Nie robiłam nic produktywnego właściwie aż do samej 16:30 kiedy to mieliśmy stawić się ze swoimi rzeczami w recepcji by wyjechać do Atlas Areny. Na dole przeliczyliśmy się wspólnie i gdy okazało się, że nikogo nie brakuje wyruszyliśmy do łódzkiej hali. Tym razem Michał nie wpierdzielił się w ścianę chociaż chciałabym to zobaczyć jeszcze raz. Nie, no dobrze, zostawmy Michasia w spokoju bo jeszcze by nam się obraził i nie odzywał.I z czego ja bym się śmiała?
Nasz hotel nie był umiejscowiony zbyt daleko od hali więc i podróż nie zajęła nam dużo czasu.
Wkroczyliśmy do budynku i mieliśmy się rozstać przed szatnią chłopaków.
- Skopcie im tyłki - puściłam im oczko.
- Innej opcji chyba nie ma - wyszczerzył się Karol.
- No ja myślę - zaśmiałam się jeszcze i powędrowałam na salę. Rozejrzałam się, ale nie było jeszcze zbyt dużo kibiców. Dostrzegłam niejakiego Jerzego Mielewskiego wraz z Ireneuszem Mazurem, którzy to prowadzili przedmeczowe studio, a raczej przygotowywali się do jego prowadzenia.
Powędrowałam za bandy reklamowe gdzie zaczęłam wyciągać z torby swój sprzęt. Po około pół godzinie na parkiecie pojawili się siatkarze obu drużyn i trybuny Atlas Areny wypełniały się kibicami w większości z jakimś żółtym atrybutem. Obok mnie przypałętał się Michał, który przez tą przeklętą kontuzję łydki wciąż nie może grać. Chyba bym mu nawet współczuła, ale nie zapędzajmy się, w końcu to mój brat. Nadzwyczaj wkurzający brat. Dzisiaj tak strasznie mu się nudziło, że postanowił mnie powkurzać. Zabije go kiedyś. Ukatrupię. Patelnia chyba się nada idealnie. Rozgrzana.
- No rób to zdjęcie ile będziesz się przymierzać? - rzucił kolejną debilną uwagę, a mnie już po prostu coś rzucało.
- Możesz się wreszcie do kurwy nędzy, zatkać? - warknęłam na niego patrząc z ukosa.
- A ty możesz przestać przeklinać? W ogóle to ja nie wiem. Od kiedy ty takich słów używasz? - oburzył się. - Karygodne. KA-RY-GOD-NE. - pokręcił głową cmokając z dezaprobatą nad moim nagannym zachowaniem.
- Od kiedy ty mnie tego nauczyłeś - wystawiłam mu język.
- Pragnę wspomnieć i zauważyć, że jesteśmy w miejscu publicznym. Pełnym ludzi. Więc z łaski swojej nie rób mi tu obciachu bo mnie jeszcze ktoś z tobą skojarzy i wyniknie z tego jakiś skandal, że zadaję się z takimi niewychowanymi ludźmi - odwrócił głowę udając, że w ogóle mnie nie widzi.
- Dziękuję - szepnęłam sama do siebie wznosząc oczy do góry, ponieważ niemożliwe by usłyszał to siatkarz przy takim hałasie.
Brawo! Brawo Winiar! Skończyli się rozgrzewać, a ja mam tylko 15 zdjęć! No ukatrupię tępym nożem po prostu!
Mecz się rozpoczął, a Michał szczęśliwie skupił się na wydarzeniach rozgrywanych na boisku i zostawił mnie w świętym spokoju. Czy wspomniałam kiedyś, że oglądanie z nim meczu jest meczące? No to wspominam teraz. Nawet ja tak nie zrzędzę. A jestem kobietą i lubię sobie pomarudzić, zwłaszcza na wydarzenia na boisku. Jakimkolwiek boisku. Ciągle się czepiał. O wszystko. Myślałam, że to ja taka jestem, ale jakbyście usłyszeli Michała... "No jak można tak przyjąć?!", "No jakbym tam był...", "No i znowu zepsuł zagrywkę debil!", "Nie kiwaj, nie kiwaj!", "Przypierdol mocniej w tą piłkę!". No masakra. Na szczęście nie miał znowu tak dużo okazji żeby marudzić, bo Skra zagrała bardzo dobry mecz pokonując Cucina Lube Treia 3:1.
- Zrzędzisz gorzej niż ja - stwierdziłam .
- Wiesz, - urwał - Uczyłem się od najlepszych siostra - wyszczerzył się i objął mnie ramieniem.
- Sie wie - także ukazałam zęby w wyszczerzu.
Wspólnie pogratulowaliśmy reszcie zespołu i postanowiliśmy iść do autokaru. Kierowca otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Jak zwykle zajęliśmy miejsca gdzieś na tyłach. Teraz jeszcze 4 godziny podróży do Rzeszowa. Jupiiiiii.... Siedzieliśmy sobie rozmawiając nastawieni, że szybko Skrzaty nie pojawią się w autokarze zwłaszcza, że Tomasz Swędrowski zacznie łapać na wywiady. No więc siedzieliśmy sobie gdy zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlasz. Było na nim zdjęcie mamy.
- Ups - syknęłam.
- Kto tam dzwoni? - zapytał Michał patrząc mi przez ramie - Osz w mordę.
- Odbierz - wyciągnęłam telefon w jego kierunku.
- Czego ja?!
- Bo ja dostanę niezły opierdziel - warknęłam.
- No ja też! Ostatnio to chyba rozmawiałem z nią w styczniu - skrzywił się.
- Ja też więc tym bardziej odbierz! - wepchnęłam mu w rękę komórkę i nacisnęłam ikonkę z zieloną słuchawką.
- No czeeść mamuś - zaczął niewinnie Winiarski.
- Daj na głośnik - syknęłam cicho, a Winiar wykonał moja polecenie.
- Michał? - zapytała zdziwiona.
- Swojego syna nie poznajesz?
- Myślałam, że to numer Eleny.
- No jej - potwierdził.
- No to czemu ty odbierasz?
- Bo ona... - zaczął ale dałam mu sójkę w bok - Ona dała mi potrzymać telefon, a teraz jeszcze została na hali z Karolem.
- Aha, dobra powiedz jej żeby potem oddzwoniła. I że wiem, że tutaj jest.
- Kurde! - syknęłam - Skąd ty mnie tak dobrze znasz? - zaśmiałam się.
- W końcu jesteś moją córką co upoważnia cie do odezwania się raz na jakiś czas do starej matki. Ciebie Michał dotyczy to samo.
- Przepraszamy - powiedzieliśmy równocześnie skruszeni.
- No. A teraz opowiadać co tam u was.
- Co u nas? A co u nas może być? - wzruszył ramionami przyjmujący - Wszystko w porządku i po staremu.
- No właśnie. - potwierdziłam - A u was? Zdrowi jesteście? Jak się Asia czuje?
- U nas tak samo. Asia czuje się bardzo dobrze, wszyscy zdrowi tylko dawno was nie widzieliśmy.
- Mamoooo - jęknęliśmy równocześnie przewracając oczami.
- No ja wiem, wiem. Rozumiem, praca, mecze, treningi, ale może w najbliższym czasie byście się gdzieś urwali?
- Mamo nie damy rady. Niestety. - powiedziałam.
- Taka praca - dodał Michał.
- No to chociaż częściej dzwońcie, okej?
- Obiecujemy - powiedzieliśmy
- Lepiej nie obiecujcie, tylko powiedźcie, że się postaracie - zaśmiała się.
- No to się postaramy - wyszczerzyliśmy się.
- Dobrze, ja kończę. Gratuluję wygranej i trzymajcie się.
- No wy też. Pa - zakończyłam połączenie.
- Ufff. Nie było tak źle - odetchnął siatkarz i opadł na siedzenie.
- Też spodziewałam się o wiele więcej pytań - przyznałam po czym schowałam telefon do kieszeni. Wreszcie po pół godzinie w autokarze pojawili się wszyscy siatkarze i mogliśmy ruszać w kierunku stolicy Podkarpacia.
- Jak mogliście mnie zostawić tak na pastwę tych wszystkich dziennikarzy? - oburzył się Karol siadając obok mnie.
- Jak widać sobie poradziłeś więc my ci do czego? - wzruszył ramionami Winiar.
- Zresztą aż tylu ich tam nie było - popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Jakbyście tam byli to moglibyście, nie wiem, zawołać mnie że trzeba się już zbierać czy coś. A tak to musiałem gadać i udzielać odpowiedzi na te wszystkie pytania.
- Wydaje mi się kochanie, że na tym właśnie polega wywiad - wyszczerzyłam się.
- Nic nie rozumiesz - fuknął - Zmęczony ciężkim meczem, muszę jeszcze stać i mamrać. I to do kamery! Dopiero Andrzejek mnie uratował - chlipnął.
- Andrzej, obrońca uciśnionych udzielających wywiadów siatkarzy - parsknął śmiechem Wojtek.
- Tak, to właśnie ja! - wypiął klatę do przodu Wrona.
- Trzeba mu dać jaką koronę czy coś w tym stylu żeby każdy kto go zobaczy wiedział, że to właśnie nasz obrońca uciśnionych - rzuciłam.
- Ty to jednak masz coś w głowie - poparł mój pomysł Mariusz.
- Ach, dziękuję - wyszczerzyłam się.
- Jutro nad tym pomyślimy, bo nie wiem jak wy, ale Obrońca Uciśnionych jest trochę zmęczony - powiedział Wrona i na tym skończyła się nasza rozmowa bo wszyscy uderzyli w kimono.
Obudziło mnie jakieś targanie za ramię.
- Jeszcze chwilę mamo - wymamrotałam i wcisnęłam twarz w bluzę, która służyła mi za poduszkę.
- Nie chwilę i nie mamo tylko wstawaj - usłyszałam głos Kłosa.
- Wy to umiecie zepsuć człowiekowi ochotę na wszystko - mruknęłam.
- Ej, ej, gdyby nie ja to spędziłabyś noc w autokarze.
- Przynajmniej nie miałabym bolącego ramienia - warknęłam.
- Nic nie poradzę, że masz taki głęboki sen - wzruszył ramionami. - I chrapiesz - dodał szczerząc się, chcą mnie ewidentnie wkurzyć. Spojrzałam na niego wzrokiem mogącym zabijać po czym wyminęłam siatkarza i wzięłam swoje rzeczy po czym wkroczyłam za innymi do hotelu gdzie Falasca wręczył mi klucz do pokoju. Od razu powędrowałam do windy, do której wpakowali mi się jeszcze dwaj Argentyńczycy i Marechal. Wszyscy mieli takie miny jak ja czyli zaspane i zmęczone. Nicolas gdyby nie sójka w bok od Facundo zasnął by na stojąco w windzie i poleciał na twarz. Wszyscy marzyliśmy tylko o śnie. Otworzyłam swój pokój i nawet nie fatygując się żeby zmyć makijaż czy się przebrać, zdjęłam tylko buty i sweter po czym rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.
-----
Resovia-LOTOS 2:0
Skra-Jastrzębski 2:0 Poznamy już w tym tygodniu kolejność na podium? Cieszycie się, czy ktoś ma jakieś specjalne życzenie żeby wyniki kompletnie się odwróciły? Bo ja się cieszę :D
Mariusz Wlazły najlepszym sportowcem świata 2014 roku! :D
No a dzisiaj jeszcze Puchar Polski szczypiornistów ^^ Trzymam kciuki za VIVE :D
Dzisiaj zapraszam
Pozdrawiam ;**
