechać? - zapytał Michał
- A gdzie? - wtrącił od razu Oliwier
- Do babci - wyjaśniła mu mama
- Możemy od razu - powiedział podekscytowany wstając ze swojego krzesła prawie przewracając szklankę z sokiem, który właśnie pił.
- Że już? Teraz? Zaraz? - uniosłam brew
- No tak - wzruszył ramionami - A tak w ogóle to kiedy pojedziemy do tego parku linowego? - zwrócił się do mnie
- Zastanowię się jeszcze Oli. Wiesz, ja w piątek mam wesele, a jeszcze w któryś dzień muszę pojechać po psa.
- Nowego psa planujesz ściągać? - zaśmiała się Dagmara
- No tak, takiego szczeniaczka - wyszczerzyłam się
- No właśnie! Ja też chcę psa! - wykrzyknął Oli
- Zastanowimy się z mamą - Michał poczochrał włosy syna. - No ale wracając do tematu ...
- A na ile chcemy jechać? - zapytała szwagierka
- No dziś by pojechać ... a w niedziele wrócić? - zaproponował
- No to idziemy się pakować - kobieta klasnęła w ręce i wstała od stołu. - Zajęłabyś się chwilę Antosiem? - zwróciła się do mnie
- Jasne, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się szeroko. Winiarscy podążyli na górę, a ja wyjęłam chłopczyka z wózka i weszłam z nim z powrotem do domu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy bawić się grzechotkami i innymi zabawkami. Po jakiejś niecałej godzinie na dół zeszli Winiarscy z walizkami. Okazało się, że mnie też już spakowali. Wróciłam jeszcze na górę bo jak Michał powiedział, że on mnie pakował to wolę sprawdzić czy telefonu nie zapomniał. No i miałam rację! Telefon leżał na szafce tak jak go zostawiłam ale poza tym nic więcej nie zostało. Wróciłam na dół i wyszłam z domu. Wsiadłam do auta. Tym razem znowu przypadł mi zaszczyt siedzenia  z przodu tuż obok mego kochanego braciszka. Jakiego ja to mam ostatnio farta. No ja pierdziele! Wyjechaliśmy z Bełchatowa o 15:05, a w Wałbrzychu byliśmy o 18: 20. Wjechaliśmy przez bramę i wysiedliśmy z auta. Na schodach przed domem siedziała cała rodzinka i zajadała się lodami
- Witamy, witamy, szanowną rodzinkę! - powiedział Michał. Następnie nastąpiły przytulasy, uściski i buziaki jak przy każdym powitaniu.
- A dla nas jeszcze tych lodów zostało? - zapytałam ze śmiechem
- Nikodem skocz do zamrażarki - rzuciła babcia, a chłopczyk pognał do domu i już po chwili trzymaliśmy w rękach smakołyki.
Postanowiliśmy usiąść w altance. Mama mówiła, że trzeba by ją oficjalnie otworzyć bo niedawno skończona to jakiś gril by się przydał. No to wszyscy podchwycili pomysł i już Adam do sklepu, a my z garażu powyciągaliśmy plastikowe krzesła i stół. Michał zajął się rozpalaniem grila, a my poprzynosiłyśmy z domu talerze szklanki oraz wszystkie inne potrzebne rzeczy. Kilka minut później w kuchni znajdowała się również kiełbasa przywieziona przez Adama. Ponacinałyśmy ją wraz z mamą i Dagmarą po czym zaniosłyśmy do altanki na gdzie Winiar już urzędował przy rozpalonym grilu. Jakieś pół godziny później zajadaliśmy się pyszna kiełbaską rozmawiając, śmiejąc się i żartując. Antosia Dagmara zaniosła do domu około 20 żeby go nakarmić i położyć spać po czym wróciła, a na stół weszło piwo i te sprawy.  Siedzieliśmy na polu do 22. Komary mnie strasznie pocięły ale było warto. Nawet podrzuciliśmy z Michałem pomysł, żeby sobie pośpiewać, ale Dagmara, Adam i Asia stwierdzili, że są za mało wstawieni. Ja tam mogę śpiewać bez alkoholu! I kto tu jest gość?! HA! No nie ważne. Teraz nadeszła najgorsza rzecz, a mianowicie sprzątanie. "Zgodnie" stwierdziliśmy, że teraz mężczyźni muszą posprzątać bo my przyniosłyśmy wszystko więc teraz ich kolej. No dobra, tak zgodne to to nie było, ale skoro my uciekłyśmy z dziećmi do domu no to ktoś to musiał zrobić nie? No i padło na chłopaków. Wzięłam swoją walizkę z korytarza i poszłam z nią na górę do swojego pokoju. Wyciągnęłam z niej wszystkie rzeczy i rzuciłam je na fotel. Stwierdziłam, że jutro będę musiała zrobić duże pranie, bo w walizkach nie było prawie nic czystego. Drapnęłam piżamę i wyszłam z nią z pokoju. W łazience światło było zaświecone więc usiadłam na podłodze i czekałam aż osobę będąca w środku wyjdzie. Po kilku minutach drzwi się otworzyły i zobaczyłam Oliwiera.
- Dobranoc Oli - uśmiechnęłam się
- Dobranoooooooooc - ziewnął szeroko co udzieliło się też mi po czym oboje się zaśmialiśmy. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Narzuciłam na siebie ubranie i zmyłam makijaż. Wyszłam z pomieszczenia i wróciłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i po kilku minutach już spałam.




To dziaj Superpuchar :D Za kim jesteście? ZAKSA czy SKRA?
Następny - niedziela
Pozdrawiam ;**

niedziela, 5 października 2014

~Rozdział 24~

Reszta tygodnia minęła jak z bicza trzasnął i wreszcie nadszedł moment meczu czyli piątek. Mieliśmy zagrać na dwóch libero. Zati miał być odpowiedzialny za przyjęcie, a Igła miał działać w obronie. Pierwszy set to była trochę powtórka meczy z Iranem w Teheranie. Trochę nam nie wychodziło, trochę się gubiliśmy i tak pierwsza partia padła łupem gości, ale w drugiej już nie było tak łatwo. W pewnym momencie po odgwizdanym dla Irańczyków nieczystym odbiciu ostro zaiskrzyło pod siatką. Aż Ignaczak, który siedział wtedy na ławce poderwał się na boisko. Chwilkę trwały przepychanki słowne, ale drugi sędzia wszystko uspokoił. Aż mi się przypomniały moje mecze. Zawsze reagowałam bardzo emocjonalnie zupełnie jak Krzysiek. Nic na to nigdy nie mogłam poradzić. W jednej drużynie była taka Marecka, która miała bardzo podobny charakter do mnie i często iskrzyło między nami pod siatką. Strasznie mnie wkurzała. Nawet jak tylko stała. Za to jak mnie wkurzyła to tak cisnęłam na ataku, że nie było co zbierać. Potem szybko wszyscy przestali wdawać się ze mną w sprzeczki.
W pewnym momencie gdy Mariusz obronił piłkę zauważyłam na jego twarzy okropny grymas. Ledwo wstał, a po chwili dostał piłkę do ataku. Atak okazał się skuteczny ale Wlazły musiał opuścić boisko. Odnowił się uraz pleców. Mariusz w tym meczu nie grał na żadnych środkach przeciwbólowych. Wszyscy myśleli, że plecami już wszystko w porządku. Niestety nie do końca. Na boisku szybko zastąpił go Dawid.
Po ostatnim gwizdku wszyscy mogli się już tylko cieszyć z 3 punktów, a kibice zaczęli skandować: dzię-ku-je-my!, dzię-ku-je-my! Czy tylko mnie zawsze bardzo wzruszały takie sytuacje?
Do hotelu wróciliśmy o 22:55  nastroje wszystkich wyśmienite mi również uśmiech nie schodził z twarzy.
- Co się tak szczerzysz? - zapytał Michał obejmując mnie ramieniem z takim samym uśmiechem jak mój gdy wychodziliśmy z windy i kierowaliśmy się do pokoi.
- A ta się tylko cieszę, że pokazaliście tym Persom kto tu rządzi - wyszczerzyłam się
- Chyba nikt nie przewidywał innego scenariusza nieprawdaż? - zaśmiał się Igła
- Ja na pewno nie, od początku wiedziałam, że wygracie - powiedziałam pewnie
- Dobrze cię wyszkoliłem - poklepał mnie po głowie przyjmujący
- To raczej Krzysiu mnie wyszkolił - wyszczerzyłam się
- Brawo młoda - przybiliśmy piątkę
- Foch forever - Winiar skrzyżował ręce na piersi, ale nikt nie zwrócił na to uwagi
- To co teraz meczyk zarzucimy? - zatarł ręce Zati
- Sie wie - rzucił Karol
- Tylko nie u mnie - zastrzegłam od razu gdy stanęliśmy pod moimi drzwiami
- A co niby u nas? - prychnął Mariusz unosząc brew
- U mnie jest jedno łóżko, niewygodnie po prostu - wzruszyłam ramionami. - Myślę, że powinniśmy to zrobić każdy u siebie i już albo wy się tam jakoś zorganizujcie a ja oglądam sama u siebie. Na razie chłopcy - rzuciłam i weszłam do pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg, zaświeciłam światło rzuciłam się do pilota. Włączyłam na mecz Brazylia-Kolumbia i spojrzałam na wynik: 2:0 dla gospodarzy. Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ od początku im kibicowałam. Jednak po rzucie karnym Kolumbijczycy zdobyli bramkę kontaktową. W 87 minucie interweniujący obrońca Camilo Zuniga kopnął kolanem Neymara w plecy. Brazylijczyk długo nie wstawał z boiska jednak sędzia nie przerwał akcji. Dopiero po drugim przewinieniu podbiegł do niego. Piłkarz z wielkim grymasem bólu został zniesiony na noszach z boiska. Aż mi się łezka zakręciła w oku. To musiało okropnie boleć skoro aż tak bardzo się krzywił. Modliłam się aby to nie było coś poważnego bo uwielbiałam tego zawodnika i chciałam, aby dalej grał. Spotkanie skończyło się 2:1 dla Brazylijczyków, którzy mogli się cieszyć z awansu do półfinału, w którym zagrają z Niemcami. Wstałam z łóżka wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku sprawdzając godzinę : 00:40. Znowu będę chodziła niewsypana i niekontaktowa, ale trudno. Zanim jeszcze zasnęłam usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Kto o tej porze wysyła smsy? Musi to być Karolina. Nie myliłam się i otworzyłam wiadomość od Olszewskiej.
                                     "Ale mi go szkoda ;( Branoc :*"
Tak, Neymar to nasz ulubiony piłkarz. Obie bardzo mu kibicujemy. Szybko jej odpisałam, że mi też i oby to nie było nic poważnego. Odłożyłam komórkę na szafkę nocną, odwróciłam się na drugą stronę i zasnęłam.


Rano obudził mnie dźwięk smsa. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Chwyciłam telefon i odczytałam wiadomość od Karoli.
         "Jego kontuzja jest poważna. Ma pęknięty 3 kręg lędźwiowy. Nie zagra do końca        mundialu. Kilka centymetrów i Neymar byłby sparaliżowany ;(Zobacz sobie to https://www.youtube.com/watch?v=PHTdTiQzICQ&hd=1
Buziaki ;**"
Posłusznie weszłam w link, który wysłała mi przyjaciółka. Aż mi się serce krajało na widok tych zaszklonych oczu i na dźwięk tego łamiącego się głosu. Strasznie było mi go szkoda. Zawsze było mi szkoda tych, których nawet na niedługi czas z gry wykluczyła kontuzja bo ja odczuwałam to samo tyle, że mnie wykluczyła na dobre. Westchnęłam i wygrzebałam z walizki jakieś spodenki (klik), oraz koszulkę reprezentacyjną. Przebrałam się w nie w łazience. Ogarnęłam włosy, zrobiłam makijaż i byłam gotowa. Ubrałam trampki (klik) Zjechałam windą, o dziwo sama, do restauracji. Zasiadłam przy naszym stole, który był dzisiaj pełny. Kolejne zaskoczenie. Usiadłam pomiędzy Igłą, a Winiarem i zaczęłam grzebać w swoim śniadaniu. Po chwili poczułam szturchnięcie w łokieć. Podniosłam na Michała pytający wzrok.
- To chyba ja powinienem ciebie zapytać, co żeś taka zamulona. - spojrzał na mnie badawczo
- A mecz wczoraj oglądaliście? - spojrzałam po nich
- Aha, i już wszystko wiadomo - powiedział Ignaczak jak o najoczywistszej rzeczy na ziemi, ale reszta niezbyt wiedziała o co chodzi więc wielkoduszny pan Krzysztof postanowił im wszystko wyjaśnić i wprowadzić w powód mojego nastroju - Otóż moi drodzy koledzy, obecna tutaj Elena Winiarska w tymże dniu nie ma zbyt szampańskiego nastroju mimo, że wczoraj wygraliśmy mecz - popatrzył na mnie z pretensjami, a ja uniosłam kciuk w górę z uśmiechem - ponieważ wczoraj, jak zapewne koledzy wiedzą niejaki Neymar.Piłkarz. Brazylijczyk. Doznał kontuzji, a że jako jest to ulubiony piłkarz naszej Lenki, bardzo to przeżywa i takie tam - tak spierniczył końcówkę tej pięknej mowy. On to nie umie kończyć
- Twój mąż - dźgnął mnie w bok Winiarski. Taaaaa. Jak byłam ciut młodsza to tak mówiłam.
- Oj no coooo ? Przystojny jest. Nawet bardzo, bardzo, bardzo - rozmarzyłam się. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz "Mama dzwoni". Wywróciłam oczami. Co ona może chcieć ode mnie o 7:45? Nacisnęłam zieloną słuchawkę
- Cześć - zaczęłam
- No cześć córciu i jak?
- Co i jak? - zapytałam zdezorientowana
- Cześć mamo ! - wtrącił się Michał
- O cześć synku! - powiedziała ucieszona
- Pozdrów ją ode mnie - psytnął Krzysiek
- Masz pozdrowienia od Krzyśka - powiedziałam do słuchawki
- Ode mnie też ją pozdrów - wtrącił Bartek
- Masz też pozdrowienia od Kurka. A tak w ogóle to może ja dam na głośnik i się przywitacie - wywróciłam oczami i zrobiłam jak powiedziałam
- Cześć chłopcy
- Dzień dobry pani - powiedzieli nierówno, a ja od razu wyłączyłam głośnik i przyłożyłam słuchawkę do ucha
- A tak w ogóle to coś się stało, że tak rano dzwonisz?
- No wiesz już czy pójdziesz na ten ślub?
- Nie mamo nie wiem, mówiłam ci już. Wszystko będę mieć jak na dłoni w niedziele po meczu Włochów z Brazylią - wyjaśniłam.
- Możesz dokładniej? - dopytywała
- Mamo jak możesz się nie orientować? - zapytałam oburzona - Masz syna siatkarza i praktycznie cały czas obracasz się w tym środowisku.
- No przepraszam córciu, ale ostatnio nie miałam głowy do siatkówki. Dzieciaki miały anginę
- Serio? Ale już w porządku? - dopytywałam
- Tak, tak już zdrowi jak ryba. - zapewniła
- No to fajnie - uśmiechnęłam się - Ja w niedzielę do ciebie zadzwonię, ale mam nadzieję, że raczej nie będę mogła iść
- Co ty mówisz?! Ty masz nadzieję, że nie będziesz mogła iść na ślub swojej przyjaciółki?!??! - wykrzyknęła tak głośno, że aż musiałam odsunąć telefon od ucha na pół metra
- No bo jeśli miałabym wybierać to czy mogłabym iść na ślub Łucji czy pojechać z chłopakami do Florencji na Final Six to raczej wybrała bym to drugie.
- Ooooo Lenka, jakie to słodkie - rozczulił się Pituś
- Dzięki Piter - puściłam mu oczko i szeroki uśmiech
- No to chyba, że tak. No to nic córuś. Muszę już kończyć. Życz powodzenia chłopcom i ucałuj tam każdego ode mnie
- Musze ich wszystkich ucałować? - skrzywiłam się, siatkarze się oburzyli, a mama zaśmiała. - Papa
- Nie chciała byś nas ucałować? - zapytał ze smutkiem Zati, a ja tylko pokręciłam głową z politowaniem i westchnęłam
- W zupełności by mi wystarczy że muszę was znosić- odparłam
- No proszę, proszę. To taka wdzięczność - pokiwał głową Michał
- Oj no weźcie - wywróciłam oczami
- Co oj no weźcie? Co oj no weźcie? - zapytał z oburzony Igła
- Dobra, czego chcecie? - westchnęłam głęboko - w zadośćuczynienie?
- Skoczysz do sklepu jak będziemy mieli przygotowanie do meczu i kupisz nam po piwie - zażądał Kłos - Wtedy cały sztab jest z nami więc nie będzie problemu.
- I mam je wam ot, tak dać?- popatrzyłam na każdego i uniosłam brew
- No, a na co czekać? - zapytał Mariusz
- A może by tak po wygranym meczu? - zaproponowałam ironicznie
- Aha, taka nagroda? - zapytał Piter
- Tak, Pit, właśnie, nagroda - pokiwałam głową - Jak już i tak mam przez was zbankrutować to przynajmniej nie bez zasługi
- No w sumie czemu nie ? - wzruszyli ramionami
I tak o to doszliśmy do porozumienia. Nie muszę ich wszystkich ucałować, ale kupuje im piwo... Znaczy, że i tak jestem poszkodowana! Ej! No ale dobra niech już mają. Wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się do pokoi. Ja do samego wyjazdu na halę mam wolny czas. Włączyłam telewizor i położyłam się na chwilę na łóżku. W między czasie postanowiłam na telefonie sprawdzić facebooka. Kilka powiadomień kilka wiadomości czyli to co zawsze. Odpisałam na wiadomości, skomentowałam i lajknęłam kilka postów po czym zablokowałam telefon i pogrążyłam się w kolejnym odcinku serialu "Tancerze". Dawniej jakoś za nim nie przepadałam, ale oglądnęłam dwa odcinki z mamą i mi się spodobał. Teraz oglądam całą serię od początku. Do samego obiadu miałam spokój. Ciekawe czym oni mnie jeszcze dzisiaj zaskoczą. Wstałam z łóżka i podążyłam do restauracji. Zamówiłam sobie gołąbki i czekając na nie i na siatkarzy, których jeszcze nie było wgapiałam się w malutki bukiecik na środku stołu jakbym chciała wzrokiem przewrócić wazonik, w którym stały kwiatki.
- Ej, coś ty taka otępiała? - zapytał Zati machając mi ręką przed twarzą. Potrząsnęłam głową mrugając kilkakrotnie
- A nie wiem - wzruszyłam i zaczęłam zajadać się swoim obiadem, którego w międzyczasie otrzymałam.
- Wiesz, bo zastanawiałem się wczoraj przed zaśnięciem nad nowym tematem
- Słucham ja ciebie Pawełku. Marcin nie chce cię słuchać? - zapytałam ze współczuciem
- Uważa, że nie ma potrzeby takiego rozmyślania. "Od tego już są ludzie" - mówiąc drugie zdanie nakreślił w powietrzu cudzysłów
- O czyżbyśmy trafili na kolejny odcinek z cyklu "Zati rozmyśla"? - zapytał przysiadający się Karol wraz z Andrzejem
- Jak najbardziej, jeszcze nie wiemy jaki będzie dzisiaj temat, ale czekamy z niecierpliwością. - wyszczerzyłam się
- Ty patrz Wronka, jakie my mamy wyczucie czasu - Kłos szturchnął przyjaciela
- No jak słowo daję - przytaknęłam im
- No, a czy teraz już mogę zacząć? - wtrącił się Zatorski
- Jak najbardziej - powiedzieliśmy we trójkę
- O w samą porę na następny odcinek naszego ulubionego programu "Zati rozmyśla" - zatarł ręce przysiadający się właśnie Michał wraz z Mariuszem, Bartkiem, Piotrkiem i Krzyśkiem.
- Skoro masz już pełną widownie to możesz zaczynać - powiedziałam w stronę Zatora.
- No bo ostatnio tak się zastanawiałem czy - zaczął ale zaraz przerwał mu Karol
- To standardowe zdanie rozpoczynające każde nasze spotkanie z reprezentacyjnym myślicielem - rzekł jakby był prowadzącym tego programu, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
- No dobra, a teraz konkretnie. Zastanawiałem się ostatnio dlaczego gołąbki to są gołąbki. - rzucił, a my popatrzyliśmy po sobie wielkimi oczami
- Znaczy, że co? - zapytał ze zdziwioną miną Wlazły
- No chodzi mi o to danie gołąbki, czemu się tak nazywają - wyjaśnił, a od nas usłyszał tylko przeciągłe "aaaaaaaaaaaaa"
- A ja myślałem, że chodzi ci o te ptaszki co sobie tak fruwają, dlaczego nazywają się gołąbki - powiedział Kurek, a my pokiwaliśmy głowami
- No to skoro już teraz wiemy to możemy przejść do dalszej części naszego programu, a mianowicie: "Różne tezy wyjaśnienia pytania Pawełka" - powiedział jak zawodowy komentator Krzysiek. On się do tego zawodu wspaniale nadaje. Musicie się ze mną zgodzić! - Proszę, jako pierwszy głos zabierze nasz kapitan - skinął w stronę Michała i podał mu widelec do którego przed chwilą mówił.
- No więc ja myślę, że trzeba zapytać kobiety. W końcu to one gotują nieprawdaż? - spojrzał w moim kierunku, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie
- A nie zauważyłeś braciszku, że to mężczyźni są w większości kucharzami w restauracjach? - spojrzałam na niego
- Może i tak - wzruszył ramionami - Ale ponieważ tutaj wśród nas nie ma żadnego kucharza to pytanie skierowujemy do ciebie
- No oczywiście z ciebie by kucharza nie było skoro zupę tak przesalasz - wytknęłam mu sytuację kiedy w maju po mnie przyjechali, a Krzysiek zaśmiał się i przybiliśmy piątkę
- Ja już mówiłem, że to była wina Igły i nie próbuj mi tu teraz mydlić oczu - dźgnął mnie palcem w rękę
- Jasne! Jakże bym śmiała - oburzyłam się
- A wracając do pytania? - zapytał zniecierpliwiony Zati
- Ja nie wiem i jeśli chcecie wiedzieć to idźcie do kucharza tej restauracji. Może wie. No właśnie idźcie się zapytać skoro tak bardzo ciekawią was historie kulinarne. - skrzyżowałam ręce nie piersi, a oni popatrzyli po sobie. - No idźcie - ponagliłam ich - Ja też jestem ciekawa
- A od czego jest wikipedia! - wykrzyknął Ignaczak i nagle wszyscy wyciągnęli swoje wypasione IPhona i weszli w wikipedię.
- No więc tu nic nie pisze - stwierdził Karollo.
- No to musicie wymyślić swoje wyjaśnienie - rzuciłam - Ja zawsze wyjaśniam naszemu Zatiemu to teraz może wy się trochę wysilicie - skrzyżowałam ręce na piersi i uśmiechnęłam się cwano
- Już nigdy więcej nie wejdę na wikipedię, jak jest potrzebna to oczywiście nigdy jej nie ma! - Piotrek rzucił  swoim telefonem o stół, my popatrzyliśmy na niego przerażeni, a Krzysiek i Bartek odsunęli się trochę w drugą stronę
- Piter, ja nie wiedziałem, że tu umiesz się tak zdenerwować - Igła wybałuszył na niego oczy i aż otworzył usta z tego zdumienia, a my skinęliśmy tylko głowami na zgodę ze słowami libero
- No a wracając do moich gołąbków .... - wywrócił oczami Zatorski
- Ja myślę, że po prostu ten kto to wymyślił mnie nie po kolei w głowie i już - wzruszył ramionami Kurek
- A ja myślę, że jak gołąbki jeszcze nie były gołąbkami to pewien gościu zajadając się bezimienną potrawą na balkonie zauważył gołębia i że je akurat jadł no to tak nazwał - wypowiedział się Karol
- Podpisuję się pod tym żeby nie było, że nie wyraziłem swojego zdania! - wyrwał się od razu Andrzej
- No to kto został? -  rozejrzałam się - Nasz Krzysiu jeszcze nie wyszedł z szoku na widok Pitera, natomiast Piter nie wyszedł jeszcze ze złości. Czyli mój ukochany braciszek i mój ulubiony atakujący - wyszczerzyłam się w ich stronę
- Och jak ty nam schlebiasz - przeczesali teatralnie włosy
- Wiem, zdecydowanie za często ostatnio - rzuciłam, a oni posłali mi obrażone spojrzenia - No to teraz wy - oparłam się wygodnie na krześle. Byłam bardzo ciekawa cóż tam oni wymyślą.
- My uważamy, że ta nazwa nie wzięła się znikąd... - zaczął pewnym głosem Mariusz
- Tak, owszem - pokiwał głową Michał - My uważamy ..... ten ..... no ...... tego ..... - jąkał się i w końcu w tym samym czasie przystawili szklanki do ust i zaczęli zachłannie pić. - No my podpisujemy się pod resztą! - wybuchnął wreszcie Winiarski
- Tak myślałam - powiedziałam tryumfalnie - Oj bujnej wyobraźni to wy nie macie chłopcy - pokręciłam głową
- A ty? - zagadnął Krzysiek
- A ja mam, ale dzisiaj to wy mieliście się męczyć - wzruszyłam ramionami i wstałam od stołu. Wypadało by odpocząć chwilę przed kilkoma godzinami na hali. Wróciłam do pokoju sama bo siatkarze mieli jeszcze iść do trenera. Opadłam na łóżko i włączyłam telewizor. Skakałam bezmyślnie po kanałach, wreszcie zostawiłam na powtórce wczorajszego meczu chłopaków. Gdy było już tylko 20 minut do wyjazdu na halę wzięłam swój sprzęt i narzuciłam na ramiona bluzę reprezentacyjną. Zamknęłam pokój i ruszyłam na dół do recepcji gdzie byli już prawie wszyscy, czekaliśmy jeszcze tylko na doktora, który musiał jeszcze po coś wrócić. Gdy stawił się w recepcji wyszliśmy i podążyliśmy do autokaru. Kilkanaście minut później byliśmy już na miejscu. Chłopaki ruszyli do szatni
- Skopcie im tyłki - powiedziałam uśmiechając się szeroko
- Od tego tu jesteśmy Mała - uśmiechnął się Ignaczak
- Na ja myślę - powiedziałam przez śmiech, pokazałam im zaciśnięte kciuki i ruszyłam na trybuny.
Chłopaki od razu dobrze weszli w mecz i prowadzili już 12:6 gdy zareagował trener Irańczyków. Byłam bardzo zadowolona z gry Miśka. Wreszcie wracał do swojej formy. Z Iranem w Gdańsku rozegrał swoje dwa najlepsze mecze tej Ligii Światowej.
Całe spotkanie wygrywamy 3:0 po ataku właśnie Winiara. Krzyknęłam uradowana i pobiegłam pogratulować i przytulić brata. Szybko się do niego dostałam.
- No brawo braciszku - uśmiechnęłam się szeroko - Cudownie grałeś - puściłam mu oczko - Nie przyzwyczajaj się nie zawsze będę taka miła - zastrzegłam od razu unosząc ręce do góry
- Musiałaś zepsuć - zrobił smutną minkę - A było tak pięknie - westchnął - Ale ja nigdy się do tego nie przyzwyczaję - przytulił mnie, a ja cmoknęłam go w policzek gdy podszedł do nasz Oliwier. Najpierw wyściskał tatę, a potem (wreszcie!) nie no żartuje, od razu rzucił się w ramiona ukochanej ciotce. Nie no, też przesadzam po prostu mnie przytulił no! Koniec tematu!
-  Dzisiaj też jesteś z ciocią Pauliną? - zapytałam, a on skinął głową. Rozmawialiśmy dość długo po czym Michał musiał iść od szatni. Poszliśmy z Olim powiedzieć Paulinie, że będziemy przed halą i przy okazji się przywitałam z nią i z Arkiem. Wróciłam i spakowałam swój sprzęt po czym wyszliśmy
- No to jak z tym naszym wypadem do parku? - zapytał
- Jeszcze dokładnie nie wiem Oli. Jutro wszystko będzie wiadomo - uśmiechnęłam się
- A mógłbym zabrać też Arka? - zapytał z maślanymi oczkami
- Nie wiem Oliwier czy Arek nie jest troszeczkę za mały wiesz? Ale jutro będę do ciebie dzwonić dobrze?
- Tak - potwierdził i w tym momencie podeszła do nas Wlazły wraz z synkiem. Porozmawialiśmy chwilę po czym oni musieli iść już do samochodu, a ja do autokaru bo tak się zagadałyśmy, że prawie wszyscy zawodnicy zdążyli już wyjść z hali. Cmoknęłam całą trójkę na pożegnanie i weszłam do pojazdu. Szybko znaleźliśmy się w hotelu. Jakoś dzisiaj nie byłam w ogóle zmęczona a wręcz rozpierała mnie energia. Weszłam do swojego pokoju i odłożyłam torbę. Wyciągnęłam z walizki paczkę żelków i konsumując ją po woli zastanawiałam się za ile pojawią się tu siatkarze. Obstawiałam od 20 do 30 minut albo wcale. Albo ja do nich pójdę. O tak, to będzie najlepsze. Drapnęłam jeszcze 5 paczek słodyczy i gasząc światło wyszłam z pokoju. Pokierowałam się do królestwa mego brata i Mariusza. Bez pukania otworzyłam drzwi z rozmachem uderzając przy okazji któregoś z chłopaków. Wyjrzałam zza drzwi. Poszkodowanym okazał się być Wrona
- Mocne masz to otwarcie drzwi - stwierdził masując sobie czoło, a ja zaśmiałam się lekko
- Łyżkę przyłóż bo będzie guz - poinstruował go Ignaczak
- A skąd ja ci do cholery wezmę tutaj łyżkę?! - wykrzyknął Andrzej
- To idź przyłóż głowę do kafelków w łazience - wyszczerzyłam się
- No to idę - wzruszył ramionami, wstał i podążył do wspomnianego pomieszczenia
- Żelki przyniosłam - uniosłam do góry słodycze, a oni rzucili się na mnie jak wilki na biedną sarenkę. Dobrze, że zapomnieli o tym piwie, co to im miałam kupić bo bym nie miałam życia teraz. Zresztą żelki tez mogli potraktować jako nagrodę. Rozdzieliłam ich i usiedliśmy na łóżkach podłodze i gdzie się dało. Oglądnęliśmy ze dwa filmy podczas których mi i Krzyśkowi buźka się dosłownie nie zamykała. Gadaliśmy cały czas to komentowaliśmy teksty, ubranie czy akcję w filmach to czytaliśmy skład żelków to kłóciliśmy się o ostatniego żelka. Nawet pojawiło się kilka wspomnień. Reszta albo rzucała w nas poduszkami albo zatykali nam usta dłońmi i byli po prostu wniebowzięci gdy już wychodziliśmy. A my przybiliśmy piątki bo udało nam się ich nieźle wkurzyć, a dla nas to świetna zabawa. Przynajmniej dla mnie nie ma nic wspanialszego od wkurzania innych.
Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i mogłam iść spać. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.



środa, 1 października 2014

~Rozdział 23~

Obudziłam się o 7 dzięki mojemu budzikowi, którego cudem wczoraj nastawiłam bo z moją siostrą sklerozą to bardzo rzadkie.
Wybrałam ciuchy z walizki(klik) i w łazience doprowadziłam się do stanu normalnej używalności. O 7:34 meldowałam się już w restauracji, w której stało pianino. Dziwne, albo go wczoraj nie było, albo muszę iść też do okulisty zaraz po tym jak pójdę do laryngologa bo głucha też podobno jestem. Przy instrumencie siedział już Michał.
- A co ty robisz przy tym pianinie? Przecież nie umiesz grać. - zwróciłam się do niego opierając ręce na instrumencie
- A ty umiesz? - wciął się Zati
- Nie, więc nie siadam. Proste i logiczne. - wzruszyłam ramionami. Wtedy podszedł do nas Andrzej. Ignaczak już od razu włączył swoją kamerę, a Wrona zaczął grać jakąś melodyjkę.
- Winiar, zagraj teraz ty - powiedział ze śmiechem Krzysiek gdy Andrzej skończył, a Winiarski tylko pośpiesznie odparł "nie, nie" i wstał z krzesła. Ja cicho się zaśmiałam i szepnęłam do libero
- Misiek nie może się pogodzić bo to już drugi, który okazuje jakąś styczność z muzyką i on czuje się oburzony - siatkarz tylko popatrzył na mnie i ta jak ja zaśmiał się, a potem usiedliśmy do stolika.
- A tak w ogóle to gdzie wyście się wczoraj podziewali jak ja tonęłam w morzu? - zapytałam oskarżycielsko w stronę naszej Bandy mrugając konspiracyjnie do Karola
- A tak w ogóle to gdzie ty się szlajasz jak podobno głowa cię bolała? - zapytał takim samym tonem Winiar.
- Wzięłam tabletkę, przeszło mi i poszłam, zresztą nie ważne. Nie zmieniaj tematu. - wycelowałam w niego palcem. - Poza tym pierwsza spytałam. Dopiero Karol mnie uratował, a tak to jestem pewna, braciszku, że dzisiaj zamiast tu siedzieć i zajadać śniadanko w Gdańsku to siedziałbyś od rana w Wałbrzychu i załatwiał sprawy związane z pogrzebem - wbiłam w niego palec
- Wcale się nie topiłaś w morzu bo jak was obserwowaliśmy to wcale nie byłaś przemoczona, a tak w ogóle to jakbyś była przemarznięta to wrócilibyście od razu - rzucił obojętnie Bartek, ale po chwili chyba się zorientował, że się wydał, a pozostali oprócz mnie i Kłosa przybili sobie facepalmy.
- Ha! Mam was! Czyli jednak mnie śledzicie!
- Oj, tam śledzimy! - machnął lekceważąco ręką Krzysiek - Sprawdzamy cię po prostu. - wzruszył ramionami - żebyś nas nie zostawiła dla jakichś innych sportowców. Piłkarzy na przykład. - wzdrygnął się, a za nim reszta
- Aż tak mnie uwielbiacie? O jak słodko Krzysiu - poklepałam go po policzku
- My cie po prostu ubóstwiamy. Całujemy po prostu ziemie po której chodzisz i wielbimy powietrze, którym oddychasz - powiedział teatralnie Zator
- Miło mi - wyszczerzyłam się, a on skinął głową.
Po śniadaniu chłopaki mieli siłownie, na której musiałam się stawić. Gdy wróciliśmy do hotelu chłopaki nabrali ochoty na lody, ale brak im było ochoty na spacerek do sklepu. Boże, widzisz, a nie grzmisz. Aż takich patentowanych leni mam na tej kadrze, że szkoda gadać. Może grzmotów też na nich szkoda, dlatego nie grzmi? Warte zastanowienia...
- No to jak, Lena? Pójdziesz nam po te lody? - zapytał błagalnie Mariusz gdy wleźli za mną do mojego pokoju.
- Nie - odpowiedziałam obojętnie
- Ale czemu? - zaczęli jęczeć
- Przejeżdżaliśmy koło lodziarni? Przejeżdżaliśmy? Głos macie? Macie. To czemu nie poprośilicie żebyśmy się zatrzymali?
- No bo ochoty nabraliśmy dopiero jak weszliśmy do hotelu - wyjaśnił Andrzej
- Nie - powtórzyłam - Czy ja wyglądam na waszą służącą? - skrzyżowałam ręce na piersi i popatrzyłam na nich zmrużonymi oczami
- Nie! Nie! Nie! - zaprzeczyli od razu
- Czemu sami nie pójdziecie? - zapytałam
- Bo dopiero co skończyliśmy trening? Heloł- powiedział ironicznie Michał
- A może ja też mam jakieś inne zajęcia niż tylko ciągle się wami zajmować? Nie robię tu za waszą niańkę tylko za fotografa i skoro wy chcecie lody to proszę iść do sklepu i sobie kupić - powiedziałam i wkurzona wskazując ręką na drzwi i  podłączyłam aparat do laptopa - I nawet nie błagajcie bo się nie złamie - zastrzegłam i zajęłam się zdjęciami. Myślałam, że wyjdą, ale się pomyliłam. Całe stado tych orangutanów zajęło moją dosłownie, całą podłogę. Podczas gdy ja zajmowałam się zdjęciami oni wlepiali we mnie swoje gały. Aha, tak się chcą bawić? Gra psychologiczna? Sorry memory panowie ale nie ze mną takie numery. Po mnie to spływa jak po kaczce. Do samego obiadu zajęła mi obróbka tych zdjęć i dodanie je na stronę oraz usunięcie z aparatu. Siatkarze nie odezwali się do mnie ani słowem. Ja także nic nie mówiłam. Nie ma mowy żebym im po lody do sklepu łaziła. Jeszcze czego?! Zwłaszcza za nic. Pffff. Stanęłam wreszcie przy drzwiach o mało nie tratując Piotrka i zamaszystym ruchem ręki nakazałam wyjście. Ociągając się wstali i wyszli. Zamknęłam pokój na klucz i ruszyłam do windy, a oni podążyli za mną. Weszliśmy do tego klaustrofobicznego pomieszczenia i zjechaliśmy na obiad nie odzywając się do siebie oczywiście ani słowem. W całej restauracji byliśmy najcichszym stolikiem. Coś nowego.
- Coś ty im zrobiła? - zapytał ze śmiechem Jarząbek gdy wychodziłam z restauracji
- Taka tam tylko niezgodność w jednej sprawie. Za to na treningu będą teraz zasuwać jak nigdy i statystyki pójdą w górę jak nic. Możesz być pewny.- puściłam mu oczko na co tylko się uśmiechnął.
Podążyłam za moim zaklętymi siatkarzami do windy, a następnie zaprosiłam ich gestem ręki do swojego pokoju. Wzięłam do ręki kartkę i długopis. Jak się nie odzywamy to się nie odzywamy, nie? A poza tym ja nie mogę pierwsza się przełamać to by było nie zgodne z moim honorem.
"Mam dla was układ. Wchodzicie?" - napisałam
- Zależy w co? - Ignaczak spojrzał na mnie podejrzliwie, czyli już nie trzeba pisać. Jak cudownie!
- Kupie wam te pieprzone lody - wywróciłam oczami, a oni zaczęli się cieszyć - Ale.... ale ale - przystopowałam ich radość
- Wiadomo z kobietami zawsze jest jakieś ale - wywrócił oczami Piotrek.
- Piter, chcesz tu się wypowiadać teraz o kobietach? - zmrużyłam oczy.
- Nie, oddaję ci głos - ukłonił się teatralnie.
- Dziękuję bardzo. Ale kupię wam je dopiero - uniosłam dłoń do góry - dopiero po treningu. Zapytam trenera kto z was zasłużył i wtedy pogadamy. Kto nie zasłużył nie dostanie - wzruszyłam ramionami. - Jeżeli nie pasuje wam taki układ to sorry ale na to wygląda, że lodów nie dostaniecie - powiedziałam obojętnie
- A kto powiedział, że nie pasuje? - zapytał ożywiony Michał - Pasuj, pasuje. Jak najbardziej siostrzyczko
- Cieszę się - uśmiechnęłam się szeroko - a teraz wypad z mojego pokoju - wskazałam na drzwi. Cali ucieszeni wylecieli jak na skrzydłach. Pokręciłam głową z politowaniem i nogą kopnęłam drzwi, aby się zamknęły. Do treningu była jeszcze godzina. Postanowiłam zdzwonić do Karoliny. Dawno nie gadałyśmy. Otworzyłam spis kontaktów w telefonie i wybrałam jej numer.
Odebrała niemal od razu
- No cześć kochana - zaczęłam wesoło
- Cześć, cześć - przywitała się równie wesoło
- Miałam pytać jak tam, ale słyszę, że dobrze
- A dobrze, dobrze. Wiktor przedwczoraj wrócił do domu
- No to super. Cieszę się bardzo. Tak w ogóle to muszę tam kiedyś do was wpaść zobaczyć mojego chrześniaka. Kurde, sporo ludzi będę musiała objeździć gdy będę miała czas - zauważyłam
- A no tak to już jest jak się jest taką uwielbianą przez tłumy - powiedziała ze współczuciem Karola.
- Ja to mam ciężkie życie - westchnęłam teatralnie
- Jak mogłaś stać się tak popularna beze mnie? - zapytała z wyrzutem
- Trzeba było się nie wyprowadzać do Bełchatowa - rzuciłam z wyższością
- A ja mogłam cię ze sobą zaciągnąć. Częściej byśmy się widywały i w ogóle.
- Może kiedyś - rzekłam obojętnie - Chciałam tylko tak zadzwonić i się zapytać jak u ciebie, a teraz muszę już kończyć. Zaraz mamy trening a potem idę kupić chłopakom lody
- Zakład jakiś przegrałaś? - wybuchnęła śmiechem
- Nie, idę tam z własnej nie przymuszonej woli - powiedziałam, a w słuchawce na chwilę zapadła cisza - No, co ja też mogę być miła - fuknęłam - A tak poza tym to nie robię tego za darmo. Zapytam trenera kto zasłużył po treningu. Oni będą tak zasuwać żeby się przypodobać mi i trenerowi, że to będzie miód na me serce - rozmarzyłam się
- Wiedziałam, że nie za nic - powiedziała z wyższością
- Dobra pani wszechwiedząca. Ja muszę już kończyć. Papa - zakończyłam połączenie. Wzięłam sprzęt i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz. Po drodze spotkałam mojego szanownego braciszka z Mariuszem
- Oh, jaki piękny mamy dzisiaj dzień, nieprawdaż? - objął mnie ramieniem
- A bo co?
- A bo to, moja droga, że zanotowałem sobie dzisiejszy dzień w kalendarzu jako twój dzień dobroci dla nas - powiedział gdy wchodziliśmy do windy
- Znaczy się dzień dobroci dla zwierząt dzisiaj mamy? - zapytałam
- Owszem - wyszczerzył się
- A kiedy będzie dzień dobroci dla Elenki? - zrobiłam maślane oczka
- My, dla ciebie zawsze jesteśmy dobrzy - rzucił pewnie Wlazły
- Pffff, jasne
- No, a nie? - unieśli brwi do góry
- Nie chcieliście na przykład zagrać ze mną w karty jak tu jechaliśmy - skrzyżowałam ręce na piersiach
- Tu chodziło o nasz honor nie rozumiesz tego? - zapytał dramatycznie Michał marszcząc trochę brew
- No.... trochę jakby nie - wyszczerzyłam się
- No to trudno. Nie będziemy tracić czasu na wyjaśnianie takich prostych rzeczy takiemu niedomóżdżkowi - prychnął Winiar po czym zrobił przerażone oczy i pognał do autokaru
- Jeszcze się z nim policzę - mruknęłam, a Szampon tylko się zaśmiał
- Oj Winiarscy, Winiarscy ja to was uwielbiam - pokręcił głową z politowaniem śmiejąc się i obejmując mnie ramieniem. Weszliśmy do autokaru i pojechaliśmy do hali. Stanęłam sobie spokojnie na trybunach i czekałam na to co zaprezentuje nasza Banda. Ostro jechali z tym koksem. Widać było, że na prawdę dają z siebie maksa tylko nie wiem co było ich motywacją? To, że mogę im kupić lody czy to, że chcą wygrać oba spotkania z Iranem za 3 punkty. Zastanawiające... W mojej osobistej ocenie na nagrodę zasłużyli : Mario, Igła, Kłosik, Wronka i Piter...... no i Winiar. Jemu i tak bym musiała kupić. W końcu kochany braciszek, nie? Gdy chłopaki poszli do szatni ruszyłam w kierunku trenera
- A nie mówiłam, że będą zasuwać? - rzuciłam z uśmiechem do Oskara
- Nie wiem jak ty to robisz, ale musisz częściej - zaśmiał się na co odpowiedziałam tym samym
- Panie trenerze, mam sprawę - stanęłam przed Antigą
- Mów mi Stephane - uśmiechnął się - O co chodzi?
- A więc obiecałam chłopakom pewną nagrodę, którą dostaną za dobrą pracę na treningu i przyszłam zapytać kto na nią zasłużył.
- Ach tak - uśmiechnął się - No dzisiaj to na prawdę pewni zawodnicy dawali z siebie jeszcze więcej niż zwykle - zaczął, a po chwili już wiedziałam kto zasłużył. Obciąży to trochę moją kieszeń, ale w końcu dzisiaj podobno dzień dobroci dla zwierząt.
Weszłam do autokaru czekając na wszystkich. Po kilku minutach byliśmy już w komplecie i mogliśmy wracać
- I co już wiesz komu kupisz? - zaciekawił się Krzysiek
- Może wiem, może nie wiem - odparłam obojętnie nie odrywając wzroku od widoku za oknem
- Ale powiedz nooooooooo - usiadł na fotelu obok mnie i zaczął mi jęczeć nad uchem - Nooooooo nie bądź takaaaaaaaaaaaa - serio te jego jęki są nie o zniesienia. Kiedyś byłam na to bardziej odporna.
- No dobra. Mogę ci tylko powiedzieć - pochyliłam się nad jego uchem - że ty dostaniesz. Ale jak komuś wypaplasz to normalnie tych wyżelowanych kudłów na łepetynie już nie masz - zagroziłam mu
- Po pierwsze to nie są kudły - wskazał na swoje włosy, a po drugie u mnie masz jak w banku - powiedział wesoło i ucałował mój policzek na co tylko się zaśmiałam. Gdy dotarliśmy do hotelu poszłam zanieść swoje rzeczy do pokoju. Wyjęłam jeszcze z walizki paczkę żelków na drogę i wyszłam z pokoju zamykając go na klucz
- Dzięki - rzucił przechodzący Michał biorąc kilka słodyczy z mojej paczki
- Ty złodzieju jeden, ty...ty... jeszcze pożałujesz! - krzyknęłam do jego pleców.
- Wiem wiem - machnął ręką na odczepne. Jak on mnie czasem denerwuje, jak on mnie denerwuje! Ale i tak bym go nie zamieniła na żadnego innego. Dla niego będzie specjalna nagroda. Zjechałam windą na dół i wyszłam z budynku. Wolnym krokiem zajadając się słodyczami szłam w kierunku najbliższej biedronki. Zanim do niej doszłam wszystkie żelki znajdowały się już w moim żołądku. Weszłam do sklepu biorąc koszyk i skierowałam się do zamrażarki, w której znajdowały się lody. Wygrzebałam 9 Oskarów i jednego loda, który cały język farbował na czarno. Był on bardzo dobry, ale jego minusem było właśnie to, że malował język i zęby. On był dla specjalnej osoby. Zapłaciłam za zakupy i ruszyłam w drogę powrotną. Kilkanaście minut później wbijałam już do pokoju Wronki i Kłosa
- No siema chłopaki - usiadłam na łóżku obok Karola - Macie swoją nagrodę. Zasłużyliście - wyciągnęłam w ich kierunku lody.
- Myślę, że buziaki też nam się należą - rzucił Andrzej i nadstawili swoje policzki, a ja zaśmiałam się i zrobiłam co chcieli. - I jeszcze jedno. Dla Miśka mam specjalną nagrodę więc jak będziecie widzieli, że ma czarne zęby i język to nic mu nie mówcie, ok?
- A czym sobie tak nagrabił? - zapytał Karollo
- Za nazwanie mnie niedomóżdżkiem - odparłam, a oni wybuchnęli śmiechem. - Za to, to powinnam mu w ogóle nic nie kupować - zmarszczyłam brwi i z tym wnioskiem wyszłam z pomieszczenia. Teraz skierowałam się do pokoju Kurka i Nowakowskiego. Miałam szczęście bo zastałam tak także Ignaczaka.
- Łapcie - rzuciłam im nagrody
- Dzięki, dzięki, dzięki Lenka - rzucili mi się na szyję i ucałowali me policzki
- Dobra, dobra, ale jak będziecie widzieli jak Michał ma czarne zęby i język to nic nie widzicie, jasne?
- Jak słońce - zasalutowali. Weszłam teraz do pokoju na przeciwko
- Siema - przywitałam się z Rafałem i Fabianem
- O proszę El. Jaki rzadki gość - uśmiechnął się Drzyzga
- Rzadki, nie rzadki, nie przyszłam z pustymi rękami - wyszczerzyłam się - Prosz - wręczyłam im smakołyk
- A z jakiej to okazji? - zapytał Buszek
- Dziś dzień dobroci dla zwierząt, a poza tym trener udzielił mi informacji, że wam się należy - uśmiechnęłam się szeroko - Aha i Winiar z czarnymi zębami i językiem to dla was nic nadzwyczajnego jasne? - zapytałam stając w drzwiach
- Normalka - machnęli ręką jednocześnie
- Ciesze się - wyszczerzyłam się i podążyłam do mojego ostatniego przystanku. Wlazłam bez pukania, jak to na mnie przystało
- No wreszcie bo już myślałem, że cię jakiś tir rozjechał czy coś  - powiedział Winiarski
- Spokojna twoja rozczochrana braciszku. Łap - rzuciłam im lody, usiadłam na łóżku obok Wlazłego i także rozpakowałam swój zakup pogrążając się w filmie, który oglądali siatkarze. - Nudne to - skrzywiłam się po kilku minutach
- Nie znasz się  - prychnęli od razu.
- To ciekawe kto tu się na filmach zna - pokiwałam głową z politowaniem
- Dziku się zna ale aktualnie go tu jeszcze z nami nie ma - zauważył trafnie Winiar
- A oprócz niego?
- Oprócz niego to jeszcze Kuraś no i my - powiedział jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie atakujący
- Mhm - pokiwałam głową i spojrzałam na brata, którego wargi już były czarne. Chciało mi się okropnie z niego śmiać, ale się powstrzymałam
- Ej, Winiar ... - zaczął Mario, ale nie skończył, ponieważ otrzymał ode mnie w prezencie mocną sójkę w bok. Spojrzał na mnie pytająco, ale ja zrobiłam minę typu "Cicho siedź, nic nie widzisz" Od razu zaczaił i zrezygnował ze swojego wcześniejszego pomysłu wypaplania wszystkiego swojemu przyjacielowi
- Co? - zapytał ociężale Michał
- Yyyyyy.... - Szampon spojrzał na mnie z paniką w oczach
- Na kolacje chodźmy - poderwałam się z miejsca
- Właśnie - poparł mnie od razu atakujący
- Dobra tylko idę jeszcze umyć twarz - powiedział Winiar
- Nie! - krzyknęliśmy równocześnie z Mariuszem, a on popatrzył na nas dziwnie - Czysty jesteś. Możemy iść - otworzyłam drzwi i gestem ręki nakazałam już wychodzić. Winiarski wzruszył ramionami i podążył na korytarz, za nim ja, a na końcu Mario. Wpakowaliśmy się do windy, z której szybko dostaliśmy się do restauracji. Zamówiliśmy swoje kolacje i rozsiedliśmy się przy swoim stoliku. Wszyscy przez całą kolację zachowywali się jakby Michał wyglądał zupełnie normalnie. To, że wszyscy w restauracji kryli wyszczerze na widok Miśka w ogóle mnie nie zdziwiło. Jego wargi i zęby były widoczne więc ludzie chcąc nie chcąc na jego widok troszkę się zaśmiali. Zjedliśmy posiłek i ruszyliśmy z powrotem na nasze piętro
- O o chodziło tym wszystkim ludziom? Co? Mam coś na twarzy? - zapytał Winiar wciskając przycisk w windzie z numerem 5
- Nie mam pojęcia o co im chodziło - wzruszyłam ramionami z trudem ukrywając uśmiech, który cisnął mi się na twarz - No to co, jakiś film oglądamy? - zaproponowałam
- Mecz będzie za godzinę - zauważył Mariusz
- A kto gra? - zaciekawiłam się
- Belgia-USA - oznajmił Ignaczak
- No to mnie to nie interesuje - wzruszyłam ramionami - Ale i tak z wami pooglądam - wyszczerzyłam się
- Tak się z nami związała, że nawet wieczoru bez nas nie wytrzyma - Andrzej szturchnął mnie w ramie
- Oj tam zaraz nie wytrzyma - machnęłam ręką - Po prostu muszę się wam odwdzięczyć, nie? W Spale to wy ciągle przesiadywaliście u mnie teraz czas na zmianę - puściłam im oczko i pierwsza stanęłam pod drzwiami pokoju Wlazłego i Winiarskiego. Rozłożyliśmy się gdzie tylko można i zaczęliśmy jednak wybierać film. Po długiej burzliwej i wybuchowej dyskusji, który oglądamy padło na komedię sensacyjną "Dorwać byłą"  Winiar stwierdził, że początek już widział i poszedł do łazienki się umyć. Popatrzyliśmy na siebie z porozumiewawczymi uśmieszkami.
- Elena! Kurwa mać! - wydarł się jakby nie wiem co się stało i wrócił szybciej niż wyszedł.
- Co się stało braciszku ty mój jedyny kochany? - zapytałam z niewinną miną i głosikiem
- Pobije, zabije, zakopie, odkopie, przywalę patelnią i dam kurwa na pożarcie wilkom!
- Chcesz być damskim bokserem? - uniosłam wysoko brwi i otworzyłam szeroko oczy w geście zdziwienia, a reszta już dusiła się ze śmiechu
- Przejrzałem cię - zbliżał się do mnie
- Szkoda, że najpierw przejrzeli cie już wszyscy w hotelu - wybuchnął jeszcze większym śmiechem Krzysiek. Ja starałam się jak mogłam, ale jednak jakiś mały uśmieszek błąkał mi się na ustach
- Oj no weź - wywróciłam oczami z uśmiechem - Nudno było, a poza tym nazwałeś mnie niedomóżdżkiem - wbiłam mu palec w klatkę piersiową
- Aha, czyli to była twoja zemsta? - uniósł jedną brew
- Jak najbardziej - pokiwałam głową - I chyba udana, nie - poruszyłam brwiami
- Aha, skoro tak to ..... Wybaczam ci - powiedział spokojnie i usiadł na swoim łóżku. Tak mnie zatkało, że chyba po raz pierwszy w swoim życiu zapomniałam języka w gębie. Śmiechy umilkły i wszyscy z szeroko rozdziawionymi oczami i ustami wpatrywaliśmy się w Winiarskiego, a zwłaszcza ja, Igła, Mariusz i Bartek
- Że co robisz? - wydukałam wreszcie
- Wybaczam ci. Przeliterować? - zapytał nie odrywając wzroku od telewizora
- Ale, zaraz zaraz - wstałam z miejsca i usiadłam centralnie przed nim - Nie nakrzyczysz? Nie wygarniesz? Nie wściekniesz się, że zepsułam ci wizerunek czy ciul wie co jeszcze? - gestykulowałam. Nie powiem spodziewałam się czegoś innego.
- Nie - pokręcił spokojnie głową
- Wow. Zadziwiasz mnie braciszku - rzuciłam z podziwem
- No to skoro cię zadziwiam i mnie podziwiasz to nie musimy mówić Dagmarze, że zostawiłem w Iranie koszulkę, którą mi kupiła? - zapytał z nadzieją w oczach, a ja wybuchnęłam śmiechem
- Serio zostawiłeś tam koszulkę stary? - zapytał Mariusz
- No i z czego rżycie? - warknął - Zostawiłem i już. To jak, nie musimy mówić? - złożył ręce jak do modlitwy
- Nie musimy, braciszku nie musimy - poklepałam go po ramieniu.
- Dziękuję ! - wykrzyknął i przytulił mnie tak, że zaraz stracę dostęp do tlenu.
- Dobra, ale już mnie puść - wydusiłam, a on od razu mnie wypuścił z tego mega mocnego uścisku. Oglądnęliśmy do końca film oraz mecz i rozeszliśmy się do siebie. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę i niemal od razu zasnęłam.