niedziela, 26 kwietnia 2015

~Rozdział 76~

Dni do czwartku czyli rewanżowego meczu Skry z Lube w Łodzi minęły mi szybko. Rano chłopaki mieli rozruch na hali, na który nie musiałam się fatygować więc pospałam sobie ciut dłużej i o 9 zeszłam na śniadanie, które skonsumować musiałam samotnie. Później wróciłam do swojego pokoju i tam walnęłam się na łóżko by włączyć telewizor i lenić się do powrotu chłopaków z hali.
Nie robiłam nic produktywnego właściwie aż do samej 16:30 kiedy to mieliśmy stawić się ze swoimi rzeczami w recepcji by wyjechać do Atlas Areny. Na dole przeliczyliśmy się wspólnie i gdy okazało się, że nikogo nie brakuje wyruszyliśmy do łódzkiej hali. Tym razem Michał nie wpierdzielił się w ścianę chociaż chciałabym to zobaczyć jeszcze raz. Nie, no dobrze, zostawmy Michasia w spokoju bo jeszcze by nam się obraził i nie odzywał.I z czego ja bym się śmiała?
Nasz hotel nie był umiejscowiony zbyt daleko od hali więc i podróż nie zajęła nam dużo czasu.
Wkroczyliśmy do budynku i mieliśmy się rozstać przed szatnią chłopaków.
- Skopcie im tyłki - puściłam im oczko.
- Innej opcji chyba nie ma - wyszczerzył się Karol.
- No ja myślę - zaśmiałam się jeszcze i powędrowałam na salę. Rozejrzałam się, ale nie było jeszcze zbyt dużo kibiców. Dostrzegłam niejakiego Jerzego Mielewskiego wraz z Ireneuszem Mazurem, którzy to prowadzili przedmeczowe studio, a raczej przygotowywali się do jego prowadzenia.
Powędrowałam za bandy reklamowe gdzie zaczęłam wyciągać z torby swój sprzęt. Po około pół godzinie na parkiecie pojawili się siatkarze obu drużyn i trybuny Atlas Areny wypełniały się kibicami w większości z jakimś żółtym atrybutem. Obok mnie przypałętał się Michał, który przez tą przeklętą kontuzję łydki wciąż nie może grać. Chyba bym mu nawet współczuła, ale nie zapędzajmy się, w końcu to mój brat. Nadzwyczaj wkurzający brat. Dzisiaj tak strasznie mu się nudziło, że postanowił mnie powkurzać. Zabije go kiedyś. Ukatrupię. Patelnia chyba się nada idealnie. Rozgrzana.
- No rób to zdjęcie ile będziesz się przymierzać? - rzucił kolejną debilną uwagę, a mnie już po prostu coś rzucało.
- Możesz się wreszcie do kurwy nędzy, zatkać? - warknęłam na niego patrząc z ukosa.
- A ty możesz przestać przeklinać? W ogóle to ja nie wiem. Od kiedy ty takich słów używasz? - oburzył się. - Karygodne. KA-RY-GOD-NE.  - pokręcił głową cmokając z dezaprobatą nad moim nagannym zachowaniem.
- Od kiedy ty mnie tego nauczyłeś - wystawiłam mu język.
- Pragnę wspomnieć i zauważyć, że jesteśmy w miejscu publicznym. Pełnym ludzi. Więc z łaski swojej nie rób mi tu obciachu bo mnie jeszcze ktoś z tobą skojarzy i wyniknie z tego jakiś skandal, że zadaję się z takimi niewychowanymi ludźmi - odwrócił głowę udając, że w ogóle mnie nie widzi.
- Dziękuję - szepnęłam sama do siebie wznosząc oczy do góry, ponieważ niemożliwe by usłyszał to siatkarz przy takim hałasie.
Brawo! Brawo Winiar! Skończyli się rozgrzewać, a ja mam tylko 15 zdjęć! No ukatrupię tępym nożem po prostu!
Mecz się rozpoczął, a Michał szczęśliwie skupił się na wydarzeniach rozgrywanych na boisku i zostawił mnie w świętym spokoju. Czy wspomniałam kiedyś, że oglądanie z nim meczu jest meczące? No to wspominam teraz. Nawet ja tak nie zrzędzę. A jestem kobietą i lubię sobie pomarudzić, zwłaszcza na wydarzenia na boisku. Jakimkolwiek boisku. Ciągle się czepiał. O wszystko. Myślałam, że to ja taka jestem, ale jakbyście usłyszeli Michała... "No jak można tak przyjąć?!", "No jakbym tam był...", "No i znowu zepsuł zagrywkę debil!", "Nie kiwaj, nie kiwaj!", "Przypierdol mocniej w tą piłkę!". No masakra. Na szczęście nie miał znowu tak dużo okazji żeby marudzić, bo Skra zagrała bardzo dobry mecz pokonując Cucina Lube Treia 3:1.
- Zrzędzisz gorzej niż ja - stwierdziłam .
- Wiesz, - urwał - Uczyłem się od najlepszych siostra - wyszczerzył się i objął mnie ramieniem.
- Sie wie - także ukazałam zęby w wyszczerzu.
Wspólnie pogratulowaliśmy reszcie zespołu i postanowiliśmy iść do autokaru. Kierowca otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Jak zwykle zajęliśmy miejsca gdzieś na tyłach. Teraz jeszcze 4 godziny podróży do Rzeszowa. Jupiiiiii.... Siedzieliśmy sobie rozmawiając nastawieni, że szybko Skrzaty nie pojawią się w autokarze zwłaszcza, że Tomasz Swędrowski zacznie łapać na wywiady. No więc siedzieliśmy sobie gdy zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlasz. Było na nim zdjęcie mamy.
- Ups - syknęłam.
- Kto tam dzwoni? - zapytał Michał patrząc mi przez ramie - Osz w mordę.
- Odbierz - wyciągnęłam telefon w jego kierunku.
- Czego ja?!
- Bo ja dostanę niezły opierdziel - warknęłam.
- No ja też! Ostatnio to chyba rozmawiałem z nią w styczniu - skrzywił się.
- Ja też więc tym bardziej odbierz! - wepchnęłam mu w rękę komórkę i nacisnęłam ikonkę z zieloną słuchawką.
- No czeeść mamuś - zaczął niewinnie Winiarski.
- Daj na głośnik - syknęłam cicho, a Winiar wykonał moja polecenie.
- Michał? - zapytała zdziwiona.
- Swojego syna nie poznajesz?
- Myślałam, że to numer Eleny.
- No jej - potwierdził.
- No to czemu ty odbierasz?
- Bo ona... - zaczął ale dałam mu sójkę w bok - Ona dała mi potrzymać telefon, a teraz jeszcze została na hali z Karolem.
- Aha, dobra powiedz jej żeby potem oddzwoniła. I że wiem, że tutaj jest.
- Kurde! - syknęłam - Skąd ty mnie tak dobrze znasz? - zaśmiałam się.
- W końcu jesteś moją córką co upoważnia cie do odezwania się raz na jakiś czas do starej matki. Ciebie Michał dotyczy to samo.
- Przepraszamy - powiedzieliśmy równocześnie skruszeni.
- No. A teraz opowiadać co tam u was.
- Co u nas? A co u nas może być? - wzruszył ramionami przyjmujący - Wszystko w porządku i po staremu.
- No właśnie. - potwierdziłam - A u was? Zdrowi jesteście? Jak się Asia czuje?
- U nas tak samo. Asia czuje się bardzo dobrze, wszyscy zdrowi tylko dawno was nie widzieliśmy.
- Mamoooo - jęknęliśmy równocześnie przewracając oczami.
- No ja wiem, wiem. Rozumiem, praca, mecze, treningi, ale może w najbliższym czasie byście się gdzieś urwali?
- Mamo nie damy rady. Niestety. - powiedziałam.
- Taka praca - dodał Michał.
- No to chociaż częściej dzwońcie, okej?
- Obiecujemy - powiedzieliśmy
- Lepiej nie obiecujcie, tylko powiedźcie, że się postaracie - zaśmiała się.
- No to się postaramy - wyszczerzyliśmy się.
- Dobrze, ja kończę. Gratuluję wygranej i trzymajcie się.
- No wy też. Pa - zakończyłam połączenie.
- Ufff. Nie było tak źle - odetchnął siatkarz i opadł na siedzenie.
- Też spodziewałam się o wiele więcej pytań - przyznałam po czym schowałam telefon do kieszeni. Wreszcie po pół godzinie w autokarze pojawili się wszyscy siatkarze i mogliśmy ruszać w kierunku stolicy Podkarpacia.
- Jak mogliście mnie zostawić tak na pastwę tych wszystkich dziennikarzy? - oburzył się Karol siadając obok mnie.
- Jak widać sobie poradziłeś więc my ci do czego? - wzruszył ramionami Winiar.
- Zresztą aż tylu ich tam nie było - popatrzyłam na niego z politowaniem.

- Jakbyście tam byli to moglibyście, nie wiem, zawołać mnie że trzeba się już zbierać czy coś. A tak to musiałem gadać i udzielać odpowiedzi na te wszystkie pytania.
- Wydaje mi się kochanie, że na tym właśnie polega wywiad - wyszczerzyłam się.
- Nic nie rozumiesz - fuknął - Zmęczony ciężkim meczem, muszę jeszcze stać i mamrać. I to do kamery! Dopiero Andrzejek mnie uratował - chlipnął.
- Andrzej, obrońca uciśnionych udzielających wywiadów siatkarzy - parsknął śmiechem Wojtek.
- Tak, to właśnie ja! - wypiął klatę do przodu Wrona.
- Trzeba mu dać jaką koronę czy coś w tym stylu żeby każdy kto go zobaczy wiedział, że to właśnie nasz obrońca uciśnionych - rzuciłam.
- Ty to jednak masz coś w głowie - poparł mój pomysł Mariusz.
- Ach, dziękuję - wyszczerzyłam się.
- Jutro nad tym pomyślimy, bo nie wiem jak wy, ale Obrońca Uciśnionych jest trochę zmęczony - powiedział Wrona i na tym skończyła się nasza rozmowa bo wszyscy uderzyli w kimono.
Obudziło mnie jakieś targanie za ramię.
- Jeszcze chwilę mamo - wymamrotałam i wcisnęłam twarz w bluzę, która służyła mi za poduszkę.
- Nie chwilę i nie mamo tylko wstawaj - usłyszałam głos Kłosa.
- Wy to umiecie zepsuć człowiekowi ochotę na wszystko - mruknęłam.
- Ej, ej, gdyby nie ja to spędziłabyś noc w autokarze.
- Przynajmniej nie miałabym bolącego ramienia - warknęłam.
- Nic nie poradzę, że masz taki głęboki sen - wzruszył ramionami. - I chrapiesz - dodał szczerząc się, chcą mnie ewidentnie wkurzyć. Spojrzałam na niego wzrokiem mogącym zabijać po czym wyminęłam siatkarza i wzięłam swoje rzeczy po czym wkroczyłam za innymi do hotelu  gdzie Falasca wręczył mi klucz do pokoju. Od razu powędrowałam do windy, do której wpakowali mi się jeszcze dwaj Argentyńczycy i Marechal. Wszyscy mieli takie miny jak ja czyli zaspane i zmęczone. Nicolas gdyby nie sójka w bok od Facundo zasnął by na stojąco w windzie i poleciał na twarz. Wszyscy marzyliśmy tylko o śnie. Otworzyłam swój pokój i nawet nie fatygując się żeby zmyć makijaż czy się przebrać, zdjęłam tylko buty i sweter po czym rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.


-----
Resovia-LOTOS 2:0
Skra-Jastrzębski 2:0 Poznamy już w tym tygodniu kolejność na podium? Cieszycie się, czy ktoś ma jakieś specjalne życzenie żeby wyniki kompletnie się odwróciły? Bo ja się cieszę :D
Mariusz Wlazły najlepszym sportowcem świata 2014 roku! :D

No a dzisiaj jeszcze Puchar Polski szczypiornistów ^^ Trzymam kciuki za VIVE :D

Dzisiaj zapraszam wreszcie na 8 rozdział u Anastazji i Stefana people--help.blogspot.com
Pozdrawiam ;**

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

~Rozdział 75~

Następnego dnia z samiutkiego rana mieliśmy się stawić na lotnisku skąd wylecieliśmy do Włoch na mecz w Lidze Mistrzów z Cucine Lube Teria.
Wyjazd okazał się bardzo udany gdyż Skrzaty pokonały zespół Bartka, który nawiasem mówiąc nie grał przez lekką kontuzję i siedział obok mnie za bandami, 3:0.
Chyba się w tych Włoszech za bardzo lekko ubierałam i mnie coś wzięło jak wracaliśmy i całą drogę smarkałam. Pięknie. W Bełchatowie byliśmy w czwartek nad ranem. Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania zrzuciłam z siebie kurtkę, buty i szybko powędrowałam do swojego pokoju gdzie zdjęłam tylko spodnie i narzuciłam na siebie za dużą koszulkę po czym uderzyłam w kimono.
Wstałam około 14. Strasznie bolała mnie głowa, chyba miałam gorączkę i jeszcze brzuch. Poderwałam się natychmiast do łazienki gdzie zwróciłam wczorajsze włoskie jedzenie. Trochę mi ulżyło lecz nadal fatalnie się czułam. Powędrowałam do kuchni gdzie zastałam już Agnieszkę.
- Wyglądasz jak trzy ćwierci do śmierci - skrzywiła się.
- Tak też się czuję - jęknęłam siadając przy stole. Ból brzucha bardzo utrudniał mi poruszanie się.
- Jakie ci tabletki podać? - zapytała wstając od stołu.
- Coś na głowę i na brzuch - mruknęłam.
- Sie robi - odparła i podeszła do szafki, z której wyjęła dwa pudełeczka, a szklankę napełniła wodą i wszystko postawiła przede mną. Najpierw się skrzywiłam, a potem wzięłam jedną tabletkę i popiłam ją dużą ilością wody. Następnie drugą.
- Idź się połóż - zarządziła - Może jeszcze dać ci coś na zbicie temperatury?
- No to daj.
Po kilku chwilach już leżałam z powrotem w łóżku. Nie dałam rady już zasnąć więc tylko leżałam z zamkniętymi oczami. Po jakiejś godzinie ktoś nacisnął klamkę wchodząc do pokoju. Powoli uniosłam powieki i zobaczyłam Karola.
- Cześć, podobno chora - zaczął całując mnie w policzek.
- Jak widać. - mruknęłam - Zarazisz się - zauważyłam.
- Wątpię. Jestem bardzo odporny - wyszczerzył się wypinając klatę do przodu. Nie mogłam się nie zaśmiać na ten widok.
Kłos posiedział u mnie jakąś godzinę po czym się zmył obiecując załatwić mi zwolnienie u prezesa, a do pokoju weszła Agnieszka.
- Przyniosłam ci bułkę i herbatę. Tego nie powinnaś zwymiotować - uśmiechnęła się stawiając to u mnie na szafce nocnej.
- Dzięki.
- Jak się czujesz? Przynieść ci jeszcze te leki?
- Jeśli możesz - posłałam jej blady uśmiech. Witczak wyszła po chwili wracając z pudełkami z pigułkami. - I tak wiem, że nie zjesz, ale chociaż wypij całą herbatę, okej?
- Mhm - przytaknęłam. - Jakby co to jestem w salonie. - rzuciła wychodząc, a ja położyłam się na plecach bo tak było mi najwygodniej i tylko w tej pozycji nie "kroiło" mnie w brzuchu. Przynajmniej nie tak odczuwalnie jak gdybym leżała na przykład na boku. Za radą blondynki wypiłam herbatę i wzięłam kilka gryzów bułki. Nienawidziłam chorować.

Piątek i sobotę spędziłam w łóżku. W sobotę Winiarscy i państwo Włazy mieli wyjechać do Paryża i chyba udało im się utrzymać to do końca w tajemnicy bo późnym popołudniem gdy czytałam książkę dostałam sms'a od Dagmary.
"Dziękuję, że nam nic nie powiedziałaś ;* Niespodzianka wspaniała. Zastanawiam się tylko odkąd wiedziałaś ?:D"

"Dowiedziałam się wtedy gdy miałam z nimi pogadać. Musicie mi wszystko opowiedzieć bo nie dam Wam spokoju. Ja póki co to cały czas kuruję się w łóżku :( Bawcie się dobrze ;D"

"Jasne, że wszystko opowiemy :) I bawić na pewno będziemy się świetnie. A ty zdrowiej"
Odłożyłam telefon już nie odpisując. Dzisiaj czułam się już o niebo lepiej niż w czwartek lecz brzuch dawał jeszcze trochę o sobie znać gdy chodziłam lecz to jak mawiała doktor Agnieszka : "Przejdzie mi". Jak przejdzie to przejdzie.

W poniedziałek czułam się już wyśmienicie i z wstałam z łóżka w bardzo dobrym humorze. O dziwo obudziłam się bez pomocy budzika co w moim przypadku to w ogóle jakiś kosmos. Powędrowałam do łazienki by wziąć szybki prysznic i ubrać się po czym uczesać i zrobić makijaż. Później zjadłam śniadanie i jak zwykle wyszłam z mieszkania by pojawić się na treningu chłopaków.
Gdy wysiadałam z samochodu dostałam sms'a od Dagmary
                        "Masz dzisiaj czas? Wpadłybyśmy po południu ;)"


                           "Jasne, że mam. Wpadać obowiązkowo :D"


Wkroczyłam do budynku i powędrowałam na parkiet. Siatkarze zjawili się po chwili, Karol pojawił się obok mnie by się przywitać po czym wygoniłam go na rozgrzewkę, a on jak to ma z zwyczaju fochnął się, że każę mu pracować. No cóż. Chce się wozić wypasioną furą to musi trenować. Ten ból.
Po treningu wróciłam do mieszkania i nie mogłam się doczekać aż w moje progi zawitają dwie panie, od którym mam nadzieję wyciągnąć jak najwięcej z podróży do Paryża. Przygotowałam obiad i zjadłam sobie sama, a gdy kończyłam posiłek usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
- Cześć! - krzyknęła Agnieszka z korytarza.
- Hej, hej. Zjesz obiad?
- Tak, jestem głodna jak wilk. Tylko umyję ręce - widziałam tylko jak wbiegła do łazienki, a później słyszałam szum wody. Nałożyłam jej na talerz risotto i położyłam naczynie na stole. Po kilku minutach Witczak siedziała już przy stole i pałaszowała obiad.
- Wiesz co? - zaczęłam.
- Pewnie zaraz się dowiem - stwierdziła inteligentnie.
- Miały dzisiaj wpaść do nas Paulina i Dagmara żeby opowiedzieć o tym jak było w Paryżu...  - gdy wypowiedziałam ostatnie słowo blondynka o mało nie zadławiła się potrawą. Musiałam ją poklepać po plecach po czym upiła trochę kompotu.
- ŻE GDZIE BYŁO?! - wykrzyknęła zdumiona, a z buzi wypadło jej trochę ryżu.
- No w Paryżu - popatrzyłam na nią jak na debilkę - To ty nic nie wiesz? - wytrzeszczyłam oczy, a ona pokręciłam głową przecząco - Jak to mogłam ci nie powiedzieć? - zdziwiłam się - Może wypadło mi z głowy. No ale słuchaj. Na walentynki Michał i Mariusz szykowali dla dziewczyn niespodziankę czyli romantyczny wylot do Paryża. Wiesz, tylko oni żeby spędzić trochę czasu razem. Nadal nie mam pojęcia jak oni ubłagali Falasce żeby im pozwolił. Michał to tam jeszcze z tą łydką i tak nie trenuje to mógł przymknąć na to oko, ale Mariusz? Nie mam pojęcia jak to zrobili.
- 2 butelki czystej i po sprawie - po słowach przyjaciółki wybuchnęłyśmy śmiechem.
- A podobno sportowcy mają ograniczać alkohol - pokiwałam z politowaniem głową śmiejąc się. - No ale planowali to już dość dawno i w ogóle one ich podejrzewały o zdradę i w ogóle takie akcje były ale tu nie będę się rozgadywać. Miały dzisiaj wpaść powiedzieć jak było, ale może pojechałybyśmy do Łodzi, na zakupy i by nam poopowiadały? Połączyłybyśmy przyjemne z...przyjemnym - wyszczerzyłam się.
- Jestem za! - ucieszyła się od razu.
- Okej, no to dzwonię do nich. - rzuciłam i wyjęłam telefon z kieszeni by wykonać dwa telefony. Była 15 więc miałyśmy jeszcze czas. Kobiety zgodziły się od razu więc umówiłyśmy się że za pół godziny po nie wpadniemy.
Jak powiedziałyśmy tak też zrobiłyśmy. 30 minut później już kierowałyśmy się w stronę Łodzi. W trakcie podróży o wszystko je wypytałyśmy. Dosłownie o wszystko. Nic przed nami nie ukryły.
- Było po prostu wspaniale. Mariusz zrobił tyle pięknych zdjęć - zachwyciła się Paulina.
- Koniecznie poproś go żeby przesłał mi je na pocztę. - uśmiechnęłam się.
- Oczywiście.

- Teraz mi tak strasznie głupio. Oni się tak starali, a my myślałyśmy, że mają kogoś na boku - Dagmara pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Jednak czasem warto zaufać facetowi - wyszczerzyła się Agnieszka. W tym momencie zadzwonił mój telefon.
- Aga weź zobacz kto się tam do mnie dobija - poleciłam Witczak, która z tyłu miała moją torebkę. Chwilkę w niej pogrzebała i po chwili znałyśmy odpowiedź.
- Łukasz - powiedziała.
- No to odbierz - popatrzyłam na nią we wstecznym lusterku i zaparkowałam przed łódzką manufakturą.
- No cześć - zaczęła blondynka po czym chwile słuchała próbując wtrącić coś od siebie. Wysiadłyśmy z samochodu - Dobra, czekaj, ogarnij się już ci ją daję. - wręczyła mi telefon, a ja popatrzyłam na nią pytająco gdy kierowałyśmy się do sklepów.
- Idźcie beze mnie, potem was znajdę. - powiedziałam, a one pokiwały głowami, natomiast ja oparłam się o drzwi samochodu. - Łukasz? - zapytałam.
- Lena jestem kompletnym idiotą - powiedział na sam początek.
- Widzę, że zaczynamy z grubej rury - stwierdziłam. - O co chodzi?
- Zerwałem z Emilką - pociągnął nosem.
- CO?! - wykrzyknęłam. - Dlaczego? - dodałam już ciszej bo popatrzyło się na mnie kilka osób.
- Zrobiłem jej awanturę o jednego takiego zupełnie bez powodu. W ogóle do dupy ten dzień. W pracy mi nie szło i potem się na niej wyżyłem urządzając tą mega kłótnie i na końcu idiota rzuciłem tekstem, że chyba powinniśmy się rozstać skoro ją ograniczam, dała mi w pysk i zakazała się do siebie zbliżać. Mam ochotę się nieźle najebać i potrzebuje kogoś do asekuracji. Mogę na ciebie liczyć?
- A gdzie ty w ogóle jesteś?
- W Bełchatowie.
- Aha, okej. Najpierw to się uspokój, potem ją przeproś tak od serca bo chyba nadal ją kochasz. Czy nie?
- Jasne, że tak. Co to kurwa za pytanie? - prychnął.
- No to żadne "mam ochotę się najebać" tylko kup jej jakiś zajebisty bukiet kwiatów i na kolanach przepraszaj bo przecież jesteście wspaniałą parą.
- Myślisz?
- Więcej. Ja mówię - zaśmialiśmy się razem. - No to na co jeszcze czekasz? Zapieprzaj do kwiaciarni, a nie ze mną gadasz.
- Dzięki.
- Nie ma za co. Napisz jak sytuacja. Pa
- No cześć - zakończył połączenie westchnięciem.
Co ja z nimi wszystkimi mam...
Odnalazłam dziewczyny co szczerze powiedziawszy trochę mi zajęło i razem z nimi wpadłam w wir zakupów. Wyczaiłam śliczny sweter (klik) oraz żółte i zielone rurki. Trzeba sobie jakoś tą garderobę na wiosnę rozweselić, prawda? Około 18 powędrowałyśmy jeszcze na gorącą czekoladę i ciastko. W kawiarni też nam się buźki nie zamykały i nawijałyśmy cały czas... aż zadzwonił telefon Dagmary.
- No co tam Michał? - zaczęła. - Ale co ty nie wiesz gdzie... Aha, dobra - wstała pokazując nam, że zaraz wraca i zaczęła coś tłumaczyć Winiarskiemu.
- Mariusz sobie chyba na razie radzi - zaśmiała się Paulina, a my razem z nią.
- Umówmy się, Mariusz, a Winiar to jednak coś innego - zawtórowałam jej.
Do Bełchatowa zaczęłyśmy się zbierać o 19. Ledwo wyszłyśmy z manufaktury znowu rozdzwonił się mój telefon. Na ekranie ujrzałam zdjęcie Karola.
- Zostawić tu facetów samych w Bełchatowie na kilka godzin - westchnęła teatralnie Agnieszka, a dwie pozostałe się zaśmiały natomiast ja odebrałam telefon.
- No gdzie ty jesteś?! - wykrzyknął od razu.
- Jak to gdzie jestem? - zmarszczyłam brwi.
- No gdzie jesteś pytam.
- W Łodzi - odparłam takim tonem jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Jak to w Łodzi?
- No normalnie - zaśmiałam się.
- Sama?
- Nie, z dziewczynami. Co cię tak dziwi?
- Bo nie mogłem się do ciebie dodzwonić, a mieszkanie było zamknięte. Nie mówiłaś rano, że się gdzieś wybierasz. - stwierdził.
- Nie słyszałam jak dzwoniłeś. Rano jeszcze nie wiedziałam, że mnie nie będzie. A stało się coś?
- Nie, nic się nie stało. Po prostu pocałowałem klamkę jak do was przyjechałem.
- No to przepraszam, że bez sensu straciłeś te kilkanaście minut swego życia - przewróciłam oczami.
- Po się do tej Łodzi fatygowałyście? - puścił mimo uszu moją uwagę.
- Przesłuchanie?
- Niezobowiązujące pytanie.
- No to na zakupy.
- Coś ciekawego?
- Bardzo. I nie tylko ciuchy były ciekawe - powiedziałam zawadiacko przygryzając dolną wargę otwierając samochód pilotem, a dziewczyny zaczęły pakować zakupy i siebie do pojazdu, natomiast ja oparłam się o drzwi i kontynuowałam rozmowę.
- Nie zaczynaj mała.
- Mała to jest two.. - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nigdy nie narzekałaś - stwierdził cwaniacko.
- Wiesz, że żartuję, a teraz muszę kończyć bo nie chcesz chyba żebym prowadziła rozmawiając.
- Jesteś w samochodzie?! Natychmiast się rozłączaj!
- Jeszcze nie jestem - zaśmiałam się - Ale słodko, że się o mnie martwisz.
- O ciebie trzeba bo zginiesz w wielkim świecie - także się zaśmiał.
- Komiczne - mruknęłam przewracając oczami.- Kocham, pa.
- No ja też. Pa - zakończył połączenie, a ja schowałam komórkę do kieszeni wrzuciłam torebkę na tylne siedzenie i wsiadałam do przodu.
- Ale nawijacie - przewróciła oczami Agnieszka.
- Powiedzieć ci ile ty gadasz z Andrzejem? - zapytałam odpalając silnik.
- Przecież nic nie mówię - mruknęła i utkwiła wzrok za szybą, a my się zaśmiałyśmy.
W Bełchatowie byłyśmy niecałą godzinę później. Odstawiłam pod domu Dagmarę i Paulinę, a potem ruszyłam do naszego mieszkania. Weszłyśmy do środka, zdjęłyśmy kurtki i buty po czym Aga powędrowała do kuchni by zrobić herbaty, a ja musiałam zająć się zdjęciami z treningu. Przyniosłam sobie laptopa i aparat do salonu na fotel po czym zgrałam zdjęcia i zaczęłam je obrabiać popijając herbatą przygotowaną przez Witczak. Gdy skończyłam skakałyśmy najpierw po kanałach w nadziei znalezienie czegoś sensownego i w końcu zaczęłyśmy oglądać jakiś nudny film lecz tak przynudzał, że ja skapitulowałam o 21:30. Odniosłam laptopa i powędrowałam do łazienki by wziąć prysznic i przygotować się do snu.
 "Sytuacja opanowana. Dzięki" - odczytałam wiadomość od Łukasza, którą dostałam gdy akurat wchodziłam do pokoju.
   "Świetnie ;)"
Odpisałam po czym położyłam się na łóżku i niedługo po tym zasnęłam.


-----
Ja to jednak mam pecha. Przepraszam za taką wielką obsuwę, ale cały tamten tydzień miałam mnóstwo nauki, a jak wczoraj chciałam dodać to mnie gorączka wzięła i też nie dałam rady... Masakra.
Rozdział taki sobie. Zwłaszcza początek ;/ Następny powinien pojawić się w środę :)
---
LOTOS zdobywcą Pucharu Polski w tym sezonie. Kto się cieszy? Ja się nie wypowiadam.
Pozdrawiam ;*

środa, 8 kwietnia 2015

~Rozdział 74~

Następnego dnia tak jak planowałyśmy o 11 wyjechaliśmy z Bełchatowa. W moim aucie zgarnęłam Dagmarę i Oliwiera, a Paulina miała wziąć ze sobą Arka, Karolinę i Ksawerego.
Droga zleciała nam dość szybko, a na miejscu byliśmy o 13:45. Wysiadłyśmy z samochodów i ruszyłyśmy do hali przylotów. Chłopaki nie mieli zielonego pojęcia, że się tu pojawimy bo prosiłam Izę, żeby nic im nie mówiła.
Rozglądałam się bo mówiła, że także będzie wraz z Markiem i w końcu ich wyczaiłam. Ona nas też zauważyła więc podeszła do nas razem z synkiem, który od razu zaczął nadawać do młodych. My także zaczęłyśmy rozmawiać z niecierpliwością czekając na przylot samolotu. Nie mogłam się doczekać aż zobaczę ich miny. To będzie coś. Jakoś  o 14:15 samolot wylądował, a kilkanaście minut później zauważyłam zmierzających w naszym kierunku Jureckich. Michał stanął jak wryty jak nas wszystkich zobaczył, a Kamil Syprzak, który tego nie zauważył, a szedł za nim wpadł na niego z całym impetem.
- Stary, weź nie toruj drogi co? - mruknął i poszedł w swoją drogę cały czas mając wzrok wlepiony w komórkę.
- No co tak stoisz? Nie podejdziesz i nie przywitasz się z żoną? - zapytała Iza śmiejąc się.
- Tata! - wykrzyknął mały i pobiegł do ojca by wskoczyć mu w ramiona.
- Cześć młody - uśmiechnął się - Byłeś grzeczny jak mnie nie było? - podrzucił go lekko do góry poprawiając go sobie na rękach.
- Zawsze najpierw pytasz czy byłem grzeczny - fuknął Marek.
- Bo niezły z ciebie łobuziak - poczochrał mu włosy po czym odstawił na ziemie i pocałunkiem przywitał się z żoną, a następnie przytuleniem z nami.
- No pokaż już tą zdobycz - wyszczerzyła się Karolina na co on dumny zdjął medal z szyi i podał go blondynce, a my zebraliśmy się wokół niej w ciasnym wianuszku.
- Medal dostały i już ich nie obchodzę - chlipnął.
- A ty co myślałeś? - prychnęłam.
- Jak zwykle milutka i szczera Lenka -uśmiechnął się słodziutko.
- Sie wie - wyszczerzyłam się unosząc kciuk w górę - Ale wiesz co? - przekrzywiłam głowę w prawo - Jako się go da pod świtało to wygląda całkiem jak złoty - stwierdziłam uśmiechając się, a reszta mnie poparła.
- Dla mnie i tak smakuje jak złoto - stwierdził Michał obejmując żonę w pasie.
- O proszę. Kogo my tu mamy - zaczął Bartek. - Bratowa we własnej osobie. Kuzynka marnotrawna, mała blond szuja i piękne panie - zaśmiał się.
- Za tą marnotrawną to cię zabiję. - pogroziłam mu palcem
- Za blond szuję też możesz pożegnać się z życiem - Olszewska zmrużyła oczy.
- Za to my za "piękne panie" podziękujemy - zaśmiała się Paulina.
- O to to - zawtórowała jej Dagmara.
Postanowiliśmy przejść się na jakąś kawę i ciastko. Bartek niestety nie mógł nam potowarzyszyć bo wiadomo, klub i rodzina wzywają.
Niedaleko lotniska była kawiarnia do, której się udaliśmy. Zamówiliśmy po kawie i każdy wybrał sobie smakołyk, na który miał ochotę. W moim przypadku była to kremówka. Wielbię kremówki...
W lokalu spędziliśmy ponad godzinę, ale podróż dała się we znaki naszemu medaliście więc postanowiliśmy się pożegnać i ruszyć w stronę Bełchatowa, a Jureccy Kielc.

W swoim mieszkaniu byłam o 18 i szczerze to chciałam tylko walnąć się na kanapę i nic nie robić już do końca dnia i w sumie to to zrobiłam. Agnieszki nie było więc była totalna cisza i mogłam być kompletnie nie produktywna przez resztę dnia. Po 21 pofatygowałam się wziąć prysznic i poszłam spać.


W zasadzie tydzień zleciał i jak z bicza trzasnął i nim się obejrzałam już był 9 luty.
Wstałam rano jak zwykle o 7:30 i dzień zapowiadał się dokładnie tak jak każdy inny zwykły dzień. Ogarnęłam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z mieszkania na trening. Droga zajęła mi 20 minut i weszłam do hali. Trening jak trening. Rozgrzali się, atakowali, wystawiali, serwowali i przyjmowali, a ja to fotografowałam.
Gdy chłopaki poszli do szatni przebrać się pomogłam trenerowi pozbierać piłki bo mądrzy rozwalili je po całej sali, żeby Lenka miała co robić jak oni się będą przebierać. Jasne! Oczywiście! Najlepiej tak!
Kiedy ostatnia piłka wylądowała w koszu pożegnałam się ze sztabem szkoleniowym i wtedy zadzwonił mój telefon. Zobaczyłam na ekranie zdjęcie Dagmary. Odebrałam więc, po czym usłyszałam tylko płacz.
- Daga? Co się stało? - zapytałam zarzucając na ramię torbę ze sprzętem, wtedy zauważyłam, że na tej samej linii rozmawiam również z Pauliną.
- Lena, Daga znalazła w spodniach Michała chusteczkę pachnącą damskimi perfumami, na której był ślad szminki, a w spodniach Mariusza znalazłam damskie lusterko - wyszlochała Wlazły.
- No, zabije - wysyczałam przez zęby. Długo starałam się je odciągać od tej tezy, że mężowie mogliby je zdradzać. Byłam pewna, że to tylko jakieś zbiegi okoliczności no ale to?
- Podrzuciłyśmy te rzeczy do ciebie pod wycieraczkę. Możesz z nimi pogadać? Nie chcę robić awantury przed chłopcami - jęknęła kobieta.
- Ani ja przy Arku. U ciebie na neutralnym terenie, może się chociaż po męsku przyznają - pociągnęła nosem żona atakującego.
- Wszystko sobie z nimi wyjaśnię, a mój braciszek tak oberwie, że się nie pozbiera - zapewniłam zdenerwowana. - Po treningu będą u mnie i pogadam z nimi. Potrząsnę tak, że wszystko wyśpiewają.
- Dzięki Lena, jesteś kochana - rzekła Paulina.
- No to kończę. Trzymajcie się. - zakończyłam połączenie. Przez rozmowę z dziewczynami starałam się trzymać emocje na wodzy, ale gdy się rozłączyłam to myślałam, że rozszarpie. Po prostu rozszarpie na strzępy. I jednego i drugiego. Szybkim krokiem skierowałam się więc do szatni.
Z rozmachem otworzyłam drzwi.
- Ej, no ja się tu przebieram - pisnął Wojtek, ale nie zwróciłam na to najmniejszej uwagi, od razu skierowałam wściekły wzrok na dwóch siatkarzy.
- Ty! I ty! - wskazałam palcami na przyjmującego i atakującego - Za pół godziny u mnie! - warknęłam, a wszyscy patrzyli na mnie pytająco.
- El, co się stało? - zapytał zdziwiony Karol.
- Nawet mnie nie denerwuj - rzuciłam szybko.
- Też chcielibyśmy wiedzieć - zaczął Mariusz.
- Wszystkiego się dowiecie. Za pół godziny! - podkreśliłam i wyszłam z szatni ale błyskawicznie jeszcze się tam pojawiłam - Ale jak to będzie prawda to nie wiem co wam zrobię! Chyba normalnie wykastruje tępym nożem! - trzasnęłam na odchodne drzwiami i cała nabuzowana wyszłam z budynku. Gdy wsiadłam do samochodu odczekałam chwilę i policzyłam do 10 po czym odpaliłam silnik bo w takim stanie to bym chyba nie jeden wypadek spowodowała. Szybko znalazłam się pod swoim blokiem, znalazłam się na swoim piętrze, podniosłam wycieraczkę i wyjęłam spod niej rzeczy, o których mówiły dziewczyny. Od razu mi to podniosło ciśnienie. Weszłam do mieszkania, które było puste. Tym lepiej. Rzuciłam torebkę na komodę, sprzęt zaniosłam do swojego pokoju, a kurtkę i buty zostawiłam w korytarzu. Weszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę oczekując na przybycie siatkarzy. Wtedy rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Karol, a któż by inny mógł być?
- Coś ty taki wjazd na chłopaków zrobiła? - zapytał bez ogródek.
- Bo to jest bardzo poważna sprawa. - odparłam.
- Ale żeby aż tak? Ty wiesz jacy oni wstrząśnięci do ciebie pojechali bo nie wiedzą o co chodzi?
- No i bardzo dobrze - wzruszyłam ramionami. - Niech się teraz oni pomartwią.
- A o co właściwie chodzi?
- Nie mogę o tym gadać.
- Dlaczego?
- Bo to jest poważna ale i bardzo delikatna sprawa.
- W związku nie powinno być tajemnic - serio? To żeś dopiero dojebał. Już raz przecież mieliśmy o tym kłótnię. Wystarczy. Westchnęłam.
- Karol, posłuchaj, jeżeli masz mi tu teraz prawić kazania, że powinniśmy sobie o wszystkim mówić to sobie daruj - mruknęłam.
- No bo znowu się zaczyna! - warknął.
- Ale to są prywatne sprawy Winiarskich i Wlazłych.
- To skoro prywatne to po jaką cholerę się wtrącasz? - prychnął.
- Bo wyobraź sobie, że mnie o to poprosiły!
- No to... - zaczął lecz mu przerwałam, ponieważ usłyszałam dzwonek do drzwi
- Dobra, pogadamy potem. Kocham, pa - rzuciłam rozłączając się i od razu wyłączając wodę, która zawrzała i poszłam otworzyć drzwi.

- Wchodźcie - rzuciłam. W ciszy weszli do środka i zdjęli kurtki po czym pokierowali się w stronę kuchni. Usiedli a ja stanęłam przed stołem i oparłam na blacie dłonie.
- Możecie mi powiedzieć co wy za maniane odpierdalacie? - zmrużyłam oczy. Oni spojrzeli po sobie zdziwieni po czym na mnie.
- O czym ty mówisz? - zapytał Mariusz.
- O czym ja mówię? - parsknęłam - To wy mi powiedźcie co to ma wszystko znaczyć?! - rzuciłam na stół chusteczkę i lusterko, a oni popatrzyli na mnie jak na debila - Mam wam wyjaśniać co to jest? Powinniście doskonale wiedzieć - zironizowałam.
- Co to ma być? Chusteczka? - zdziwił się Wlazły unosząc tkaninę a Michał przyłożył palce do skroni.
- Pachnie damskimi perfumami. Daga znalazła w spodniach Michała. Lusterko natomiast Paulina w twoich rzeczach. Powiecie mi co to ma być? - wycedziłam przez zęby zaciskając ręce w pieści.
- Elka, to nie tak... - zaczął Winiar patrząc na mnie ze smutkiem w oczach.
- Macie świadomość jak to wygląda?!
- Ale Elena... - spróbował Mario.
- Ale nie - uniosłam rękę - Pytam czy wy macie świadomość jak to wygląda? Wy wiecie w ogóle jak one się poczuły gdy to znalazły? Oszukane, odsunięte, rozczarowane, zawiedzione i tak potwornie, cholernie ZDRADZONE. - podkreśliłam ostatnie słowo - Słucham waszych wyjaśnień bo jak mi tego jakoś racjonalnie nie wyjaśnicie to się potem nie pozbieracie - usiadłam i zaplotłam ręce nie klatce piersiowej.
- Len, bo ja wiem jak to wygląda, ale to ... - zaczął Szampon.
- To na prawdę nie tak jak myślicie - dokończył Winiar.
- A wiesz, że jestem bardzo ciekawa jak - zironizowałam - Gadać, bez owijania w bawełnę - popukałam paznokciem w blat stołu.
- My na prawdę nie zdradzamy - zapewnili na początek.
- Udowodnij i wytłumacz mi do jasnej cholery Mariusz co to jest! - walnęłam otwartą dłonią w stół.
- Zamknij na chwilę buzię i posłuchaj - polecił mi warcząc brat. Wykonałam jego polecenie. Najbardziej zależało mi właśnie na wyjaśnieniach. - Chodzi o to, że my na prawdę nie zdradzamy swoich żon.
- To już słyszałam - nie mogłam się powstrzymać od wtrącenia kąśliwej uwagi.
- Uwierz nam Elena - spojrzał na mnie. - Chcieliśmy tylko zrobić im prezent niespodziankę na walentynki i wyjechać do Paryża - na te słowa moje oczy przybrały rozmiar pięciozłotówek, a usta otworzyły się szeroko.

- Że co? - wydukałam po chwili, ale od razu się opanowałam - Nie za wcześnie się zabraliście za te walentynki? One mi się chyba od ponad miesiąca skarżą - spojrzałam na nich podejrzliwie.
- No tak - pokiwał głową - Planowaliśmy od dawna żeby potem nie było na złamanie karku. - wzruszył ramionami Wlazły.
- No a to? - wskazałam wzrokiem na lusterko i chusteczkę.
- Moja kuzynka pracuje w biurze podróży i spotykaliśmy się z nią kilka razy, lusterko raz zostawiła więc wziąłem je ze sobą. Miałem oddać przy najbliższej okazji, a to chusteczka to zupełnie nic nie znaczy - wyjaśnił atakujący
- Nic nie znaczy, a szminka na niej jest. - ciągnęłam mrużąc oczy.
- Oj no bo wytarła nią usta i położyła na chwile na stole to potem przez przypadek wziąłem z portfelem i schowałem do kieszeni - wywrócił oczami Winiarski.
- Tak całkiem przez przypadek? - ciągnęłam.
- Tak, przez przypadek. Nie wczułaś się za bardzo? - spiorunował mnie wzrokiem.
- Więc wszystko jest w porządku? - zapytałam uśmiechajac się nikle nie odpowiadając bratu.

- W jak najlepszym - potwierdzili skinieniami głowy i uśmiechami. Odetchnęłam  z ulgą i opadłam na krzesło bezwładnie.
- Nawet nie wiecie jak mi ulżyło - wypuściłam powietrze z płuc - Już się bałam, że to nie wiadomo co - urwałam na chwilę patrząc na ścianę - Ale, Paryż. - uśmiechnęłam się - Nie wiedziałam, że mój braciszek jest taki romantyczny - wyszczerzyłam się.
- To był mój pomysł. On się przyczepił - fuknął Mario.
- Wiedziałam - zaśmiałam się.
- Oj no co? - burknął.
- Nic Michaś, nic. Ale lepiej już jedźcie.
- Ale nie możesz im powiedzieć o co chodziło. - zastrzegł atakujący.
- Nie martw się, wymyślę jakąś bajeczkę - puściłam mu oczko. - Tylko nie dawajcie im już więcej powodów do podejrzeń jasne? - spojrzałam na nich prosząco.
- Oczywiście - uśmiechnęli się i wyszli, a ja kierując się do salonu gdzie usiadłam na kanapie od razu wysłałam sms'y do dziewczyn, że wszystko jest w porządku i mają się nie martwić bo wszystko wyjaśnione. W ogóle to tak strasznie się cieszę, że jest jak jest bo nie wytrzymałabym gdyby dwie tak cudowne rodziny miały się rozpaść przez coś takiego. Na szczęście jednak wszystko jest w porządku.
Wtedy drzwi do mieszkania się otworzyły. Byłam pewna, że to Aga więc nawet nie wstawałam z kanapy. Przybyszem okazał się być jednak Karol.
- No to teraz możesz mi wszystko powiedzieć - powiedział siadając obok mnie. Opowiedziałam mu więc o wszystkim - wedle życzenia. - Ty serio o tym nie wiedziałaś? - wytrzeszczył oczy.
- A miałam? - uniosłam brew.
- No tak, nie było cię na tym treningu - olśniło go i przywalił sobie facepalma - Chłopaki już z miesiąc temu chwalili się, że zabierają żony do Paryża. - powiedział na co ja popatrzyłam na niego wielkimi oczami. - Jak trzeba to cie nie ma - zaśmiał się na co przewróciłam ślepiami. - A w ogóle to jakie śledztwo od razu odwaliłyście - parsknął śmiechem.
- To wcale nie jest śmieszne, głupku - mruknęłam - I wcale nie od razu. - zastrzegłam.
- No ale nie można było poczekać jakiś czas tylko zbierać jakieś dowody?
- Czyli twoim zdaniem źle, że do mnie przyszły wyżaliły się o co chodzi, a potem jak znalazły te rzeczy chciały to wyjaśnić?
- Tego nie powiedziałem.
- Ale na pewno chciałeś. -zmrużyłam oczy - Bo niby kobiety są przewrażliwione i wiecznie zazdrosne całkiem niepotrzebnie? - prychnęłam
- Chcesz się kłócić o jakąś durnotę? - wywrócił oczami.
- Jak dla ciebie zdrada to durnota to gratulacje - prychnęłam i odwróciłam wzrok.
- Nie o to mi chodziło.
- Jasne, zawsze chodzi o coś innego! - wstałam z kanapy i podeszłam do parapetu, o który się oparłam i splotłam ręce na klatce piersiowej.
- No bo nie o to. Zresztą oni ich nie zdradzali. - dodał.

- Ale wszystko na to wskazywało! Miały tak po prostu siedzieć i nic nie robić. "O tam znalazłam chusteczkę ze śladem szminki to pewnie nic takiego" - warknęłam.
- A nie lepiej pogadać?
- Jasne, bo się przyzna - prychnęłam.
- Serio chcesz się kłócić? - wywrócił ślepiami.
- A powiedz mi tak szczerze. Ty byś po prostu siedział i nie zwracał uwagi gdyby ci się wydawało, że teoretycznie bym cię zdradzała? - wbiłam w niego wzrok.
- Jasne, że nie. Przecież już raz się o to pokłóciliśmy - przypomniał.
- Nie przypominaj. - poprosiłam - Ale widzisz. Więc mi tu nie wyskakuj, że robiłyśmy z igły widły i jesteśmy przewrażliwione - mruknęłam odwracając wzrok w drugą stronę.
- Już się wygadałaś? - zapytał.
- Jeszcze bym coś powiedziała ale nie mam co - warknęłam, a on wstał i tylko mnie przytulił. - Przepraszam. Chciałam po protu wyżyć tą złość na tą całą sytuację - powiedziałam.
- Nic się nie stało - pocałował mnie we włosy. On był zupełnie inny niż jakikolwiek facet,  z którym byłam. Zawsze gdy zaczynała się jakakolwiek kłótnia, o najmniejszą bzdurę wyciągaliśmy najcięższe argumenty i obelgi, nawet gdy kłóciliśmy się o pierdołę, a Karol był inny pod tym względem. On gdy widział, że nie ma się o co kłócić po prostu starał się  nie robić jakiejś wielkiej awantury tylko dawał mi się wykrzyczeć i po sprawie.
- Kocham cię - pocałowałam go, a on pogłębił pocałunek. Gdy zabierał się za rozpinanie mojego swetra drzwi do pokoju się otworzyły i stanęli w nich Andrzej z Agnieszką.
- Czyżbyśmy przeszkodzili? - wyszczerzył się głupio Wrona i poruszył znacząco brwiami.
- Jasne, że nie Wroniasty - posłałam mu słodziutki uśmiech - Siadajcie. - rzuciłam, a oni popatrzyli na siebie porozumiewawczo.


-----
No. I wszystko wyjaśnione :) Nie ma zdrady są Walentynki w Paryżu ^^ Tak szczerze to ten fragment od treningu miałam napisany od bardzo dawna, a pomysł na tą sytuację dawno wpadł mi go głowy i tylko czekałam na odpowiedni moment ;)
Póki co nie spodziewajcie się jakichś wielkich rewelacji. Zaskoczę (mam nadzieję) dopiero w 79 rozdziale ^^
Zapraszam tutaj ---> people--help.blogspot gdzie dzisiaj pojawi się nowy rozdział ;)
Pozdrawiam ;**


niedziela, 5 kwietnia 2015

~Rozdział 73~

W sobotę Bełchatowianie rozegrali mecz z Transferem, który przed własną publicznością wygrali 3:0.
W niedzielę po obiedzie zasiadłam przed telewizorem wraz z Karolem, Karoliną, Wiktorem, Ksawerym, Mariuszem, Pauliną, Arkiem, Michałem, Dagmarą, Oliwierem i Antkiem aby wspólnie oglądać mecz biało-czerwonych o brązowy medal Mistrzostw Świata. Nie mam pojęcia jak się tu wszyscy zmieściliśmy ale jednak pojemny mamy ten salon. Agnieszki i Andrzeja nie było, ponieważ Witczak pojechała w piątek do Wałbrzycha, a wspaniałomyślny Wrona postanowił ją dzisiaj tam odwiedzić, przenocować pewnie też, ale zostawmy ich i skupmy się na istotnych kwestiach.
Mecz zaczynamy do posiadania piłki, ale nie rzucamy, bo Hiszpanie ją przejmują. Na szczęście pierwsi trafiamy do bramki rywali, a konkretnie Michał Daszek z prawego skrzydła. Hiszpanie wychodzą ze swoją akcją, ale Sławek wspaniale w obronie! Bardzo dobrze wchodzimy w ten mecz. Wiadomo, że będzie on ciężki, ponieważ aktualni jeszcze mistrzowie świata nie odpuszczą i będą walczyć do samiutkiego końca. Ale czy nasi nie będą? Oni do końca i jeszcze dłużej.
Druga bramka meczu pada również dla nas. Tym razem Adam Wiśniewski. Rywale chcą zdobyć gola, ale na nic im jakieś tam chcenia, ponieważ w naszej bramce melduje się Szmal i ma na swoim koncie 3 udaną interwencję na 3 rzuty Hiszpanów. Wynik prezentuje się 3:0 dla Polaków więc trener rywali nie czeka dłużej i bierze czas dla swojej drużyny. Dopiero w 8 minucie po przechwycie Hiszpanie zdobywają pierwszego gola, ale my odpowiadamy także bramką i wynik to 4:1. Później pierwsza bramka z drugiej linii przeciwników. 5:2.
Sławek Szmal w sytuacji jeden na jeden on odbija piłkę, którą przejmujemy i Karol Bielecki huknął jak z armaty czym zdobywa bramkę, 6:2.
Hiszpanie gonili, gonili i dogonili. W 23 minucie był remis 11:11. Wynik na koniec pierwszej połowy to 13:13 po czym przerwa. Możemy sobie chwilkę odpocząć od krzyczenia, przeklinania czy zaciskania kciuków. Oczywiście jeżeli przekleństwa to tylko pod nosem. Pamiętajmy, że mamy w pomieszczeniu czwórkę dzieci.
Pierwsza bramka po przerwie pada dla przeciwników, natomiast dla nas po kontrze. Zdobywa ją swoim firmowym rzutem Michał Daszek. Później przechwyt, piękna kontra i Dzidziuś rzuca świetnego gola z kozłem. Szał radości w salonie. Wszyscy na raz krzyknęli i unieśli ręce do góry w geście zwycięstwa jak zresztą za każdym razem. 15:14. W 10 minucie drugiej połowy wynik prezentował się 17:17 głównie dzięki Sławkowi Szmalowi bo wiadomo, że goli dla rywali zawsze mogło być więcej. Gra on dzisiaj wspaniały mecz po prostu. Co tu dużo gadać. Tak samo Michał Szyba, który rozgrywa najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Padło nawet takie stwierdzenie od komentatorów, że może Szyba nie był za dużo na boisku żeby Hiszpanie go nie rozpracowali. Cwany plan, panie Biegler. Cwany plan.
W przewadze, po wykluczeniu Kamila Syprzaka rywale rzucają nam dwa gole na 17:19. My też trafiamy na bramkę kontaktową. I znowu horror w końcówce. 22:23 i karny dla Hiszpanów. Mocno zaciskałam kciuki ale na nic się to zdało, ponieważ rzut był tak szybki mocny, że Szmal w bramce nawet nie drgnął. Po chwili trafiamy i 23:24. Potrzebujemy tylko jednej bramki i doprowadzimy do dogrywki, w której można powalczyć. Ach jakby było pięknie przechwycić i rzucić. Moje prośby wysłuchane! Jurecki do Michała Szyby! Tak! Michał Szyba! Daje nam szanse na wygranie tego meczu w dogrywce. 24:24. Wybuch radości w salonie. Rzuciłam się przytulić Karola, który cieszył się tak samo jak wszyscy tutaj zgromadzeni i śmiejąc się tylko mnie przytulił a potem cmoknął w usta. No coś niesamowitego co oni robią w tych końcówkach. Jakie my horrory przeżywamy tutaj. Ale są wspaniali. Wspaniali i cudowni. Wciąż mamy szanse na brązowy medal.
Dogrywkę rozpoczynamy od posiadania piłki, ale za długo nią gramy i sędzia pokazuje grę pasywną. Mariusz Jurkiewicz nie trafia. Po chwili również gra pasywna dla Hiszpanów. Przechwytujemy piłkę i Daszek niczym najlepszy sprinter, jak to ujął jeden a komentatorów, biegnie i rzuca do tej hiszpańskiej bramki zdobywając gola. Jednak zaraz rywale również trafiają 25:25. Gramy bramka, za bramkę. Ale w końcu jest przecież o co walczyć. I Kamil Syprzak z koła! 26:25. Ale co z tego skoro rzut karny dla przeciwników i remis. 13 sekund do końca pierwszej połowy dogrywki, mamy piłkę, ale nie trafiamy.
Koniec pierwszej połowy, zmiana stron i gramy. Teraz liczy się już dosłownie każdziusieńka sekundka. Rzucamy! Tak! Kuzynek mój kochany trafia! Chyba bym go zabiła gdyby było inaczej. Prowadzimy 27:26, ale nie na długo ponieważ zaraz Hiszpanie wyrównują. 2 minuty do końca i mamy piłkę. Syprzak. 28:27. Minuta, 30 sekund do końca. Ale dalej remis. Teraz rzucić bramkę i wygrać! Znowu Kamil Syprzak i jeszcze tylko 20 sekund do końca. Podczas gdy Hiszpanie rozgrywają akcję cały czas krzyczę do telewizora, jakby mając nadzieję, że mnie usłyszą żeby ich wypychali nie pozwalali się zbliżać. Niby koniec czasu ale rzut wolny dla rywali, ale straszne jakieś zamieszanie. Zegar cofnięty o sekundę, potem o dwie. Nie ma szans żeby wyrównali. Nie ma bata. Komentatorzy zaklinają zawodnika wykonującego rzut, w sumie ja w myślach też, a całym pokojem skandujemy : Pol-ska! Pol-ska!
Nie ma bramki! Mamy brązowe medale! Rzuciłam się cała roześmiana i szczęśliwa na Kłosa, którego a mały włos nie strąciłam z kanapy, a co za tym idzie, sama również bym spadła.
Polacy cieszą się, krzyczą, skaczą, przytulają, śmieją. Hiszpanie natomiast płaczą. Są rozgoryczeni i smutni ale my cieszmy się, że mamy ten krążek. Zawodnikiem meczu zostaje Michał Szyba a komentatorzy dwójki krzyczą, skandują, wariują po prostu jednym słowem. Polacy cieszą, się krzyczą, tańczą. Odtańcują swój taniec radości rzucają się na podłogę jak to zawsze robią. Panowie z dwójki byli tak mili i pomocni, że podali godzinę, o której Polacy pojawią się na Okęciu w Warszawie. Od razu chcę tam do nich jechać.
- Oli, jedziesz ze mną? - szturchnęłam chłopca.
- Jasne! - wykrzyknął uradowany.
- A my? - zapytała reszta chórem, a ja popatrzyłam na nich spod uniesionych brwi.
- O ile wiem to wy macie trening - wbiłam palec w klatkę piersiową środkowego.
- Falasca nas zwolni - wyszczerzył się Michał.
- O, jeszcze czego!Nie ma takiej opcji, panowie - pokręciłam głową - Wy macie trenować jak chcecie mieć na koniec ligi złote medale na szyjach - oni tylko jęknęli przeciągle - Nie jęczeć mi tu, nie jęczeć. Za to my się możemy zabrać - spojrzałam na panie - tylko na dwa auta. One od razu podchwyciły ten pomysł i ustalając szczegóły oglądaliśmy wywiady z Polakami. Mariusz Jurkiewicz tłumi emocje, ale Sławek wykrzykuje to co jeszcze chyba nie do końca może do nich dotrzeć "Mamy medal!" No macie, macie panowie, macie. Michał Szyba natomiast twierdzi, że to jego najpiękniejszy dzień w życiu.
Po meczu żeby nie siedzieć bezczynnie przed telewizorem na kanapie postanowiliśmy, że pojedziemy na lodowisko.
- No ale ja nie umiem jeździć - jęczeli na raz siatkarze oraz Wiktor.
- Jeny, no to się nauczycie - westchnęła Paulina przewracając oczami - Arek! Czapka! - krzyknęła za synem, który już chciał wychodzić z mieszkania. Narzuciłam na ramiona kurtkę.
- A myślicie, że będą mieli tam takie łyżwy na nasze stopy? - zastanowił się Kłos wyciągając lekko przed siebie nogę i kręcąc stopą małe kółeczka.
- Coś się na pewno znajdzie Karolku, nie bój żaby - posłałam mu całusa w powietrzu - A teraz się ubierajcie - My już byliśmy cali gotowi tylko panowie nie raczyli się jeszcze ubrać. Westchnęli i nałożyli buty.
- To my poczekamy na dole - rzuciła Dagmara i razem z dziećmi oraz Karoliną i Pauliną wyszły z mieszkania. Chłopaki ociągali się niemiłosiernie.
- No weźcie się pospieszcie - przewróciłam oczami.
- Nie - wystawił mi język Wiktor.
- Ale dajecie przykład dzieciom - zagwizdałam. Postanowiłam ich podejść z innej strony.
- No co? Wspaniały! - wypiął dumnie klatę Michał.
- Ehe - mruknęłam.
- Przepraszam bardzo co ci się nie podoba? - oburzył się Mariusz.
- Bo zamiast się ruszyć i zrobić im przyjemność to, oby tylko nie pójść.
- Wypowiedziała się matka z wieloletnim stażem - prychnął Winiarski zasuwając kurtkę.
- Wypowiedziała się kobieta. - poprawiłam go - Jak już jesteście ubrani to wypad - wskazałam na drzwi ze słodziutkim uśmiechem, a oni tym razem już bez ociągania wyszli z mieszkania. Ja wzięłam jeszcze aparat bo na pewno będzie co uwiecznić i zamknęłam lokum. Zapakowaliśmy się do samochodów. Ja z Kłosem postanowiliśmy się wbić do Wlazłych. Po kilkunastu minutach byliśmy na lodowisku. Łyżwy dla siatkarzy też się znalazły i posłałyśmy mi im z dziewczynami uśmiechy satysfakcji, na które oni nie postanowili odpowiadać. Gdy już wszyscy mieli łyżwy na swoich nogach mogliśmy wkroczyć na taflę. Dagmara z Antkiem stali przy bandach i stwierdzili, że będą nas obserwować. Antoś nie umie jeszcze dobrze chodzić więc w łyżwach na pewno by sobie nie poradził. Wręczyłam więc brunetce aparat, a ona już dobrze wiedziała co ma z nim zrobić. Wraz z Pauliną i Karoliną oraz dzieciakami weszliśmy na lód, a siatkarze i Wiktor patrzyli na nas z powątpiewaniem.
- O jeny, no chodźcie - jęknęła Karolina przewracajac oczami.
- Czy ty chcesz żeby twój mąż jutro chodził ze zwichniętą kostką, albo złamaną nogą? - zapytał Wiktor.
- O! O, właśnie! - poparli go panowie, a my popatrzyłyśmy na siebie z politowaniem.
- Tato, no chodź! - krzyknął Arek z drugiego końca lodowiska.
- Mariusz, nie wydurniaj się - westchnęła Paulina i ruszyła w kierunku syna.
- Takiej to łatwo mówić. Od dziecka kurde po lodowiskach śmigała to cwaniaczy - mruknął Wlazły. - Pragnę przypomnieć, że w kontraktach mamy zakaz uprawiania sportów ekstremalnych - uniósł do góry palcem wskazujący.
- Sportów ekstremalnych - podkreśliłam.
- A ty co myślisz? Że to takie hop siup?! - prychnął środkowy.
- Tak. Tak właśnie myślę. Że wystarczy wejść na lód i sunąć - wzruszyłam ramionami.
- To wcale nie jest takie łatwe - wtrącił się Wiktor.

- Idziecie czy może się boicie? - poruszyłam brwiami z cwaniackim uśmieszkiem. Spróbujemy z innej strony.
- My? Boimy? Pffff - prychnęli wszyscy na raz.
- No to czemu nie idziecie? - dołączyła do mnie śmiejąc się Daga.
- Mi się wydaje, że się cykacie - stwierdziła Olszewska, trzymając za rękę Ksawerego, który już też miał dość stania w miejscu i chciał spróbować jeździć.
- No to chodźmy, co będziemy z takimi tchórzami stały, nie Karola? - rzuciłam i odwróciłyśmy się po czym ja ruszyłam w ślady Pauliny, Arka i Oliwiera którzy już do dobrej chwili śmigali po całym lodowisku, natomiast blondynka zaczęła uczyć małego przy tak zwanym pingwinku, którego wzięła przy wypożyczaniu łyżew. Kilka minut później widziałam jak Szampon jednak się odważył i stanął na tafli czym nagrodziłyśmy go brawami, a on chcąc się dumnie ukłonić niestety zaliczył piękną glebę. Wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Żeby tylko my. Niektórzy obcy ludzie również podśmiewali się pod nosem. A niezawodna Daga strzeliła mu piękne zdjęcie.
W końcu wszyscy pojawili się na tafli i jako tako stali i próbowali się poruszać, a ja podjechałam do Karola.
- Daj mi rękę - poleciałam mu wyciągając w jego kierunku dłoń.
- Nie bo mnie potem puścisz i pięknie się wyjebie - fuknął.
- No daj. Pojeździmy razem - uśmiechnęłam się - Nie puszczę, obiecuję - chwyciłam jego rękę i powoli starałam się poinstruować go jak jechać. Po kilku minutach jakoś mu to szło.
- No to co? Selfie! - wyszczerzył się, więc podjechaliśmy do band i cyknęliśmy sobie superzajebiściecudowne selfie, które od razu z milionem hasztagów poleciało na Instagrama Kłosa.
- Ej, mówiłaś kiedyś, że nie umiesz - mruknął kiedy znowu ruszyliśmy.
- No bo przecież nie umiem tak dobrze - wzruszyłam ramionami - Zresztą przykro by ci było gdybym powiedziała, że umiem - zaśmiałam się.
- Chyba się obrażę - fuknął.
- Chyba będę musiała to przeżyć - wygięłam usta w podkówkę - Kolana ugnij! - krzyknęłam, ale zanim on wykonał moje polecenie poleciał do tyłu, a mnie pociągnął za sobą. - Brawo panie Kłos. Gleba stulecia - zaśmiałam się. Jego najwyraźniej też to bardzo bawiło bo nawet nie chciał wstać. - Dobra, ogarnij się i wstawaj - rzuciłam po kilku chwilach gdy już wstałam.
- Lena! - krzyknęła do mnie Dagmara - Zdjęcie zrobiłam szybko nie musieliście dłużej pozować! - zaśmiała się, a za nią reszta, która już kierowała się do band - Chodźcie już.
- No widzisz. Przez was zmarnowaliśmy kupe czasu - powiedziałam jadąc do boku lodowiska.
- Trzeba było nas nie namawiać - rzucił wystawiając mi język kierując się za mną - Ale wiem, że beze mnie nie ma zabawy więc musiałaś - cmoknął w powietrzu gdy szliśmy po gumowej nawierzchni kierując się do budynku, aby zdjąć łyżwy.
- Oczywiście. - pokiwałam głową rozbawiona - Bez was nie da się dobrze bawić - puściłam mu oczko.
Gdy każdy przebrał już buty wyszliśmy na zewnątrz i zaczęliśmy się naradzać co teraz robimy. Było już po 17.
- Może skoczymy na jakieś ciacho i gorącą czekoladę co? - zaproponował Michał.
- Tak! - wykrzyknęły radośnie maluchy i ja razem z nimi, a reszta się zaśmiała.
- No to na czekoladę - zarządził Mariusz.
Wsiedliśmy zatem do samochodów i ruszyliśmy do najbliższej kawiarni. Po godzinie siedzieliśmy już przy stolikach i konsumowaliśmy przysmaki. Mogło być szybciej, ale uparłam się żeby pojechać do innej kawiarni, która niestety była już zamknięta, potem chcieliśmy iść na zapiekankę, ale nie było i dopiero później dotarliśmy do innego lokalu gdzie złożyliśmy zamówienia. Przesiedzieliśmy tam kolejną godzinę romwiając, śmiejąc się i co tu dużo gadać, po prostu miło spędzając czas. W pewnym momencie tematy się jakoś podzieliły, na tyle, że kobietki musiały zamienić się stolikami z dziećmi i zacząć własną konwersację.
- Wreszcie było jak dawniej - uśmiechnęła się Paulina.
- Wy znowu o tym samym - westchnęłam.
- Ale o czym? - zaciekawiła się Karolina, a Daga ostrożnie i cicho powiedziała jej o podejrzeniach kobiet, a ja myślałam, że Olszewskiej oczy na wierzch wyjdą.
- Że co proszę?! - pisnęła cicho tak by nikt poza nami tego nie słyszał. - To nie możliwe - machnęła ręką po chwili gdy przetrawiła informację.
- Też tak myślę - poparłam ją upijając łyk kawy.
- Tak? Wczoraj znowu wrócił po południu z treningu, zjadł coś szybko i wyszedł, nie mówiąc oczywiście gdzie. I bardzo mu się spieszyło - prychnęła Dagmara.
- Ale zachowują się jakoś inaczej w stosunku do was? - sprawy w swoje ręce wzięła dyplomowana pani psycholog.
- Wręcz przeciwnie. Poza tym, że znikają to są aż za nadto kochający - mruknęła Wlazły.
- To, że facet się stara to nie efekt zdradzania - powiedziała Karolina.
- Ale często. Ja sobie tego nie wyobrażam. Chcę tylko żeby mi o tym uczciwie powiedział - rzuciła Winiarska pociągając nosem i ocierając oko.
- Daga, kurwa - warknęłam - O niczym ci nie będzie mówił bo na pewno nie ma o czym. - stwierdziłam twardo. Dobrze, że mężczyźni byli zajęci ożywioną rozmową z chłopcami bo mogli to usłyszeć.
- Możesz sobie gadać bo tego nie doświadczyłaś - prychnęła Paulina.
- Dziewczyny, spokojnie. Póki nie macie żadnych dowodów czy nawet pewności to zupełnie nie ma o czym mówić. - załagodziła sytuację blondynka.
- Dobra, masz rację - westchnęłam.
- Mamo, chodź! Tata powiedział, że jak wrócimy do domu to zrobimy kolację bo jestem bardzo głodny - powiedział Oliwier podbiegając do Dagmary i biorąc ją za rękę.
- Oli, moment - zaśmiała się Daga - Daj mi się ubrać. - wstała z krzesła co uczyniłyśmy również my i zaczęłyśmy ubierać kurtki po czym wyszłyśmy z budynku.
- Może wrócimy sobie spacerkiem? - zaproponowałam Karolowi, który ochoczo się zgodził tak więc pożegnaliśmy się ze wszystkimi. Splotłam swoje palce z jego i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę mojego mieszkania. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym przez całą drogę.
- Co to jakieś tajemnicze rozmowy bez nas, hmm? - zaczął w pewnym momencie.
- Które?
- No te w kawiarni.
- Babskie tematy. Tajne przez poufne - wystawiłam mu język.
- Aż tak babskie? - skrzywił się.
- Serio interesuje cię jaka maskara jest najlepsza i która szminka najlepiej nam pasuje? - uniosłam brew do góry. Nie chciałam mu mówić bo jeszcze by się wypaplał. I dopiero by było.
- Aż tak mi się nie nudzi - parsknął.
- No. To się nie interesuj - zaśmiałam się.
Środkowy odprowadził mnie pod blok po czym pożegnaliśmy się i ja weszłam do budynku.
Była 20, a ja zorientowałam się, że nie zadzwoniłam do Jureckich. Choć pewnie ich telefony i tak na okrągło dzwoniły od zakończenia meczu. Walnęłam się więc na kanapę i wybrałam numer Michała. Musiałam dzwonić dwa razy żeby usłyszeć jego głos w słuchawce.
- No cześć - powiedziałam obojętnie. Chciałam się trochę pozgrywać i udawać, że nic nie wiem o brązowym medalu.
- Cześć cześć - powiedział wesoło - No i?
- No i co?
- Jak to co? Nic nie powiesz? - zesmutniał mu głos.
- Ale co mam mówić? - zdziwiłam się sztucznie.
- No przecież graliśmy.
- TO TO DZISIAJ?!?!?!?!? - wykrzyknęłam niby zszokowana.
- Yhym, dzięki za wsparcie. - mruknął.
- No żartuje. Przecież wiesz, że oglądałam i myślałam, że dostanę przynajmniej 10 zawałów jeden po drugim - zaśmiałam się.
- A myślisz, że po co graliśmy? Oczywiście, żeby cię wykończyć - zawtórował mi.
- Wiedz, że jeszcze się policzymy
- Ło, umieram ze strachu - prychnął.
- A szkoda, że umierasz. Jednak trochę szkoda - zastanowiłam się - Ale tylko tak ociupinkę.
- Wredna diablica - mruknął.
- Ale obietnicę spełniliście, medal przywieźliście więc tym razem nie oberwiesz.
- Uffff - odetchnął z ulgą.
- Ale znając ciebie pewnie jeszcze sobie nagrabisz.
- Aż tak źle o mnie myślisz? - chlipnął.
- O tobie chyba nie da się dobrze myśleć.
- Tak samo jak o tobie.
- Ale mnie wszyscy lubią.
- Z moją rzeszą fanów nie masz co rywalizować - parsknął.
- Może, ale..... - no i już nic nie wymyśliłam.
- Jaaaaa. Nie wierze. Elena mi nie odpowiedziała -  powiedział ze zdumieniem i dałabym sobie rękę uciąć, że rozdziawił gębę.
- Dzidziuś zamknij buzię bo ci mucha wleci - usłyszałam gdzieś w słuchawce głos Bartka.
- Elena mi nic nie odpyskowała. Ewidentnie ją zagiąłem - powiedział z dumą do brata.
- Co ty?! - usłyszałam starszego Jureckiego.
- Ekhem. Ja tu jeszcze jestem - chrząknęłam.
- No to bądź. Na szczęście to nie ja tracę pieniądze z konta - zaśmiał się Michał.
- Dobra, ja już będę kończyć bo przez ciebie nic mi kasy nie zostanie! - zreflektowałam się.
- Było nie dzwonić - odparł obojętnie.
- Nie bo potem byś ryja darł - mruknęłam.
- Masz rację - zaśmiał się.
- Dobra, serio kończę. Męczący dzień przez ten wasz mecz, ale ciesze się bardzo. Pogratuluj wszystkim ode mnie i miłej podróży.
- Dzięki, pa Lena.
- No pa - zakończyłam połączenie.
Później jeszcze musiałam zdzwonić do Izy, aby dowiedzieć się o której szczypiorniści będą dokładnie w Warszawie. Żona Michała naprostowała jednak mój tok myślenia i powiedziała, że Jureccy będą lądować w Poznaniu. Czyli trzeba będzie wyjechać wcześniej. Gadałyśmy potem jeszcze dość długo. Tak to jest jak się dwie takie zejdą co się od świat nie widziały. W końcu o 21 zakończyłam połączenie i zadzwoniłam jeszcze szybko do Dagmary, Pauliny i Karoliny, o której jutro wyjeżdżamy żeby przywitać chłopaków w Polsce. 11 wydawała mi się najlepszą porą i o tej właśnie godzinie mamy wyjechać.



Tak jak obiecałam, jest 73 ;)
Kto tak jak ja miał wczoraj wieczorem (właściwie w nocy) paskudny humor po przegranej Skry? :( Jeny, ale mnie przybiło. A już, już myślałam, że w tie-breaku wygrają i będzie jeszcze jeden mecz w Bełchatowie ale Mateusz o sobie przypomniał i moje "jeszcze zagrają w Bełchatowie" poszło w pizdu.
A teraz trochę weselsza strona wczorajszego meczu. Mianowicie komentarze duetu Mazur i Mielewski. Przy niektórych tekstach myślałam, że padnę xD Kilka sobie zapisałam bo były po prostu mega. Np. te:
"Dama z łasiczką ma więcej emocji na twarzy niż Michał" - I.M.
"No, można powiedzieć, że niezły kozak z tego Wojtka Grzyba"
"-Tylko lekki rumień się pojawił - J.M.
 -Mała cegiełka. Ale twarz kamienna - I.M." - zwłaszcza ten ostatni mnie powalił. Uwielbiam jak oni komentują mecze Skry.
---
Dobra, a teraz jeszcze życzenia świąteczne :)
Pisanki skradły słońcu kilka złotych promieni,
teraz ich jasny blask niech Wasz dom rozpromieni.
Niech te święta wielkanocne
przyniosą pogodę ducha,
wiele szczęścia i radości…
życzy, Cytrynooowaa i porąbany króliczek (tak Podjarana, to ty mu malowałaś oczy xD) ;*




Jeszcze dzisiaj na people--help.blogspot.com pojawi się nowy
Serdecznie pozdrawiam ;**

środa, 1 kwietnia 2015

~Rozdział 72~

Następnego dnia polskie drużyny miały poznać rywali w dalszej fazie Ligi Mistrzów.
Skra trafiła na Cucine Lube Teira, z którym we Włoszech zmierzy się 11 lutego, a tydzień później rewanż w Bełchatowie.
Nie ma to jak być poinformowanym o wizycie kuzynki Karola zaraz po rannym treningu. O dzisiejszej wizycie, dodam tylko. Mi to nigdy nikt nic nie mówi. Trzeba coś z tym zrobić bo tak nie może być!
Po treningu Kłos zabrał mnie do siebie do mieszkania bym pomogła mu przyrządzić jakiś obiad na to spotkanie. Zabraliśmy się za zapiekankę makaronową z pieczarkami i kapustą. Oczywiście musieliśmy sobie zacząć dogryzać. A, że to robisz źle. A to źle pokrojona  cebula, że zaraz się te pieczraki spalą i nie będzie co jeść. Wesoło było w każdym razie.
Po godzinie danie było gotowe, a my siedzieliśmy w kuchni i próbowaliśmy zabić głód pijąc sok. Po jakichś 10 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi siatkarza. Wstał więc i ruszył do korytarza, a ja podążyłam za nim. Środkowy otworzył drzwi, a w nich stanęła wysoka szatynka, a obok niej przystojny, wysoki brunet.
- Cześć Karolku - uśmiechnęła się szeroko dziewczyna i przytuliła kuzyna, a potem podeszła do mnie - Ty jesteś Elena, tak. Słyszałam o tobie dużo. Ja Milena - wyciągnęła dłoń w moim kierunku.
- Miło poznać - odwzajemniłam uścisk dłoni i posłałam jej uśmiech. - Mam nadzieję, że samych dobrych rzeczy - zaśmiałam się.
- Ależ oczywiście - zawtórowałam mi - To jest mój narzeczony, Alan - przytuliła się do boku chłopaka. Przywitaliśmy się także z nim i zprosiliśmy do stołu. Kłos cały czas przyglądał mu się podejrzliwym wzrokiem. Nakazaliśmy im by zdjęli kurtki, a potem pojawili się w kuchni. Z siatkarzem poszliśmy przodem i zaczęliśmy wyjmować z szafki talerze oraz szklanki.
- Przestań go tak świdrować tym wzrokiem - powiedziałam na tyle cicho by tylko środkowy to usłyszał.
- Wcale go nie świdruję - zaprzeczył wzruszając ramionami wyjmując szklankę z szafki.
- No, a ja to królowa Anglii - przewróciłam oczami.
- Nie wiedziałem - odparł głupkowato. Westchnęłam głęboko i w tym momencie do kuchni weszła Milena z Alanem i usiedli przy stole. Nałożyłam nam zapiekanki i mogliśmy zacząć jeść. Najpierw było trochę sztywno, ale z każdą minutą atmosfera stawała się coraz bardziej luźna. Milka to świetna dziewczyna, Alan to samo i widziałam jak środkowy też się do niego przekonał (i przestał tak podejrzliwie świdrować wzrokiem).
Później przenieśliśmy się do salonu gdzie siedzieliśmy rozmawiając i popijając kawę oraz jedząc ciasto.
Kuzynka siatkarza jest na ostatnim roku studiów na kierunku historii, a chłopak skończył informatykę. Poznali się w bardzo banalny sposób czyli po prostu wpadli na siebie na uczelni. Potem wiadomo jak to wszystko idzie, jedna kawa, druga kawa i ani się obejrzysz, a facet ci się oświadcza. Ach...
Goście musieli wracać jeszcze do Warszawy więc o 19 opuścili mieszkanie środkowego. Posprzątaliśmy po obiedzie, a potem szklanki oraz talerzyki z salonu i stwierdziliśmy, że jesteśmy głodni. No więc co my mogliśmy zrobić? Oczywiście zamówić pizzę. Będę gruba, no ale cóż. Godzinę później siedzieliśmy już na kanapie i zajadaliśmy się dostarczonym jedzeniem. Kłos pochłonął aż 5 kawałków. No ja sobie tego nie wyobrażam. Ja stopuję po dwóch. Kilka minut przerwy i może znowu jeden i jestem napchana, a on? Pewnie mógłby jeść i jeść. Ale on to spali na treningu, a ja? No właśnie.
Resztę wieczoru oraz noc spędziłam u Kłosa bo wyraził kategoryczny sprzeciw, że nie che mu się mnie odwozić więc cóż... Musiałam

Następny dzień do meczu Polaków zleciał mi szybko.
Równo o 16:20 zasiadłam na kanapie przed telewizorem i włączyłam na dwójkę. Byłam sama w mieszkaniu. Agnieszka pojechała dzisiaj na tydzień do Wałbrzycha, ponieważ od poniedziałku województwo łódzkie zaczyna ferie, a chłopaki mieli trening.
Dzisiaj mieliśmy dzisiaj zagrać o finał z Katarem. Naczytałam się dużo w Internecie o tym ile dolarów włożyli Katarczycy, aby jak to mówią "pomgały im ściany". Nasi nie mogli dać wyprowadzić z równowagi i po prostu grać swoje.
Skakałam z radości można by rzec pod sufit, gdy mój kochany kuzynek rzucił dwie bramki, a szlag mnie trafiał gdy w 12 minucie Michał dostał karę dwóch minut choć to nawet nie do końca on faulował. Niestety po karnym wynik prezentował się 8:7. Przynajmniej mieliśmy bramkę przewagi. Potem kolejna kara dla naszego repreznetanta, tym razem Piotrka Grabarczyka, ale faul w ataku rywali i nasza piłka. Chłopaki czekają aż skończy się wykluczenie Jureckiego podając sobie piłkę i po kilku sekudnach gramy 5 na 6 i Mariusz Jurkiewicz rzuca gola. Katarczycy pudłują i mamy szanse by wyjść na 2 bramki proawdzenia co robi właśnie młdoszy Jurecki z taką siłą, że nie chciałabym być na miejscu bramkarza gospodarzy. Głośniejszy niż zwykle mój wybuch radości. Mam nadzieję, że nie trzebebędzie przepraszać sąsiadów.
Po nieudanej akcji Kataru ich trener prosi o czas, który zrobił swoje bo pada po nim bramka dla przeciwników. Nasz rzut nie wpada no i mamy remis 10:10. I znowu Misiek rzuca bramkę. A potem nasza drużyna kolejną. I kolejną. Pokrzykiwałam cały czas do telewizora instruując ich co mają robić. Tracimy piłkę! Ale jednak przechwytujemy! Jakie emocje! Mariusz Jurkiewicz trafia! 12:13 i 4 minuty do końca pierwszej połowy. Jednak Katarczycy trafiają i wiązanka przekleństw z mojej strony. Michael Bieger chyba mnie usłyszał, ponieważ wziął czas.
Brutalny faul na Karolu Bielecki, po którym spadły mu okulary, ale czy któryś z przeciwników lub sędziów się tym przejął? Pfff! W życiu! Bo po co. No to co? Wszyscy razem litania przekleństw w ich kierunku! Nasz lewy rozgrywający zszedł z boiska trzymając się z bark. Oby tylko nic poważnego.
12:15 po nieudanym rzucie Krajewskiego, jednak dobra obrona. I gramy. Bartek rzuca! Jej! Podskok na kanapie z mojej strony. Jednak Katar też rzuca. No i dupa. Koniec pierwszej połowy 13:16. Przerwa podczas której wybrałam się do kuchni po zimne piwo, którym miałam zamiar popić czipsy. Tak wiem, bardzo zdrowo się odżywiam. No ale chyba lepiej jeść to nić obgryzać paznokcie ze zdenerwowania. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia.
Zaczynamy drugą połowę od posiadania piłki i rzuca Adam Wiśniewski. Ale Katar też trafia. No i kur...de znowu rzut karny dla gospodarzy. Ale brawo! Sławek Szmal broni!
Nic nam to jednak nie daje, ponieważ nie możemy trafić. 14:19 Biegler bierze czas. Ale jest pierwszy rzut karny dla nas. Na 7 metrze pojawia się więc Bartek Jurecki. I trafia! Może to zadziała jako impuls? No i zadziałało! Jurkiewicz w celnym rzucie. 16:19 i kara dla starszego Jureckiego, który nawet nie protestuje. A Katar sobie trafia i znowu 4 bramki przewagi. 20 minut do końca, a my przegrywamy 16:21 jednak znowu Michał trafia! Piękny rzut! Gospodarze nie trafiają i mamy piłkę, a jeden Katarczyk dostał karę 2 minut. Nie będę próbowała nawet powiedzieć który bo mają takie dziwne i długie swoje imiona i nazwiska, że trudno było by mi je przeczytać a do dopiero wymówić.
Ale jakże się to stało, że sędzia to zauważył? No nie spodziewałabym się.
Karol Bielecki wszedł i rzucił bramkę. 18:21. Błąd Kataru i mamy piłkę ale nie wykorzystujemy szansy! No kur...de. Jednak cały czas jesteśmy w posiadaniu piłki. Dopiero po minucie trafiamy na 19:22. Ten wynik utrzymywał się przez jakiś czas. 10 minut do końca wynik prezentuje się 20:23 i wciąż mamy szansę, aby to wygrać. Musimy się tylko skupić i nie popełnić żadnych głupich błędów. Panowie, proszę, tylko bez głupich, szkolnych błędów. Przechwytujemy piłkę i Michał Szyba! 21:23. Jak znowu mam przechodzić zawały, a oni to wygrają to mi ten układ pasuje. Gola rzucają gospodarze jednak to jest coś nieprawdopodobnego. Zawodnik nie dość że wybił się z linii pola bramkowego to jeszcze rzucił stojąc już w nim. No po prostu ślepota tych sędziów mnie dobija. Specjalnie są sędziowie z innych krajów żeby byli bezstronni, a oni wzięli kasę i ułatwiają cholernie wszystko gospodarzą.
My również rzucamy. 8 minut do końca, ale przeciwnicy rzucają. A potem znowu i 22:26. ale Daszek trafia i 23:26. Zaciskałam mocno kciuki. Gdybym zrobiła to mocniej pewnie połamałabym sobie palce. Oby tylko chłopaki nie stracili wiary to wszystko jeszcze możliwe. Jest wykluczenie dla Katarczyka. Chyba tylko po to żeby stwarzać pozory normalności. Bo powinno być ich dużo więcej a nie ledwo dwa. Mamy rzut kary i znowu Bartek trafia czyli 24:26. Ciągle mamy szansę. Przydałby się przechwyt, ale nic takiego się nie dzieje bo rywale trafiają i znowu 3 bramki przewagi. Trafiamy! Trafiamy! Ale oni też. Ale my znowu! 26:28. Powtórka z rozrywki. Katar trafia potem zaraz my. 2 minuty do końca! Rzut karny dla reprezentacji Kataru. 27:30. Rzucamy gola i 28:30.
Końcowy wynik prezentuje się jednak 29:31 i to gospodarze grają finał a my walczymy od brązowy medal. Rzuciłam puszką po piwie o podłogę.
- Nosz jasny gwint! 
Opadłam na kanapę i zrobiło mi się tak bardzo smutno. Wgapiałam się w ekran telewizora. Patrzyłam na cieszących się Katarczyków i na rozgoryczonych i zdenerwowanych Polaków sarkastycznie bijących brawo sędziom.
Normalnie zadzwoniłabym do Bartka, który zawsze był bardziej spokojny od swojego młodszego brata gdy tylko wejdą do szatni, ale teraz jakoś na razie nie chciałam ich denerwować zresztą też nie bardzo miałam ochotę z kimś gadać.
Postanowiłam, że zrobię to za jakąś godzinę. Leżałam na kanapie i słuchałam wywiadów, których dzisiaj było i tak mniej niż zwykle. Może to i dobrze, że powstrzymali się od ich udzielania. Jeszcze by palnęli coś za dużo.
Około 19 wybrałam numer Bartka. Odebrał po trzech sygnałach.
- No cześć - zaczęłam.
- Cześć, Lenka, cześć - westchnął.
- Jak tam?
- Oglądałaś?
- No oczywiście - odparłam.
- No to się domyśl.
- Michał bardzo przeżywa?
- Poza tym, że tłucze się po tym pokoju jakby nie wiadomo co, to jest tak jak zwykle - odparł beznamiętnie.
- Przywieziecie mi tu brąz?
- Postaramy się.
- Co zrobicie?
- Postaramy - powtórzył.
- Żadne kurwa, postaramy tylko ma być brązowy medal! Zrozumiano?!
- Tak jest! - wykrzyknął.
- No i brawo - zaśmiałam. - Przekaż tam, że trzymam kciuki, a Michałowi powiedz, że jak jeszcze raz coś spadnie na ziemię to jak tylko się spotkamy to się policzymy - powiedziałam bo podczas naszej rozmowy przynajmniej 5 razy coś zaliczyło bardzo bliskie spotkanie z podłogą.
- Jasne, że przekażę. Na razie.
- No, pa - zakończyłam połączenie. Opadłam na kanapę i westchnęłam. Tak strasznie mi się nudziło



-----------
Przepraszam za to coś na górze ;/ Krótkie i do dupy. Nie miałam kompletnie weny, zwłaszcza, że opis meczu pisałam dużo wcześniej (podczas meczu), a resztę później co od razu widać... Następny będzie lepszy! Obiecuję.
Ale dodaję dzisiaj bo pyknęło nam ponad 50 tysięcy wyświetleń! *.* Jesteście wspaniali! Chciałabym Wam podziękować za każdy komentarz bo cholernie motywuje mnie to, że nie piszę tylko dla siebie ;) Dziękuję.
Co do poprzedniego rozdziału to każda z Was myśli, że Aga będzie w ciąży, ale chciałabym uciąć te domysły. Dziewczynie na serio coś zaszkodziło ;) A Wy mi od razu z ciążą wyskakujecie xD
Następny w niedziele ;)

P.S. Dzisiaj Prima Aprilis. Wkręciłyście kogoś? ^^ Ja tak i to bardzo skutecznie xD
Pozdrawiam ;**