środa, 20 stycznia 2016

~Rozdział 100~

Występny naszej kadry w Gdańsku można zaliczyć do udanych co wszystkich bardzo cieszy i oby szybko nie przestało.
Byliśmy właśnie w Spale gdzie zrobiliśmy sobie przystanek pędząc jak szaleni z Gdańska do Częstochowy. Stałam przy Karolu, który właśnie wkładał walizkę do bagażnika.
- Będę tęsknić – powiedziałam.
- Wpadnę na mecze chłopaków w piątek i sobotę. Nie umrzesz do tego czasu? – zaśmiał się.
- Spróbuję – uśmiechnęłam się.
- Elena, musimy już jechać! – woła mnie Wrona biegnąc do autokaru.
- No to do zobaczenia za 4 dni, kocham cię – pocałował mnie.
- Ja ciebie też.
- Elena! – krzyknął Andrzej.
- No idę! – odkrzyknęłam machając jeszcze Kłosowi na pożegnanie i potruchtałam do pojazdu.
- Jeeezu, nie można was od siebie oderwać – wywrócił oczami Wronka.
- Jeeezu, nie gorzej niż ciebie od Agi – wystawiłam mu język siadając na siedzeniu obok niego na zaszczytnym miejscu po środku na samym końcu autokaru. Po mojej lewej siedział Paweł, a przed nami po prawej Michał z Fabianem, a po lewej Piotr z Bartoszem.
- No to co robimy? – zapytał Kurek przeczesując swoją bujną czuprynę. No dobra… nie bujną. Wszystko tylko nie bujna.
- Nie wiem, ale mam pomysł – strzeliliśmy sobie face palma po słowach Zatorskiego.
- Nie wiesz, ale masz pomysł czyli nie wiesz co mamy robić, ale masz pomysł co moglibyśmy, tak? – zapytał Nowakowski. Nie wiem po co te debilne pytania, przecież od razu wiadomo o co chodzi Pawełkowi.
- No, dajesz – powiedział Fabian, przejeżdżając dłonią po twarzy
- Zagrajmy w karty.
No dobra, wszystkich chyba przytkało. Przecież to takie oczywiste. Sięgnęłam do torebki.
- Swoje mam chyba w luku bagażowym, albo zostawiłam w Gdańsku, albo w Spale, nie wiem. Ktoś coś? – spojrzałam po podobno „Pokerowcach”.
- Liczyliśmy na ciebie – wyszczerzył się Kubiak.
- I wy siebie nazywacie Pokerowcami?- prychnęłam. – Hańba wam.
- Hańba wam – dołączył do mnie Piter.
- A ty co? Przecież też nie masz – powiedział Andrzej.
- Skąd wiesz? – zapytał cwaniacko Pit.
- Masz?! – wykrzyknęliśmy wszyscy.
- Hasztag Piter myśli o wszystkim – wyszczerzył się wyjmując z kieszeni karty.
- Nie no, Cichy, uszanowanko – poklepał przyjaciela po ramieniu Bartosz.
- Pit, ratujesz nam honor – ucieszył się Drzyzga.
Takim oto sposobem zleciało nam półtorej godziny dojazdu do Częstochowy. Wyszliśmy z autokaru i każdy zaczął się przeciągać na wszystkie możliwe strony, kucać, podskakiwać, byli nawet hardcorzy, którzy robili pompki, ale zamiast na chodniku to na boku autokaru. Na stojąco. Tak też można. Co ja tam będę oceniać, nie?
- Kto ma ochotę na spacerek krajoznawczy? – zapytałam kiedy dołączyłam o Pokerowców wchodząc do hotelu.
- Ja się pisze – odpowiedział Wronka.
- Ja też – dorzucił Piter i Siurak.
- Ja też chcę – zgłosił się Zati. Spojrzałam wyczekująco na Kubiego i Fabianka.
- Ja pasuje. – stwierdził Drzyzga.
- Popieram kolegę. – dorzucił Kubiak.
- No cóż. Liczyłam, że Fabian jako że grał tu swoimi czasy porządnie nas oprowadzi, a tu został nam tylko Pit. – wzruszyłam smutno ramionkami.
- Aj em sory, bejbe – wyszczerzył się rozgrywający.
- I co ja mam teraz zrobić?
- Ej! Zaraz! Chwila! Stop! – zaczął wielce oburzony Nowakowski.
- Teraz węgorz! Król parkietu, ręka jak złamana, nakurwiam węgorza, nanananana – dokończył za niego Andrzej kiedy wsiadałam wraz z nim Kurkiem, Zatim i środkowym do windy.
- Co to znaczy :”został nam tylko Pit” co? – spojrzał na mnie obrażony.
- Chciałam żeby poczuł się dowartościowany. Wiem, że jesteś najlepszym przewodnikiem – puściłam mu oczko.
- No i to rozumiem – napuszył się. Ten to dopiero popada ze skrajności w skrajność. Z wściekłości w dumę. Niepojęte. 

No więc w ramach rozruchu, bo ja dbam o ich zdrowie i formę więc organizuję im taką aktywność fizyczną co by kości rozprostowali, wybraliśmy się na ten spacer. Było po godzinie 14, ale nie chciało nam się zbytnio jeść więc stałam z Andrzejem w recepcji hotelowej czekając na resztę. Kiedy po 5 minutach czekania nadal byliśmy sami zaczynało mi się nudzić.
- Dzwonić po nich? - zapytał Wrona.
- Owszem. - oparłam łokieć na podłokietniku kanapy, a na dłoni ułożyłam policzek.
- Może ruszycie swoje szanowne siatkarskie dupy i zejdziecie na dół? ... jak to po co? No mieliśmy iść na ten spacer, a ty podobno miałeś być naszym przewodnikiem... 
- To miało być teraz?! - wykrzyknął Piotrek tak, że nawet ja usłyszałam na co przewróciłam oczami.
- Tak Piotrze, czekamy tu na was od prawie 10 minut - oznajmił.
- No to już się zbieramy! Trzeba było tak od razu! A nie się człowiek musi wszystkiego domyślać, kurcze czaczki! - "kurcze czaczki" - połączenie "kurcze" i "kurczaczków". Zrozumiałe? To lecimy dalej, proszzz... Krzyknął jeszcze i chyba się rozłączył. Środkowy spojrzał na mnie z dziwną miną.
- Jego chyba nie da się zrozumieć - kręcę głową uprzedzając jego pytanie.
Wstaję na widok Kurka, Nowakowskiego i Zatorskiego.
- Nie ładnie, 10 minut i trzydzieści cztery, trzydzieści pięć, trzydzieści sześć - kiwałam głową w lewo, albo w prawo - trzydzieści siedem... - atakujący przestrzelił moją potylicę.
- Zacięłaś się? - zapytał Pawet
-... sekund spóźnienia, ała - rozmasowałam kość potyliczną. Jarzycie? Potylica - od kość potyliczna. Niedawno ogarnęłam, ale nic. Z biologii nigdy nie byłam dobra. Kontynuując... i pomijając ostatnie zdanie, które właściwie nie miało sensu... Znaczy miało sens, bo to miało sens i było nawet poprawne biologicznie, tylko nie miało związku z sytuacją, w której się znajdujemy. Chociaż w sumie to jak najbardziej miała gdyż przecież on uderzył mnie w potylicę, a ja rozmasowałam kość potyliczną. Doooobra! Koniec, bo zaczynam się rozkręcać i zaraz zacznę się zastanawiać czy gdybym spotkała krasnoludki to w jakim języku by mówiły... Zaraz! To przecież wspaniały temat dla naszych filozofów dwóch! Eureka Elena!
- Hej, zawiesiłaś się czy co? - zamachał mi przed twarzą ręką Piotrek.
- Co? - zamrugałam powiekami - Nie, nie, spoko. Idziemy?
No więc wyszliśmy.
- Gdzie chcesz nas zatargać? - zapytał znudzony Bartosz. Jak to tak nie podzielać nastroju grupy? Nieładnie. Nikogo nie obchodzi, że chciałeś nadrobić zaległe odcinki "Gry o tron". Na prawdę nikogo. A zwłaszcza mnie bo jestem na bieżąco, hehe. - Bo ja chciałem sobie oberzeć ... - no mówiłam?- Całe życie byś przed tym laptopem spędził - mówi z politowaniem Ędrju.
- Właśnie...
- Nie mów właśnie bo cię krowa trzaśnie - wytknął od razu Barek język Zatiemu.
- Nie wystawiaj języka bo ci krowa nasika. - odpyskował.
- Zresztą krowa ma większy i się nie chwali - dodał Cichy.
- A ja chciałem ci powiedzieć, zanim mi bezczelnie przerwałeś, że trzeba zwiedzać świat, a nie marnować czas! - powiedział libero
- Człowieku, oglądanie "Gry o tron" to nie jest marnowanie czasu! - oburzył się Kuraś.
- Mimo wszystko popieram - wtrąciłam się bo przecież oni mnie już dawno przestali zauważać, a my przeszliśmy już dobry kawałek chodnika wchodząc do parku.
- Jak ona popiera to tak musi być - Kura zarzucił na moje ramiona swoje wielkie łapsko. - Ten serial to życie jest.
- Twoje najwyraźniej tak - stwierdził ze śmiechem Andrzej.
- A twoje nie?
- Raczej, nie... "The walking dead", bardziej mnie kręci.
- Jak wrócimy od hotelu to poszukamy jakiegoś nowego serialu? - zaproponował Zator - Takiego co tylko my go będziemy oglądać?
- Dobrze gada, polać mu - popieram Pawełka. Dawno nie oglądałam żadnego nowego serialu, przyda mi się jakaś odmiana.
- Jednak czasem umiesz powiedzieć coś mądrego, albo chociaż ciekawego - stwierdził z uznaniem Nowakowski.
- Jak zawsze - wypiął klatę do przodu Paweł, a my popatrzyliśmy po sobie i z naszych ust równocześnie wydostało się.
- E-e - pokręciliśmy głowami.
- Po prostu nie o wszystkim wam mówię - nagle się obraził.
- Ehe,ehe - tym razem pokiwaliśmy głowami z politowaniem.
- Jak mnie zawsze ignorujecie to jak niby mam wam o wszystkim mówić? - prychnął.
- Nie ignorujemy cię - zaprzeczyliśmy naraz. Co nam się nagle taka synchronizacja włączyła? Wtf?
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Koniec! - krzyknął Bartek.
- Nie! - zapędziliśmy się.
- Dobra, faktycznie, ignorujemy cię - westchnęłam kończąc naszą przepychankę słowną, która jak wiadomo do niczego nie prowadziła bo przecież to kadra polskich siatkarzy.
- Dziękuję! - wyrzucił ręcę w powietrze Zatorski - Eeejj - zmarszczył czoło.
- No co? Przecież chciałeś żeby przyznać ci rację - wywrócił oczami Andrzej.
- Ygghh, nie ważne - mruknął i wsunął ręce do kieszeni.
- Wracamy? - zaproponował Kurek.
- Już? - zapytałam zdziwiona.
- Nie ma nas półtorej godziny - odparł. Wytrzeszczyliśmy na niego oczy.
- No to chyba wracamy - wzruszył ramionami Piotr.
No i tak też zrobiliśmy. Ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu. I w końcu nic nam Nowakowski nie pokazał ciekawego. Ale lepsze to niż tylko siedzenie w hotelu, nieprawdaż?
- Wstąpimy do biedronki? Głodny jestem? - zapytał Piter.
- Przecież zaraz będziemy w hotelu - odpowiedziałam.
- Ale ja jestem głody już teraz - burknął.
- Za 5 minut sobie zjesz.
- Nie chcę mi się tyle czekać.
- Ale biedronka jest dalej niż nasz hotel - wtrącił Bartosz.
- No i co? Ja idę, idzie ktoś jeszcze? - zapytał. Chętnych nie było więc Cichy ruszył sam, a my kilka minut później siedzieliśmy już sobie w hotelowej restauracji i zajadaliśmy się wczesną kolacją. Kiedy kończyliśmy do pomieszczenia wszedł środkowy z miną typu "bez kija nie podchodź bo ci go wsadzę w dupę i wreszcie się wyprostujesz ty garbaty gnomie". Ciskał piorunami z oczu na prawo i lewo. Nabrał sobie jedzenia i w końcu usiadł. Śledziłam jego ruchy, po czym spojrzałam po Pokerowcach i stwierdziłam, że nikt nie zapyta co się stało więc sama zapytam. Nie powinien mi nic zrobić bo siedzimy po przeciwnym stronach stołu.
- Co się stało Piter? - spojrzał na mnie spod byka gdy zadałam to pytanie.
- Poszedłem do tej jebanej biedronki, bo byłem cholernie głody, wchodzę cały zajebiście hepi, że sobie coś w końcu zjem. Podchodzę do działu ze słodyczami i wiecie co widzę? - pokręciliśmy głowami - No właśnie. Nic nie widzę, bo kurwa nic tam nie ma! W każdym razie nic co by mnie interesowało i po co tam przyszedłem, czytaj żelki. - zakończył swoją jakie interesującą wypowiedź.
- O łał... Piter - odzywa się w końcu po dłuższej chwili ciszy Fabian - To musiało być dla ciebie coś okropnego - obejmuje go ramieniem.
- I było - stwierdził teatralnie pociągając nosem.
- Współczuję - poklepał go po drugim ramieniu Bartek.
- Dzięki chłopaki, na was zawszę mogę liczyć - czy jego oczy się zaszkliły?! wtf? Ej czy ja dobrze widzę? Oni poklepują go po ramieniu i pocieszają bo facet nie kupił sobie żelków?! ... Może zostawię to bez komentarza? Tak chyba będzie najrozsądniej.
- A kupiłeś może coś innego? - zapytał Andrzej.
- Myślisz, że po tym jak nie było moich żelków miałem ochotę na coś innego? - prychnął złowrogo w jego stronę Resoviak.
- Nie odzywałem się - uniósł dłonie do góry w geście obronnym.
Wstałam od stołu i wzięłam swój talerz.
- Opuszczasz nas już? - chlipnął Michał.
- Za dużo odmóżdżania jak na jeden dzień - posłałam Kubiemu buziaka i ruszyłam odnieść talerz po czym wyszłam z restauracji. Powędrowalam do windy, do której wsiadłam. Wcisnęlam guzik z numerem piętra i usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Zobaczyłam zdjęcie Karola na wyświetlaczu i odebrałam z uśmiechem.

- No i jak? Stęskniłaś się?
- Jednak nie było aż tak źle.
- Nie wiem czy mam się teraz cieszyć czy płakać - stwierdził. Zaśmiałam się lekko. Rozmawialiśmy jeszcze kilka minut bo do pokju wpadi mi Pokerwocy z talią kart i paluszkami, a kiedy Pit zaczął mi grzebać w kosetyczce nie mogłam tego zostawić bex reakcji. Trzepnęłam mu po paluchach.
- Aaaała - zaczął huhać sobie po palcach mówiąc z pretensją. 
- Aaała - przedrzeźniła go. - Przestań się mazać. Chłopaki nie płaczą - zacytowałam niejakiego Cezarego Pazurę. Nowakowski się oburzył, a chłopaki buchnęli śmiechem. 
- Mieliśmy chyba jakiegoś serialu szukać - burknął by odwrócić uwagę od siebie jak mniemam. Cwanie Pituś, cwanie.
- Myślałam, że przyszliście grac w karty - uniosłam brew. 
- Wziąłem je odruchowo - wzruszyl ramionami Andrzej.
- No to dawaj tego lapopta i szukamy - klasnął w ręce Fabian. Nie zuważyłam go wcześniej. Fabio-ninja.
- Czy ty mi rozkazujesz? - uniosłam brew.
- Tylko sugeruję - wyszczerzył się. - To jak?
- Zezwalam - powiedziałam i ruszyłam do łazienki by odnieść kosmtyczkę. Rzuciłam okiem na swoje odbicie w lustrze i gdy zmierzalan spowrotem do  pokoju usłyszałam jęk.
- Haaaasłooo.
- He, he - zaśmiałam im się w twarz - ciota332 
- To twoje hasło?! - parsknął śniechem Bartosz.
- Wymyślałam patrząc na siebie - odparłam bez mrugnięcia okiem zwalają się na łóżko obok Piotra, który przejął mojego laptopa. 
- Chyba ty - burknął. 
- No tak, ja patrzyłam, ty nią byłeś, jesteś i będziesz - zawyrokowałam.
- Stulcie buźki i powiedzcie mi lepiej co ma wpisać. - przerwał Nowakowski.
- Wpisz "znacie jakieś fajne seriale?" i wejdź na zapytaj - poradził mu znudzony Michał.
- To troche mało ambitne - skrzywił się Cichy.
- A co jest dla ciebie ambitne? - zapytał Paweł. Matko?! To on potrafi tak długo być cicho?! Szacuneczek. Ale kontynuując...
- Ech, dobra - westchnąl zrezygnowany i wklepał w wyszukiwarke frazę, którą polecił mu Kubiak. 
- Co to jest ten cały Teen Wolf? - zapytał w końcu Fabian.
- Serial o nastoletnim wilkołaku. - wzruszył ramionami Bartek.
- Ogladasz? - zdziwiłam się.
- Nie, po prostu to logiczne. "Teen wolf" - nastoleni wilkolak więc po prostu przetłunaczyłem tyuł. A skoro tytuł to "Nastoletni wilkołak" to serial raczej nie może być o czymś innym - wytłumaczył nam to wszystko libero. Dobra, zdziwił mnie. Wyrabia się chłopak. 
Przez kilkanaście minut wgapialiśmy się w ekran laptopa i śledziliśmy ruch kursora, którym 
sterował Nowakowski.
- A to? - wskazałam palcem na ekran laptopa.
- The 100? - przeczytał Andrzej. - Wydaje się spoko. Obejrzyjmy pierwszy odcinek - zaproponował.
- Jestem za - uniósł ręke Fabian leżąc naodłodze.
- Popieram kolege - odezwał się Kubiak ziewając. Wszyscy byli zgodni. 
- No to lecim na Szczecin - zadecydował Nowakowski i odpalił pierwszy odcinek, a potem, drugi, trzecu, czwarty i takim sposovem obejrzeliśmy osiem odcinków pod rząd.
- Daj jeszcze jeden - poprosił Bartek.
- Ale ten ostatni - uniósł do góry palec wskujący. 
- O kuźwa! Zabije ją! - pisnął Paweł. - Mówiłem żeby nie pić z nimi! Mówiłem! 
Ćśśśśśścho! - strzelił mu w łeb Wrona. Wszyscy śpią. Zakładam się ze i tak nie umrze.
- Zkład? 
- O co? 
- Racja.
- Słabo - skrzywił się Andrzej. 
- Piwko.
- Mło kreatywne. - skrytykował znowu środkowy.
- No to się nie zakładam - burknął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. 
- I słusznie, bo byś przegrał - powiedziałam i kiwnęłam głową na ekran.
Po tym odcinku siatkarze wyszli, a ja tak straszie chcialam wiedzieć co się stało, że obejrzałam do końca sezon. Skończyłam o 3 nad ranem i miałam takie mega wtf, bo totalnie nie wiedziałam o co chodzi w ostatnim odcinku. Ale nie mialam juz sily sę zastanawiać bo padalam na ryj, a oczy ze zmęczenia piekły i zaszły mgłą. 

Mogliście więc sobie wyobrazić jak rozdzierający jęk wydałam z siebie gdy usłyszałam dzwięk budzika. Wyłączyłam go jakoś i resstkami sił zebrałam się by wstać z łóżka choć stało sié to dobiero pół godziny później Ogarnęłam się jako tako i ruszylam na stołówkę. Była 8:20. Nabrałam sobie jedzenia po czym dołaczyłam do chłopaków .
- Widzę, że nie tylko ja dokończyłem seson w nocy - Fabia uśmiechnąl sę leniwie.
- Żółwik, Fabio - przybiliśmy piąstkę. 
- Nie żałuję, ale uprzedzam będę dzisiaj nie do życia. 
- Może uda na się przeżyć bo jak nie to Stefan chyba nie będzie zadowolony.- stwierdził Bartek
- Stefan nie będzie zadowolony jeśli na treningu będziesz się prezentował tak ja wygląda. - powiedział Antiga przechodząc obok naszefo stolika.
- No i wszystko wiesz - wyszczerzyłam się. 

Tydzień do meczów to były ciężkie trenigi chłopaków, które zarządził Antiga twierdząc, że na to pomoże, ponieważ podczas tej trzytygodniowej podróży po świecie, na którą wybierany się w poniedziałek nie będziemy mieli możliwości tak dużo korzystać z hali. 
Mecze z Iranem zakończyły się odpowiednio wynikami 3:1 i 3:2. My podczas tego weekedndu kiedy Kłos przyjechał n mecze zaadresowaliśmy wszystkie zaproszenia i wręczyliśmy je już chłopakom z kadry. Obdzwoniliśmy też zaproszonych bo siłą rzeczy nur możemy do każdego z osobna jechać i go zapraszać. A zaproszenia wyślemy im pocztą. No co tu dużo mówić. To był pracowity tydzień.



Leje z siebie. Pit w moim opowiadani jest totalnie niezrównoważony psychicznie i emocjonalnie chyba XD Nie wiem co mi się we łbie uroiło, że go takiego stworzyłam :')


Wiem, że od ostatniego rozdziału minęło prawie trzy tygodnie, ale niestety nic nie poradze  że szkoła wysysa ze mnie całe siły :/ Trzymajcie za mnie kciuki żdby mi się udało dotrwać do ferii, które zaczynam dopiero 15 lutego, heh. 
Udało mi się cośtam sklecić i wydaje m się że nawet ujdzie. Mam nadzieję, że Wam też taki będzie się wydawał :) 

Skoro szczypiorniści wygrali tak piękne wczoraj z Francuzami, to trzymajcie dzisiaj kciuki za moją chorą Skrę, co?
Chciałam Wam jeszcze wrzucić mojego ulubionego mema po wczorajszym meczu, ale jestem na telefonie i wolę nie kombinować bo z moim szczęściem jeszcze mi się rozdział usunie.

Zapraszam też serdecznie do
Anastazji i Stefana gdzie jakiś czas temu zamieściłam epilog: people--help.blogspot.com
oraz do Ady i Matteo na specyficzna-specyficznosc.blogspot.com gdzie jutro powinno pojawić się coś nowego :)
Także to chyba tyle ode mnie, tak to jest jak się rzadko dodaje rozdział to się zawsze na dole rozpisuje. Koniec.
Pozdrawiam ;**

EJ, NIE NO! PRZECIEŻ TO JUŻ SETNY ROZDZIAŁ! Kuźwa, zakumałam dopiero jak jednak weszłam na laptopa i chciałam to dodać.
Jezu, chyba muszę Wam podziękować... Dziękuję, że ze mną, Eleną, Karolem, walniętym Winiarem i bardziej walniętym Igłą, filozofami Zatim i Pitem wytrzymaliście aż tyle! Dziękuję, tym, którzy są ze mną od początku i tak samo tym, którzy niedawno dołączyli, a także tym, którzy dopiero dołączą (dobra, nie czarujmy się, takich nie będzie bo komu by się chciało nadrabiać 100 rozdziałów, no plis) bo jeszcze myślę koło 20 rozdziałów przed nami i epilog (ale nie smutajcie, mam pojebanie chory pomysł na kontynuację, jakiej się na pewno nie spodziewacie, NA RAZIE TYLKO CHORY POMYSŁ!) będę żałować, że to tu napisałam, żyć mi nie dacie po epilogu.
Dziękuję za 50 obserwatorów, ponad 122 tysiące wyświetleń (!) i taaaaak dużo komentarzy :D Doskonale wiecie ile one znaczą, więc proszę dajcie mi jakiegoś porządnego kopa w komentarzach żebym się ogarnęła i sypnęła szybko nowym rozdziałem! A co!
Dobra, teraz już serio koniec.
Ściskam! ;*


9 komentarzy:

  1. Piter mistrz po prostu :D
    W końcu się doczekałam 100 ;)
    A ja już mam ferie ;P
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ola na zgrupowaniu kadry, w której jest Jęk chłopak...a Jego brak...smutne, ale takie życie sportowca, fajnie pokazałaś ile chłopaki poświęcają, podporządkowując swoje życie pod sport, a to również związane jest ze zdrowiem. Miło się czyta, jak Oni nie potrafią bez siebie żyć, od razu telefon i godzinna rozmowa XD ;3
    Hahhaha oczywiście chłopakom humor dopisuje xD i jak tu Ich nie kochać ^^
    Nooo racja, po Piotrku bym się nie spodziewała takiej otwartości, poczucia humoru i rozkmin xD ale Ten człowiek tak w realu ostatnio mnie pozytywnie zaskakuje i to bardzo ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nowy rozdział ;**
    http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2016/01/rozdzia-66-przebaczenie-jest-moca.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam twojego Pita <3 Świetna postać! A scena gdy wszyscy go pocieszali, bo nie było żelków - MISTRZOSTWO! Nie sądziłam, ze to może sprawiac taki wielki ból :D Ale sama mam nieraz dziwne odchyły, więc jak najbardziej rozumiem! cieszę się, że i tak coś napisałaś, po tych 3 tygodniach ^^ Czekamy na next! I jestem ciekawa tego chorego pomysłu :O Chcę kontynuację JUUUUUŻ! XD Może to mnie zmotywuje z kontynuacją Blanki i Michała...
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napiszę epilog to będziemy się wzajemnie motywować do pisania kontynuacji xD bo wiedz, że ja ci jej nie odpuszczę :D
      Pozdrawiam ;**

      Usuń
  4. Właśnie przeczytałam w 7 dni 100 rozdziałow. Nie spalam po nocach XD nadal nie wierzysz, że komuś by się chciało nadrobić? Hah

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, mistrzowska rola Piotrusia w tym rozdziale <3 Żelki, te wszystkie teksty, akcja z pocieszaniem, jezuu, aż będę wracać sobie do tego rozdziału.
    Dużo Pita to jest to, co lubię najbardziej, hahaa. :D

    Niech on już wraca do gry, noo. :<

    I to by było chyba na tyle, bo Piter wygrał dzisiejszy rozdział. ^^

    U mnie nowość, zapraszam.

    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział .
    Czekam na następny .☺
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam Cię na perspektywę Zuzy w przed dzień spotkania z Wojtkiem...czy w ogóle do niego dojdzie? Jak nastawia sie dziewczyna?...
    http://dla-kazdego-zawsze-jest-jakis-ratunek.blogspot.com/2016/02/rozdzia-68-dzieki-ze-mowisz-mi-to.html
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń